sobota, 14 lipca 2018

15.


!Na końcu ważna notka!
--------------------------------------------------------

~Vanessa~
Sytuacja wydaje się opanowana, odprowadzam Fettnera wzrokiem, gdy wychodzi z łazienki i przechodzi do szatni. Spoglądam na Michaela. Rysy jego twarzy złagodniały, to dobrze. Wydaje się nie tyle spokojny, co nieobecny. Chyba sam siebie zaskoczył. Co w niego wstąpiło? Nigdy nie wpadł jeszcze w taką furię, nie wiem, co się stało. Czy poszło im o Marissę? Co z tą dziewczyną jest nie tak? Jaki problem kryje się za tym związkiem?
Gregor podchodzi do nas powoli, ze zmartwioną miną. Cieszę się, że przyszedł.
- Dasz mi chwilkę? – pytam brata.
Spogląda na mnie, lekko marszczy czoło.
- Tak – bąka.
Puszczam Schlirenzauerowi smutny uśmiech i odchodzę. Nigdy nie sądziłam, że będę za coś wdzięczna Fettnerowi, ale teraz czuję się w obowiązku. Niepewnie idę jego śladem, akurat naciąga na siebie podkoszulek. Czekam, aż materiał opadnie do bioder i robię dwa kroki w jego stronę.
- Dziękuję – mówię. Mój głos brzmi niemalże płaczliwie, ale liczę na to, że tego nie usłyszy.
Odwraca się bardzo powoli, nic nie mówi. Patrzy na mnie dłuższą chwilę, podparty pod boki.
- Nie ma sprawy, to moi kumple – odpowiada w końcu, gdy moje ciało zostaje otaksowane od góry do dołu jego spojrzeniem.
Kiwam głową i przełykam głośno ślinę. Czym ja się tak denerwuję? Oczywiście, akcja, która miała przed chwilą miejsce nie była relaksująca, ale bez przesady.
- N-nie do końca o to mi chodzi – jąkam się, ale udaje mi się przyciągnąć jego uwagę.
Zatrzymuje się w pół obrocie, spogląda na mnie bokiem.
- Nie? – prostuje się.
Ponownie przełykam ślinę. Mam dziwne uczucie w buzi, jakby mrowiał mi język. Świdrujące spojrzenie jedynie sprawia, że trudniej mi oddychać.
- Gdyby nie ty – zaczynam, ale nie umiem dobrać odpowiednio słów. – Nie wiedziałam, co mam robić – wyznaję. – Dziękuję, że mi pomogłeś – dodaję.
Milczy chwile, mlaska językiem i zakłada ramiona na piersi.
- Nic takiego nie zrobiłem, to ty opanowałaś sytuację – mówi.
Po raz pierwszy czuję się doceniona przez tego człowieka. Może jednak nie jest taki zły. Odruchowo zaczynam myśleć o moim planie, by go rozgryźć, więc robi mi się gorąco i głupio.
Wzdycham.
- Dziękuję za komplement, ale jestem zdania, że bez ciebie bym sobie nie poradziła. Jeśli twierdzisz inaczej, w porządku – powiedziałam.
Pokiwał głową.
-  W takim wypadku, w porządku – odpowiada  odwraca się na pięcie.
Zaczyna składać swoje ubrania, ale zastyga nagle. Spogląda na mnie przez ramię.
- Coś jeszcze? – pyta.
- Nie – odpowiadam szybko, za nim zdąży na nowo zrobić się niemiły, jak to ma w zwyczaju.
Potakuje głową.
- Dobrze, więc idź do brata. Sądzę, że może cię teraz potrzebować – radzi.
- Jasne – bąkam, odwracam się, oddycham głęboko i ruszam w stronę Michaela.
Mój brat nie chce wracać do domu. Twierdzi, że nic mu nie jest. Na treningu nie rozmawia z nikim, nie ćwiczy też Kraftem, co mnie całkowicie nie dziwi. To byłoby dziwne, gdyby po bójce zaczęli ze sobą trenować. Mam jednak nadzieję, że szybko się pogodzą. Chciałbym także wiedzieć, co między nimi zaszło, ale nie będę na żadnego z nich naciskać.
Pół dnia spędzam przepisując jakieś tabelki, które dał mi trener. Nie bardzo lubię takie rzeczy, więc gdy dostaję informacje o lunchu, jestem za to wdzięczna Bogu.
Jedziemy na stację, co powoli staje się tradycją. Michi i Krafti siedzą w środkowym rzędzie siedzeń w samochodzie, dzieli ich Kofler. Trener nie dowiedział się o bójce, nie chciał także uwierzyć, że Kraft podbił sobie oko, gdy w nocy szedł po ciemku do toalety i się potknął, ale koniec końców – nie dopytywał o szczegóły. Pewnie uznał, jak ja, że nadejdzie i jego pora, aby się dowiedzieć.
Aschenwald siedzi po mojej prawej, a po jego prawej Fettner, po lewej mam za to Gregora. Poppinger i Diethart jadą z przodu, obok trenera. Atmosfera zdecydowanie różni się od tej w pozostałe dni.
- Jak się czujesz? – pyta Schlierenzauer nagle.
Spoglądam na niego lakonicznie.
- W porządku – wzruszam ramionami. – Sądzę, że to nie jest czas ani miejsce na tego typu rozmowy – dodaję.
Chłopak potakuje.
- Porozmawiamy później? – dopytuje.
- Jasne – uśmiecham się słabo.
Opieram głowę na jego ramieniu. Przyjemny szum szosy pod kołami i dość wygodna podpórka pod głowę, sprawiają, że mój organizm uznaje ten moment za idealny, żeby odespać sobie dzisiejszą noc. Czuję się tak koszmarnie zmęczona. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, ale, gdy łokieć Aschenwalda wbija mi się pod żebro, otwieram oczy i widzę stację benzynową.
Wysiadamy, kierujemy się do baru by zamówić jedzenie. Biorę sprawdzony zestaw i kieruję się do wolnego stolika. Powoli dosiadają się chłopcy. Pierwszy przychodzi Gregor, który stał tuż za mną w kolejce, następnie zjawia się Philipp, a po chwili dołącza do nas Manuel Fettner. Moje zdziwienie praktycznie sięga zenitu, gdy widzę, że samowolnie zajmuje miejsce obok mnie.
Rozglądam się, a po chwili nachylam w jego stronę i pytam:
- Jesteś pewny, że chcesz tu siedzieć?
- A mam się przesiąść? – teoretycznie nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale postanawiam, że nie zwrócę mu na to uwagi.
- Nie, nie – zaprzeczam. – Po prostu do tej pory raczej stroniłeś od siedzenia w mojej okolicy – zauważam.
- Naprawdę, mogę się przesiąść – burczy.
Wzdycham.
- Nie o to tu chodzi – rzucam. – Jestem tylko zdziwiona – dodaję.
- To się tak nie dziw. Uznałem, że twojemu bratu i jego przyjacielowi potrzeba odrobiny prywatności – kiwa głową w moją stronę.
Odwracam się, by spojrzeć za mnie. Michi i Stefan rzeczywiście siedzą razem.
- Myślicie, że właśnie… - odwracam się szybko, ale obok mnie nie ma już Manuela.
Rozglądam się, bo nie wiem, gdzie poszedł.
- Co „właśnie”? – pyta ktoś.
Siedzę zapatrzona w puste miejsce. To było naprawdę dziwne. Dosiadł się, a potem zwyczajnie sobie poszedł. Chyba nigdy nie rozszyfruję tego człowieka.
- Hej, Nessi, mówiłaś coś – dłoń Philippa majta mi się przed twarzą.
Spoglądam najpierw na niego, potem na Gregora, który wygląda na zmartwionego.
- Przepraszam, miałam ciężką noc, a potem jeszcze Michi i Krafti – bąkam.
- Jasne, nic się nie dzieje – zapewnia Schliri. – Może chcesz zjeść na zewnątrz? –pyta.
Krzywię się w grymasie.
- No nie wiem, chyba po prostu wezmę na wynos – stwierdzam.
Zbieram ze stołu swoje jedzenie i wychodzę, a następnie wsiadam do samochodu. Pod nosem nucę intro Whiskey In the Jar i pakuję się do środka wozu. Potykam się i moja butelka toczy się po podłodze samochodu, zatrzymując dopiero pod czyimś butem.
- Cholercia – marudzę.
- Całkiem nieźle ci szło – mówi Manuel nieco rozbawiony. Czy to kolejny komplement? – Dopóki się nie wywaliłaś. Chyba nie jesteś zbyt dobra w równoczesnym chodzeniu i nuceniu – dodaje.
Nie, jednak nie.
- Tak – przeciągam samogłoskę. – Nie jestem w tym zbyt dobra. Ale przecież tylko ty jesteś istotą nieomylną, mam rację? – uśmiecham się tak sztucznie, że policzki od razu zaczynają mnie boleć.
Wycofuję się z samochodu, zanim Fettner zdąży odpowiedzieć kolejnym kąśliwym komentarzem. Siadam na krawędzi chodnika, przed wejściem do parkingowej restauracji. Powoli odpakowuję kanapkę i zaczynam ją jeść. Drzwi za mną otwierają się, a chwilę później obok mnie stoi Gregor. Spoglądam na niego z dołu.
- To co, pogadamy teraz? – pyta.
- Ten dzień jest wystarczająco przygnębiający. Dziękuję za troskę, ale chyba nie chcę o tym rozmawiać. Może po prostu usiądź tu ze mną i opowiedz mi coś śmiesznego na poprawę humoru? – proponuję.
Chłopak wbija dłonie w kieszenie.
- No nie wiem, nie jestem w tym zbyt dobry – unika mojego wzroku.
- Nie żartuj, świetnie się z tobą bawię. Jesteś wspaniały w opowiadaniu zabawnych rzeczy – staram się go przekonać.
- No dobrze, najwyżej będziesz tego żałować – mówi.
- Och, błagam. Ten dzień raczej nie może być gorszy – odpowiadam i oboje prychamy śmiechem.



===============================================================
Cześć!
Jeśli jesteś tu i czytasz tę notkę, mam do Ciebie prośbę. Ponieważ pod ostatnim postem pojawił się jeden komentarz (drugi był moją odpowiedzią), pytam Was czy kontynuowanie tej historii ma sens? Skoro to widzisz, proszę byś zostawił(-a) po sobie ślad w postaci komentarza, który przynajmniej będzie zawierał odpowiedź na pytanie.
Ode mnie to tyle, mam nadzieję, że spotkam się z powrotem z Wami i tym austriackim tałatajstwem ;)
Monika Karolina xxx