sobota, 10 czerwca 2017

02.

~Vanessa~
Skoki ogląda się bardzo przyjemnie, z czasem nawet piekący gorąc przestaje przeszkadzać, a czuję jedynie swędzenie poparzonej skóry. nie jest jednak najgorzej, Gregor skombinował dla mnie jakiś krem do opalania, ale i tak jestem już różowa. Chłopcy skaczą chyba po dziesięć skoków każdy, ale wydają się zupełnie niezmęczeni. Kilka razy słyszę, że mój brat mówi coś przez krótkofalówkę do Schlierenzauera, ale nie rozumiem co. Chłopak podaje mu warunki i mówi, że wszystko ze mną w porządku, jakby coś mogło mi się stać od stania dwa metry nad ziemią.
Powoli zbliża się wieczór, choć słońce nadal wisi nad górami. Uwielbiam lato, nawet jeśli mam spędzić wakacje w obcym gronie, to wiem, że będą udane. Wszyscy wyglądają sympatycznie, rozmawiają ze mną między skokami i pytają, jak mi się tutaj podoba. A ja z uśmiechem na twarzy, szczerze odpowiadam, że bardzo. Chłopak o miodowej czuprynie, który towarzyszy mi przez cały dzień jest naprawdę miły i zabawny. Niech Klara żałuje, że nie poszła po rozum do głowy i wsiadła na rower, mimo że ledwo snuła się na nogach. Chociaż, pewnie i tak by ich nie poznała, ponieważ pojechałybyśmy na „najlepszą wycieczkę naszego życia”. O ile ktoś wziąłby nas do swojego samochodu. „Autostop to najlepszy środek lokomocji”, zapewniała dziewczyna. „Jedziesz za darmo i na dodatek masz tyyyle wspomnień”, zachwycała się. Nie byłam przekonana do tego pomysłu, Michael też nie. Pewnie w głowie snuł mroczne scenariusze o gwałcicielach i porywaczach. Aż głupio przyznać, ale ucieszył się, gdy Klara złamała rękę i było wiadomo, że nigdzie nie pojedziemy. Ja w sumie też się ucieszyłam, ale oczywiście nie z tego, że moja kumpela złamała rękę. Wizja stania pół dnia przy drodze i machania ręką, żeby ktoś się zatrzymał nie byłą zbyt zachęcająca. Choć, może gdyby Klara codziennie nosiła szorty, eksponując swoje długie nogi, łapałybyśmy autostopy szybko.
Po skończonym treningu, zeszłam z Gregorem z podestu i obserwowałam, jak skoczkowie wchodzą do domku. Weszło ich tam chyba z dziesięciu, a ja nie mogłam przestać się głowić, jak oni wszyscy się tam mieszczą.
- Masz coś jeszcze do picia? – zapytałam, gdy Gregor nurkował po coś w bagażniku swojego samochodu.
Powoli wysunął swoje ciało na zewnątrz i wziął do ręki butelkę po wodzie. Ostatnie krople przelały się po dnie. Jęknęłam zażenowana, język wysychał mi na wiór, chodź cały dzień popijałam wodę chłopaka.
- Zapasy mi się wyczerpały – powiedział wykrzywiając usta.
Zaśmiałam się widząc jego minę.
- Przepraszam, to moja wina. Gdybyś był sam, pewnie by ci wystarczyło – bąkam.
Naprawdę mi przykro, wypiłam chyba pół butelki sama.
- Ile ty właściwie masz lat? – spogląda na mnie Gregor z ukosa.
Czuję, że policzki zaczynają mnie piec. Może nikt nie zauważy, i tak jestem cała czerwona od słońca.
- Dwadzieścia trzy – mówię spoglądając w bok.
Nie wiem, o co mu chodzi z tym wiekiem, ale czuję się dziwnie. Prostuję plecy i zaplatam ramiona pod biustem.
- To świetnie – uznaje i uśmiecha się szeroko.
Patrzę na niego zdziwiona. On się dobrze czuje?
Może jednak słońce za mocno przygrzało.
- A-ha? – mruczę pod nosem. – A to dlaczego? – dopytuję.
- Ponieważ możesz iść do Michiego, żeby dał ci coś do picia – wzrusza ramionami. – Zalety bycia młodszą siostrą – uśmiecha się, ale teraz ma zamknięte usta.
- Ty wiesz, że to nie jest taki głupi pomysł – uznaję i odwracam się na pięcie.
- Ale nie idź tam teraz – woła, gdy ruszam w stronę domku.
- A kiedy? Gdy kompletnie umrę z pragnienia? – rzucam nawet nie odwracając się, żeby na niego spojrzeć.
Wpadam do domku i od razu otula mnie suche, zimne powietrze z klimatyzacji. Czuję przyjemny dreszcz na karku.
- Michi, masz coś do picia? – pytam zatrzymując się na środku pomieszczenia.
O mój Boże.
Teraz rozumiem, dlaczego miałam tam nie wchodzić. Wszyscy patrzą na mnie zdziwieni, a ja nie mogę się ruszyć i jedynie rozglądam się, próbując oderwać wzrok od prawie nagich ciał skoczków. Przygryzam jedynie wargę i czuję, że rumienię się speszona. Czy oni mogą się zacząć ubierać i nie patrzeć na mnie w taki sposób? Ja tylko chcę się czegoś napić. Spoglądam w lewo, mając nadzieję, że tam już nikogo nie ma, ale popełniam błąd. Mój wzrok napotyka spojrzenie ciemnych oczu. Fettner mruga szybko i zaczyna się ubierać, a ja nie mogę się poruszyć, nabrać tchu, ani zrobić niczego innego. Czarnowłosy mężczyzna zaczyna wciągać czarne jeansy, jakby moje spojrzenie go odblokowało. Prostuje się i staje do mnie plecami. Ma bardzo umięśnione plecy, między jego łopatkami powstaje zagłębienie w kształcie odwróconej litery V, a wzdłuż kręgosłupa ciągnie się długie wgłębienie, które kryje się dopiero za paskiem jego spodni. Stoi chwilę nieruchomo z głową spuszczoną i lekko obróconą w prawo, przyciskając podbródek do obojczyka. Zastanawiam się, co robi, ale nie mogę znaleźć odpowiedzi.
Kątem oka widzę, że pozostali skoczkowie także zaczęli się ubierać. Przynajmniej tyle. Chcę odetchnąć z ulgą, ale nadal czuję gulę w przełyku, więc mam problem z nabraniem powietrza. Fettner porusza się ponownie, przeciągając szary podkoszulek przez głowę, wsuwa białe buty, szybkim ruchem chwyta czarną, skórzaną kurtkę i przewiesza ją przez sportową torbę, a następnie sięga po jeszcze jedną torbę, w której muszą być buty narciarskie, ponieważ Michi ma taką samą. Zbiera swoje rzeczy, a potem nie patrząc na nikogo, rusza w moją stronę. Mam wrażenie, że wrastam w podłogę, ale wtedy on mija mnie szybko i pozostaje po nim jedynie zapach męskich perfum. Trzask drzwi wyrywa mnie z osłupienia i ponownie spoglądam na innych skoczków.
Michael podchodzi do mnie powoli i podaje mi butelkę z wodą.
- Nigdy więcej tu nie wchodź, jeśli nikt cię o to nie porosi – mówi cicho, że tylko ja go słyszę.
Kiwam głową. Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. Zbyt dużo roznegliżowanych ciał męskich na raz. Poza tym, ich ciała są zbyt szczupłe, żeby na nie patrzeć. Można się kompleksów nabawić.
Odwracam się na pięcie i biorę łyk wody. Jest tak wspaniale zimna, że mam ochotę nie przestawać zaciągać ją do ust. Ale wtedy orientuję się, że nadal stoję wśród skoczków, którzy przebierają  się po treningu, więc wychodzę na zewnątrz, żegnając się z przyjemnym chłodem.
Gregor idzie w moją stronę, uśmiechając się na widok butelki z wodą.
- I co, duży szok? – pyta.
- Mogłeś powiedzieć – rzucam niby zezłoszczona, ale w moim głosie nie da się ukryć rozbawienia.
- Próbowałem – wtrąca, podpierając się pod boki.
Oboje wybuchamy śmiechem, a gdy przestępuję na drugą nogę, zauważam kruczowłosego, wsiadającego do czarnego samochodu. Schlieri podąża spojrzeniem, za moim i milczy chwilę po czym rzuca zwyczajnie:
- O co chodzi?
Wzruszam ramionami i ponownie biorę łyk wody, a następnie podaję butelkę chłopakowi.
- Chyba mnie nie lubi – uznaję, wzruszając ramionami.
Schlierenzauer przełyka, co widzę po poruszającym się jabłku Adama.
- Po czym to wnioskujesz? – pyta zakręcając butelkę.
- Nie odzywa się do mnie, nawet na mnie nie patrzy. Każdy dzisiaj ze mną rozmawiał, a on odezwał się raz – bąkam i biorę picie od chłopaka.
- Wiesz, Manuel jest… trudny – mówi ociągając się odrobinę z odpowiedzią.
Spoglądam na niego, jak na idiotę.
Trudny? Serio? Trudny to może być test, a ten cały Manuel jest po prostu dziwny.
- Myślałam, że jest niemową – rzucam nagle, choć wcale nie chciałam powiedzieć tego na głos.
Gregor wybucha głośnym śmiechem, a ja patrzę na niego z politowaniem.
- Fajnie – mruczę. – Nie ma to, jak wyśmiewać się z młodszej koleżanki, nie? – rzucam.
- Daj spokój – obejmuje mnie ramieniem. – Ja po prostu… Wiesz, niecodziennie słyszy się, że twój kolega jest niemową – uznaje krótko.
- No, to przynajmniej jestem oryginalna – uznaję, dając mu kuksańca w żebro.
Gregor jest ode mnie o głowę wyższy, więc nie wiem jaką ma minę, ale na dźwięk otwieranych za nami drzwi do domku, odskakujemy od siebie jak poparzeni.
- Młoda, jedziesz z tyłu – rzuca mi Michael, który niesie narty na ramieniu.
- Nie? – rzucam. – I nie mów na mnie młoda, jestem tylko dwa lata młodsza – zauważam.
- Stara też nie jesteś – gasi mnie.
- Ale na mnie młody nie mówisz – wtrąca się Kraft, wychodząc zza niego.
- A mam zacząć? – Michi marszczy czoło, posyłając Stefanowi spojrzenie, którego nie rozumiem.
- Nie no, nie, ale wiesz… - pląta się brunet.
- Czekaj, to ile ty masz lat? – wtrącam się.
- Dwadzieścia trzy – wzrusza ramionami najniższy z chłopaków.
Uśmiecham się szeroko, rozkładam ramiona i przytulam go. Nie sądziłam, że jest moim równolatkiem, ale ta prawda jeszcze utwierdza mnie w przekonaniu, że będziemy się dobrze dogadywać.
- Dałbym tęczę, ale gdzieś zgubiłem jednorożca – rzuca mój brat, przerywając mi zaprzyjaźnienie się z jego przyjacielem.
Spoglądamy na niego równocześnie z podobnymi minami irytacji.
- Serio, Michi? – krzywi się Kraft.
- Tak, serio. Czy możemy iść do samochodu? Chcę już do domu, jestem zmęczony po treningu – syczy mój brat.
- No dobrze, dobrze – wzdycham. – Dla ciebie, mogę usiąść z tyłu – zwracam się do bruneta, który posyła mi jeszcze jeden ciepły uśmiech.
- Chodźmy już – jęczy blondyn i rusza w stronę samochodu. – Jeśli was nie będzie, to odjadę sam – mówi nie odwracając się, by na nas spojrzeć.
Biorę Krafta pod ramię i posyłam Gregorowi przepraszający uśmiech, a następnie ruszamy ze Stefanem w ślad za Michaelem.
- Do jutra – rzuca Schlierenzauer.
Spoglądam przez ramię i uśmiecham się do niego.
- Do jutra – odpowiadam, czując jak ciepło rozlewa się po moim wnętrzu.
Gregor to naprawdę sympatyczny gość.
Ładuję się na tylne siedzenie i siadam pośrodku, żeby móc rozmawiać z Stefanem i Michim. Przez całą drogę śpiewamy, gadamy i śmiejemy się, aż sama nie wiem kiedy, zatrzymujemy się pod domem bruneta. Rano przywiózł go Poppi, cokolwiek to znaczy, ale później zadzwoniła do niego babcia i musiał jechać do niej, więc było mu nie po drodze.
Gdy wracam do domu idę wziąć zimny prysznic, bo moja skóra nadal jest gorąca. Jutro nie zapomnę o kremie z filtrem, za bardzo przez to cierpię. Jestem z natury blada, więc jeśli chcę się opalić, pierwszego dnia muszę używać kremu, bo inaczej z miodowego brązu na skórze nici.
Po kąpieli kładę się spać, choć przez długi okres czasu nie mogę zasnąć, ponieważ w mojej głowie jest pełno myśli i wspomnień ze skoczni. Już nie mogę się doczekać ponownego spotkania z tymi wszystkimi ludźmi, nawet z tym kruczowłosym Manuelem. Tuż przed zaśnięciem obiecuję sobie jedną jedyną rzecz, która niesamowicie pachnie nonsensem.

Ja go rozgryzę.

====================================================


To nie tak, że ja zapomniałam. Po prostu nie było mnie w tamten weekend w Polsce, bo pojechałam do Pragi. Swoją drogą - było pięknie! Naprawdę świetnie spędzony czas, wycieczka warta wydanych pieniędzy. Ale nie ważne. Ja pojawię się tu za trzy tygodnie i mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać. 
Pozdrawiam, 
Monika Karolina xoxo

2 komentarze:

  1. Suuuuuupeeeeeer :D
    Kocham to opowiadanie :*
    Dwa cytaty które skradły moje serce
    "Ale na mnie młody nie mówisz – wtrąca się Kraft, wychodząc zza niego.
    - A mam zacząć? – Michi marszczy czoło, posyłając Stefanowi spojrzenie, którego nie rozumiem."
    "- Dałbym tęczę, ale gdzieś zgubiłem jednorożca " poprostu płakałam ze śmiechu :D
    Oraz bardzo fajny cytat taki typowy starszy brat "Nigdy więcej tu nie wchodź, jeśli nikt cię o to nie porosi "
    Ogólnie świetny rozdział już czekam na nexta jestem ciekawa kim bardziej zainteresuje sie Nessa Fettnerem czy Gregorem :P
    Pozdrawiam dużo weny życzę ;)
    Ps Świetny gif :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Och ten Gregor <3
    Jestem ciekawa, co tam dalej wymyślisz i czy naszej bohaterce faktycznie uda się rozgryźć Fettnera :D

    OdpowiedzUsuń