sobota, 6 maja 2017

01.

~Manuel~

Siedzę na belce i czekam na znak od Gregora, aż będę mógł skoczyć. W końcu startuję i zjeżdżam po najeździe i wybijam się wysoko z progu. Czuję powietrze wdzierające się przez mój kombinezon do wnętrza. Ziemia jest co raz bliżej, mocniejszy podmuch wiatru sprawia, że napinam mocniej mięśnie, żeby ustabilizować lot, aż w końcu ląduję składając się do telemarku. Narty suną po igielicie, aż w końcu zjeżdżam na trawę i rozluźniam się nieco. Widzę, że obok Krafta stoi Michael i jakaś dziewczyna. Podjeżdżam do nich i witam się z Hayboeckiem. Dziewczyna patrzy na mnie.
- Elsa – mówi i uśmiecha się, wystawiając w moją stronę dłoń.
Jest wyjątkowo gorąco, czuję, że cały aż kleję się od potu, więc nie podaję jej ręki. Kiwam jedynie głową na przywitanie i, chcąc jak najszybciej pozbyć się zbędnej warstwy, rozsuwam zamek w kombinezonie do pasa, a następnie zsuwam rękawy. Blondynka ewidentnie mnie obserwuje, niemal czuję jej wzrok na sobie, ale patrząc na jej budowę uznaję, że to jeszcze dziecko. Prawie pewne jest to, że nie skończyła jeszcze nawet osiemnastu lat. Jest drobna i wzrostem prawie dorównuje Stefanowi.
Podchodzi do nas Gregor i z udawaną pretensją w głosie zagaduje blondyna, który miał zjawić się tutaj godzinę temu, jak my wszyscy. Trening to trening, nie powinien sobie odpuszczać. Chłopak tłumaczy się jednak tym, że coś mu wypadło i rzuca wymowne spojrzenie tej małej. Ja w tym czasie kucam, by odpiąć narty i zdejmuję je stawiając stopy po ich bokach i wstaję. Ona tylko marszczy czoło w grymasie niezadowolenia, czy coś w tym rodzaju. Gregor przedstawia się jej, posyłając przy tym głupkowaty uśmiech. Kiwa do niego głową powtarzając swoje imię po czym spogląda na mnie. Zdejmuję kask, ponieważ czuję, że moja głowa za raz eksploduje z ciepła, jeśli tego nie zrobię. I w momencie, gdy wiatr wdziera się między moje włosy orientuję się, że się nie przedstawiłem.
Spoglądam na błękitnooką blondynkę i rzucam krótkie:
- Fettner – gdy tylko otwieram usta, czuję że mój język jest suchy, jak wiór, więc ruszam po wodę, by jak najszybciej pozbyć się tego paskudnego uczucia.
Dziewczyna wydaje się zdumiona tym, że w ogóle się do niej odezwałem, ale ja zupełnie tego nie rozumiem. Co ja, Tarzan jestem?
Zatrzymuję się w cieniu metalowego podestu, ponieważ skóra piecze mnie od słońca. Sięgam po butelkę i z zadowoleniem zauważam, że mimo żaru lejącego się z nieba, woda nadal jest zimna. Szybko otwieram nakrętkę i przystawiam plastikowy gwint do ust, ignorując świadomość bycia obserwowanym. Nie mogę w to uwierzyć, ale ta mała naprawdę mnie obserwuje. Zajmuję się błogim uczuciem, zimnej wody przepływającej w głąb mojego ciała. Mija mnie Kraft z Hayboeckiem, dyskutujący o czymś na tyle cicho, bym nie zrozumiał ani słowa. Wchodzą razem do domku, a ja odsuwam butelkę od ust. Odwracam się przez ramię, dziewczyna przygląda się uważnie twarzy Gregora, który coś do niej mówi.
Kiedy oni wszyscy nauczyli się tak cicho mówić? Nie ma jak podsłuchiwać.
Dziewczyna zaplata ramiona i dopiero wtedy zauważam jej walory, ale strasznie głupio mi z obserwowania jej praktycznie z ukrycia, więc ponownie pociągam z butelki i patrzę na metalowe schody przede mną.
Słyszę, że ktoś się zbliża, domyślam się, że to Schlierenzauer i ta blondynka.
- Słucham? – dziewczyna mówi odrobinę głośniej.
Mimochodem spoglądam na nich zaciekawiony. Szatyn ma tak głupią minę, że nawet nie próbuję się domyślać, co głupiego palnął. A mówiłem, żeby od czasu do czasu pomyślał nad tym, co robi. Uśmiecham się półgębkiem, gdy gdzieś w mojej głowie pojawia się słowo „idiota”. Kręcę nią i zaglądam do butelki, zbywam uśmiech z mojej twarzy i butelka ponownie rusza w trasę do moich ust. Nabieram płynu w policzki, lecz zanim zdążę przełknąć słyszę głośne:
- Michi to mój brat – oznajmia dziewczyna.
Zaciskam wargi, żeby nie zrobić z siebie zraszacza i idioty równocześnie. Ostatecznie połykam wodę, a chwilę później obok mnie przechodzi Schlieri wykonując gest dłonią wskazujący schody.
- Zapraszam – mówi.
Nie odwracam wzroku, żeby spojrzeć na dziewczynę, a ona chwilę  później przemyka obok mnie i niemal wbiega na schody.
- Nie za wesoło wam? – pytam, nie wiem czemu.
Dziewczyna spogląda na mnie ze szczytu schodów. Na jej czole pojawiają się zmarszczki, wygląda nieco zabawnie, ale zachowuję powagę. Czuję dłoń Gregora na moich plecach, która uderza delikatnie w lewą łopatkę dwukrotnie.
- Daj spokój, Manuel – mówi z uśmiechem na ustach.
Patrzę, jak szatyn wbiega po schodach i staje obok blondynki. Mam ochotę prychnąć, ale tego nie robię. Jesteśmy dorośli, ona może nie, ale my tak. Prychanie na siebie wydaje mi się strasznie dziecinne, więc po prostu zakręcam butelkę.
- Już nic nie mówię – bąkam krótko, odkładam butelkę na miejsce i odwracam się, by ruszyć w stronę domku.
Odchodzę wciągając rękawy kombinezonu. Nie słyszę ich rozmowy, ale nie wiem nawet, czy w ogóle rozmawiają. Wchodzę do domku, Kraft wcina banana przyglądając się Hayboeckowi, który sprawdza swój sprzęt.
- Fajna ta twoja siostra – mówi Stefan nim ugryzie następny kawałek banana.
Podchodzę do stolika w rogu pokoju i zauważam, że ktoś dobrał się już do moich Mannerów, więc biorę jednego i sięgam po telefon, żeby sprawdzić, czy nikt się do mnie nie dobijał. Michael stawia swoje narty i opiera je o ścianę, obok Krafta. Przyglądam im się chrupiąc wafelek. Blondyn spogląda z ukosa na bruneta.
- Co ty chcesz od mojej siostry? – pyta podenerwowany, a jego nozdrza się rozszerzają.
Siadam na stoliku ciekawy odpowiedzi Krafta. Już dawno to nasze skoczne małżeństwo o nic się nie kłóciło. To może być ciekawe, w zależności od tego, co powie Stefan.
- Nic, tylko mówię, że jest fajna – odpowiada niepewnie dwudziestotrzylatek.
Michi mierzy go wzrokiem, jakby szukał oznak kłamstwa, ale ja jestem przekonany o tym, że młodszy z nich nie miał na myśli nic złego.
- Na twoim miejscu, martwiłbym się o Schlieriego – rzucam od niechcenia, sięgając po następny wafelek.
Blondyn patrzy na mnie zdziwiony, jakby nie zauważył, że w ogóle tu jestem. Mięśnie jego szczęki zaciskają się, niemal wychodzą spod skóry.
Było nie zabierać smarkuli na trening.
- Co masz na myśli? – robi krok w moją stronę.
- Nic, nic – wzruszam ramionami. – To chyba dobrze, że się zaprzyjaźnia. Ktoś musi się nią opiekować – bąkam.
Hayboeck wciąga powietrze nosem ewidentnie zirytowany, chwyta narty i wychodzi z domku, trzaskając drzwiami. Kraft patrzy na mnie dziwnie, wyrzuca skórkę po bananie do kosza, bierze swój sprzęt i wychodzi za kumplem na zewnątrz. Postanawiam zostać jeszcze trochę w klimatyzowanym pomieszczeniu, niż męczyć się tam w żarze i spiekocie.
Sam nie wiem, dlaczego postanowiłem nasłać starszego brata na tę smarkulę, ale z ciekawości podchodzę do okna, żeby widzieć to, co zrobi Michi. Nie chcę zwad w zespole, ale ta sytuacja mnie zwyczajnie bawi. Blondyn nawet nie wiedział, jaki błąd popełnił zabierając młodszą siostrę na trening. Dwudziestopięciolatek nic nie robi oprócz gadania, dziewczyna szybko ugłaskuje go składając całusa na policzku brata. Nie sądziłem, że tak łatwo się podda. Poza tym, do akcji wkracza Kraft, a chwilę później Michael po prostu schodzi z podestu i razem z przyjacielem kieruje się w stronę wyciągu.
Odkładam pudełko z Mannerami na stolik, a raczej po prostu rzucam je w tamtą stronę, nie dbając o to, czy wyląduje na blacie. I tak ktoś opróżnił pół pudełka. Opłukuję twarz zimną wodą, wycieram ją szybko, biorę swój sprzęt i wychodzę w najgorętszy dzień tego lata.
Mijam podest, bez zerkania. Nie będę przeszkadzał tym gołąbeczkom, od tego jest tutaj Michi. Chyba nie zbyt dobrze sprawdza się w roli starszego brata-opiekuna. Na jego miejscu bardziej pilnowałbym tej małej. Ani się obejrzy, a jego siostrzyczka i jej adorator będą przerażonymi, przyszłymi rodzicami. Gregor skończy z otłuczoną twarzą, a ta blondyneczka zalana łzami, siedząc w wannie z testem rzuconym do łazienkowego śmietnika. Żadnemu z nich tego nie życzę, ale jeśli to dziecko zostanie bez nadzoru, to zaraz coś skombinuje.
- Dalekiego skoku – krzyczy ktoś z góry.
Zadzieram głowę i mrużę oczy. Ona naprawdę sądzi, że się zaprzyjaźnimy? Wybacz, mała, ale mam na głowie zbyt wiele piskliwych fanek w twoim wieku. Tłum nastolatek krzyczących moje imię to koszmar, mam uprzedzenia. Takie życie. Nie odpowiadam, ruszam dalej nie zastanawiając się, co o mnie pomyśli.

Po treningu jestem naprawdę zadowolony z siebie. Szło mi wyjątkowo dobrze, jak na taki upał. Wracam do domku i zaczynam się przebierać, choć najchętniej wziąłbym teraz zimny prysznic. Roztrzepuję włosy dłońmi, ponieważ uklepały się od kasku i czuję się niekomfortowo. Nie obchodzi mnie to, że wraz ze mną przebiera się jeszcze kilku innych chłopaków. To jak przebieranie się po w-fie. Ale oczywiście drzwi otwierają się i do środka wpada ta małolata.
- Michi, masz coś do picia? – krzyczy od progu i dopiero, gdy staje pośrodku orientuje się, że źle zrobiła.
Przygryza dolną wargę i rumieni się speszona. Patrzę na nią, zamiast się ubierać, mimo, że stoję w samych bokserkach i skarpetkach, jakby zamrożony w połowie drogi do ubrania spodni. W końcu dziewczyna rozgląda się i spogląda na mnie, co odblokowuje mnie i zaczynam wciągać czarne jeansy. Jeszcze tego mi brakowało, żeby nieletnia mnie prawie nagiego oglądała. Odwracam się do niej plecami i zapinam spodnie i pasek. Czekam, aż jej brat w końcu da jej coś do picia lub sama zorientuje się, że powinna wyjść, ale żadna z tych opcji nie staje się prawdą. Wciągam szybko szary podkoszulek, zabieram skórzaną kurtkę, przewieszając ją przez torbę i zbieram wszystkie rzeczy, po czym wychodzę mijając ją w progu.
Nie mam zamiaru znosić tej małej w naszym domku, podczas gdy się ubieramy. Może innym to nie przeszkadza, ale mi owszem. Po drodze do samochodu mijam się z Gregorem, który kiwa do mnie głową i uśmiecha się.
- Świetnie ci dzisiaj szło, oby tak dalej – mówi, a ja tylko potakuję.
- Nie mogę się nie zgodzić – bąkam.
Rozchodzimy się bez słowa, ale chyba naprawdę nie mam zamiaru z nikim dzisiaj rozmawiać.

Gdy wracam do domu, od progu wita mnie rozentuzjazmowany pies, który biega w kółko, jak szalony i dzwoni pazurkami o podłogę. Tarmoszę jego futro na głowie i zostawiam rzeczy w przedpokoju, biorę smycz, a następnie zabieram go na spacer. Po powrocie zjadam odgrzaną w mikrofalówce tortillę, biorę prysznic i kładę się spać.

v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^
Jak obiecałam, tak wróciłam!
Cytat rozdziału: "Kraft wcina banana przyglądając się Hayboeckowi, który sprawdza swój sprzęt." ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć, więc nie będę mówić/pisać nic więcej.
Następny za miesiąc!