sobota, 1 grudnia 2018

20.

~Vanessa~
Klub karaoke tak naprawdę okazuje się być barem z wielkim tarasem, więc muzyka huczy już na długo przed dotarciem do celu. Wchodzimy między stoliki, próbując dopchać się do baru, by jak najszybciej zdobyć pewność siebie, niż zrobimy z siebie pośmiewisko na całej wyspie. Ktoś akurat śpiewa jedną z piosenek Ariany Grande, ale nie wsłuchuję się w nią zbytnio. Chłopaki wypijają kilka kolejek, szybko tracę rachubę ile już wypili, ale ja sączę tylko soczek. W końcu wodzirej wywołuje Michiego, Gregora i Thomasa. Chłopcy wybuchają śmiechem przy okazji wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Nie wiem o co chodzi, ale gdy tylko zaczyna lecieć muzyka zdaję sobie sprawę, że będą śpiewać Barbie Girl. Nieźle zaczynają. Śmieję się głośno, nie mogąc powstrzymać zachwytu tym, z jaką lekkością wygłupiają się przed taką publicznością. Idzie im bardzo średnio, ale porywają wszystkich obecnych do wspólnego śpiewania. Ostatecznie sama stoję na jednym z krzeseł i krzyczę, że plastikowe życie jest fantastyczne. Decyduję się wypić z chłopakami dwie kolejki, ale na tym kończę.
Aż nagle słyszę swoje imię wypowiadane przez wodzireja. Krztuszę się pomarańczowym sokiem, ale chłopcy ciągną mnie za ramiona, żebym wstała. Dosyć niepewnie podnoszę się z miejsca. Spoglądam na Michiego ponad stolikiem. Śmieje się, zgaduję, że jest pijany, bo ma kompletnie w nosie to, co się dzieje. Nagle obok mnie widzę Krafta.
- No idź – pogania mnie. – Wszyscy chcieliśmy, żebyś zaśpiewała, więc się nie kłóć – informuje.
Nic nie odpowiadam, nie wiem za bardzo co miałabym powiedzieć.
Zostaję wypchnięta na scenę i przywitana gromkimi brawami. Na pytanie, co chciałabym zaśpiewać odpowiadam „cokolwiek”, a kilka sekund później żałuję tych słów. Z głośników leci charakterystyczny dla młodej Britney Spears rytm. Po pierwszym wersie, który pojawia się na ekranie, wiem już co śpiewam. Obniżam głos, bo w tym właśnie momencie wydaje mi się, że będzie to lekko zadziorne, może nawet seksowne.

I think I did it again
I made you believe
We're more than just friends
Oh baby

Przez pierwsze pół zwrotki stoję jak kołek, ale po twarzach ludzi wydaje mi się, że nie jest tak źle, więc zaczynam się rozkręcać. Powoli zaczynam chodzić po scenie, a moje ruchy co raz bardziej przypominają taniec. Jestem przekonana, że gdzieś w głębi mnie jest cząstka Britney. Dostrzegam nagle schodki i postanawiam z nich skorzystać. Powoli wchodzę nie przestając śpiewać.

'Cause to lose all my senses
That is just so typically me
Oh baby, baby

Akurat docieram na szczyt, gdy mam wejść w refren. Orientuję się, że jestem na barze, ale wcale mi to nie przeszkadza. Bawię się chwilą i kontynuuję występ.

Oops, I did it again
I played with your heart, got lost in the game
Oh baby, baby
Oops, you think I'm in love
That I'm sent from above
I'm not that Innocent

Spoglądam w stronę chłopaków. Michi uśmiecha się, ale widzę, że nie jest zbyt zadowolony z moich popisów. Wmawiam sobie, że jutro niczego nie będzie pamiętał i mogę być spokojna. Mój wzrok napotyka spojrzenie Gregora. Robi mi się ciepło, mam wrażenie, że jest mną zachwycony, ale nie wiem czy to alkohol, czy może tylko mi się wydaje. Opcjonalnie obie wersje są dobre. Po skończeniu słyszę głośne brawa, jestem z siebie bardzo zadowolona. Gdy docieram z powrotem do stolika, podchodzi  do mnie chłopak w koszulce z logo baru.
- Na koszt firmy, gratulujemy udanego występu – uśmiecha się ciepło.
Nie miałam zamiaru więcej pić, ale darmowego drinka postanawiam przyjąć z uśmiechem. Mija sporo lepszych i gorszych występów do momentu, gdy chłopcy stwierdzają, że powinnam znowu coś zaśpiewać. Oznajmiam im, iż pójdę jeśli oni będą śpiewać razem ze mną. Godzą się pod warunkiem wybrania przez nich piosenki. Stwierdzam, że to nie jest zły układ. Poppinger przekazuje dyskjokeyowi co będziemy śpiewać. Za chwilę z głośników huczy podkład do piosenki Vengaboys. No tak, mogłam się tego spodziewać, rano nie mogli się im oprzeć, więc po pijaku śpiewają ich jeszcze chętniej. Ludzie tańczą i śpiewają razem z nami, a ja dopiero po zejściu między stoliki orientuję się, że przy naszym została jedna osoba. Manuel Fettner.
Czy ten człowiek nie mógłby chociaż przez chwilę przestać być „tym mrocznym” i po prostu z nami zaśpiewać. Próbując zmusić go do jakiejkolwiek interakcji  idę w jego stronę, ale on tylko spokojnie popija swojego drinka. Nawet wykierowanie w niego palcem i zaśpiewanie w jego stronę nic nie daje. Kontynuuję więc występ nie przejmując się nim oraz jego odmiennością.
Pozwalam porwać się muzyce i niemalże krzyczę do mikrofonu:

BOOM BOOM BOOM BOOM
I want you in my room
Let’s spend the night together
From now until forever

Gdy kończymy występ czuję się bardzo zmęczona, ale nie wiem czy wini tu moja kondycja, czy powinnam obwinić alkohol. Dopijam sok do końca, a potem podchodzę do Michi’ego, który akurat rozmawia o czymś z Gregorem. Przytulam się do brata, by zbliżyć moje usta do jego ucha.
- Chyba już pójdę – mówię.
Odsuwa się trochę i spogląda na mnie.
- Czemu? Jesteś pewna, że nie chcesz zostać? – pyta zdziwiony moim wcześniejszym wyjściem.
Kręcę przecząco głową.
- Nie, trochę źle się czuję. Lepiej, żebym poszła już do hotelu – uznaję.
Michi milczy przez chwilę.
- Samej cię nie puszczę – odpowiada w końcu.
Przewracam oczami.
- Poradzę sobie, to kilka kroków stąd – upieram się.
- Nie – mlaska. – Krafti! – odwraca się przez ramię by zawołać przyjaciela. Chłopak podchodzi do nas. – Odprowadziłbyś Nessi do hotelu? Źle się czuje, a nie chcę puszczać jej samej – poprosił.
- Ja mogę pomóc – zaoferował Schlieri.
Spuściłam głowę. Wolałam nie widzieć, jak mój brat piorunuje Gregora wzrokiem.
- Możecie iść we dwóch – odpowiada ku mojemu zaskoczeniu.
Oczywiście, nie pozwoli, żebym była sama z Gregorem – da nam przyzwoitkę – ale zawsze lepsze to, niż próba uśmiercenia kumpla spojrzeniem. Uśmiecham się do brata. Jestem z niego dumna.
Nagle czyjeś ręce zawieszają się na moim ramieniu. Spoglądam na chłopaka, który to robi.
- Nessi, chłopcy chcieliby, żebyś zaśpiewała Mam tę moc – oznajmia Ashenwald.
Uśmiecham się do niego.
- Bardzo mi przykro, ale mój koncert na dziś się już zakończył – odpowiadam.
Chłopak szczerzy się, pokazując przy tym wszystkie idealne ząbki.
- Bardzo mi przykro, ale Poppi już cię zapisał – śmieje się.
Przewracam oczami.
- Zrobię wam kiedyś krzywdę – mruczę, ale pozwalam wypchnąć się na podest.
Kompletnie nie widzę tego występu. Owszem, śpiewałam czasem pod nosem, ale jak to szło do końca  nie wiem. Muzyka zaczyna lecieć, a ja skupiam się tylko na niej. Nabieram głęboko powietrza i zaczynam śpiewać.

Der Schnee glänzt weiß auf den Bergen heut' Nacht
Keine Spuren sind zu seh'n
Ein einsames Königreich und ich bin die Königin
Der Wind er heult so wie der Sturm ganz tief in mir
Nicht zu kontrollier'n, ich hab' es versucht...
[tak, to jest Mam tę moc po niemiecku Xd]

Decyduję się śpiewać w swoim ojczystym języku, nie zważając na opinię słuchaczy. Przynajmniej fakt, że w pewnym momencie mylę tekst nie jest zauważony przez resztę ludzi. Daję z siebie wszystko, co potrafię, choć wiem, że nie śpiewam wybitnie. Przez cały czas mam zamknięte oczy, otwieram je dopiero, gdy milknie muzyka. Przez chwilę panuje cisza, aż w pewnym momencie podnosi się głośny aplauz. Kłaniam się i schodzę ze sceny.
- Czy teraz mogę już iść do hotelu? – rzucam od razu do chłopaków.
- Jasne, idźcie – mówi Michi, pospieszając Gregora i Stefana skinieniem. Na chwilę zatrzymuje jednego z nich. – Ale wróćcie – mówi. Kraft potakuje głową. Nie wiem czy bardziej brzmiało to jak prośba, czy rozkaz, ale nie zagłębiam się w to.
Chłopcy odprowadzają mnie pod same drzwi, a ja szybko odprawiam ich z powrotem. Biorę prysznic i kładę się do łóżka modląc się przy okazji, żebym jutro nie czuła się źle. Nie chcę robić sobie złej opinii w oczach trenera. Co jak co, ale to na jego zdaniu i zadowoleniu zależy mi teraz najbardziej. Powoli zaczynam zasypiać, gdy nagle ktoś zaczyna dobijać się do moich drzwi. w pierwszej chwili się wzdrygam, w drugiej uspokajam myśli, że przecież cały korytarz jest nasz, więc nie jest to nikt obcy. Wygrzebuję się z pościeli niespiesznie. Mam na sobie szorty, podkoszulek Michiego, za który by mnie zabił, gdyby wiedział, że go mam, oraz ciepłe skarpetki, bo w nocy często marzną mi stopy. Podchodzę do drzwi, słyszę za nimi jakiś bełkot. Otwieram zasuwę, naciskam klamkę i ciągnę drzwi do siebie. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu na korytarzu stoi Fettner. A raczej próbuje ustać, podpierając się o futrynę. Powoli podnosi głowę i spogląda na mnie.
- Czego chcesz? – mruczę niezadowolona. Chciałabym położyć się spać, a nie słuchać obelg na mój temat.
- Elsa – mruczy. Marszczę nos, zastanawiając się o co mu chodzi, on w tym czasie pochyla się co raz bardziej w moją stronę. – Elsa, zaśpiewaj Mam tę moc – mówi w końcu.

W jednej chwili jego powieki opadają, a ciało, wyrywając mi klamkę z rąk, osuwa się po drzwiach na podłogę.


===================================================


Nie odpowiadam za wyrządzone krzywdy takie jak m.in. uszkodzenia mózgu. Proszę się także za bardzo nie sugerować tekstami piosenek, bo pisałam je tak jak pamiętam, jedynie z niemieckim Mam tę moc sobie pomogłam, bo nie pamiętałam pisowni. Mój angielski trochę kuleje, więc coś może być źle :P
Dobrze, do celu. Myślałam, że rozdział będzie jakieś 40 minut wcześniej, ale jak mówiłam [albo i nie, nie pamiętam] jestem w klasie maturalnej i czasami może mi się coś poślizgnąć. Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał.
   Jest to ostatni w tym roku rozdział, następny pojawi się już w 2019! Z tej okazji chciałabym Wam wszystkim życzyć dużo zdrowia, zadowolenia, rodzinnych i ciepłych świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku. Oby był on dla Was lepszy niż ten, obfitował w same powodzenia i spełniał marzenia.

Pozdrawiam cieplutko,
Monika Karolina

P.S.
Gdyby to kogoś interesowało: zwiastun powinien być gotowy przed następnym rozdziałem. 😉😉😉

sobota, 3 listopada 2018

19.


~Vanessa~
Gorący wieczór zapowiadał się bardzo wesoło. Zdecydowałam się na podkręcenie włosów, krótkie spodenki i luźną, białą tunikę w stylu boho. Liczyłam na dobrą zabawę, ale nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwszy raz szłam na taką imprezę. W ogóle, rzadko bywałam na imprezach. Zwykle trafiałam na małe domówki w gronie znajomych. O ile Michi’emu nie udało się przekonać rodziców, żebym została w domu. Bo przecież mój wiek nie świadczy o niczym.
Niebo przechodziło w kolor pomarańczowego różu, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Stałam na tarasie wpatrując się w horyzont, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. To Michi, powiedział, że przyjdzie po mnie, gdy będziemy mieli wychodzić. Zabrałam niewielką torebkę, w której miałam portfel z dokumentami, telefon oraz paczkę chusteczek na wszelki wypadek. Otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się do brata. Michael otaksował mnie spojrzeniem.
- No, niech ci będzie – skomentował mój strój. Przewróciłam tylko oczami. Czego on się spodziewał, że owinę się od stóp do czubka głowy? Miałam się przebrać za mumię czy muzułmankę? Ale mniejsza – to i tak była dobra reakcja, więc postanowiłam się nią cieszyć, póki mogę.
Skierowaliśmy się do windy i zjechaliśmy do lobby, gdzie czekała na nas reszta skocznej ekipy. Wszyscy odwrócili w naszą stronę głowy, czułam ich spojrzenia na sobie. Wiedziałam, że Michaelowi taka reakcja się nie spodoba, ale udawałam, że nie zauważam tych wlepionych we mnie oczu.
- Bardzo ładnie wyglądasz – uśmiechnął się Kraft.
- Dziękuję, ty też całkiem nieźle. Ciekawe, kto pomógł Ci wybrać strój – zażartowałam.
Stefan odpowiedział cichym śmiechem, po czym odwrócił się do grupy i zaproponował wyjście. Poppinger zadeklarował się jako przewodnik, więc przeszedł na przód by pokierować nas na miejsce imprezy.
- Powinnaś częściej robić to, co dzisiaj. Nie wiem jakich czarów użyłaś, ale wszystkim nam odjęło mowę – skomplementował mnie Greogor, a ja od razu pomyślałam o tym, co mówił Michi.
- Nie używam czarów, ale dziękuję – nic innego nie przyszło mi do głowy.
Na chwilę zapanowała cisza.
- Jak się czujesz przed imprezą? – zagadnął.
Wzruszyłam ramionami.
- Sama nie wiem. Chyba trochę się denerwuję, ale ogółem jestem nastawiona bardzo pozytywnie – odparłam.
- To dobrze – uznał krótko. – Mam nadzieję, że uda nam się przetańczyć razem chociaż jedną piosenkę, choć pewnie będziesz rozchwytywana na parkiecie – dodał szybko.
Spojrzałam na niego. Powoli docieraliśmy do celu, więc jego twarz oświetlały promienie zachodzącego słońca. Patrzył daleko, pewnie na morze, twarz miał spokojną. Przeniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się, gdy nasze spojrzenia się spotkały.
- Też mam taką nadzieję – posłałam mu ciepły uśmiech.
- Hej, wszyscy! – krzyknął Poppinger, unosząc obie ręce wysoko. – Jesteśmy na miejscu. Bawcie się dobrze. Let’s Get the party started! – wykrzyczał z podekscytowaniem frazę piosenki, która akurat wybrzmiewała z głośników.
Pierwszym miejscem, do którego się udaliśmy, był bar. Wypiliśmy po shot’cie, a potem większość chłopaków ruszyła w tan. Obejrzałam się na nich przez ramię z rozbawieniem. Poppi i Aschenwald nie mieli większych oporów, żeby zaczepić jakieś przypadkowe dziewczyny i zacząć z nimi tańczyć. A one nie miały nic przeciwko. Zachichotałam wesoło po czym odwróciłam się przodem do baru. Dopiero wtedy spostrzegłam, że obok mnie stoi Gregor, który także przygląda się tańczącym ludziom.
- Nie idziesz się z nimi bawić? – zagaiłam.
Spojrzał na mnie i dopiero wtedy, gdy słońce odbiło się od jego źrenic, spostrzegłam jak piękne i hipnotyzujące ma oczy. Zamrugałam, żeby nie wgapiać się w nie w amoku.
- Z byle kim nie tańczę – odparł. Uśmiechnęłam się, podparłam głowę na ręce. – Śmiejesz się ze mnie? – zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- Nie śmiała bym. Mam szacunek do starszych osób – zażartowałam.
Skrzywił się.
- Aż tak stary to chyba nie jestem, co? – rozciągnął usta w uśmiechu tak szerokim, że ukazał chyba wszystkie zęby.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – bąknęłam.
Odepchnął się od baru, wyprostował plecy i wystawił w moją stronę dłoń.
- Za raz ci pokażę jak potrafią ruszać się takie staruchy jak ja – oznajmił.
- Prosisz mnie do tańca? – dopytałam.
Szybko uniósł barki, by pozwolić im opaść w mgnieniu oka.
- Na to wygląda – odparł.
Przechyliłam głowę. Akurat zmieniła się piosenka. Znałam nowy utwór, to było coś z repertuaru tego brytyjskiego boys bandu, One Direction.  Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale większość piosenek, które znałam, podobały mi się. Miały coś w sobie, choć nie potrafiłam tego nazwać. Owszem, chciało się przy nich tańczyć, jednak moje umiejętności nie powalały. Ale czy mogłam odmówić tym pięknym oczom? Chwyciłam dłoń miodowo włosego, potem istnieliśmy tylko my i muzyka. Bawiłam się świetnie, choć od licznych obrotów, w które wciągał mnie Gregor, wirowało mi w głowie. Muzyka poniosła mnie, a ja przez kilka chwil miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią i nad niczym nie mam kontroli. Ale wcale mi to nie przeszkadzało.
Weaking up beside you I’m my loaded gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I’ve got no control
No control
Powerless and I don’t care it’s obvious
I just can’t get enough of you
The pedal’s gas down, my eyes are closed
No control
Raptem po dwóch wypitych kolejkach zaczęło szumieć mi w głowie. Wszystko działo się za szybko, a ja nie byłam przyzwyczajona do picia alkoholu. Potrzebowałam przerwy. Przecisnęłam się przez tłum ludzi, by znaleźć się na wolnej przestrzeni. Poza parkietem świat wydawał się zupełnie odcięty, jakby ludzie nie zauważali, że tuż obok nich odbywają się tańce i gra muzyka. Przeczesałam włosy dłońmi, ktoś chwycił mnie za ramię, a ja podskoczyłam przerażona.
- Wszystko w porządku? – zapytał Gregor, gdy podniosłam na niego wzrok. Miał zaszklone oczy, zauważyłam to, bo przy każdym kontakcie nie mogłam oprzeć się wpatrywaniu w nie.
- Tak, po prostu potrzebuję trochę powietrza, które nie jest przesiąknięte alkoholem – uśmiechnęłam się.
Chłopak rozejrzał się, wbijając dłonie w kieszenie.
- Może w takim razie chcesz się przejść, albo gdzieś usiąść? – zaproponował.
- Sądzę, że w tym stanie powinnam trochę posiedzieć i odpocząć – prychnęłam śmiechem.
Pokiwał głową.
- Może tam? Będziemy mieć cały czas resztę w zasięgu wzroku, ale muzyka nie będzie tak głośna – wyjaśnił.
- Brzmi wspaniale – uśmiechnęłam się szeroko.
Usiedliśmy po turecku na piasku. Chwyciłam garść złotych granulek i po chwili wypuściłam je lawiną.
- Tęsknisz za skokami, prawda? – zapytałam nagle. Nie wiem skąd w mojej głowie pojawiło się to pytanie.
Schlierenzauer wygładził piach między nami dłonią.
- Oczywiście, że tak. To było coś, czym żyłem przez bardzo długo. Aż nagle pojawiły się problemy – wzruszył ramionami. Wyglądał na smutnego.
- Ale będzie lepiej? – dopytałam.
- Mam  nadzieję – uśmiechnął się blado. Podniósł głowę. – Ostatecznie, trzeba będzie znaleźć sobie nową pasję i powód do ciągnięcia tego dzień po dniu – w jego policzku pojawiło się zagłębienie, gdy uniósł kącik ust w górę.
Zagarnęłam piach, tworząc mały kopiec.
- Znajdziesz to coś – zapewniłam szeptem. Moja dłoń wylądowała na jego nadgarstku, gdy próbowałam dodać mu otuchy i nadać swoim słowom wiarygodności.
- Kto wie? Może już to znalazłem – odparł spoglądając mi w oczy.
Milion motyli zatrzepotało w moim brzuchu, szybko zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do kosza stojącego przy barze, a następnie zwymiotowałam resztki śniadania.
Ponętna jak zawsze.
Sięgnęłam po serwetkę, otarłam usta i obejrzałam się przez ramię. Gregor stał tuż obok, drapiąc się po karku.
- Może kupię ci wodę? Albo odprowadzę do hotelu? – zaproponował.
- Poproszę wodę – powiedziałam, a gdy mój brzuch ponownie szybko się napiął, chwyciłam brzeg kubła oburącz.
- Za raz wracam – zapewnił.
Odprowadziłam go spojrzeniem, aż natknęłam się na chłopaków przechylających kolejne kieliszki. Byli zdecydowanie lepiej zaprawieni w boju. Nie umiałam pić, bo nie miałam kiedy się tego nauczyć. Może jako sportowcy nie powinni pić, ale postanowiłam, że tej nocy im odpuszczę.
Wyjęłam telefon z torebki, dochodziła jedenasta, co oznaczało, że jesteśmy tu około dwie godziny. Nie wiedziałam, kiedy uciekł mi ten czas. Widocznie alkohol sprawił, że straciłam rachubę czasu. Ale w tym momencie nie mogłam już nic na to poradzić.
Przed moją twarzą pojawiła się butelka wody mineralnej.
- Zimna, może pomoże ci trochę otrzeźwieć – powiedział Greg.
Uśmiechnęłam się, przejęłam butelkę i od razu pociągnęłam trzy duże łyki, które opróżniły ją prawie do połowy.
- Dziękuję, oddam ci pieniądze, tylko powiedz ile – sięgnęłam po portfel.
Chłopak chwycił moje ręce i wepchnął przedmiot z powrotem do torebki.
- Daj spokój, zrobiłabyś to samo, gdyby zaszła taka potrzeba – za pewne miał rację, ale ja nie lubiłam być nikomu nic winna. Uznałam, że teraz nie będę się kłócić, ale jutro zwrócę mu należytą sumę.
Podszedł do nas Stefan.
- Kochani, przenosimy się do baru karaoke. Kofi zapewnia, że to świetna zabawa – oznajmił.
- Świetnie – uznałam, bo naprawdę lubiłam śpiewać.


===============================================================
Tak wyglądała moja walka z czasem. Ale ostatecznie jest 23:30, gdy to publikuję, więc zdążyłam w pierwszą sobotę listopada :D
Przepraszam za błędy i powtórzenia oraz za lekki POŚLIZG XD, ale dodam na pocieszenie, że najprawdopodobniej powstanie zwiastun :D
Monika Karolina

sobota, 6 października 2018

18.


~Vanessa~
Nawet nie wiem kiedy między palcami uciekły mi jakieś trzy godziny. Siedziałam na łóżku ciumkając pukiel włosów i rozmyślając o Gregorze. Był przystojny, zabawny, świetnie czułam się w jego towarzystwie, ale nie zauważyłam, żeby patrzył na mnie jak na kogoś więcej niż koleżankę. Starałam się to wszystko poskładać w głowie, ale nic mi nie pasowało do teorii wysuniętej przez Michiego. Miałam wrażenie, że z każdą kolejną próbą dopatrzenia się jakichkolwiek znaków, robiłam się bardziej posępna, smutna. To głupie, wcześniej nawet o tym nie myślałam, a teraz żołądek spleciony w supeł fika mi koziołki po całej jamie brzusznej.
Drzwi otwierają się szybko, nie jestem w stanie zareagować inaczej, niż podskoczyć w miejscu i prawie dostać zawału. Wyszczerzony Kraft wchodzi do pokoju, ręce ma zajęte przez jakieś zawiniątka.
- Przepraszam, ale otwierałem drzwi nogą – tłumaczy się. Przechylam głowę na bok myśląc sobie, jak on to niby zrobił, że prawie wyleciały z futryny. Żaden z niego Jackie Chan, więc nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, ale trzeba przyznać, że rozciągnięta z niego bestyjka.
- Co ty, kurde, robisz? – mruczę marszcząc czoło, ściągając brwi do siebie.
- Szykuję się na imprezę – odpowiada beztrosko kładąc przy tym swoje zawiniątka na brzegu mojego łóżka.
Przyglądam mu się zdziwiona, ale on raczej tego nie zauważa. Albo ma wyjebane.
- A to? Co to jest? – wskazuję ruchem brody przyniesione przez niego rzeczy.
Kraft podpiera się pod boki, stając w postawie a la Superman.
- Moje ubrania. Pomożesz mi coś wybrać – oznajmia.
- A nie może tego zrobić Michi? – dziwię się jeszcze bardziej.
Chłopak wydyma dolną wargę, rzuca na mnie krótkie spojrzenie, po czym wraca wzrokiem na stertę.
Oho, panienki znowu się o coś pożarły…
- Jesteś tu jedyną kobietą, jaką znam. Pomóż mi wybrać coś, w czym będę wyglądał pociągająco – uśmiecha się zawadiacko.
Z taką mimiką powinien zostać aktorem. Marnuje się chłopak w tym sporcie.
- Masz dziewczynę – przypominam mu.
Wzrusza ramionami.
- To skomplikowane – odpowiada.
Mam wrażenie, że jego oczy zupełnie straciły blask. Posmutniał. Dopiero wtedy zauważam, że coś jest nie tak. To nie jest ten Stef, którego znam. Nie śmieje się, nie uśmiecha, nie stara się nas wszystkich rozbawić i rozchmurzyć. To on teraz potrzebuje pocieszenia.
Poprawiam się na łóżku, tak by być bliżej niego, prostuję plecy. Staram się zajrzeć w jego oczy, ale ucieka przed nawiązaniem kontaktu.
- Chcesz o tym porozmawiać? – pytam się cicho.
Milczy. Trwa to dosyć długo. Mam wrażenie, że czas się zatrzymał, tylko ja nie zostałam zamrożona. Chłopak stoi w miejscu, w tej samej pozycji, wygląda jak woskowa figura.
Staram się naprawić sytuację, odchrząkuję, sięgam po jedną z koszulek.
- Co myślisz o tej? Całkiem do twarzy ci w czerwonym – podnoszę ją obok siebie i przyglądam się nadrukowi. Wielkie czarne „FUCK OFF” zdaje się aż z niej krzyczeć. – To chyba nie najlepszy wybór na imprezę – komentuję pod nosem i odkładam koszulkę na bok, by sięgnąć po następną.
- Powiedziała, że zawsze będę jej najlepszym przyjacielem – chrypi nagle Kraft. Podnoszę na niego powoli wzrok, rezygnując z przerzucania ubrań. Nasze spojrzenia się spotykają. – Marisa uznała, że lepiej będzie, jeśli określimy nasz związek jako otwarty. Wiem, że kogoś poznała, choć nie chce mi się do tego przyznać, ja też nie byłem święty, w dodatku cały czas zostawiałem ją w domu samą, więc poszukała sobie kogoś innego – wyznał.
Oczy zaszły mu łzami, opadł na brzeg łóżka. Przytuliłam go mocno, nie wiedząc co mogę zrobić.
- Jesteś pewny? Może tylko tak sobie ubzdurałeś. Może ona po prostu potrzebuje trochę czasu – staram się go pocieszyć.
- Wyprowadziła się do Salzburga, do babci – odparł. – Ona nie potrzebuje czasu. Potrzebuje koła ratunkowego, gdyby z tamtym facetem jej nie wyszło.
Zagryzłam  policzek od środka.
- Skąd w ogóle ta pewność, że ma kogoś innego? – zapytałam, choć czułam, że to nie najlepszy pomysł.
Tonący brzytwy się chwyta.
- Ness, błagam cię! Prośba o otwarty związek?! Przeprowadzka?! Nazwanie mnie przyjacielem?!
- To żaden dowód! – nie wiem czemu staję w jej obronie.
- Michi widział ich razem w klubie! Nie potrafili nawet znaleźć sobie normalnego miejsca! – wybucha.
Odskakuję lekko przestraszona, ale i wstrząśnięta. Wszystko zaczyna mi się rozjaśniać. Czyż to nie byłby powód do bójki, która miała miejsce między Stefanem, a Michim? Brzmi bardzo prawdopodobnie. Czuję, że coś spływa mi po policzku, dopiero po chwili orientuję się, że płaczę. Nie rozumiem swojego zachowania, ale obarczam winą strach. Jeszcze nie widziałam takiego wybuchu u Krafta.
Rozlega się pukanie do drzwi, chwilę potem otwierają się one powoli. Do pomieszczenia zagląda Kofler. Spogląda na mnie i bruneta kilka razy.
- Wszystko w porządku? – pyta zatroskany. To taki dobry człowiek, dba o wszystkich wokół, choć sam na pewno ma jakieś problemy. Zawsze stawia dobro innych przed swoim.
Kiwam powoli głową.
- Tak, tylko rozmawialiśmy – głos mi drży, nie brzmię zbyt wiarygodnie.
Kofi zaciska usta.
- Skoro tak – wycofuje się powoli, zamykając za sobą drzwi.
Opadam na poduszkę. Czuję się dziwnie, jakby wewnątrz mnie wybuch dynamit. Niewielki, ale narobił szkód.
- Przepraszam – odzywa się Kraft, pociągając lekko nosem. Na chwilę zapomniałam o jego istnieniu. Byłam tylko ja, łóżko i sufit, w który wbijałam wzrok.
- Przestań – odpowiadam cicho. – Sama się prosiłam. Nie powinnam dłubać w świeżych ranach.
Mam nadzieję, że przyzna mi rację. Nie chcę, żeby się obwiniał. To tak jakby wymiociny miały do siebie pretensje, że żołądek się ich pozbył.
- Michael już kiedyś mówił mi o tym, że widział ją z kimś na zakupach w galerii. Powiedziałem, że to pewnie kolega, a jemu tylko przewidział się ich pocałunek. Poza tym, to był tylko policzek – męczył się tym wspomnieniem.
Usiadłam po turecku, krzyżując nogi w kostkach, po czym chwyciłam je w dłonie.
- Tak mi przykro – mruknęłam cicho. – Ufałeś jej, nie wierzyłeś nawet, że mogłaby cię zdradzić…
- A ona to wykorzystała – prychnął. – Wiedziała jaki ma na mnie wpływ, a potem wykorzystała to w tamten weekend – przyznał gorzko.
Zadumałam się na chwilę.
- Wiesz co? Myślę, że powinieneś to olać.
- Słucham? – spojrzał na mnie dziwnie.
Wzruszyłam ramionami. Nie miałam doświadczenia w związkach, ale ufałam mojej intuicji.
- Po prostu się od tego odetnij. Zobaczysz, tak będzie lepiej – zapewniłam. Nie wydawał się do końca przekonany. – A wiesz co ci w tym pomoże? – rozjaśniłam głos i uśmiechnęłam się zachęcająco.
- No co? – zaintrygował się.
- Imprezka! – wystrzeliłam dłońmi w powietrze rozstawiając je po bokach mojej twarzy, na szerokość barków.
Kraft uśmiechnął się, jeszcze trochę smutno, ale szeroko.
- To co mam na siebie włożyć? – rozchmurzył się.
Sięgnęłam po dwie koszulki.
- Czarna czy granatowa? – pokazałam mu obie jakbym pracowała w reklamie.
Oboje się zaśmialiśmy. Nie był to ten radosny Stefan, którego znałam, ale znacznie mu się polepszyło. Może pozna jakąś piękną, długonogą dziewczynę, która pozwoli mu choć na kilka chwil zapomnieć o Marisie.
Wiedziałam, że z tą dziewczyną będą jakieś problemy, jednak nie sądziłam, że będzie ona w stanie doprowadzić do bójki najlepszych przyjaciół.


/*-/*-/*-/-*/*-/-*/*-/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/


Wiem, że późno, ale musicie mi wybaczyć. Jestem chora i przez cały dzień pamiętałam, żeby wrzucić rozdział, jednak ostatecznie zapomniałam koło 19 i ocknęłam się dopiero pół godziny temu. GIF taki, bo mi się jakoś kojarzy z sytuacją między Michim a Kraftim aktualnie. 
Po raz kolejny zastanawiałam się nad zrobieniem zwiastuna do tego opowiadania, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Ja osobiście bardzo lubię się bawić takimi rzeczami, ale musicie dać mi znać, czy chciałybyście coś takiego zobaczyć. Mam kilka pomysłów, ale nie jestem pewna czy to wyjdzie tak, jakbym tego chciała. 
Dajcie znać w komentarzu co sądzicie o tym pomyśle, a tymczasem życzę udanej niedzieli,
Monika Karolina xxx

sobota, 1 września 2018

17.


 ~Vanessa~

Akurat tłukę Poppingera poduszką, żeby zlazł z mojego łóżka, gdy wchodzi Gregor. Ogarnia wzrokiem sytuację po czym przechyla głowę na bok i przygląda nam się przez chwilę.
- Manu, nie obraź się, ale tak chyba nie zdobywa się czyjegoś serca – mówi rozbawiony.
Zamieramy i jak jeden mąż odwracamy głowy w jego stronę. Poppi, Aschenwald, Michi i ja przez chwilę gapimy się na Grega, musimy wyglądać strasznie głupio, bo nie mija dziesięć sekund, a on zaczyna się z nas śmiać. Rzucam w niego poduszką, a nagle wszyscy patrzą dziwnie na mnie.
- No co? Wolno mi, to mój pokój – wzruszam ramionami.
- IMPREZA! – ogłasza Poppinger, ale nie zamierzam ponownie pozwolić mu na skakanie po tej pięknej pościeli i mięciutkim materacu.
Szybko obejmuję jego kolana oburącz, a następnie mocno ciągnę w bok. Jest znacznie lżejszy niż myślałam, więc z impetem uderza o podłogę. Przez chwilę martwię się czy  aby nie zrobiłam mu krzywdy, ale mimo wszystko on po prostu brechta się na wykładzinie i przewraca z boku na bok.
- Idiota – stwierdzamy wszyscy zgodnie.
- Możesz zabrać stąd tego pacana i swoje półnagie ciało? – pytam Aschenwalda. Uśmiecha się szeroko, jakby z rozbawieniem, ale potakuje ruchem głowy. Podchodzi do Poppiego, chwyta jego nogę i zaczyna ciągnąć po podłodze. A ten się oczywiście z tego śmieje.
- Ale wieczorem idziemy na plażę potańczyć? – upewnia się.
- Pewnie, tylko żebyście nie wrócili jako inwalidzi, bo będę was miała wszystkich na głowie – bąkam.
Philipp rozciąga usta w szerokim uśmiechu, po czym zabiera kumpla do ich pokoju.
Spoglądam na Michiego, podpiera się pod boki. Nie wydaje się już taki zadowolony, jak w chwili, gdy tu przyszedł. Mam nadzieję, że nie będzie o nic się rzucał, bo zwyczajnie nie mam ochoty psuć sobie tego wyjazdu w pierwszy dzień.
Gregor podchodzi do łóżka, zatrzymuje się obok mnie, następnie odkłada poduszkę na jej miejsce.
- Dziękuję – mówię, posyłając mu delikatny uśmiech.
- Proszę bardzo, ale więcej we mnie nimi nie rzucaj bez powodu – unosi kącik ust do góry, ale tylko jeden. Zupełnie jakby wiedział, że strasznie słodko wtedy wygląda. Nie daję po sobie niczego poznać, jedynie prostuję odrobinę plecy.
- Miałam powód – rzuca w odpowiedzi.
- Czyżby? – uwaga Schlierenzauera skupia się w pełni na mnie. Jego oczy mają w sobie coś takiego, że nie potrafię od nich oderwać wzroku. Staram się nad sobą zapanować, ale nie jestem w stanie powstrzymać rozchylających się warg. Mam wrażenie, iż nagle staję się okropnie bezbronna wobec jego osoby i wdzięków, którymi świetnie potrafi zagrać.
Przełykam ślinę.
- Owszem – odpowiadam w końcu.
Gregor pochyla się trochę w moją stronę, zginając ciało w pół.
- Nie wydaje mi się – mówi prosto do mych ust. Czuję jego oddech, równocześnie mając wrażenie, że tracę swój. Jego nos znajduje się mniej, więcej dziesięć centymetrów od mojego.
I nagle Michi chrząka, czar pryska, a ja orientuję się, że mój brat nadal tu jest. Zła na siebie wsuwam się bardziej na łóżko, żeby zwiększyć odstęp między mną, a Schlierim. Mdli mnie odrobinę, ale z trudem przełykam ślinę i spoglądam na brata, który stoi z zaplecionymi na torsie rękami.
Może to dobrze, że tu był? Nie powinien tego widzieć, ale przynajmniej zapanował nad sytuacją. Gdyby nie on, pewnie zrobiłabym coś, czego nie powinnam. A potem przez cały wyjazd i staż czułabym się dziwnie. Gregor  jest świetnym kumplem, ale nie sądzę, żebyśmy kiedyś posunęli się do czegoś więcej. Nawet jeśli przez chwilę sądziłam, że mnie pocałuje.
Na szczęście to się nie stało i mogę być spokojna o nasze kontakty.
- Greg, Stefan mówił, że ma dla ciebie jakieś wafle, których chciałeś spróbować – mówi Michi.
Gregor przenosi na niego wzrok, ale spogląda na mnie z ukosa. Chyba jest lekko zażenowany tą sytuacją.
- Och, dzięki – pląta się. – Pójdę do niego, te wafle wyglądają bardzo smacznie. Tobie też polecam – kieruje słowa do Michaela.
- Już je jadłem – odpowiada gorzko mój brat. Czuję, że gdy tylko zostaniemy sami, dostanę burę za spoufalanie się z jego kolegami. Już widzę ten surowy wzrok, dobrze, że jeszcze nie zacisnął szczęki.
- No… To… To ja już pójdę – jąka. Spogląda w moją stronę. – Do zobaczenia później – uśmiecham się blado. Zaczyna boleć mnie głowa, pewnie z nerwów. – Na razie, Michi – mówi mijając go.
- Zamknij za sobą drzwi, proszę – odpowiada mój brat.
Zanim miodowo włosy to robi, odwraca się jeszcze przez ramię i spogląda na mnie zmartwiony. Czyżby wyczuł zbliżające się kłopoty? Może być spokojny, ja sobie z tym jakoś poradzę, z nim może być gorzej.
Drzwi zamykają się z kliknięciem. Podnoszę wzrok na Michaela. Patrzy na mnie surowo, milczy dłuższą chwilę.
- Czy on ci się podoba? – rzuca nagle, zaskakując mnie tym pytaniem.
- Co? Nie. To znaczy, nie wiem. Jest fajny, lubię go – plącze mi się język.
- Posłuchaj, nie wiem co między wami jest, ale to mój kumpel. Nie chciałbym się potem czuć nieswojo, gdy tylko znajdziemy się we trójkę w jednym pomieszczeniu. Jeśli ty też byś się mu podobała, istnieje szansa, że zostalibyście parą – otwieram szerzej oczy ze zdziwienia, ale on tego nie widzi i kontynuuje swój wywód. – Jeśli wam nie wyjdzie będzie nam wszystkim niezręcznie, będziecie nadal się widywać, a potem wpadniecie w jakąś toksyczną relację. Nie chcę, żeby to wszystko się skomplikowało. Zrozum mnie, jedyne na czym mi zawsze zależy to twoje dobro – mówi przekonany o swoich racjach.
- Tak, bo przecież staropanieństwo przyniesie mi tyle radości – rzucam sarkastycznie, przerywając monolog.
Zaciska wargi.
- W porządku, rób co chcesz, ale nie przychodź do mnie potem o pomoc – rzuca się.
- Michi, zaczekaj – zatrzymuję go. – Wiesz, to po prostu mój kolega. Nic między nami nie ma, a gdyby nawet było, to przez twoje nastawienie wypierałabym to, najbardziej jakbym mogła. Wiem, że starasz się mnie chronić, ale ty chyba też już wiesz, że to nie działa tak jak powinno. Przed czym chcesz mnie chronić, skoro nikt mnie nie zrani, bo nawet nie ma szansy się do mnie zbliżyć – tłumaczę.
Patrzy na mnie krzywo. Wzdycha niezadowolony.
- No dobrze, odpuszczę ci trochę na tym wyjeździe.
- Słucham?! Już ostatnio obiecywałeś poprawę i nie przyniosło to żadnych skutków. Zastanów się, jak ja mam ci w to uwierzyć? – zirytowałam się.
Michi siada na brzegu łóżka, opiera czoło o dłonie zwinięte w pięści. Po chwili ciszy przeciera twarz.
- Obiecuję ci poprawę, ale pamiętaj o tym, co ci powiedziałem. To moi kumple, spędzam z nimi mnóstwo czasu, nie chciałbym niezręcznych sytuacji. Wystarczy, że Manuel zrobił się dziwniejszy – bąka.
- Manuel? – marszczę czoło.
- Fettner – dodaje blondyn. – Nie lubi zmian, a odkąd dołączyłaś do teamu strasznie się wycofał. Myślę, że akurat z nim powinnaś się lepiej poznać, żeby nie było więcej dziwnych sytuacji.
Wiercę się na łóżku.
- Co masz na myśli? – chrypię.
- Dopóki się lepiej nie poznacie może być trochę wycofany, a to naprawdę dobry kumpel – wzrusza ramionami.
- Dla mnie zbyt dobry nie jest – bąkam pod nosem.
Michi spogląda na mnie.
- Oswoi się z nową sytuacją i na pewno wasze relacje się polepszą. On też lubi się wygłupiać, jak reszta chłopaków. Może nie wygląda, ale jest jednym z bardziej rozsądniejszych.
Kiwam głową, udając, że rozumiem i nagle przypominam sobie o moim planie rozgryzienia tego Czarnego Pana. Zauważam szansę dowiedzenia się czegoś więcej, chcę ją wykorzystać.
- Czyli… jaki on jest naprawdę? Gregor też mówił, że zazwyczaj nie zachowuje się tak jak w stosunku do mnie – zaczynam miętosić narzutę palcami.
Michael szybko podrywa na mnie wzrok.
- A czemu cię to tak interesuje?! – rzuca się od razu.
Patrzę na niego z politowaniem.
- Dajesz mi trochę luzu, tak? – mamroczę.
Zagryza na chwilę dolną wargę, to znaczy tylko jedno – intensywnie myśli.
- Dobra, będę łagodniejszy, ale nie wypytuj mnie o chłopaków. Możesz się z nimi kumplować, jeśli pójdziesz na tę imprezę to możesz się z nimi wygłupiać, tańczyć, pić, ale nie wypytuj mnie o nic – sądzę, że skończył, więc próbuję się wtrącić z podziękowaniem, ale on zaczął mówić dalej. – A jeśli już nawet coś poczujesz do któregokolwiek z tych idiotów, to przynajmniej mnie wcześniej uprzedź, żebym nie musiał się denerwować.
- Nazwałeś swoich kumpli idiotami? – dziwię się.
- Nessi, cholera jasna, nie na tym powinnaś się skupić w tym momencie! – czerwienieją mu uszy ze złości, więc postanawiam się nad nim zlitować i nie żartować.
- No dobrze, wiem, wyluzuj – szepczę przepraszająco.
- Jeśli nie chcesz, żeby ktoś dostał w twarz, to po prostu mnie uprzedź – ostrzega.
No nie wierzę. Co on sobie wyobraża?!
- Michi, opanuj się! – krzyczę. – Do nikogo nic nie czuję, oprócz tego wspaniałego uczucia gniewu, gdy rozmawiam z tobą na temat taki jak ten.
Wzdycha ciężko, podchodzi bliżej i rozkłada ręce.
- Chodź tu – mówi.
Zawsze tak to wyglądało. Gdy się kłóciliśmy, gniew kończył się na przytuleniu.
- Nieznośna gówniara – szepcze w moje włosy, przyciskając mnie do siebie.
- Złośliwy zgred – mamroczę z twarzą wtuloną w jego tors.
Jestem prawie pewna, że oboje uśmiechamy się od ucha do ucha. Po prostu musieliśmy się wykrzyczeć, ale to nie zmienia naszej wielkiej miłości. Stefan też jest wspaniałym starszym bratem, ale zawsze to właśnie z Michim byłam najbliżej. Nawet gdy Alex był mały Michael zawsze był moim stróżem.
Przekleństwo jedynej dziewczyny w rodzeństwie. Chociaż to nie zawsze było takie złe. Do momentu dorastania, wtedy przydałaby mi się starsza siostra.
- Bądź dobrą siostrzyczką i słuchaj się mnie, dobrze? – pyta.
Odsuwam się, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Wiesz, że nie mam już pięciu lat, prawda?
- Niestety, kto by pomyślał, że wyrośnie z ciebie takie humorzaste babsko – kręci głową.
- Jak tak na nas patrzę, to ty tu jesteś bardziej humorzasty – zaplatam ramiona pod biustem.
- Dobra, dobra, daruj sobie – popycha mnie na łóżko.
Wygrzebuję się z pościeli i opieram o ramę za poduszkami. Oboje się śmiejemy, choć mamy świadomość, że kiedyś będziemy musieli dorosnąć i przestać zachowywać się jak dzieciaki.
- Lepiej już idź, żeby chłopaki nie pomyśleli, że mnie zamordowałeś – radzę.
- Mało brakowało – przyznaje i odwraca się na pięcie. – Idę ugłaskać twojego kochasia – dodaje.
- Kogo?! – dziwię się piskliwie.
- Nie udawaj świętej, ślepy by zauważył, że Gregor na ciebie leci – otwiera drzwi na korytarz. – Nawet nie próbuj się cieszyć jak nastolatka – rzuca na odchodne.
Gdy tylko słyszę kliknięcie zamka uśmiecham się tak, że bolą mnie policzki, bo nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam od niego o Schlierim.


======================================================
Hej i cześć!
To znowu ja i te skoczne ludziki.
Mam nadzieję, że rozdział poprawia humor tym, którzy od wtorku będą zasiadać w szkolnych ławkach. Pamiętajcie - to tyko dziesięć miesięcy, a jak jesteście w maturalnej (jak ja :P ) to nawet mniej.
A skoro już jest ten temat - mam nadzieję, że to nie nastanie, ale po nowym roku mogę np. zapominać o dodaniu rozdziału, albo go nie mieć na czas, jednak nie łamcie się - zawsze tu wrócę i dokończę tę porytą historię :D

Miłego weekendu xxx