~Vanessa~
Skoki
ogląda się bardzo przyjemnie, z czasem nawet piekący gorąc przestaje
przeszkadzać, a czuję jedynie swędzenie poparzonej skóry. nie jest jednak
najgorzej, Gregor skombinował dla mnie jakiś krem do opalania, ale i tak jestem
już różowa. Chłopcy skaczą chyba po dziesięć skoków każdy, ale wydają się
zupełnie niezmęczeni. Kilka razy słyszę, że mój brat mówi coś przez
krótkofalówkę do Schlierenzauera, ale nie rozumiem co. Chłopak podaje mu
warunki i mówi, że wszystko ze mną w porządku, jakby coś mogło mi się stać od
stania dwa metry nad ziemią.
Powoli
zbliża się wieczór, choć słońce nadal wisi nad górami. Uwielbiam lato, nawet
jeśli mam spędzić wakacje w obcym gronie, to wiem, że będą udane. Wszyscy
wyglądają sympatycznie, rozmawiają ze mną między skokami i pytają, jak mi się
tutaj podoba. A ja z uśmiechem na twarzy, szczerze odpowiadam, że bardzo.
Chłopak o miodowej czuprynie, który towarzyszy mi przez cały dzień jest
naprawdę miły i zabawny. Niech Klara żałuje, że nie poszła po rozum do głowy i
wsiadła na rower, mimo że ledwo snuła się na nogach. Chociaż, pewnie i tak by
ich nie poznała, ponieważ pojechałybyśmy na „najlepszą wycieczkę naszego
życia”. O ile ktoś wziąłby nas do swojego samochodu. „Autostop to najlepszy
środek lokomocji”, zapewniała dziewczyna. „Jedziesz za darmo i na dodatek masz
tyyyle wspomnień”, zachwycała się. Nie byłam przekonana do tego pomysłu,
Michael też nie. Pewnie w głowie snuł mroczne scenariusze o gwałcicielach i
porywaczach. Aż głupio przyznać, ale ucieszył się, gdy Klara złamała rękę i
było wiadomo, że nigdzie nie pojedziemy. Ja w sumie też się ucieszyłam, ale
oczywiście nie z tego, że moja kumpela złamała rękę. Wizja stania pół dnia przy
drodze i machania ręką, żeby ktoś się zatrzymał nie byłą zbyt zachęcająca.
Choć, może gdyby Klara codziennie nosiła szorty, eksponując swoje długie nogi,
łapałybyśmy autostopy szybko.
Po
skończonym treningu, zeszłam z Gregorem z podestu i obserwowałam, jak
skoczkowie wchodzą do domku. Weszło ich tam chyba z dziesięciu, a ja nie mogłam
przestać się głowić, jak oni wszyscy się tam mieszczą.
-
Masz coś jeszcze do picia? – zapytałam, gdy Gregor nurkował po coś w bagażniku
swojego samochodu.
Powoli
wysunął swoje ciało na zewnątrz i wziął do ręki butelkę po wodzie. Ostatnie
krople przelały się po dnie. Jęknęłam zażenowana, język wysychał mi na wiór,
chodź cały dzień popijałam wodę chłopaka.
-
Zapasy mi się wyczerpały – powiedział wykrzywiając usta.
Zaśmiałam
się widząc jego minę.
-
Przepraszam, to moja wina. Gdybyś był sam, pewnie by ci wystarczyło – bąkam.
Naprawdę
mi przykro, wypiłam chyba pół butelki sama.
-
Ile ty właściwie masz lat? – spogląda na mnie Gregor z ukosa.
Czuję,
że policzki zaczynają mnie piec. Może nikt nie zauważy, i tak jestem cała
czerwona od słońca.
-
Dwadzieścia trzy – mówię spoglądając w bok.
Nie
wiem, o co mu chodzi z tym wiekiem, ale czuję się dziwnie. Prostuję plecy i
zaplatam ramiona pod biustem.
-
To świetnie – uznaje i uśmiecha się szeroko.
Patrzę
na niego zdziwiona. On się dobrze czuje?
-
A-ha? – mruczę pod nosem. – A to dlaczego? – dopytuję.
-
Ponieważ możesz iść do Michiego, żeby dał ci coś do picia – wzrusza ramionami.
– Zalety bycia młodszą siostrą – uśmiecha się, ale teraz ma zamknięte usta.
-
Ty wiesz, że to nie jest taki głupi pomysł – uznaję i odwracam się na pięcie.
-
Ale nie idź tam teraz – woła, gdy ruszam w stronę domku.
-
A kiedy? Gdy kompletnie umrę z pragnienia? – rzucam nawet nie odwracając się,
żeby na niego spojrzeć.
Wpadam
do domku i od razu otula mnie suche, zimne powietrze z klimatyzacji. Czuję
przyjemny dreszcz na karku.
-
Michi, masz coś do picia? – pytam zatrzymując się na środku pomieszczenia.
O
mój Boże.
Teraz
rozumiem, dlaczego miałam tam nie wchodzić. Wszyscy patrzą na mnie zdziwieni, a
ja nie mogę się ruszyć i jedynie rozglądam się, próbując oderwać wzrok od
prawie nagich ciał skoczków. Przygryzam jedynie wargę i czuję, że rumienię się
speszona. Czy oni mogą się zacząć ubierać i nie patrzeć na mnie w taki sposób?
Ja tylko chcę się czegoś napić. Spoglądam w lewo, mając nadzieję, że tam już
nikogo nie ma, ale popełniam błąd. Mój wzrok napotyka spojrzenie ciemnych oczu.
Fettner mruga szybko i zaczyna się ubierać, a ja nie mogę się poruszyć, nabrać
tchu, ani zrobić niczego innego. Czarnowłosy mężczyzna zaczyna wciągać czarne
jeansy, jakby moje spojrzenie go odblokowało. Prostuje się i staje do mnie
plecami. Ma bardzo umięśnione plecy, między jego łopatkami powstaje zagłębienie
w kształcie odwróconej litery V, a wzdłuż kręgosłupa ciągnie się długie
wgłębienie, które kryje się dopiero za paskiem jego spodni. Stoi chwilę
nieruchomo z głową spuszczoną i lekko obróconą w prawo, przyciskając podbródek
do obojczyka. Zastanawiam się, co robi, ale nie mogę znaleźć odpowiedzi.
Kątem
oka widzę, że pozostali skoczkowie także zaczęli się ubierać. Przynajmniej
tyle. Chcę odetchnąć z ulgą, ale nadal czuję gulę w przełyku, więc mam problem
z nabraniem powietrza. Fettner porusza się ponownie, przeciągając szary
podkoszulek przez głowę, wsuwa białe buty, szybkim ruchem chwyta czarną,
skórzaną kurtkę i przewiesza ją przez sportową torbę, a następnie sięga po
jeszcze jedną torbę, w której muszą być buty narciarskie, ponieważ Michi ma
taką samą. Zbiera swoje rzeczy, a potem nie patrząc na nikogo, rusza w moją
stronę. Mam wrażenie, że wrastam w podłogę, ale wtedy on mija mnie szybko i
pozostaje po nim jedynie zapach męskich perfum. Trzask drzwi wyrywa mnie z
osłupienia i ponownie spoglądam na innych skoczków.
Michael
podchodzi do mnie powoli i podaje mi butelkę z wodą.
-
Nigdy więcej tu nie wchodź, jeśli nikt cię o to nie porosi – mówi cicho, że
tylko ja go słyszę.
Kiwam
głową. Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. Zbyt dużo roznegliżowanych ciał
męskich na raz. Poza tym, ich ciała są zbyt szczupłe, żeby na nie patrzeć.
Można się kompleksów nabawić.
Odwracam
się na pięcie i biorę łyk wody. Jest tak wspaniale zimna, że mam ochotę nie
przestawać zaciągać ją do ust. Ale wtedy orientuję się, że nadal stoję wśród
skoczków, którzy przebierają się po
treningu, więc wychodzę na zewnątrz, żegnając się z przyjemnym chłodem.
Gregor
idzie w moją stronę, uśmiechając się na widok butelki z wodą.
-
I co, duży szok? – pyta.
-
Mogłeś powiedzieć – rzucam niby zezłoszczona, ale w moim głosie nie da się
ukryć rozbawienia.
-
Próbowałem – wtrąca, podpierając się pod boki.
Oboje
wybuchamy śmiechem, a gdy przestępuję na drugą nogę, zauważam kruczowłosego,
wsiadającego do czarnego samochodu. Schlieri podąża spojrzeniem, za moim i
milczy chwilę po czym rzuca zwyczajnie:
-
O co chodzi?
Wzruszam
ramionami i ponownie biorę łyk wody, a następnie podaję butelkę chłopakowi.
-
Chyba mnie nie lubi – uznaję, wzruszając ramionami.
Schlierenzauer
przełyka, co widzę po poruszającym się jabłku Adama.
-
Po czym to wnioskujesz? – pyta zakręcając butelkę.
-
Nie odzywa się do mnie, nawet na mnie nie patrzy. Każdy dzisiaj ze mną
rozmawiał, a on odezwał się raz – bąkam i biorę picie od chłopaka.
-
Wiesz, Manuel jest… trudny – mówi ociągając się odrobinę z odpowiedzią.
Spoglądam
na niego, jak na idiotę.
Trudny?
Serio? Trudny to może być test, a ten cały Manuel jest po prostu dziwny.
-
Myślałam, że jest niemową – rzucam nagle, choć wcale nie chciałam powiedzieć
tego na głos.
Gregor
wybucha głośnym śmiechem, a ja patrzę na niego z politowaniem.
-
Fajnie – mruczę. – Nie ma to, jak wyśmiewać się z młodszej koleżanki, nie? –
rzucam.
-
Daj spokój – obejmuje mnie ramieniem. – Ja po prostu… Wiesz, niecodziennie
słyszy się, że twój kolega jest niemową – uznaje krótko.
-
No, to przynajmniej jestem oryginalna – uznaję, dając mu kuksańca w żebro.
Gregor
jest ode mnie o głowę wyższy, więc nie wiem jaką ma minę, ale na dźwięk
otwieranych za nami drzwi do domku, odskakujemy od siebie jak poparzeni.
-
Młoda, jedziesz z tyłu – rzuca mi Michael, który niesie narty na ramieniu.
-
Nie? – rzucam. – I nie mów na mnie młoda, jestem tylko dwa lata młodsza –
zauważam.
-
Stara też nie jesteś – gasi mnie.
-
Ale na mnie młody nie mówisz – wtrąca się Kraft, wychodząc zza niego.
-
A mam zacząć? – Michi marszczy czoło, posyłając Stefanowi spojrzenie, którego
nie rozumiem.
-
Nie no, nie, ale wiesz… - pląta się brunet.
-
Czekaj, to ile ty masz lat? – wtrącam się.
-
Dwadzieścia trzy – wzrusza ramionami najniższy z chłopaków.
Uśmiecham
się szeroko, rozkładam ramiona i przytulam go. Nie sądziłam, że jest moim
równolatkiem, ale ta prawda jeszcze utwierdza mnie w przekonaniu, że będziemy
się dobrze dogadywać.
-
Dałbym tęczę, ale gdzieś zgubiłem jednorożca – rzuca mój brat, przerywając mi
zaprzyjaźnienie się z jego przyjacielem.
Spoglądamy
na niego równocześnie z podobnymi minami irytacji.
-
Serio, Michi? – krzywi się Kraft.
-
Tak, serio. Czy możemy iść do samochodu? Chcę już do domu, jestem zmęczony po
treningu – syczy mój brat.
-
No dobrze, dobrze – wzdycham. – Dla ciebie, mogę usiąść z tyłu – zwracam się do
bruneta, który posyła mi jeszcze jeden ciepły uśmiech.
-
Chodźmy już – jęczy blondyn i rusza w stronę samochodu. – Jeśli was nie będzie,
to odjadę sam – mówi nie odwracając się, by na nas spojrzeć.
Biorę
Krafta pod ramię i posyłam Gregorowi przepraszający uśmiech, a następnie
ruszamy ze Stefanem w ślad za Michaelem.
-
Do jutra – rzuca Schlierenzauer.
Spoglądam
przez ramię i uśmiecham się do niego.
-
Do jutra – odpowiadam, czując jak ciepło rozlewa się po moim wnętrzu.
Gregor
to naprawdę sympatyczny gość.
Ładuję
się na tylne siedzenie i siadam pośrodku, żeby móc rozmawiać z Stefanem i
Michim. Przez całą drogę śpiewamy, gadamy i śmiejemy się, aż sama nie wiem
kiedy, zatrzymujemy się pod domem bruneta. Rano przywiózł go Poppi, cokolwiek
to znaczy, ale później zadzwoniła do niego babcia i musiał jechać do niej,
więc było mu nie po drodze.
Gdy
wracam do domu idę wziąć zimny prysznic, bo moja skóra nadal jest gorąca. Jutro
nie zapomnę o kremie z filtrem, za bardzo przez to cierpię. Jestem z natury blada,
więc jeśli chcę się opalić, pierwszego dnia muszę używać kremu, bo inaczej z
miodowego brązu na skórze nici.
Po
kąpieli kładę się spać, choć przez długi okres czasu nie mogę zasnąć, ponieważ
w mojej głowie jest pełno myśli i wspomnień ze skoczni. Już nie mogę się
doczekać ponownego spotkania z tymi wszystkimi ludźmi, nawet z tym kruczowłosym
Manuelem. Tuż przed zaśnięciem obiecuję sobie jedną jedyną rzecz, która
niesamowicie pachnie nonsensem.
Ja
go rozgryzę.
====================================================
To nie tak, że ja zapomniałam. Po prostu nie było mnie w tamten weekend w Polsce, bo pojechałam do Pragi. Swoją drogą - było pięknie! Naprawdę świetnie spędzony czas, wycieczka warta wydanych pieniędzy. Ale nie ważne. Ja pojawię się tu za trzy tygodnie i mam nadzieję, że będziecie na mnie czekać.
Pozdrawiam,
Monika Karolina xoxo