~Vanessa~
Gorący
wieczór zapowiadał się bardzo wesoło. Zdecydowałam się na podkręcenie włosów,
krótkie spodenki i luźną, białą tunikę w stylu boho. Liczyłam na dobrą zabawę,
ale nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwszy raz szłam na taką imprezę. W ogóle,
rzadko bywałam na imprezach. Zwykle trafiałam na małe domówki w gronie
znajomych. O ile Michi’emu nie udało się przekonać rodziców, żebym została w
domu. Bo przecież mój wiek nie świadczy o niczym.
Niebo
przechodziło w kolor pomarańczowego różu, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi.
Stałam na tarasie wpatrując się w horyzont, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. To
Michi, powiedział, że przyjdzie po mnie, gdy będziemy mieli wychodzić. Zabrałam
niewielką torebkę, w której miałam portfel z dokumentami, telefon oraz paczkę
chusteczek na wszelki wypadek. Otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się do brata.
Michael otaksował mnie spojrzeniem.
-
No, niech ci będzie – skomentował mój strój. Przewróciłam tylko oczami. Czego on
się spodziewał, że owinę się od stóp do czubka głowy? Miałam się przebrać za
mumię czy muzułmankę? Ale mniejsza – to i tak była dobra reakcja, więc
postanowiłam się nią cieszyć, póki mogę.
Skierowaliśmy
się do windy i zjechaliśmy do lobby, gdzie czekała na nas reszta skocznej
ekipy. Wszyscy odwrócili w naszą stronę głowy, czułam ich spojrzenia na sobie. Wiedziałam,
że Michaelowi taka reakcja się nie spodoba, ale udawałam, że nie zauważam tych
wlepionych we mnie oczu.
-
Bardzo ładnie wyglądasz – uśmiechnął się Kraft.
-
Dziękuję, ty też całkiem nieźle. Ciekawe, kto pomógł Ci wybrać strój –
zażartowałam.
Stefan
odpowiedział cichym śmiechem, po czym odwrócił się do grupy i zaproponował
wyjście. Poppinger zadeklarował się jako przewodnik, więc przeszedł na przód by
pokierować nas na miejsce imprezy.
-
Powinnaś częściej robić to, co dzisiaj. Nie wiem jakich czarów użyłaś, ale
wszystkim nam odjęło mowę – skomplementował mnie Greogor, a ja od razu
pomyślałam o tym, co mówił Michi.
-
Nie używam czarów, ale dziękuję – nic innego nie przyszło mi do głowy.
Na
chwilę zapanowała cisza.
-
Jak się czujesz przed imprezą? – zagadnął.
Wzruszyłam
ramionami.
-
Sama nie wiem. Chyba trochę się denerwuję, ale ogółem jestem nastawiona bardzo
pozytywnie – odparłam.
-
To dobrze – uznał krótko. – Mam nadzieję, że uda nam się przetańczyć razem
chociaż jedną piosenkę, choć pewnie będziesz rozchwytywana na parkiecie – dodał
szybko.
Spojrzałam
na niego. Powoli docieraliśmy do celu, więc jego twarz oświetlały promienie
zachodzącego słońca. Patrzył daleko, pewnie na morze, twarz miał spokojną. Przeniósł
na mnie wzrok i uśmiechnął się, gdy nasze spojrzenia się spotkały.
-
Też mam taką nadzieję – posłałam mu ciepły uśmiech.
-
Hej, wszyscy! – krzyknął Poppinger, unosząc obie ręce wysoko. – Jesteśmy na
miejscu. Bawcie się dobrze. Let’s Get the
party started! – wykrzyczał z podekscytowaniem frazę piosenki, która akurat
wybrzmiewała z głośników.
Pierwszym
miejscem, do którego się udaliśmy, był bar. Wypiliśmy po shot’cie, a potem
większość chłopaków ruszyła w tan. Obejrzałam się na nich przez ramię z
rozbawieniem. Poppi i Aschenwald nie mieli większych oporów, żeby zaczepić
jakieś przypadkowe dziewczyny i zacząć z nimi tańczyć. A one nie miały nic
przeciwko. Zachichotałam wesoło po czym odwróciłam się przodem do baru. Dopiero
wtedy spostrzegłam, że obok mnie stoi Gregor, który także przygląda się
tańczącym ludziom.
-
Nie idziesz się z nimi bawić? – zagaiłam.
Spojrzał
na mnie i dopiero wtedy, gdy słońce odbiło się od jego źrenic, spostrzegłam jak
piękne i hipnotyzujące ma oczy. Zamrugałam, żeby nie wgapiać się w nie w amoku.
-
Z byle kim nie tańczę – odparł. Uśmiechnęłam się, podparłam głowę na ręce. –
Śmiejesz się ze mnie? – zapytał z niedowierzaniem w głosie.
-
Nie śmiała bym. Mam szacunek do starszych osób – zażartowałam.
Skrzywił
się.
-
Aż tak stary to chyba nie jestem, co? – rozciągnął usta w uśmiechu tak
szerokim, że ukazał chyba wszystkie zęby.
-
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – bąknęłam.
Odepchnął
się od baru, wyprostował plecy i wystawił w moją stronę dłoń.
-
Za raz ci pokażę jak potrafią ruszać się takie staruchy jak ja – oznajmił.
-
Prosisz mnie do tańca? – dopytałam.
Szybko
uniósł barki, by pozwolić im opaść w mgnieniu oka.
-
Na to wygląda – odparł.
Przechyliłam
głowę. Akurat zmieniła się piosenka. Znałam nowy utwór, to było coś z
repertuaru tego brytyjskiego boys bandu, One Direction. Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale
większość piosenek, które znałam, podobały mi się. Miały coś w sobie, choć nie
potrafiłam tego nazwać. Owszem, chciało się przy nich tańczyć, jednak moje
umiejętności nie powalały. Ale czy mogłam odmówić tym pięknym oczom? Chwyciłam dłoń
miodowo włosego, potem istnieliśmy tylko my i muzyka. Bawiłam się świetnie,
choć od licznych obrotów, w które wciągał mnie Gregor, wirowało mi w głowie. Muzyka
poniosła mnie, a ja przez kilka chwil miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią
i nad niczym nie mam kontroli. Ale wcale mi to nie przeszkadzało.
Weaking up beside you I’m my loaded
gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I’ve got no control
No control
Powerless and I don’t care it’s
obvious
I just can’t get enough of you
The pedal’s gas down, my eyes are
closed
No control
Raptem
po dwóch wypitych kolejkach zaczęło szumieć mi w głowie. Wszystko działo się za
szybko, a ja nie byłam przyzwyczajona do picia alkoholu. Potrzebowałam przerwy.
Przecisnęłam się przez tłum ludzi, by znaleźć się na wolnej przestrzeni. Poza parkietem
świat wydawał się zupełnie odcięty, jakby ludzie nie zauważali, że tuż obok
nich odbywają się tańce i gra muzyka. Przeczesałam włosy dłońmi, ktoś chwycił
mnie za ramię, a ja podskoczyłam przerażona.
-
Wszystko w porządku? – zapytał Gregor, gdy podniosłam na niego wzrok. Miał zaszklone
oczy, zauważyłam to, bo przy każdym kontakcie nie mogłam oprzeć się wpatrywaniu
w nie.
-
Tak, po prostu potrzebuję trochę powietrza, które nie jest przesiąknięte
alkoholem – uśmiechnęłam się.
Chłopak
rozejrzał się, wbijając dłonie w kieszenie.
-
Może w takim razie chcesz się przejść, albo gdzieś usiąść? – zaproponował.
-
Sądzę, że w tym stanie powinnam trochę posiedzieć i odpocząć – prychnęłam śmiechem.
Pokiwał
głową.
-
Może tam? Będziemy mieć cały czas resztę w zasięgu wzroku, ale muzyka nie
będzie tak głośna – wyjaśnił.
-
Brzmi wspaniale – uśmiechnęłam się szeroko.
Usiedliśmy
po turecku na piasku. Chwyciłam garść złotych granulek i po chwili wypuściłam
je lawiną.
-
Tęsknisz za skokami, prawda? – zapytałam nagle. Nie wiem skąd w mojej głowie
pojawiło się to pytanie.
Schlierenzauer
wygładził piach między nami dłonią.
-
Oczywiście, że tak. To było coś, czym żyłem przez bardzo długo. Aż nagle
pojawiły się problemy – wzruszył ramionami. Wyglądał na smutnego.
-
Ale będzie lepiej? – dopytałam.
-
Mam nadzieję – uśmiechnął się blado. Podniósł
głowę. – Ostatecznie, trzeba będzie znaleźć sobie nową pasję i powód do
ciągnięcia tego dzień po dniu – w jego policzku pojawiło się zagłębienie, gdy uniósł
kącik ust w górę.
Zagarnęłam
piach, tworząc mały kopiec.
-
Znajdziesz to coś – zapewniłam szeptem. Moja dłoń wylądowała na jego
nadgarstku, gdy próbowałam dodać mu otuchy i nadać swoim słowom wiarygodności.
-
Kto wie? Może już to znalazłem – odparł spoglądając mi w oczy.
Milion
motyli zatrzepotało w moim brzuchu, szybko zerwałam się na równe nogi i
podbiegłam do kosza stojącego przy barze, a następnie zwymiotowałam resztki
śniadania.
Sięgnęłam
po serwetkę, otarłam usta i obejrzałam się przez ramię. Gregor stał tuż obok,
drapiąc się po karku.
-
Może kupię ci wodę? Albo odprowadzę do hotelu? – zaproponował.
-
Poproszę wodę – powiedziałam, a gdy mój brzuch ponownie szybko się napiął,
chwyciłam brzeg kubła oburącz.
-
Za raz wracam – zapewnił.
Odprowadziłam
go spojrzeniem, aż natknęłam się na chłopaków przechylających kolejne
kieliszki. Byli zdecydowanie lepiej zaprawieni w boju. Nie umiałam pić, bo nie
miałam kiedy się tego nauczyć. Może jako sportowcy nie powinni pić, ale
postanowiłam, że tej nocy im odpuszczę.
Wyjęłam
telefon z torebki, dochodziła jedenasta, co oznaczało, że jesteśmy tu około
dwie godziny. Nie wiedziałam, kiedy uciekł mi ten czas. Widocznie alkohol
sprawił, że straciłam rachubę czasu. Ale w tym momencie nie mogłam już nic na
to poradzić.
Przed
moją twarzą pojawiła się butelka wody mineralnej.
-
Zimna, może pomoże ci trochę otrzeźwieć – powiedział Greg.
Uśmiechnęłam
się, przejęłam butelkę i od razu pociągnęłam trzy duże łyki, które opróżniły ją
prawie do połowy.
-
Dziękuję, oddam ci pieniądze, tylko powiedz ile – sięgnęłam po portfel.
Chłopak
chwycił moje ręce i wepchnął przedmiot z powrotem do torebki.
-
Daj spokój, zrobiłabyś to samo, gdyby zaszła taka potrzeba – za pewne miał
rację, ale ja nie lubiłam być nikomu nic winna. Uznałam, że teraz nie będę się
kłócić, ale jutro zwrócę mu należytą sumę.
Podszedł
do nas Stefan.
-
Kochani, przenosimy się do baru karaoke. Kofi zapewnia, że to świetna zabawa –
oznajmił.
-
Świetnie – uznałam, bo naprawdę lubiłam śpiewać.
Tak wyglądała moja walka z czasem. Ale ostatecznie jest 23:30, gdy to publikuję, więc zdążyłam w pierwszą sobotę listopada :D
Przepraszam za błędy i powtórzenia oraz za lekki POŚLIZG XD, ale dodam na pocieszenie, że najprawdopodobniej powstanie zwiastun :D
Monika Karolina