~Vanessa~
Nawet
nie wiem kiedy między palcami uciekły mi jakieś trzy godziny. Siedziałam na
łóżku ciumkając pukiel włosów i rozmyślając o Gregorze. Był przystojny,
zabawny, świetnie czułam się w jego towarzystwie, ale nie zauważyłam, żeby
patrzył na mnie jak na kogoś więcej niż koleżankę. Starałam się to wszystko
poskładać w głowie, ale nic mi nie pasowało do teorii wysuniętej przez
Michiego. Miałam wrażenie, że z każdą kolejną próbą dopatrzenia się
jakichkolwiek znaków, robiłam się bardziej posępna, smutna. To głupie,
wcześniej nawet o tym nie myślałam, a teraz żołądek spleciony w supeł fika mi
koziołki po całej jamie brzusznej.
Drzwi
otwierają się szybko, nie jestem w stanie zareagować inaczej, niż podskoczyć w
miejscu i prawie dostać zawału. Wyszczerzony Kraft wchodzi do pokoju, ręce ma
zajęte przez jakieś zawiniątka.
-
Przepraszam, ale otwierałem drzwi nogą – tłumaczy się. Przechylam głowę na bok
myśląc sobie, jak on to niby zrobił, że prawie wyleciały z futryny. Żaden z
niego Jackie Chan, więc nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, ale trzeba
przyznać, że rozciągnięta z niego bestyjka.
-
Co ty, kurde, robisz? – mruczę marszcząc czoło, ściągając brwi do siebie.
-
Szykuję się na imprezę – odpowiada beztrosko kładąc przy tym swoje zawiniątka
na brzegu mojego łóżka.
Przyglądam
mu się zdziwiona, ale on raczej tego nie zauważa. Albo ma wyjebane.
-
A to? Co to jest? – wskazuję ruchem brody przyniesione przez niego rzeczy.
Kraft
podpiera się pod boki, stając w postawie a la Superman.
-
Moje ubrania. Pomożesz mi coś wybrać – oznajmia.
-
A nie może tego zrobić Michi? – dziwię się jeszcze bardziej.
Chłopak
wydyma dolną wargę, rzuca na mnie krótkie spojrzenie, po czym wraca wzrokiem na
stertę.
Oho, panienki znowu się
o coś pożarły…
-
Jesteś tu jedyną kobietą, jaką znam. Pomóż mi wybrać coś, w czym będę wyglądał
pociągająco – uśmiecha się zawadiacko.
Z
taką mimiką powinien zostać aktorem. Marnuje się chłopak w tym sporcie.
-
Masz dziewczynę – przypominam mu.
Wzrusza
ramionami.
-
To skomplikowane – odpowiada.
Mam
wrażenie, że jego oczy zupełnie straciły blask. Posmutniał. Dopiero wtedy
zauważam, że coś jest nie tak. To nie jest ten Stef, którego znam. Nie śmieje
się, nie uśmiecha, nie stara się nas wszystkich rozbawić i rozchmurzyć. To on
teraz potrzebuje pocieszenia.
Poprawiam
się na łóżku, tak by być bliżej niego, prostuję plecy. Staram się zajrzeć w
jego oczy, ale ucieka przed nawiązaniem kontaktu.
-
Chcesz o tym porozmawiać? – pytam się cicho.
Milczy.
Trwa to dosyć długo. Mam wrażenie, że czas się zatrzymał, tylko ja nie zostałam
zamrożona. Chłopak stoi w miejscu, w tej samej pozycji, wygląda jak woskowa
figura.
Staram
się naprawić sytuację, odchrząkuję, sięgam po jedną z koszulek.
-
Co myślisz o tej? Całkiem do twarzy ci w czerwonym – podnoszę ją obok siebie i przyglądam
się nadrukowi. Wielkie czarne „FUCK OFF” zdaje się aż z niej krzyczeć. – To
chyba nie najlepszy wybór na imprezę – komentuję pod nosem i odkładam koszulkę
na bok, by sięgnąć po następną.
-
Powiedziała, że zawsze będę jej najlepszym przyjacielem – chrypi nagle Kraft.
Podnoszę na niego powoli wzrok, rezygnując z przerzucania ubrań. Nasze
spojrzenia się spotykają. – Marisa uznała, że lepiej będzie, jeśli określimy
nasz związek jako otwarty. Wiem, że kogoś poznała, choć nie chce mi się do tego
przyznać, ja też nie byłem święty, w dodatku cały czas zostawiałem ją w domu
samą, więc poszukała sobie kogoś innego – wyznał.
Oczy
zaszły mu łzami, opadł na brzeg łóżka. Przytuliłam go mocno, nie wiedząc co
mogę zrobić.
-
Jesteś pewny? Może tylko tak sobie ubzdurałeś. Może ona po prostu potrzebuje
trochę czasu – staram się go pocieszyć.
-
Wyprowadziła się do Salzburga, do babci – odparł. – Ona nie potrzebuje czasu.
Potrzebuje koła ratunkowego, gdyby z tamtym facetem jej nie wyszło.
Zagryzłam policzek od środka.
-
Skąd w ogóle ta pewność, że ma kogoś innego? – zapytałam, choć czułam, że to
nie najlepszy pomysł.
-
Ness, błagam cię! Prośba o otwarty związek?! Przeprowadzka?! Nazwanie mnie
przyjacielem?!
-
To żaden dowód! – nie wiem czemu staję w jej obronie.
-
Michi widział ich razem w klubie! Nie potrafili nawet znaleźć sobie normalnego
miejsca! – wybucha.
Odskakuję
lekko przestraszona, ale i wstrząśnięta. Wszystko zaczyna mi się rozjaśniać.
Czyż to nie byłby powód do bójki, która miała miejsce między Stefanem, a
Michim? Brzmi bardzo prawdopodobnie. Czuję, że coś spływa mi po policzku,
dopiero po chwili orientuję się, że płaczę. Nie rozumiem swojego zachowania,
ale obarczam winą strach. Jeszcze nie widziałam takiego wybuchu u Krafta.
Rozlega
się pukanie do drzwi, chwilę potem otwierają się one powoli. Do pomieszczenia
zagląda Kofler. Spogląda na mnie i bruneta kilka razy.
-
Wszystko w porządku? – pyta zatroskany. To taki dobry człowiek, dba o
wszystkich wokół, choć sam na pewno ma jakieś problemy. Zawsze stawia dobro
innych przed swoim.
Kiwam
powoli głową.
-
Tak, tylko rozmawialiśmy – głos mi drży, nie brzmię zbyt wiarygodnie.
Kofi
zaciska usta.
-
Skoro tak – wycofuje się powoli, zamykając za sobą drzwi.
Opadam
na poduszkę. Czuję się dziwnie, jakby wewnątrz mnie wybuch dynamit. Niewielki,
ale narobił szkód.
-
Przepraszam – odzywa się Kraft, pociągając lekko nosem. Na chwilę zapomniałam o
jego istnieniu. Byłam tylko ja, łóżko i sufit, w który wbijałam wzrok.
-
Przestań – odpowiadam cicho. – Sama się prosiłam. Nie powinnam dłubać w
świeżych ranach.
Mam
nadzieję, że przyzna mi rację. Nie chcę, żeby się obwiniał. To tak jakby wymiociny miały do siebie
pretensje, że żołądek się ich pozbył.
-
Michael już kiedyś mówił mi o tym, że widział ją z kimś na zakupach w galerii.
Powiedziałem, że to pewnie kolega, a jemu tylko przewidział się ich pocałunek.
Poza tym, to był tylko policzek – męczył się tym wspomnieniem.
Usiadłam
po turecku, krzyżując nogi w kostkach, po czym chwyciłam je w dłonie.
-
Tak mi przykro – mruknęłam cicho. – Ufałeś jej, nie wierzyłeś nawet, że mogłaby
cię zdradzić…
-
A ona to wykorzystała – prychnął. – Wiedziała jaki ma na mnie wpływ, a potem wykorzystała
to w tamten weekend – przyznał gorzko.
Zadumałam
się na chwilę.
-
Wiesz co? Myślę, że powinieneś to olać.
-
Słucham? – spojrzał na mnie dziwnie.
Wzruszyłam
ramionami. Nie miałam doświadczenia w związkach, ale ufałam mojej intuicji.
-
Po prostu się od tego odetnij. Zobaczysz, tak będzie lepiej – zapewniłam. Nie
wydawał się do końca przekonany. – A wiesz co ci w tym pomoże? – rozjaśniłam
głos i uśmiechnęłam się zachęcająco.
-
No co? – zaintrygował się.
-
Imprezka! – wystrzeliłam dłońmi w powietrze rozstawiając je po bokach mojej
twarzy, na szerokość barków.
Kraft
uśmiechnął się, jeszcze trochę smutno, ale szeroko.
-
To co mam na siebie włożyć? – rozchmurzył się.
Sięgnęłam
po dwie koszulki.
-
Czarna czy granatowa? – pokazałam mu obie jakbym pracowała w reklamie.
Oboje
się zaśmialiśmy. Nie był to ten radosny Stefan, którego znałam, ale znacznie mu
się polepszyło. Może pozna jakąś piękną, długonogą dziewczynę, która pozwoli mu
choć na kilka chwil zapomnieć o Marisie.
Wiedziałam,
że z tą dziewczyną będą jakieś problemy, jednak nie sądziłam, że będzie ona w
stanie doprowadzić do bójki najlepszych przyjaciół.
/*-/*-/*-/-*/*-/-*/*-/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/-*/
Wiem, że późno, ale musicie mi wybaczyć. Jestem chora i przez cały dzień pamiętałam, żeby wrzucić rozdział, jednak ostatecznie zapomniałam koło 19 i ocknęłam się dopiero pół godziny temu. GIF taki, bo mi się jakoś kojarzy z sytuacją między Michim a Kraftim aktualnie.
Po raz kolejny zastanawiałam się nad zrobieniem zwiastuna do tego opowiadania, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Ja osobiście bardzo lubię się bawić takimi rzeczami, ale musicie dać mi znać, czy chciałybyście coś takiego zobaczyć. Mam kilka pomysłów, ale nie jestem pewna czy to wyjdzie tak, jakbym tego chciała.
Dajcie znać w komentarzu co sądzicie o tym pomyśle, a tymczasem życzę udanej niedzieli,
Monika Karolina xxx
