sobota, 14 kwietnia 2018

12


~Gregor~
W korytarzu spowolniłem kroku, gdy wyprzedził mnie Manuel. Był jakiś rozpromieniony, chyba chłodne powietrze z klimatyzacji dobrze mu zrobiło. Szedł sprężynującym krokiem, uśmiechnięty.
Humorek dopisuje.
Kilka kroków przede mną idzie Krafti, Michi i Nessi. Diethard mija mnie pędem i zwalnia dopiero przy tej trójce. Zastępuje drogę Vanessie, co zdecydowanie nie podoba się Michaelowi, sądząc po jego zmarszczonym czole, ściągniętych wargach oraz rozszerzonych nozdrzach. To chyba jego typowa mina pod tytułem „groźny, starszy brat”. Sądzę, że to trochę zabawne, jak traktuje swoją siostrę, jednak z drugiej strony to bardzo urocze. Tak myślę. W sumie są bardzo uroczym rodzeństwem. Stefana i Alexa poznałem już kiedyś, ale żaden się nigdy nie przyznał, że w domu ukrywają jeszcze taki skarb, jakim niewątpliwie jest Ness.
Między blondynką, a Thomasem następuje wymiana zdań, której treści nie słyszę. Może to i lepiej. Sama rozmówczyni nie wydaje się zbyt zadowolona przebiegiem dyskusji. Jestem nawet bliski stwierdzeniu, że za chwilę po prostu ominie Didla i pójdzie dalej, ale wtedy niespodziewanie do akcji wkracza Manuel.
Z racji, iż jestem już nieco bliżej, a Fetti mówi dosyć głośno, dokładnie słyszę, gdy mówi:
- Nie przejmuj się, Didl, pewnie jest zazdrosna o to, że chcesz podrywać kogoś innego niż ją – uśmiecha się przy tym półgębkiem i poklepuje chłopaka po ramieniu, po czym odchodzi, a chwilę później już nie ma go w budynku.
Staję obok grupki i spoglądam na uśmiechniętą  dziewczynę, która jeszcze śledzi wzrokiem sylwetkę Manuela przez szklane drzwi. Michael podąża wzrokiem za moim, po czym szturcha swoją siostrę w ramię, mówiąc:
- A ty, co się tak szczerzysz? – pyta mało uprzejmym tonem, aż robi mi się żal tej dziewczyny.
Ness przestępuje na drugą nogę i spogląda na brata spod zmarszczonych brwi.
- Pogięło cię? To bolało – mówi, masując miejsce uderzenia.
- Zadałem ci pytanie, cwaniaro – blondyn zaplata ramiona na piersi.
- Michi – napomina go Kraft i rzuca mu znaczące spojrzenie.
Dzieciaki…
- Spoko, Stef, przyzwyczaiłam się – Vanessa uśmiecha się do bruneta. – A tak poza tym, to po prostu bawi mnie to, że ktoś mógł wpaść na pomysł, że mogłabym być zazdrosna o Thomasa – tłumaczy.
Michael wydaje się usatysfakcjonowany z tej odpowiedzi, Kraft małym uśmieszkiem kryje rozbawienie, twarz Didla ewidentnie wyraża oburzenie („Jak to, nie byłaby o mnie zazdrosna?!”), a w oczach Nessie widzę błysk satysfakcji, że troszeczkę upiłowała mu nosa.
- Ech, dzieciaki – szepczę pod nosem, ale na tyle nieudolnie, by zostać usłyszanym przez całą czwórkę.
Wszyscy spoglądają na mnie jak jeden mąż, a ja czuję się osaczony.
- No co? Kłócicie się jak przedszkolaki – rozkładam ręce bezradnie, równocześnie starając się znaleźć sensowne wytłumaczenie dla popełnionej gafy.
Muszę bardziej nad sobą panować w jej towarzystwie, żeby nie uznała mnie za dziwaka.

~Vanessa~
Czy Gregor właśnie nazwał mnie dzieciakiem?
Dzięki. Nie ma to jak wsparcie kumpla.
To, że Michi ciągle zwraca uwagę na to, że jest starszy już przełknęłam. Przez ponad dwadzieścia lat można się przyzwyczaić, naprawdę. Ale Gregor? Myślałam, że się lubimy. I naprawdę, nie wiem, czemu moje pozorne uradowanie się z postępu z Fettnerem, zastępuje smutek.
Tak. Jest mi przykro, bo ten Złoty Chłopiec okazał się taki jak mój brat. W rezultacie, oni wszyscy są tacy sami, czyż nie?
Przepycham się między Schlierenzauerem, a Didlem by pokierować się ku wyjściu. Może świeże powietrze dobrze mi zrobi. Wychodzę przed budynek, gdzie zderzam się z gorącym powietrzem. Nie fajnie. Idę tam, gdzie wydaje mi się, że został nasz kadrowy bus. Nawet mam rację, podchodzę więc bliżej, a ze środka słyszę śmiech.
- Co tu tak wesoło? – pytam, choć nie wiem, kto jest w środku. Uśmiecham się serdecznie, by nikt nie zauważył, że coś się zmieniło.
Ale w sumie, tutaj wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Moje nastroje, humor Michiego, podejście Fettnera, zwroty Gregora…
Zza ścianki wychyla się uśmiechnięta głowa Koflera.
- A, tak sobie obgadujemy wyjazd – odpowiada.
- Ech, też planujecie ‘wyrywać panienki’? – rzucam z rozbawieniem, robiąc równocześnie cudzysłów palcami.
- Nie wiem jak Fetti, ale mnie to już nie dotyczy – tłumaczy mężczyzna.
Chwila, Fetti?!
Pan Ciemności pochyla się do przodu tak, że oprócz jego kolana, widzę teraz ramię i pół twarzy.
- Nie jestem jak Diethart, umiem nad sobą panować – zapewnia kumpla, jednocześnie unikając mojego spojrzenia.
Ja za to nie mam oporów. Będę się gapić, aż Ci wywiercę dziurę w głowie.
- O tak, dla niego alkoholu nie liczymy – uznaje Kofi.
- Alkoholu? – wyrywa mi się.
Obaj nagle na mnie spoglądają ze zdziwnieniem.
Ha, wygrałam, panie Nie-myśl-że-na-Ciebie-spojrzę.
- No tak, mamy zamiar zorganizować coś fajnego – tłumaczy jak dziecku Andreas.
- A wolno wam pić? – marszczę czoło i zaplatam ramiona.
- Teoretycznie nie, w praktyce trener czasem przymyka na to oko. Ten wyjazd to jest jedna z takich okazji – wzrusza ramionami.
- Och – stęknięcie samo wyrywa mi się z ust.
Nie sądziłam, że chłopcy piją na takich wyjazdach. Teraz już wiem, czemu tak bardzo cieszyli się na ten wyjazd. No nic, trzeba to będzie jakoś przeboleć. Dam radę, przynajmniej tak będę sobie wmawiać.
Bądź co bądź, sama nie mogę się doczekać tego wyjazdu.
WE’RE GOOING TO IBIZA!
- Przepraszam – szepcze nagle ktoś w moje włosy.
Ciepłe powietrze rozbija się o luźne kosmyki i skórę za moim uchem, czemu towarzyszy delikatne łaskotanie. Wzdrygam się lekko, aż na rękach i karku czuję gęsią skórkę. Dopiero, gdy rozpoznaję głos Gregora, moje ciało odrobinę się uspokaja.
Spoglądam na niego zdziwiona. Nie spodziewałam się tych przeprosin.
- Nie ma za co – odpowiadam i próbuję się uśmiechnąć. – Chyba od tego słońca troszeczkę przesadziłam z reakcją – wyjaśniam.
Chłopak kiwa głową, ale w jego oczach nie widzę zrozumienia. Mam wrażenie, że uznaje moje wyjaśnienia za bzdurę i w nie nie wierzy, ale nie mogę na to nic poradzić. Dotykam delikatnie jego ramienia, a wtedy spogląda mi w oczy.
- Serio, nic się nie stało. Zachowałam się impulsywnie – mówię, widząc jednak, że to go nie przekonuję dodaję: - zupełnie jak dzieciak.
Dopiero w tej chwili wybuchamy razem śmiechem.
Tak jest o wiele lepiej. Dobrze, że zdałam sobie sprawę z tego, jak głupio postąpiłam. Dobrze, że Gregor przyszedł mnie przeprosić. Pewnie sama też bym starała się załagodzić sytuację, ale prawda jest taka, że ciążyłoby mi to przez najbliższy tydzień, zanim zebrałabym odpowiednie słowa. Tak wyszło spontanicznie i dobrze, moim zdaniem. Mam nadzieję, że to tylko jakieś chwilowe zwariowanie przez hormony. Gregor jest naprawdę miłym człowiekiem, bardzo dobrze mi się z nim rozmawia, czuję się swobodnie w jego towarzystwie. Nie chciałabym, żeby przez jakiegoś focha to wszystko zostało zaprzepaszczone.
Musze bardziej nad sobą panować, żeby nie wyjść na obrażalską.
- No, dalej, wsiadać, wsiadać – głos trenera przywraca mnie do świata żywych. Nienawidzę się zamyślać, jestem wtedy tak nieobecna.
Wszyscy posłyszenie pakujemy tyłki do wozu, a następnie obieramy kierunek powrotny, pod halę sportową, gdzie zostały nasze samochody. Nie wiem ile zajmuje podróż, wydaje mi się, że to raptem kilka sekund, ponieważ całą drogę spędzam z zamkniętymi oczami, ciesząc się pędem ciepłego powietrza na mojej twarzy.
Centrum sportowe rzuca cień na parking, więc mam nadzieję, że w naszym wozie nie będzie gorąco. Dziś chyba nie mamy w planach żadnej podwózki, na co liczę, bo chcę się już znaleźć w domu. Okazuje się jednak, że musimy podwieźć gdzieś Stefana. Gdy wysadzamy go przy parku, Michi życzy mu powodzenia. Chłopak żegna się z nami tylko bladym uśmiechem, więc gdy ruszamy, pytam od razu:
- Czemu życzyłeś mu powodzenia? Coś się stało?
- Jeszcze nie – ociąga się z odpowiedzią mój brat. – Ale zgaduję, że nie będzie mu łatwo.
- Co to znaczy? – drążę temat.
- Marissa wróciła – powiedział, po czym zacisnął mocno szczękę.
Uznałam to za zakończenie tematu, jednak bardzo gryzło mnie to, co tak naprawdę wydarzyło się miedzy Kraftim, a jego dziewczyną, bo z tego co zdążyłam zauważyć, nie układa im się najlepiej. Przy następnym spotkaniu muszę koniecznie go zapytać. Czy Marissa zrobiła coś złego? Czy jakoś go skrzywdziła? A może to on jakoś zranił ją? Nie, to na pewno nie to, Kraft nie byłby do tego zdolny. Poza tym, bardzo dobrze o niej mówi. To naprawdę intrygujące, o co chodzi.
I tak plany o przespaniu reszty dnia w ciemnym, chłodnym pomieszczeniu legły w gruzach, ponieważ przez te pytania nie mogłam zmrużyć oczu nawet długo po północy.
Nieważne, co by się między nimi nie wydarzyło, wiedziałam jedno. Skoro to długoletni przyjaciel mojego brata i mój nowy super kumpel, to jestem mu winna przysługę. W taki sposób jedynie dorobiłam się nowego postanowienia.
Muszę mu jakoś pomóc!
Ostatecznie właśnie z tą myślą zasnęłam niedługo przed świtem. To była ciężka noc.


=====================================================
To absolutnie nie tak, że zapomniałam. Wszystko zgodnie z planem. Poprzedni rozdział przy moich urodzinach, ten przy imprezie :D
Enjoy!