sobota, 1 września 2018

17.


 ~Vanessa~

Akurat tłukę Poppingera poduszką, żeby zlazł z mojego łóżka, gdy wchodzi Gregor. Ogarnia wzrokiem sytuację po czym przechyla głowę na bok i przygląda nam się przez chwilę.
- Manu, nie obraź się, ale tak chyba nie zdobywa się czyjegoś serca – mówi rozbawiony.
Zamieramy i jak jeden mąż odwracamy głowy w jego stronę. Poppi, Aschenwald, Michi i ja przez chwilę gapimy się na Grega, musimy wyglądać strasznie głupio, bo nie mija dziesięć sekund, a on zaczyna się z nas śmiać. Rzucam w niego poduszką, a nagle wszyscy patrzą dziwnie na mnie.
- No co? Wolno mi, to mój pokój – wzruszam ramionami.
- IMPREZA! – ogłasza Poppinger, ale nie zamierzam ponownie pozwolić mu na skakanie po tej pięknej pościeli i mięciutkim materacu.
Szybko obejmuję jego kolana oburącz, a następnie mocno ciągnę w bok. Jest znacznie lżejszy niż myślałam, więc z impetem uderza o podłogę. Przez chwilę martwię się czy  aby nie zrobiłam mu krzywdy, ale mimo wszystko on po prostu brechta się na wykładzinie i przewraca z boku na bok.
- Idiota – stwierdzamy wszyscy zgodnie.
- Możesz zabrać stąd tego pacana i swoje półnagie ciało? – pytam Aschenwalda. Uśmiecha się szeroko, jakby z rozbawieniem, ale potakuje ruchem głowy. Podchodzi do Poppiego, chwyta jego nogę i zaczyna ciągnąć po podłodze. A ten się oczywiście z tego śmieje.
- Ale wieczorem idziemy na plażę potańczyć? – upewnia się.
- Pewnie, tylko żebyście nie wrócili jako inwalidzi, bo będę was miała wszystkich na głowie – bąkam.
Philipp rozciąga usta w szerokim uśmiechu, po czym zabiera kumpla do ich pokoju.
Spoglądam na Michiego, podpiera się pod boki. Nie wydaje się już taki zadowolony, jak w chwili, gdy tu przyszedł. Mam nadzieję, że nie będzie o nic się rzucał, bo zwyczajnie nie mam ochoty psuć sobie tego wyjazdu w pierwszy dzień.
Gregor podchodzi do łóżka, zatrzymuje się obok mnie, następnie odkłada poduszkę na jej miejsce.
- Dziękuję – mówię, posyłając mu delikatny uśmiech.
- Proszę bardzo, ale więcej we mnie nimi nie rzucaj bez powodu – unosi kącik ust do góry, ale tylko jeden. Zupełnie jakby wiedział, że strasznie słodko wtedy wygląda. Nie daję po sobie niczego poznać, jedynie prostuję odrobinę plecy.
- Miałam powód – rzuca w odpowiedzi.
- Czyżby? – uwaga Schlierenzauera skupia się w pełni na mnie. Jego oczy mają w sobie coś takiego, że nie potrafię od nich oderwać wzroku. Staram się nad sobą zapanować, ale nie jestem w stanie powstrzymać rozchylających się warg. Mam wrażenie, iż nagle staję się okropnie bezbronna wobec jego osoby i wdzięków, którymi świetnie potrafi zagrać.
Przełykam ślinę.
- Owszem – odpowiadam w końcu.
Gregor pochyla się trochę w moją stronę, zginając ciało w pół.
- Nie wydaje mi się – mówi prosto do mych ust. Czuję jego oddech, równocześnie mając wrażenie, że tracę swój. Jego nos znajduje się mniej, więcej dziesięć centymetrów od mojego.
I nagle Michi chrząka, czar pryska, a ja orientuję się, że mój brat nadal tu jest. Zła na siebie wsuwam się bardziej na łóżko, żeby zwiększyć odstęp między mną, a Schlierim. Mdli mnie odrobinę, ale z trudem przełykam ślinę i spoglądam na brata, który stoi z zaplecionymi na torsie rękami.
Może to dobrze, że tu był? Nie powinien tego widzieć, ale przynajmniej zapanował nad sytuacją. Gdyby nie on, pewnie zrobiłabym coś, czego nie powinnam. A potem przez cały wyjazd i staż czułabym się dziwnie. Gregor  jest świetnym kumplem, ale nie sądzę, żebyśmy kiedyś posunęli się do czegoś więcej. Nawet jeśli przez chwilę sądziłam, że mnie pocałuje.
Na szczęście to się nie stało i mogę być spokojna o nasze kontakty.
- Greg, Stefan mówił, że ma dla ciebie jakieś wafle, których chciałeś spróbować – mówi Michi.
Gregor przenosi na niego wzrok, ale spogląda na mnie z ukosa. Chyba jest lekko zażenowany tą sytuacją.
- Och, dzięki – pląta się. – Pójdę do niego, te wafle wyglądają bardzo smacznie. Tobie też polecam – kieruje słowa do Michaela.
- Już je jadłem – odpowiada gorzko mój brat. Czuję, że gdy tylko zostaniemy sami, dostanę burę za spoufalanie się z jego kolegami. Już widzę ten surowy wzrok, dobrze, że jeszcze nie zacisnął szczęki.
- No… To… To ja już pójdę – jąka. Spogląda w moją stronę. – Do zobaczenia później – uśmiecham się blado. Zaczyna boleć mnie głowa, pewnie z nerwów. – Na razie, Michi – mówi mijając go.
- Zamknij za sobą drzwi, proszę – odpowiada mój brat.
Zanim miodowo włosy to robi, odwraca się jeszcze przez ramię i spogląda na mnie zmartwiony. Czyżby wyczuł zbliżające się kłopoty? Może być spokojny, ja sobie z tym jakoś poradzę, z nim może być gorzej.
Drzwi zamykają się z kliknięciem. Podnoszę wzrok na Michaela. Patrzy na mnie surowo, milczy dłuższą chwilę.
- Czy on ci się podoba? – rzuca nagle, zaskakując mnie tym pytaniem.
- Co? Nie. To znaczy, nie wiem. Jest fajny, lubię go – plącze mi się język.
- Posłuchaj, nie wiem co między wami jest, ale to mój kumpel. Nie chciałbym się potem czuć nieswojo, gdy tylko znajdziemy się we trójkę w jednym pomieszczeniu. Jeśli ty też byś się mu podobała, istnieje szansa, że zostalibyście parą – otwieram szerzej oczy ze zdziwienia, ale on tego nie widzi i kontynuuje swój wywód. – Jeśli wam nie wyjdzie będzie nam wszystkim niezręcznie, będziecie nadal się widywać, a potem wpadniecie w jakąś toksyczną relację. Nie chcę, żeby to wszystko się skomplikowało. Zrozum mnie, jedyne na czym mi zawsze zależy to twoje dobro – mówi przekonany o swoich racjach.
- Tak, bo przecież staropanieństwo przyniesie mi tyle radości – rzucam sarkastycznie, przerywając monolog.
Zaciska wargi.
- W porządku, rób co chcesz, ale nie przychodź do mnie potem o pomoc – rzuca się.
- Michi, zaczekaj – zatrzymuję go. – Wiesz, to po prostu mój kolega. Nic między nami nie ma, a gdyby nawet było, to przez twoje nastawienie wypierałabym to, najbardziej jakbym mogła. Wiem, że starasz się mnie chronić, ale ty chyba też już wiesz, że to nie działa tak jak powinno. Przed czym chcesz mnie chronić, skoro nikt mnie nie zrani, bo nawet nie ma szansy się do mnie zbliżyć – tłumaczę.
Patrzy na mnie krzywo. Wzdycha niezadowolony.
- No dobrze, odpuszczę ci trochę na tym wyjeździe.
- Słucham?! Już ostatnio obiecywałeś poprawę i nie przyniosło to żadnych skutków. Zastanów się, jak ja mam ci w to uwierzyć? – zirytowałam się.
Michi siada na brzegu łóżka, opiera czoło o dłonie zwinięte w pięści. Po chwili ciszy przeciera twarz.
- Obiecuję ci poprawę, ale pamiętaj o tym, co ci powiedziałem. To moi kumple, spędzam z nimi mnóstwo czasu, nie chciałbym niezręcznych sytuacji. Wystarczy, że Manuel zrobił się dziwniejszy – bąka.
- Manuel? – marszczę czoło.
- Fettner – dodaje blondyn. – Nie lubi zmian, a odkąd dołączyłaś do teamu strasznie się wycofał. Myślę, że akurat z nim powinnaś się lepiej poznać, żeby nie było więcej dziwnych sytuacji.
Wiercę się na łóżku.
- Co masz na myśli? – chrypię.
- Dopóki się lepiej nie poznacie może być trochę wycofany, a to naprawdę dobry kumpel – wzrusza ramionami.
- Dla mnie zbyt dobry nie jest – bąkam pod nosem.
Michi spogląda na mnie.
- Oswoi się z nową sytuacją i na pewno wasze relacje się polepszą. On też lubi się wygłupiać, jak reszta chłopaków. Może nie wygląda, ale jest jednym z bardziej rozsądniejszych.
Kiwam głową, udając, że rozumiem i nagle przypominam sobie o moim planie rozgryzienia tego Czarnego Pana. Zauważam szansę dowiedzenia się czegoś więcej, chcę ją wykorzystać.
- Czyli… jaki on jest naprawdę? Gregor też mówił, że zazwyczaj nie zachowuje się tak jak w stosunku do mnie – zaczynam miętosić narzutę palcami.
Michael szybko podrywa na mnie wzrok.
- A czemu cię to tak interesuje?! – rzuca się od razu.
Patrzę na niego z politowaniem.
- Dajesz mi trochę luzu, tak? – mamroczę.
Zagryza na chwilę dolną wargę, to znaczy tylko jedno – intensywnie myśli.
- Dobra, będę łagodniejszy, ale nie wypytuj mnie o chłopaków. Możesz się z nimi kumplować, jeśli pójdziesz na tę imprezę to możesz się z nimi wygłupiać, tańczyć, pić, ale nie wypytuj mnie o nic – sądzę, że skończył, więc próbuję się wtrącić z podziękowaniem, ale on zaczął mówić dalej. – A jeśli już nawet coś poczujesz do któregokolwiek z tych idiotów, to przynajmniej mnie wcześniej uprzedź, żebym nie musiał się denerwować.
- Nazwałeś swoich kumpli idiotami? – dziwię się.
- Nessi, cholera jasna, nie na tym powinnaś się skupić w tym momencie! – czerwienieją mu uszy ze złości, więc postanawiam się nad nim zlitować i nie żartować.
- No dobrze, wiem, wyluzuj – szepczę przepraszająco.
- Jeśli nie chcesz, żeby ktoś dostał w twarz, to po prostu mnie uprzedź – ostrzega.
No nie wierzę. Co on sobie wyobraża?!
- Michi, opanuj się! – krzyczę. – Do nikogo nic nie czuję, oprócz tego wspaniałego uczucia gniewu, gdy rozmawiam z tobą na temat taki jak ten.
Wzdycha ciężko, podchodzi bliżej i rozkłada ręce.
- Chodź tu – mówi.
Zawsze tak to wyglądało. Gdy się kłóciliśmy, gniew kończył się na przytuleniu.
- Nieznośna gówniara – szepcze w moje włosy, przyciskając mnie do siebie.
- Złośliwy zgred – mamroczę z twarzą wtuloną w jego tors.
Jestem prawie pewna, że oboje uśmiechamy się od ucha do ucha. Po prostu musieliśmy się wykrzyczeć, ale to nie zmienia naszej wielkiej miłości. Stefan też jest wspaniałym starszym bratem, ale zawsze to właśnie z Michim byłam najbliżej. Nawet gdy Alex był mały Michael zawsze był moim stróżem.
Przekleństwo jedynej dziewczyny w rodzeństwie. Chociaż to nie zawsze było takie złe. Do momentu dorastania, wtedy przydałaby mi się starsza siostra.
- Bądź dobrą siostrzyczką i słuchaj się mnie, dobrze? – pyta.
Odsuwam się, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Wiesz, że nie mam już pięciu lat, prawda?
- Niestety, kto by pomyślał, że wyrośnie z ciebie takie humorzaste babsko – kręci głową.
- Jak tak na nas patrzę, to ty tu jesteś bardziej humorzasty – zaplatam ramiona pod biustem.
- Dobra, dobra, daruj sobie – popycha mnie na łóżko.
Wygrzebuję się z pościeli i opieram o ramę za poduszkami. Oboje się śmiejemy, choć mamy świadomość, że kiedyś będziemy musieli dorosnąć i przestać zachowywać się jak dzieciaki.
- Lepiej już idź, żeby chłopaki nie pomyśleli, że mnie zamordowałeś – radzę.
- Mało brakowało – przyznaje i odwraca się na pięcie. – Idę ugłaskać twojego kochasia – dodaje.
- Kogo?! – dziwię się piskliwie.
- Nie udawaj świętej, ślepy by zauważył, że Gregor na ciebie leci – otwiera drzwi na korytarz. – Nawet nie próbuj się cieszyć jak nastolatka – rzuca na odchodne.
Gdy tylko słyszę kliknięcie zamka uśmiecham się tak, że bolą mnie policzki, bo nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam od niego o Schlierim.


======================================================
Hej i cześć!
To znowu ja i te skoczne ludziki.
Mam nadzieję, że rozdział poprawia humor tym, którzy od wtorku będą zasiadać w szkolnych ławkach. Pamiętajcie - to tyko dziesięć miesięcy, a jak jesteście w maturalnej (jak ja :P ) to nawet mniej.
A skoro już jest ten temat - mam nadzieję, że to nie nastanie, ale po nowym roku mogę np. zapominać o dodaniu rozdziału, albo go nie mieć na czas, jednak nie łamcie się - zawsze tu wrócę i dokończę tę porytą historię :D

Miłego weekendu xxx