sobota, 1 grudnia 2018

20.

~Vanessa~
Klub karaoke tak naprawdę okazuje się być barem z wielkim tarasem, więc muzyka huczy już na długo przed dotarciem do celu. Wchodzimy między stoliki, próbując dopchać się do baru, by jak najszybciej zdobyć pewność siebie, niż zrobimy z siebie pośmiewisko na całej wyspie. Ktoś akurat śpiewa jedną z piosenek Ariany Grande, ale nie wsłuchuję się w nią zbytnio. Chłopaki wypijają kilka kolejek, szybko tracę rachubę ile już wypili, ale ja sączę tylko soczek. W końcu wodzirej wywołuje Michiego, Gregora i Thomasa. Chłopcy wybuchają śmiechem przy okazji wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Nie wiem o co chodzi, ale gdy tylko zaczyna lecieć muzyka zdaję sobie sprawę, że będą śpiewać Barbie Girl. Nieźle zaczynają. Śmieję się głośno, nie mogąc powstrzymać zachwytu tym, z jaką lekkością wygłupiają się przed taką publicznością. Idzie im bardzo średnio, ale porywają wszystkich obecnych do wspólnego śpiewania. Ostatecznie sama stoję na jednym z krzeseł i krzyczę, że plastikowe życie jest fantastyczne. Decyduję się wypić z chłopakami dwie kolejki, ale na tym kończę.
Aż nagle słyszę swoje imię wypowiadane przez wodzireja. Krztuszę się pomarańczowym sokiem, ale chłopcy ciągną mnie za ramiona, żebym wstała. Dosyć niepewnie podnoszę się z miejsca. Spoglądam na Michiego ponad stolikiem. Śmieje się, zgaduję, że jest pijany, bo ma kompletnie w nosie to, co się dzieje. Nagle obok mnie widzę Krafta.
- No idź – pogania mnie. – Wszyscy chcieliśmy, żebyś zaśpiewała, więc się nie kłóć – informuje.
Nic nie odpowiadam, nie wiem za bardzo co miałabym powiedzieć.
Zostaję wypchnięta na scenę i przywitana gromkimi brawami. Na pytanie, co chciałabym zaśpiewać odpowiadam „cokolwiek”, a kilka sekund później żałuję tych słów. Z głośników leci charakterystyczny dla młodej Britney Spears rytm. Po pierwszym wersie, który pojawia się na ekranie, wiem już co śpiewam. Obniżam głos, bo w tym właśnie momencie wydaje mi się, że będzie to lekko zadziorne, może nawet seksowne.

I think I did it again
I made you believe
We're more than just friends
Oh baby

Przez pierwsze pół zwrotki stoję jak kołek, ale po twarzach ludzi wydaje mi się, że nie jest tak źle, więc zaczynam się rozkręcać. Powoli zaczynam chodzić po scenie, a moje ruchy co raz bardziej przypominają taniec. Jestem przekonana, że gdzieś w głębi mnie jest cząstka Britney. Dostrzegam nagle schodki i postanawiam z nich skorzystać. Powoli wchodzę nie przestając śpiewać.

'Cause to lose all my senses
That is just so typically me
Oh baby, baby

Akurat docieram na szczyt, gdy mam wejść w refren. Orientuję się, że jestem na barze, ale wcale mi to nie przeszkadza. Bawię się chwilą i kontynuuję występ.

Oops, I did it again
I played with your heart, got lost in the game
Oh baby, baby
Oops, you think I'm in love
That I'm sent from above
I'm not that Innocent

Spoglądam w stronę chłopaków. Michi uśmiecha się, ale widzę, że nie jest zbyt zadowolony z moich popisów. Wmawiam sobie, że jutro niczego nie będzie pamiętał i mogę być spokojna. Mój wzrok napotyka spojrzenie Gregora. Robi mi się ciepło, mam wrażenie, że jest mną zachwycony, ale nie wiem czy to alkohol, czy może tylko mi się wydaje. Opcjonalnie obie wersje są dobre. Po skończeniu słyszę głośne brawa, jestem z siebie bardzo zadowolona. Gdy docieram z powrotem do stolika, podchodzi  do mnie chłopak w koszulce z logo baru.
- Na koszt firmy, gratulujemy udanego występu – uśmiecha się ciepło.
Nie miałam zamiaru więcej pić, ale darmowego drinka postanawiam przyjąć z uśmiechem. Mija sporo lepszych i gorszych występów do momentu, gdy chłopcy stwierdzają, że powinnam znowu coś zaśpiewać. Oznajmiam im, iż pójdę jeśli oni będą śpiewać razem ze mną. Godzą się pod warunkiem wybrania przez nich piosenki. Stwierdzam, że to nie jest zły układ. Poppinger przekazuje dyskjokeyowi co będziemy śpiewać. Za chwilę z głośników huczy podkład do piosenki Vengaboys. No tak, mogłam się tego spodziewać, rano nie mogli się im oprzeć, więc po pijaku śpiewają ich jeszcze chętniej. Ludzie tańczą i śpiewają razem z nami, a ja dopiero po zejściu między stoliki orientuję się, że przy naszym została jedna osoba. Manuel Fettner.
Czy ten człowiek nie mógłby chociaż przez chwilę przestać być „tym mrocznym” i po prostu z nami zaśpiewać. Próbując zmusić go do jakiejkolwiek interakcji  idę w jego stronę, ale on tylko spokojnie popija swojego drinka. Nawet wykierowanie w niego palcem i zaśpiewanie w jego stronę nic nie daje. Kontynuuję więc występ nie przejmując się nim oraz jego odmiennością.
Pozwalam porwać się muzyce i niemalże krzyczę do mikrofonu:

BOOM BOOM BOOM BOOM
I want you in my room
Let’s spend the night together
From now until forever

Gdy kończymy występ czuję się bardzo zmęczona, ale nie wiem czy wini tu moja kondycja, czy powinnam obwinić alkohol. Dopijam sok do końca, a potem podchodzę do Michi’ego, który akurat rozmawia o czymś z Gregorem. Przytulam się do brata, by zbliżyć moje usta do jego ucha.
- Chyba już pójdę – mówię.
Odsuwa się trochę i spogląda na mnie.
- Czemu? Jesteś pewna, że nie chcesz zostać? – pyta zdziwiony moim wcześniejszym wyjściem.
Kręcę przecząco głową.
- Nie, trochę źle się czuję. Lepiej, żebym poszła już do hotelu – uznaję.
Michi milczy przez chwilę.
- Samej cię nie puszczę – odpowiada w końcu.
Przewracam oczami.
- Poradzę sobie, to kilka kroków stąd – upieram się.
- Nie – mlaska. – Krafti! – odwraca się przez ramię by zawołać przyjaciela. Chłopak podchodzi do nas. – Odprowadziłbyś Nessi do hotelu? Źle się czuje, a nie chcę puszczać jej samej – poprosił.
- Ja mogę pomóc – zaoferował Schlieri.
Spuściłam głowę. Wolałam nie widzieć, jak mój brat piorunuje Gregora wzrokiem.
- Możecie iść we dwóch – odpowiada ku mojemu zaskoczeniu.
Oczywiście, nie pozwoli, żebym była sama z Gregorem – da nam przyzwoitkę – ale zawsze lepsze to, niż próba uśmiercenia kumpla spojrzeniem. Uśmiecham się do brata. Jestem z niego dumna.
Nagle czyjeś ręce zawieszają się na moim ramieniu. Spoglądam na chłopaka, który to robi.
- Nessi, chłopcy chcieliby, żebyś zaśpiewała Mam tę moc – oznajmia Ashenwald.
Uśmiecham się do niego.
- Bardzo mi przykro, ale mój koncert na dziś się już zakończył – odpowiadam.
Chłopak szczerzy się, pokazując przy tym wszystkie idealne ząbki.
- Bardzo mi przykro, ale Poppi już cię zapisał – śmieje się.
Przewracam oczami.
- Zrobię wam kiedyś krzywdę – mruczę, ale pozwalam wypchnąć się na podest.
Kompletnie nie widzę tego występu. Owszem, śpiewałam czasem pod nosem, ale jak to szło do końca  nie wiem. Muzyka zaczyna lecieć, a ja skupiam się tylko na niej. Nabieram głęboko powietrza i zaczynam śpiewać.

Der Schnee glänzt weiß auf den Bergen heut' Nacht
Keine Spuren sind zu seh'n
Ein einsames Königreich und ich bin die Königin
Der Wind er heult so wie der Sturm ganz tief in mir
Nicht zu kontrollier'n, ich hab' es versucht...
[tak, to jest Mam tę moc po niemiecku Xd]

Decyduję się śpiewać w swoim ojczystym języku, nie zważając na opinię słuchaczy. Przynajmniej fakt, że w pewnym momencie mylę tekst nie jest zauważony przez resztę ludzi. Daję z siebie wszystko, co potrafię, choć wiem, że nie śpiewam wybitnie. Przez cały czas mam zamknięte oczy, otwieram je dopiero, gdy milknie muzyka. Przez chwilę panuje cisza, aż w pewnym momencie podnosi się głośny aplauz. Kłaniam się i schodzę ze sceny.
- Czy teraz mogę już iść do hotelu? – rzucam od razu do chłopaków.
- Jasne, idźcie – mówi Michi, pospieszając Gregora i Stefana skinieniem. Na chwilę zatrzymuje jednego z nich. – Ale wróćcie – mówi. Kraft potakuje głową. Nie wiem czy bardziej brzmiało to jak prośba, czy rozkaz, ale nie zagłębiam się w to.
Chłopcy odprowadzają mnie pod same drzwi, a ja szybko odprawiam ich z powrotem. Biorę prysznic i kładę się do łóżka modląc się przy okazji, żebym jutro nie czuła się źle. Nie chcę robić sobie złej opinii w oczach trenera. Co jak co, ale to na jego zdaniu i zadowoleniu zależy mi teraz najbardziej. Powoli zaczynam zasypiać, gdy nagle ktoś zaczyna dobijać się do moich drzwi. w pierwszej chwili się wzdrygam, w drugiej uspokajam myśli, że przecież cały korytarz jest nasz, więc nie jest to nikt obcy. Wygrzebuję się z pościeli niespiesznie. Mam na sobie szorty, podkoszulek Michiego, za który by mnie zabił, gdyby wiedział, że go mam, oraz ciepłe skarpetki, bo w nocy często marzną mi stopy. Podchodzę do drzwi, słyszę za nimi jakiś bełkot. Otwieram zasuwę, naciskam klamkę i ciągnę drzwi do siebie. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu na korytarzu stoi Fettner. A raczej próbuje ustać, podpierając się o futrynę. Powoli podnosi głowę i spogląda na mnie.
- Czego chcesz? – mruczę niezadowolona. Chciałabym położyć się spać, a nie słuchać obelg na mój temat.
- Elsa – mruczy. Marszczę nos, zastanawiając się o co mu chodzi, on w tym czasie pochyla się co raz bardziej w moją stronę. – Elsa, zaśpiewaj Mam tę moc – mówi w końcu.

W jednej chwili jego powieki opadają, a ciało, wyrywając mi klamkę z rąk, osuwa się po drzwiach na podłogę.


===================================================


Nie odpowiadam za wyrządzone krzywdy takie jak m.in. uszkodzenia mózgu. Proszę się także za bardzo nie sugerować tekstami piosenek, bo pisałam je tak jak pamiętam, jedynie z niemieckim Mam tę moc sobie pomogłam, bo nie pamiętałam pisowni. Mój angielski trochę kuleje, więc coś może być źle :P
Dobrze, do celu. Myślałam, że rozdział będzie jakieś 40 minut wcześniej, ale jak mówiłam [albo i nie, nie pamiętam] jestem w klasie maturalnej i czasami może mi się coś poślizgnąć. Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał.
   Jest to ostatni w tym roku rozdział, następny pojawi się już w 2019! Z tej okazji chciałabym Wam wszystkim życzyć dużo zdrowia, zadowolenia, rodzinnych i ciepłych świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku. Oby był on dla Was lepszy niż ten, obfitował w same powodzenia i spełniał marzenia.

Pozdrawiam cieplutko,
Monika Karolina

P.S.
Gdyby to kogoś interesowało: zwiastun powinien być gotowy przed następnym rozdziałem. 😉😉😉