~Vanessa~
Nie mogę znieść widoku Fettnera. Mam
ochotę wyrzucić go przez balkon. Jednak trzy piętra go chyba zabiją, a mi nie
marzy się kilkuletnia posiadówka w więzieniu.
Zrywam się z miejsca jak wystrzelona z
procy. Gnam przez korytarz do pomieszczenia, w którym znajduje się drugi stół
do masażu. Wpadam bez pukania. Pierwsze co widzę to Kraft rozłożony na blacie w
podkoszulku i bokserkach, z rękami pod głową. Wysoki, szczupły Hiszpan z burzą
ciemnych loków na czubku głowy masuje mu akurat trójgłowy mięsień łydki.
– Ahoj! – Stef macha do mnie radośnie,
witając się niczym Krecik z czeskiej bajki.
Posyłam mu szybki uśmiech i natychmiast
ruszam w stron tego całego Damiena czy jak mu tam jest.
Szarpię go za ramię, szybkim ruchem
odwracając twarzą do mnie. Wykrzykuję mu w twarz wszystkie zażalenia, które
umiem nazwać po angielsku. On jednak zdezorientowany mruga kilkukrotnie i nie
odpowiada.
– Siostra, do niego trzeba wolniej –
słyszę nagle.
Wychylam się zza Hiszpana i zauważam
mojego brata siedzącego przy biurku z założonymi na piersi rękami.
– A ty co tutaj robisz? – pytam nieco
zdezorientowana.
– Czekam na swój masaż – wzrusza
ramionami.
Przewracam oczami.
– Tyle to się domyślam, ale czemu tutaj?
– rzucam szybko.
– Zawsze chodzimy razem na masaże, żeby
nam się nie nudziło – odpowiada jakby to była najbardziej oczywista rzecz na
świecie.
– Aha – to jedyne co przychodzi mi do
głowy. – Nieważne – stwierdzam w końcu, po czym zwracam się ponownie do
Damiana. Damiena? A może Daniela? – Słuchaj – płynnie przechodzę na
angielski – nie podoba mi się, że wprowadzasz zmiany w ustawionych przeze mnie
dokumentach – zaczynam.
Chłopak gapi się na mnie
ciemnoczekoladowymi oczami, aż w pewnym momencie nie jestem w stanie wytrzymać
jego wzroku. W końcu jednak odpowiada.
– Przepraszam, zrobiłem coś źle? – duka.
Jezu, nawet ja radzę sobie lepiej z
angielskim. A poliglotą nie jestem.
Wzdycham.
– Tak, zrobiłeś coś źle. Podzieliłam
zawodników między nas, a ty podmieniłeś teczki dwóch zawodników – tłumaczę
powoli. Baaardzo powoli.
– Och, przepraszam – spuszcza wzrok.
„Przepraszam” zdecydowanie opanował do
perfekcji. Oczekuję, że doda coś jeszcze, jednak on milczy.
Ponownie wzdycham. Staram się zachować
spokój.
– Okay, słuchaj – spoglądam na plakietkę
z imieniem, jednak ku mojemu zdziwieniu widnieje tam napis „Theodore”. –
Theodore? Sądziłam, że masz na imię Damien – wybijam się z rytmu wypowiedzi.
Chłopak zbywająco macha ręką.
– Damien skręcił wczoraj nogę na
basenie. Zastępuję go, mów mi Theo – wypowiada to zdanie tak szybko i płynnie,
że jestem przekonana, iż musiał wcześniej wykuć je na blachę.
– Okay, Theo, w takim wypadku daj mi po
prostu kartę Koflera. Ja go wymasuję, a ty przejmiesz Fettnera. Tak jak to
wcześniej ustawiłam – silę się na uprzejmość, choć tak naprawdę zastanawiam się
dlaczego nikt nie poinformował mnie o tej zmianie.
– To niemożliwe – wtrąca się mój brat.
Spoglądam na niego ponad ramieniem Theo. – Andi miał już swoją dzisiejszą
sesję. Ja jestem tutaj ostatni.
Wzdycham ciężko. Zatem nie mam wyjścia,
muszę dzisiaj wymasować tego gbura. Świetnie, po prostu cudownie…
Niechętnie i bardzo wolno wracam do
swojego gabinetu. Fettner leży na stole do masażu. Oczywiście musiał rozebrać
się do samych gaci. Jedynie Kraft nie prezentuje się jakby w negliżu.
Podchodzę bliżej i przyglądam mu się. W
uszach ma słuchawki, a oddech równomierny.
Zasnął?, zastanawiam
się, ale wtedy otwiera oczy i podnosi telefon, żeby zmienić muzykę. Zauważa
mnie kątem oka.
– No nareszcie – bąka gardłowo. –
Pospiesz się, nie mam całej nocy – dodaje.
Im dłużej stoję i na niego patrzę, tym
bardziej mam go dość. Chcę stąd wyjść i nie wracać, ale wiem, że nie mogę.
Musze wywiązać się ze swoich obowiązków.
Biorę olejek i chce przystąpić do pracy,
jednak, gdy tylko dotykam jego ciała, czuję pod palcami napinające się mięśnie.
Pewnie mam zimne dłonie. Trudno, jakoś w ogóle nie jest mi go żal.
Podczas masażu mam czas, żeby przyjrzeć
się jego ciału. Przez pamięć mięśniową kolejne etapy wykonuję mechanicznie.
Przyglądam się tatuażom pokrywającym jego ciało tu i ówdzie. Nie jest ich
wiele, ale zajmują dużo miejsca. Zastanawiam się czy bardzo bolały. Ja zapewne
nigdy nie odważyłabym się na zrobienie podobnego ozdobnika. Bałabym się, że mi
się znudzi. A usuwanie podobno jest jeszcze gorsze od robienia.
Moją uwagę przyciągają dwa tatuaże
ukryte pod gumką bokserek. Nie wiem dokładnie co przedstawiają, głupio mi
jednak na nie patrzeć, więc rzucam okiem dwa razy, żeby przyjrzeć się im pobieżnie
i spróbować dojść do tego, co przedstawiają. Na moje nieszczęście za drugim
razem Fettner przyłapuje mnie na gorącym uczynku.
Podnosi się lekko i podpiera na
łokciach. Czuję jak na policzkach i szyi pojawia mi się rumieniec.
Patrzy na mnie z lekko zmarszczonym
czołem. Jego wzrok przewierca mi głowę na wylot. Oddycham z trudem. Chyba nigdy
nie czułam się tak zażenowana.
– Mam się rozebrać? – pyta takim tonem,
że nie wiem czy żartuje, czy mówi poważnie.
Momentalnie kamienieję. Taka ze mnie
żona Lota, ona też się patrzyła nie tam gdzie trzeba…
– Wyluzuj, młoda, żartowałem – rzuca
bardziej od niechcenia.
Wypuszczam powietrze z ulgą. Nawet nie
zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymałam oddech.
– No chyba, że znowu masz ochotę pogapić
mi się na krocze – dodaje, a mi ponownie odbiera dech.
Postanawiam zebrać się do kupy i
przerwać moje milczenie. Ono tylko mnie pogrąża. Prycham więc i rzucam mu pełne
pożałowania spojrzenie.
– Tia, chciałbyś – bąkam. Chyba nie
jestem w stanie więcej wymyślić ani wypowiedzieć.
– Ja nie, ale ty wyglądasz jakbyś
chciała – odpowiada.
Wypuszczam jego nogę z rąk i odsuwam się
od stołu.
– Dosyć tego, ubieraj się i wyjdź –
rzucam.
Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
– O rety, księżniczka poczuła się
urażona – mówi z udawanym przejęciem.
Nie mam siły tego komentować. Patrzę na
niego wymownie. Milczę.
Mierzymy się spojrzeniami. Nie zamierzam
kontynuować sesji, ale on wygląda jakby nie zamierzał jej przerywać. W końcu
jednak wzdycha, podnosi się do siadu i spuszcza naoliwione nogi ze stołu.
Jednym ruchem wyciąga słuchawki z uszu, opiera ręce po obu stronach swoich ud i
patrzy mi prosto w oczy.
A ja ponownie tracę oddech.
Czuję się osaczona. Nagle robi mi się
zimno, a na karku i rękach włosy stają dęba.
– Wynoś się – bąkam pod nosem, bo ze
strachu zaczynają mi drżeć kolana. Nie wiem do czego on jest zdolny, ale coś w
jego wyglądzie i sposobie bycia sprawia, że zaczynam obawiać się o swoje życie.
Schodzi ze stołu, więc uznaję,
dzisiejszy dzień pracy za zakończony. Ruszam w stronę umywalki, by zmyć olejek
z dłoni. Manuel zagradza mi przejście swoim ciałem i chwyta mnie za ramię. Nie
wiem co się za chwilę wydarzy, jednak już nie czuję strachu. Jego uścisk nie
jest uściskiem oprawcy. Po prostu próbuje mnie zatrzymać.
Podnoszę wzrok, nasze spojrzenia się
spotykają. Jestem przekonana, że to nie trwa dłużej niż kilka sekund, jednak mi
wydaje się jakby trwało całą wieczność.
– Rozumiem, że nie masz zamiaru
dokończyć swojej pracy? – pyta gardłowo.
Patrzę na niego i nie mam pojęcia co
odpowiedzieć. Wiem, że dokończenie sesji leży w moich obowiązkach, jednak nie
wydaje mi się, żeby naskarżył na mnie do trenera. A może? Podejrzewam, że byłby
zdolny do wszystkiego, żeby tylko się mnie pozbyć.
– Na pewno nie w takich warunkach –
bąkam w końcu i wyrywam rękę z jego dłoni. Cofam się o kilka kroków, tworząc
między nami bezpieczny dystans. Na wszelki wypadek.
– Serio? – syczy. Widzę, że zaczyna się
wkurzać, więc robię jeszcze jeden krok w tył. Fettner przeczesuje nerwowo
kruczoczarne włosy dłonią. – Masz zamiar dąsać się o takie rzeczy?
– Nie dąsam się. Mam dość takiego
traktowania! – rzucam. – Nie wiem co ci we mnie nie pasuje, ale od początku
traktujesz mnie jak śmiecia a nie drugiego człowieka! – podnoszę głos. – Ciągle
wszyscy zapewniają mnie, że musisz oswoić się z nową sytuacją. Mówią, że jesteś
super kumplem. Ale wiesz co?! Jakoś tego nie zauważyłam! Jesteś tylko zwykłym gburem!
– krzyczę, choć łamie mi się głos.
Manuel patrzy na mnie w milczeniu. Nie
mam pojęcia co kryje się za jego marsową miną. Spuszcza głowę, po czym przy
użyciu kciuka i palca wskazującego uciska mostek nosa. Przyglądam mu się,
dopóki nie spogląda na mnie ponownie. Mam wrażenie, że jego tęczówki
pociemniały jeszcze bardziej. O ile jest to w ogóle możliwe.
– Nie wiesz nic o mnie ani o tym kim
jestem – mówi niskim, gardłowym tonem.
Głośno przełykam ślinę. Zaciskam dłonie
w pięści, żeby nie czuć ich drżenia.
– Więc na co czekasz? Oświeć mnie! –
rzucam wściekle.
Nie odrywając ode mnie wzroku robi krok
na przód a im bardziej próbuje się zbliżyć, tym bardziej próbuję uciec. W końcu
wpadam na ścianę. Oddech więźnie mi w gardle.
Czuję, że oczy zaczynają mnie piec. To
typowa dla mojego organizmu reakcja na stres. Gdy zostaję dosłownie przyparta
do ściany, zaczyna chcieć mi się płakać. Zaciskam szczęki, żeby jakoś nad sobą
zapanować. Manuel jest coraz bliżej.
Mam ochotę wziąć nogi za pas. Drzwi są
blisko, jednak Fettner ma zdecydowanie dłuższe nogi niż ja. Dogoni mnie bez
większych problemów…
I nagle drzwi otwierają się z głośnym
szczęknięciem. Z gardła wyrywa mi się dławiony jęk przerażenia. Szybko zakrywam
usta dłonią.
– No siema, misiaczki, wpadłem sprawdzić
czy się nie pozabijaliście – rzuca wesoło Kraft. Gdy spogląda na mnie z jego
twarzy znika uśmiech. Wolę nie wiedzieć jak wyglądam.
Szybko mijam bruneta w drzwiach i pędzę
do swojego pokoju. Na szczęście kartę do drzwi mam w kieszeni kitla. Pędem
biegnę do łazienki, by pospiesznie otworzyć klapę ubikacji i zwrócić chyba
wszystko co zjadłam w ciągu dnia. Dopiero kiedy opłukuję twarz opadam z sił i
zaczynam szlochać pochylona nad umywalką.
Płaczę krótko, ale nawet po wzięciu
prysznica co jakiś czas targają mną spazmy.
Chcę już położyć się spać, jednak wiem,
że zostawiłam dokumenty na wierzchu, a gabinet nie został zamknięty. Niechętnie
wracam do pomieszczenia, z którego uciekłam godzinę temu.
Światła są zapalone, stół nadal
ustawiony na środku pomieszczenia, a na krześle stojącym pod ścianą nadal leży
bluza. Zatrzymuję się w pół kroku, gdy przypominam sobie do kogo ona należy.
Jestem przekonana, że Fettner miał ją w ręce, gdy tu przyszedł.
Robię niepewny krok w głąb pomieszczenia
z obawą kierując wzrok do biurka.
I oddycham z ulgą.
~Stefan~
Gdy tylko Theo kończy mój masaż
zamieniam się z Michim miejscami. Sięgam po telefon i od razu odpalam Candy
Crush. Nasz nowy masażysta nie jest zbyt rozmowny. Nawet gdy zadajemy mu
pytania wymagające rozwinięcia odpowiada na nie krótko i zwięźle.
Niekoniecznie rzeczowo.
Nie mamy zatem oporów, żeby gawędzić
tylko między sobą w ojczystym języku. Theo także nie wygląda na zawiedzionego
takim obrotem spraw.
Nagle przypominam sobie o Nessi. Wpadła
tutaj ewidentnie niezadowolona z faktu, że musi zająć się dziś Fettim. Nie wiem
o co dokładnie chodzi, ale między nimi ciągle dzieją się różne dziwne rzeczy.
Nie jestem przekonany czy ta znajomość idzie w dobrym kierunku.
Osobno oboje są świetni. Vanessa ma
niezwykle ogromne pokłady dobrej energii, świetnie dogaduje się z każdym.
Jednak z Manuelem nie mogą znaleźć wspólnego języka. Czasami jest między nimi
lepiej, jak na przykład dziś na treningu, jednak potem Manu obrywa kijem w
głowę i ciężko mu się dziwić, że jest na nią wkurzony.
Zwłaszcza, że wszyscy byliśmy tym bardzo
rozbawieni.
Nie wiem co zaszło między nimi, gdy my
robiliśmy rundę po dołkach, ale już z daleka widziałem napięte mięśnie twarzy
Manuela. A potem zobaczyłem mokrą koszulkę Vanessy. Byłem w szoku, że Michi nie
zwrócił na to uwagi. Do tej pory był bardzo apodyktyczny w stosunku do Nessi,
teraz jednak zdawał się zupełnie nie zauważać, że jego młodsza siostra chcąc,
nie chcąc świeci biustonoszem.
Znali się już miesiąc, a nadal nie
potrafili znaleźć wspólnego języka. To dziwne. Nawet jeśli Manu miał czasem
problemy z przyzwyczajeniem się do nowej sytuacji, zwykle przechodziło mu po
tygodniu. Albo nawet szybciej. Ewidentnie coś nie pasowało mu w Vanessie.
– Michi – zagaiłem.
– Mhm? – wymruczał mój przyjaciel.
– Uważasz, że to dobry pomysł, żeby
Vanessa zajmowała się masażem Fettiego? – pytam. W pierwszej chwili odpowiada
mi cisza, więc blokuję telefon i wyczekująco patrzę na blondyna.
– A ty tak nie uważasz? – odpowiada
pytaniem.
Mam zamiar przypomnieć mu, że tak się
nie robi, jednak powstrzymuję się. Są ważniejsze rzeczy do omówienia.
– Wiesz, nie zauważyłem, żeby pałali do
siebie ogromną sympatią – bąkam.
Michael otwiera oczy i powoli przekręca
głowę, żeby na mnie spojrzeć.
– Co chcesz przez to powiedzieć? –
dopytuje.
Wzruszam ramionami, jednak od razu
odpowiadam.
– Nie wydaje mi się, żeby Manuel lubił
Vanessę – stawiam odważną tezę. – Nie zauważyłeś, że ciągle robi jej jakieś
przytyki? – dodaję.
Michi wydyma dolną wargę, ale widzę po
jego spojrzeniu, że się nad tym zastanawia.
– Nieee… Na pewno ci się wydaje – zbywa
mnie. – Pamiętasz jak po zebraniu w Związku wspólnie zażartowali? – rzuca.
Nic takiego sobie nie przypominam.
– Niby kiedy? – marszczę czoło.
– Wtedy, gdy Thomas powiedział, że Nessi
musi nauczyć go podrywać hiszpańskie dziewczyny, a ona mu odmówiła.
To akurat pamiętam.
– A co ma z tym wspólnego Manuel? –
wpatruję się intensywnie w przyjaciela.
Michi przewraca oczami.
– No to, że chwilę później Fetti
powiedział, że Nessi nie chce pomóc Didlowi, bo nie chce, żeby podrywał kogoś
poza nią – tłumaczy.
To też jestem w stanie sobie przypomnieć,
jednak nadal nie rozumiem.
– I gdzie tu jest wspólne żartowanie? –
dopytuję.
– O Boże, Stef, Vanessa się wtedy
uśmiechnęła. To znaczy, że to ją rozbawiło – rzuca jakby to było coś
oczywistego.
Wzdycham.
– To było dwa tygodnie temu, Michi. Poza
tą jedną sytuacją ciągle miotają w siebie gromami – zauważam.
Tym razem to on marszczy czoło.
– Myślisz, że się nie polubią? – pyta w
końcu. – Przecież Ness dogadała się od razu z każdym z drużyny. Z Fettim też na
pewno znajdą wspólny język – zapewnia.
Nie czuję się przekonany. Chyba nawet
sam Michael nie czuje się przekonany, bo rzuca mi jeszcze jedno spojrzenie spod
ściągniętych brwi i mówi:
– Natychmiast sprawdź czy jeszcze się
tam nie pozabijali.
Nie oponuję. Zrywam się z miejsca
porzucając telefon i spieszę do gabinetu Vanessy. Na korytarzu panuje przyjemny
chłód, który jest zasługą tylko i wyłącznie klimatyzacji. Podchodzę do drzwi,
za którymi znajduje się miejsce pracy Nessi, jednak zatrzymuję się, gdy słyszę
obniżony ton Manuela.
– Nie wiesz nic o mnie ani o tym kim
jestem.
Chwilę później odzywa się Vanessa.
– Więc na co czekasz? Oświeć mnie!
Nie mam pojęcia co tam się dzieje,
czekam na kolejną odpowiedź, jednak żadne z nich nic nie mówi. Z jednej strony
boję się im przeszkodzić, ale z drugiej muszę dowiedzieć się czy to kłótnia,
czy próbują dojść do konsensusu.
Sięgam po klamkę i naciskam ją
energicznie. Sprężystym krokiem wchodzę do pomieszczenia, żeby nie zorientowali
się, że podsłuchiwałem.
– No siema, misiaczki, wpadłem sprawdzić
czy się nie pozabijaliście – rzucam najweselszym tonem, na jaki stać mnie w tym
momencie.
Na środku stoi Manuel w samych
bokserkach. Nie wygląda na wkurzonego, ale nie sprawia też wrażenia
zadowolonego z biegu rozmowy. Spoglądam powoli przez ramię, gdzie przy ścianie
stoi Vanessa. Cała blada, wręcz poszarzała na twarzy. Usta zakrywa dłonią. Gdy
nasze spojrzenia się spotykają dziewczyna opuszcza pokój.
Patrzymy na siebie z Fettim w milczeniu,
które po chwili postanawiam przerwać. Muszę wiedzieć co tu się wydarzyło.
– Co jej się stało? – pytam. Manuel
jedynie wzrusza ramionami.
Kruczowłosy podchodzi do niewielkiej
komody stojącej pod ścianą i sięga po kawałek ręcznika papierowego. Wyciera
natłuszczone nogi skrawkami papieru nie zwracając na mnie uwagi. Jakby w ogóle mnie
tu nie było.
– Co jej zrobiłeś? – pytam ponownie.
Naprawdę liczę na odpowiedź.
– Nic jej nie zrobiłem – burka pod nosem
i zaczyna się ubierać.
– Manu, widziałem w jakim była stanie.
Musiałeś jej coś powiedzieć. Sprawiłeś jej przykrość! – wytykam mu.
On w tym czasie ignoruje mnie zupełnie i
pospiesznie zakłada kolejne części garderoby. Dopiero gdy mówię ostatnie zdanie
prostuje się i patrzy na mnie, pozwalając materiałowi czarnego tank-top’a opaść
wzdłuż ciała.
– Gówno mnie to obchodzi – rzuca, po
czym zaciska szczęki tak mocno, że mięśnie przebijają mu się przez skórę.
Wymija mnie szybkim krokiem i wypada z
pokoju. Odwracam się za nim, jednak postanawiam dać mu spokój.
Manu jeszcze nigdy nie był taki
opryskliwy w stosunku do mnie. Muszę dowiedzieć się co tu zaszło. Postanawiam
zaczekać tu na Vanessę. Na pewno wróci. Nie zostawiłaby otwartego biura na całą
noc. Siadam na krześle przy biurku i wtedy przypominam sobie, że mój telefon
został w pokoju do masażu.
No trudno, jakoś będę musiał wytrzymać
bez ogrywania kolejnych etapów Candy Crush’a.
~Vanessa~
Na krześle siedzi Kraft z rozdziawioną
buzią, zamkniętymi oczami i karkiem wygiętym pod dziwnym kątem. Walczę ze sobą,
żeby nie parsknąć śmiechem, jednak kiedy spomiędzy jego rozchylonych warg
wyrywa się chrapnięcie, nie jestem w stanie nad sobą zapanować. Parskam głośno
wyrywając bruneta ze snu.
Chłopak z hukiem spada z krzesła, więc
śpieszę mu na ratunek. Zdaje się zauważyć mnie dopiero wtedy, gdy moja dłoń
zawisa przed jego twarzą.
– O, Nessie, wróciłaś – mówi zaspany.
Dopiero wtedy chwyta mnie za rękę i podnosi się z podłogi.
– Tak, wróciłam. Bo to m o j e biuro – zauważam. – A co ty tu robisz? –
dopytuję.
Kraftl przeciera pospiesznie oczy
pięściami po czym wyrywa mu się ogromne ziewnięcie.
– Wyszłaś tak
nagle, Manu chwilę po tobie, a ja nie mam klucza, więc postanowiłem wszystkiego
przypilnować – uznaje.
Przyglądam się
jego zaspanym oczom.
– Świetna robota
– bąkam, żeby powstrzymać kolejny chichot. Widzę, że chce mnie o coś zapytać,
jednak ja nie mam już na to siły. Chcę tylko zamknąć biuro i położyć się spać.
Sięgam więc po resztki pozytywnej energii jaka mi na dzisiaj została i mówię: –
Za twoje zasługi jutro kupie ci jakieś pyszne ciacho.
– Bo co się
dzieje na Ibizie, zostaje na Ibizie – dodaje Kraftl, po czym oboje wybuchamy
śmiechem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
[Wiem, że Krecik mówił "ahjo" gdy się martwił, ale musiałam w końcu wykorzystać fakt, że Krecik i Krafcik są ultra podobni haha]
Dzisiaj nieco inny rozdział niż zawsze. Inny, bo zdecydowanie dłuższy a także dlatego, że jest w nim mnie śmieszków. Dajcie znać co sądzicie o nowym nastroju. Jak uprzedzałam w "Zanim przeczytasz" ta historia ma przede wszystkim bawić, ale będę starała się wprowadzać też sceny o innym charakterze.
Dodatkowo, jest to pierwszy rozdział, w którym poznajemy perspektywę Stefana! Sama byłam w szoku, że ani razu nie oddałam mu jeszcze narracji.
Zostawcie ślad po sobie, żebym wiedziała, że ten blog nie umarł do cna
Pozdrawiam i życzę miłej soboty!
Monika Karolina xxx
