~Manuel~
Siedzę
na belce i czekam na znak od Gregora, aż będę mógł skoczyć. W końcu startuję i
zjeżdżam po najeździe i wybijam się wysoko z progu. Czuję powietrze wdzierające
się przez mój kombinezon do wnętrza. Ziemia jest co raz bliżej, mocniejszy
podmuch wiatru sprawia, że napinam mocniej mięśnie, żeby ustabilizować lot, aż
w końcu ląduję składając się do telemarku. Narty suną po igielicie, aż w końcu
zjeżdżam na trawę i rozluźniam się nieco. Widzę, że obok Krafta stoi Michael i
jakaś dziewczyna. Podjeżdżam do nich i witam się z Hayboeckiem. Dziewczyna
patrzy na mnie.
-
Elsa – mówi i uśmiecha się, wystawiając w moją stronę dłoń.
Jest
wyjątkowo gorąco, czuję, że cały aż kleję się od potu, więc nie podaję jej
ręki. Kiwam jedynie głową na przywitanie i, chcąc jak najszybciej pozbyć się
zbędnej warstwy, rozsuwam zamek w kombinezonie do pasa, a następnie zsuwam
rękawy. Blondynka ewidentnie mnie obserwuje, niemal czuję jej wzrok na sobie,
ale patrząc na jej budowę uznaję, że to jeszcze dziecko. Prawie pewne jest to,
że nie skończyła jeszcze nawet osiemnastu lat. Jest drobna i wzrostem prawie
dorównuje Stefanowi.
Podchodzi
do nas Gregor i z udawaną pretensją w głosie zagaduje blondyna, który miał
zjawić się tutaj godzinę temu, jak my wszyscy. Trening to trening, nie powinien
sobie odpuszczać. Chłopak tłumaczy się jednak tym, że coś mu wypadło i rzuca
wymowne spojrzenie tej małej. Ja w tym czasie kucam, by odpiąć narty i zdejmuję
je stawiając stopy po ich bokach i wstaję. Ona tylko marszczy czoło w grymasie
niezadowolenia, czy coś w tym rodzaju. Gregor przedstawia się jej, posyłając
przy tym głupkowaty uśmiech. Kiwa do niego głową powtarzając swoje imię po czym
spogląda na mnie. Zdejmuję kask, ponieważ czuję, że moja głowa za raz
eksploduje z ciepła, jeśli tego nie zrobię. I w momencie, gdy wiatr wdziera się
między moje włosy orientuję się, że się nie przedstawiłem.
Spoglądam
na błękitnooką blondynkę i rzucam krótkie:
-
Fettner – gdy tylko otwieram usta, czuję że mój język jest suchy, jak wiór,
więc ruszam po wodę, by jak najszybciej pozbyć się tego paskudnego uczucia.
Dziewczyna
wydaje się zdumiona tym, że w ogóle się do niej odezwałem, ale ja zupełnie tego
nie rozumiem. Co ja, Tarzan jestem?
Zatrzymuję
się w cieniu metalowego podestu, ponieważ skóra piecze mnie od słońca. Sięgam
po butelkę i z zadowoleniem zauważam, że mimo żaru lejącego się z nieba, woda
nadal jest zimna. Szybko otwieram nakrętkę i przystawiam plastikowy gwint do
ust, ignorując świadomość bycia obserwowanym. Nie mogę w to uwierzyć, ale ta
mała naprawdę mnie obserwuje. Zajmuję się błogim uczuciem, zimnej wody
przepływającej w głąb mojego ciała. Mija mnie Kraft z Hayboeckiem, dyskutujący
o czymś na tyle cicho, bym nie zrozumiał ani słowa. Wchodzą razem do domku, a
ja odsuwam butelkę od ust. Odwracam się przez ramię, dziewczyna przygląda się
uważnie twarzy Gregora, który coś do niej mówi.
Kiedy
oni wszyscy nauczyli się tak cicho mówić? Nie ma jak podsłuchiwać.
Dziewczyna
zaplata ramiona i dopiero wtedy zauważam jej walory, ale strasznie głupio mi z
obserwowania jej praktycznie z ukrycia, więc ponownie pociągam z butelki i
patrzę na metalowe schody przede mną.
Słyszę,
że ktoś się zbliża, domyślam się, że to Schlierenzauer i ta blondynka.
-
Słucham? – dziewczyna mówi odrobinę głośniej.
Mimochodem
spoglądam na nich zaciekawiony. Szatyn ma tak głupią minę, że nawet nie próbuję
się domyślać, co głupiego palnął. A mówiłem, żeby od czasu do czasu pomyślał
nad tym, co robi. Uśmiecham się półgębkiem, gdy gdzieś w mojej głowie pojawia
się słowo „idiota”. Kręcę nią i zaglądam do butelki, zbywam uśmiech z mojej
twarzy i butelka ponownie rusza w trasę do moich ust. Nabieram płynu w
policzki, lecz zanim zdążę przełknąć słyszę głośne:
-
Michi to mój brat – oznajmia dziewczyna.
Zaciskam
wargi, żeby nie zrobić z siebie zraszacza i idioty równocześnie. Ostatecznie
połykam wodę, a chwilę później obok mnie przechodzi Schlieri wykonując gest
dłonią wskazujący schody.
-
Zapraszam – mówi.
Nie
odwracam wzroku, żeby spojrzeć na dziewczynę, a ona chwilę później przemyka obok mnie i niemal wbiega na
schody.
-
Nie za wesoło wam? – pytam, nie wiem czemu.
Dziewczyna
spogląda na mnie ze szczytu schodów. Na jej czole pojawiają się zmarszczki,
wygląda nieco zabawnie, ale zachowuję powagę. Czuję dłoń Gregora na moich
plecach, która uderza delikatnie w lewą łopatkę dwukrotnie.
-
Daj spokój, Manuel – mówi z uśmiechem na ustach.
Patrzę,
jak szatyn wbiega po schodach i staje obok blondynki. Mam ochotę prychnąć, ale
tego nie robię. Jesteśmy dorośli, ona może nie, ale my tak. Prychanie na siebie
wydaje mi się strasznie dziecinne, więc po prostu zakręcam butelkę.
-
Już nic nie mówię – bąkam krótko, odkładam butelkę na miejsce i odwracam się,
by ruszyć w stronę domku.
Odchodzę
wciągając rękawy kombinezonu. Nie słyszę ich rozmowy, ale nie wiem nawet, czy w
ogóle rozmawiają. Wchodzę do domku, Kraft wcina banana przyglądając się
Hayboeckowi, który sprawdza swój sprzęt.
-
Fajna ta twoja siostra – mówi Stefan nim ugryzie następny kawałek banana.
Podchodzę
do stolika w rogu pokoju i zauważam, że ktoś dobrał się już do moich Mannerów,
więc biorę jednego i sięgam po telefon, żeby sprawdzić, czy nikt się do mnie
nie dobijał. Michael stawia swoje narty i opiera je o ścianę, obok Krafta.
Przyglądam im się chrupiąc wafelek. Blondyn spogląda z ukosa na bruneta.
-
Co ty chcesz od mojej siostry? – pyta podenerwowany, a jego nozdrza się
rozszerzają.
Siadam
na stoliku ciekawy odpowiedzi Krafta. Już dawno to nasze skoczne małżeństwo o
nic się nie kłóciło. To może być ciekawe, w zależności od tego, co powie
Stefan.
-
Nic, tylko mówię, że jest fajna – odpowiada niepewnie dwudziestotrzylatek.
Michi
mierzy go wzrokiem, jakby szukał oznak kłamstwa, ale ja jestem przekonany o
tym, że młodszy z nich nie miał na myśli nic złego.
-
Na twoim miejscu, martwiłbym się o Schlieriego – rzucam od niechcenia, sięgając
po następny wafelek.
Blondyn
patrzy na mnie zdziwiony, jakby nie zauważył, że w ogóle tu jestem. Mięśnie
jego szczęki zaciskają się, niemal wychodzą spod skóry.
-
Co masz na myśli? – robi krok w moją stronę.
-
Nic, nic – wzruszam ramionami. – To chyba dobrze, że się zaprzyjaźnia. Ktoś
musi się nią opiekować – bąkam.
Hayboeck
wciąga powietrze nosem ewidentnie zirytowany, chwyta narty i wychodzi z domku,
trzaskając drzwiami. Kraft patrzy na mnie dziwnie, wyrzuca skórkę po bananie do
kosza, bierze swój sprzęt i wychodzi za kumplem na zewnątrz. Postanawiam zostać
jeszcze trochę w klimatyzowanym pomieszczeniu, niż męczyć się tam w żarze i
spiekocie.
Sam
nie wiem, dlaczego postanowiłem nasłać starszego brata na tę smarkulę, ale z
ciekawości podchodzę do okna, żeby widzieć to, co zrobi Michi. Nie chcę zwad w
zespole, ale ta sytuacja mnie zwyczajnie bawi. Blondyn nawet nie wiedział, jaki
błąd popełnił zabierając młodszą siostrę na trening. Dwudziestopięciolatek nic
nie robi oprócz gadania, dziewczyna szybko ugłaskuje go składając całusa na
policzku brata. Nie sądziłem, że tak łatwo się podda. Poza tym, do akcji
wkracza Kraft, a chwilę później Michael po prostu schodzi z podestu i razem z
przyjacielem kieruje się w stronę wyciągu.
Odkładam
pudełko z Mannerami na stolik, a raczej po prostu rzucam je w tamtą stronę, nie
dbając o to, czy wyląduje na blacie. I tak ktoś opróżnił pół pudełka. Opłukuję
twarz zimną wodą, wycieram ją szybko, biorę swój sprzęt i wychodzę w najgorętszy
dzień tego lata.
Mijam
podest, bez zerkania. Nie będę przeszkadzał tym gołąbeczkom, od tego jest tutaj
Michi. Chyba nie zbyt dobrze sprawdza się w roli starszego brata-opiekuna. Na
jego miejscu bardziej pilnowałbym tej małej. Ani się obejrzy, a jego
siostrzyczka i jej adorator będą przerażonymi, przyszłymi rodzicami. Gregor
skończy z otłuczoną twarzą, a ta blondyneczka zalana łzami, siedząc w wannie z
testem rzuconym do łazienkowego śmietnika. Żadnemu z nich tego nie życzę, ale
jeśli to dziecko zostanie bez nadzoru, to zaraz coś skombinuje.
-
Dalekiego skoku – krzyczy ktoś z góry.
Zadzieram
głowę i mrużę oczy. Ona naprawdę sądzi, że się zaprzyjaźnimy? Wybacz, mała, ale
mam na głowie zbyt wiele piskliwych fanek w twoim wieku. Tłum nastolatek krzyczących
moje imię to koszmar, mam uprzedzenia. Takie życie. Nie odpowiadam, ruszam
dalej nie zastanawiając się, co o mnie pomyśli.
Po
treningu jestem naprawdę zadowolony z siebie. Szło mi wyjątkowo dobrze, jak na
taki upał. Wracam do domku i zaczynam się przebierać, choć najchętniej wziąłbym
teraz zimny prysznic. Roztrzepuję włosy dłońmi, ponieważ uklepały się od kasku
i czuję się niekomfortowo. Nie obchodzi mnie to, że wraz ze mną przebiera się
jeszcze kilku innych chłopaków. To jak przebieranie się po w-fie. Ale
oczywiście drzwi otwierają się i do środka wpada ta małolata.
-
Michi, masz coś do picia? – krzyczy od progu i dopiero, gdy staje pośrodku
orientuje się, że źle zrobiła.
Przygryza
dolną wargę i rumieni się speszona. Patrzę na nią, zamiast się ubierać, mimo,
że stoję w samych bokserkach i skarpetkach, jakby zamrożony w połowie drogi do
ubrania spodni. W końcu dziewczyna rozgląda się i spogląda na mnie, co
odblokowuje mnie i zaczynam wciągać czarne jeansy. Jeszcze tego mi brakowało,
żeby nieletnia mnie prawie nagiego oglądała. Odwracam się do niej plecami i
zapinam spodnie i pasek. Czekam, aż jej brat w końcu da jej coś do picia lub
sama zorientuje się, że powinna wyjść, ale żadna z tych opcji nie staje się
prawdą. Wciągam szybko szary podkoszulek, zabieram skórzaną kurtkę,
przewieszając ją przez torbę i zbieram wszystkie rzeczy, po czym wychodzę
mijając ją w progu.
Nie
mam zamiaru znosić tej małej w naszym domku, podczas gdy się ubieramy. Może
innym to nie przeszkadza, ale mi owszem. Po drodze do samochodu mijam się z
Gregorem, który kiwa do mnie głową i uśmiecha się.
-
Świetnie ci dzisiaj szło, oby tak dalej – mówi, a ja tylko potakuję.
-
Nie mogę się nie zgodzić – bąkam.
Rozchodzimy
się bez słowa, ale chyba naprawdę nie mam zamiaru z nikim dzisiaj rozmawiać.
Gdy
wracam do domu, od progu wita mnie rozentuzjazmowany pies, który biega w kółko,
jak szalony i dzwoni pazurkami o podłogę. Tarmoszę jego futro na głowie i
zostawiam rzeczy w przedpokoju, biorę smycz, a następnie zabieram go na spacer.
Po powrocie zjadam odgrzaną w mikrofalówce tortillę, biorę prysznic i kładę się
spać.
v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^v^
Jak obiecałam, tak wróciłam!
Cytat rozdziału: "Kraft
wcina banana przyglądając się Hayboeckowi, który sprawdza swój sprzęt." ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć, więc nie będę mówić/pisać nic więcej.
Następny za miesiąc!

Haha, ten cytat wygrał! :D
OdpowiedzUsuńManuel wydaje się być trochę gburowaty, ale chyba dam mu jeszcze troszkę czasu, zanim go znienawidzę. ;p
Czekam na następny! :)
Rozdziały bardzo fajnie się uzupełniają, wyjaśniają się w ten sposób niektóre rzeczy.
OdpowiedzUsuńNie dziwię się Manuelowi takiej reakcji na Nesse, jak by nie patrzeć jest od niego młodsza i faktycznie może mu się kojarzyć z nachalnymi faneczkami :P
Cytat świetny, ale w całym rozdziale znalazło by się jeszcze kilka perełek po przeczytaniu których uśmiech pojawiał się na mojej buzi :D
Czekam na dalsze rozwinięcie historii Vanessy, bo zapowiada się ciekawie.
Z utęsknieniem będę czekać na następny rozdział :)
Pozdrawiam :*
Witam! Jestem przeloten i zakwateruję się tutaj na dłużej 😀
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział! Banan nie schodził mi z twarzy nawet na moment. I ten cytat ❤️ 😂
Podzielam po części zdanie Manuela, ale rzeczywiście troszkę gburowaty z niego facet. Tym bardziej ciekawa jestem, jak rozwinie się ich dalsza znajomość 😊
Czekam na nowy rozdział.
Pozdrawiam i weny życzę! :))
Ten cytat rozwalił mnie na łopatki XDDD
OdpowiedzUsuńJakoś tak... Nie mogę się przekonać do Manuela. To pierwszy rozdział z jego perspektywy, może potem będzie lepiej, ale póki co niah. Czekam na rozwój akcji, a w miedzycza zapraszam do Gregora i Flo na lovee-me-again.blogspot.com
Pozdrawiam :**
Ooo... Zachowanie Manuela mi się nie podoba. Jest gburowaty i zbyt obcesowy. Ocenia wszystkie dziewczyny w ten sam sposób. Ale mimo wszystko śmiać mi sie chciało jak wymyślił sobie historie dla Nessy i Grega. Już im dziecko stworzył😂😂
OdpowiedzUsuń