~Gregor~
-
A ty, Fetti, co tak nic nie mówisz? – zagaduję, gdy wszyscy milkną.
Rozmowa
ewidentnie się nie klei, ale nie mam pojęcia, co jest tego powodem. Zwykle, gdy
do towarzystwa dołącza nowa osoba, wszyscy chcą się czegoś o niej dowiedzieć i przekrzykują
się podczas wypytywania. Tutaj jednak panuje cisza.
Manuel
spogląda na mnie, gdy wychylam się zza Vanessy, żeby go lepiej widzieć.
Czarnowłosy odkłada kanapkę na foliowe opakowanie, otrzepuje dłonie, przechyla
na bok głowę i przełyka resztkę kanapki, pochyla się do przodu i wspiera na
łokciach, po czym odpowiada z wścibskim uśmiechem, rzucając kpiące spojrzenie
dziewczynie.
-
Chyba po prostu nie mam tematów do rozmów z dziećmi – wzrusza ramionami, uśmiechając
się złośliwie.
Nie
wiem co odpowiedzieć, chyba nikt inny też nie wie, bo zapada jeszcze gorsza,
ciążąca wszystkim, cisza. Straciłem apetyt i chęć do czegokolwiek. Nessi siedzi
nieruchomo, patrząc po skosie w stronę Manuela, ale nie jestem pewien czy na
niego. Nie wiem, co ona mu zrobiła, że tak jej nie polubił, to przecież
normalna, miła dziewczyna. W dodatku młodsza siostra naszego kumpla, chyba
mógłby jej okazać choć odrobinę szacunku lub dobroci.
Po
co sprawiać przykrość nowo poznanej osobie? Nie rozumiem tego.
Mija
minuta, może dwie i trener podnosi się z miejsca, mówiąc, że resztę bierzemy na
wynos, a teraz pojedziemy na siłownię. Wszyscy niechętnie podnoszą się z miejsc
oprócz Vanessy. Nie wiem, czy powinienem powiedzieć jej, że się zbieramy, żeby
się ocknęła. Nie wiem, czy powinienem w ogóle coś mówić lub robić, więc po
prostu podnoszę się z miejsca. W końcu dziewczyna rusza się, zbiera swoje
rzeczy, wstaje i wychodzi jak poparzona. Wymieniam z Manuelem znaczące
spojrzenia, a następnie odwracam się przez ramię, odprowadzając ją wzrokiem.
Dziewczyna zatrzymuje się przed wyjściem i sięga po coś do torby, wyjmuje z
niej telefon i słuchawki, a następnie kilkoma sprawnymi ruchami odcina się od
świata. Postanawiam za nią iść, żeby nigdzie nie uciekła, ani nic jej się nie
stało, choć wydaje się kompletnie zamrożona. Stoi jak słup soli, jedynie wiatr
targa jej włosy, które uciekły spod gumki. Po treningu zaplotła je w luźny
warkocz, który teraz praktycznie się rozpadł.
Wychodzę
na zewnątrz, gdy akurat spogląda przez ramię. Szybko odwraca wzrok i robi coś z
telefonem. Podchodzę do niej powoli, delikatnie obejmuję ramieniem, a kiedy nie
oponuje, staram się ją pocieszyć.
-
Nie przejmuj się nim – radzę. – Za niedługo mu przejdzie, po prostu musi się
przystosować do nowej sytuacji – tłumaczę zachowanie Manuela, choć tak naprawdę
sam go nie rozumiem.
Dziewczyna wyciąga słuchawki z uszu, wzrusza
ramionami, a następnie, zadzierając głowę, patrzy na mnie i uśmiecha się blado,
sztucznie.
-
Nie martw się, nie obchodzi mnie zdanie takich ludzi, jak on – zapewnia, ale po
jej reakcji sprzed kilku minut, mam wątpliwości co do jej prawdomówności.
-
On nie jest aż taki zły – staram się go bronić, choć to, co powiedział o
Vanessie zabolało nawet mnie.
-
To też mnie nie obchodzi – jęczy i wyplątuje się spod mojego ramienia, stając
naprzeciwko. – Jeśli nie chce mojego towarzystwa, w porządku, nie będę
zabiegać, by było inaczej. Mam przecież was – wzrusza ramionami i uśmiecha się
szeroko.
Albo
jest świetną aktorką, albo ta myśl naprawdę poprawiła jej humor.
-
W sumie racja – wzruszam ramionami i oboje wybuchamy śmiechem.
Ness
chichocze uroczo, robi krok w moją stronę, a następnie obejmuje mnie w pasie,
więc otaczam ją ramionami, czując jak przyjemne ciepło rozlewa się po moim
ciele, a w brzuchu czuję łagodne trzepotanie.
~Vanessa~
Jest
mi głupio, że już drugi skoczek w ciągu jednego dnia musi mnie pocieszać, ale
ostatecznie tylko Kraft widział moje łzy, więc nie jest jeszcze najgorzej. A
ramiona Gregora nie są takim złym miejscem na ucieczkę od świata. Wręcz
przeciwnie, czuję się znacznie lepiej czując jego zapach, dotyk i bicie serca.
Mam wrażenie, że obecność Schlierenzauera działa na mnie kojąco, uspokajam się
przy nim i wyciszam, odpychając od siebie wszystkie zmartwienia. Jakbyśmy byli
jedynymi ludźmi na świecie, jakby poza nami nie było niczego ani nikogo.
Odsuwam
się od niego, słysząc otwieranie się drzwi. Chwilę później staje obok nas
Michael i spogląda na mnie badawczym wzrokiem.
-
Wszystko w porządku? – pyta cicho.
Kiwam
głową, potakując i uśmiecham się delikatnie, potwierdzając.
-
Dobrze – potakuje raz głową, a następnie delikatnie kładzie mi rękę na
lędźwiach. – Chodź – mówi nadal spokojnym głosem.
Ruszamy
w stronę samochodu, tym razem siadam pod oknem, obok mnie siada Michi, a
najbardziej z brzegu Stefan. Reszta towarzystwa siada tak samo. A nawet jeśli
nie, nie interesuje mnie to. Gdy ruszamy, wbijam wzrok w krajobraz za oknem,
pozwalając by wszystko wpadało mi jednym uchem, a drugim wypadało. Ignoruję
nawet delikatne ciągnięcie za włosy i stukanie po karku, gdy ktoś próbuje mnie
zaczepić. Ostatecznie stajemy przed tym samym budynkiem centrum sportowego,
jedynie w środku chłopcy kierują się z dużej hali do mniejszego pomieszczenia,
w którym stoją hantle i różne inne przyrządy do ćwiczeń.
Siadam
w rogu pomieszczenia na jednym z krzesełek ustawionych pod ścianą. Otaczają
mnie butelki należące do chłopaków. Przyglądam się im, zauważając, że każda
oznaczona jest w inny sposób, żeby się nie pomyliły. Na nakrętkach widnieją
różne esy-floresy, a każdy z nich różni się od poprzedniego. Niektóre z nich są
naprawdę wymyślne. Co jak co, ale trzeba im przyznać, że kreatywni to akurat
są.
Patrzę
na salę, nie mogąc wyjść z podziwu, że chłopcy, tymi swoimi chudymi rączkami,
podnoszą takie ciężary. Przysiada się do mnie Philipp, który ciężko dyszy i
bierze butelkę z nakrętką puszczającą oczko.
-
Możesz rozmasować mi nadgarstek? – prosi, odsuwając na chwilę butelkę, a
następnie przystawia ją z powrotem do ust.
Sięgam
po jego rękę, w końcu mam być ich fizjoterapeutką. Nie wiem, co dokładnie sobie
zrobił, ale po prostu zaczynam masować. Aż w pewnym momencie uciskam bolące
miejsce, a Aschenwald robi z siebie fontannę, opryskując wodą Didla, Koflera i
Fettnera. Ten ostatni poderwał się w jednej chwili do siadu i spojrzał spode łba
na mnie i chłopaka.
-
Philipp, posrało cię? – jakże kulturalnie wyraził swoje niezadowolenie.
-
No przepraszam, ale… - zaczął jąkać się biedny chłopak.
-
Nieważne – mruknął jedynie kruczowłosy i poszedł ćwiczyć na drugi koniec
pomieszczenia.
-
Co go dziś ugryzło? – powiedział jakby bardziej do siebie niż do mnie.
-
A co, zwykle taki nie jest? – zapytałam, choć tak naprawdę nie miałam ochoty o
nim rozmawiać.
Chociaż
z drugiej strony, to mogło pomóc mi go rozszyfrować, więc ostatecznie
nastawiłam uszy, czekając na odpowiedź chłopaka.
-
Zwykle jest zupełnie inny – jęknął, gdy ponownie chwyciłam jego nadgarstek.
-
Potwierdzam – dołączył się Kofler, który usiadł po mojej drugiej stronie.
-
Tobie też coś wymasować? – uniosłam prawą brew.
-
Nie – ucina krótko Kofler, sięgając po jedną z butelek. – Fetti dzisiaj
ewidentnie ma zły humor. Nawet na treningu nie był zbyt gadatliwy – tłumaczy
Andreas.
-
Za to wy jesteście, aż nadto – krzyczy z drugiego końca sali.
Patrzymy
na siebie zdziwieni.
-
No proszę, jeszcze w dodatku sokole ucho – mruczy Didl.
-
Oko – poprawiam go krótko i uciskam nadgarstek Philippa. – Boli? – podnoszę na
niego wzrok.
-
Nie. Trochę. Bardzo. Kurde, tak! – krzywi się.
Wychylam
się zza niego, by odnaleźć trenera.
-
Trenerze, mamy tutaj spray chłodzący, albo lód? – pytam.
Mężczyzna
patrzy na mnie przez chwilę, widocznie zastanawia się nad odpowiedzią.
-
Sprawdź w apteczce. Co się dzieje? – wstaje ze swojego krzesła, odkładając
papiery na bok.
-
Philipp znowu sobie coś zrobił, dekiel jeden – nabija się Thomas.
-
Zamknij się, Świnkomisiu – rzuca Aschenwald.
Zaczynam
chicholić się jak głupia, zatrzymując się w połowie drogi do czerwonej skrzynki
wiszącej na ścianie.
-
Co? – odwracam się, pytając szybko, nim ponownie zacznę brechtać się jak
opętana.
-
Co, co? – dziwi się Phil.
-
Jak go nazwałeś? – udaje mi się wtrącić w przerwie między śmiechem, a
nabieraniem oddechu.
-
Świnkomisiem – wzrusza ramionami chłopak. – Nie oglądałaś Legendy Nezha? –
dziwi się.
-
Nie? – teoretycznie pytaniem się nie odpowiada, ale ja to robię.
-
W takim razie, musisz nadrobić – uśmiecha się. – A teraz poproszę lód czy coś –
wystawia rękę w moja stronę.
Ruszam
do apteczki i przegrzebuję ją dwa razy, ale nie znajduję sprayu.
-
Chodź – mówię do Philippa, który zajęty jest przerzucaniem się jakimiś głupimi
tekstami z Diethardem.
Chłopak
wstaje i wychodzi za mną.
-
Gdzie idziemy? – dopytuje się, gdy zamyka za nami drzwi.
-
Do toalety, muszę ci schłodzić nadgarstek – tłumaczę.
Aschenwald
zatrzymuje się w jednej sekundzie.
-
Nie wejdę do damskiej, nie ma opcji! – unosi ręce w geście obronnym.
-
A ja do męskiej mogę? – podpieram się pod boki.
-
Wczoraj ci to nie przeszkadzało – uśmiecha się półgębkiem, poruszając brwiami.
-
Ugh – tupię noga unosząc wzrok i ręce do nieba.
Ej, wy na górze,
pomóżcie!
-
Dobra – syczę w końcu i idziemy do męskiej szatni.
Gdy
znajdujemy się w toalecie, wkładam nadgarstek chłopaka pod strumień lodowatej
wody i powoli rozmasowuję.
-
Więc studiujesz fizjoterapeutię, tak? – pyta.
Co studiuję, qufa?!
-
Fizjoterapię – poprawiam go, krzywiąc się na sposób, w jaki to odmienił. – I
tak, studiuję fizjoterapię. Dlaczego pytasz? – nie odrywam wzroku od jego lekko
spuchniętego nadgarstka.
Chłopak
wzrusza ramionami.
-
Dla podtrzymania rozmowy – mówi krótko, a później zaczyna nucić jakąś melodię.
===============================================
Zapomniałam - przyznaje się bez bicia. Obiecuje poprawę, a na razie życzę Wam wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku! Chyba jestem pierwsza, ale who cares?!
Buziaki :*

O Boże jak ja ich kocham :*
OdpowiedzUsuńSchlierenzauer i przytulaski z Nessa BEZCENNE oni tak bardzo do siebie pasują:) aczkolwiek myślałam, że jak ich Michi przyłapie to będzie mega opiernicz :P
I wgl Gregor i "...przyjemne ciepło rozlewa się po moim ciele, a w brzuchu czuję łagodne trzepotanie..." no chyba nasz kolega się zakochał ;)
Odnośnie Fetiego to brak słów nie ogarniam tego faceta...
A Aschenwald niech tu nie podrywa Nessi bo zarobi w łeb od Gregora :'D
Czekam na następny i aż mnie skręca, bo kocham to opowiadanie ;)
Miliony Buziaków :*
Dziękuję, ja też ich kocham :) Proszę tu nikomu nie grozić, bo to są groźby karalne, a za takie można trafić do więzienia XD
UsuńNo Grześ to uroczy chłopiec jest, no to się zakochuje także w uroczy sposób :P Ogółem - polecam tego pana ;)
Michi się wyrabia, Kaftl m dał po uszach, to może się czegoś nauczył XD
Ja także czekam, aż udostępnię kolejny rozdział, bo zawsze miło czytać Twoje komentarze :D
Besos! xxx
Cieszę się ;*
OdpowiedzUsuńRozwaliłaś mnie tym "Więc studiujesz fizjoterapeutię, tak?" :D Wiele razy słyszałam od ludzi pytania typu: "Studiujesz fizykoterapię, tak?", ale żeby tak FIZJOTERAPEUTIĘ?! :d Hehe, you made my day, girl! <3
OdpowiedzUsuńWierzę w siły Filipka, ufam, że jest w stanie coś takiego powiedzieć XD
UsuńDziękuję, do następnego :*
Witam! :) trafiłam tutaj i postanowiłam zostać :D bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie i Twój styl pisania :) świetnie wykreowałaś bohaterów :D Michi jaki zazdrosny o siostrę ^^ ale nie dziwię się Vanessie, że miała już trochę dość takiego traktowania, może faktycznie pogawędka ze Stefanem odniesie sukces i trochę odpuści :D chociaż sam fakt, że nie rzucił się na Gregora to taki mały sukces :D
OdpowiedzUsuńKompletnie nie rozumiem zachowania Manuela... Cóż mu Vanessa zawiniła, że zachowuje się tak nieprzyjemnie? Nic to, mam nadzieję, że z czasem się ogarnie! Za to uśmiech sam ciśnie mi się na usta, jak czytam o Gregorze i Van ^^
Jakbyś mogła to poprosiłabym o informowanie o nowościach! :)
https://spelniajac-marzenie.blogspot.com/ i https://allein-freunde.blogspot.com/, pozdrawiam ;*
Cudo!
OdpowiedzUsuń