~Vanessa~
Odchodząc
od lady recepcji, wciąż czuję się, co najmniej, nieswojo. Gdy tylko skręcamy w
korytarz Manuel wypuszcza mnie spod uścisku swojej ręki. Oddycham z ulgą, choć
w środku nadal się cała trzęsę.
-
Co to miało być?! – prawie wrzeszczę, a Fettner szybko zakrywa mi usta dłonią.
-
Zamilcz – syczy, następnie odwraca się przez ramię. – Chcesz, żeby cię Cecylia
usłyszała i wygoniła? – naskakuje na mnie.
Wyszarpuję
się i robię krok do tyłu.
-
Za kogo ty się masz? – sączę przez zęby, zaciskając dłonie w pięści, aż
bieleją.
Już
mam ochotę podejść i uderzyć go w twarz, gdy nagle jęk Aschenwalda zwraca moją
uwagę. Podchodzę do chłopaka siedzącego na plastikowym krzesełku i kucam obok.
-
Phil, wytrzymaj jeszcze chwilę, okej? – proszę.
-
Jasne, tylko się już nie kłóćcie – sapie.
Przewracam
oczami.
-
Philipp…
-
Proszę – przerywa mi.
Unoszę
dłonie w geście kapitulacji.
-
Okej, wygrałeś. Postaram się, o ile ten cymbał nie będzie mi dogadywał – klepię
go w ramię i siadam na krzesełku obok.
Fettner
zajmuje miejsce po drugiej stronie chłopaka, więc Philipp chwilowo jest
Szwajcarią. I chyba się z tego cieszy, bo przestaje jęczeć. Nie musimy długo
czekać, aż lekarz prosi szatyna do gabinetu. Wchodzę z nim, tłumaczę co się
stało, czego użyłam, co zrobiłam, a następnie zostaję wyproszona. Świetnie.
Gdy
wychodzę na korytarz, Manuel siedzi z słuchawkami na uszach, głową odchyloną do
tyłu i opartą o ścianę oraz przymrużonymi powiekami. Skąd on wziął słuchawki?
Pewnie poszedł po nie do samochodu, gdy ja i Philipp byliśmy w gabinecie.
Siadam po drugiej stronie korytarza na takim samym krzesełku, po czym
przyglądam mu się dłuższą chwilę.
Jego
jabłko Adama wyraźnie wystaje i porusza się, gdy przełyka ślinę, skrzydełka
nosa delikatnie falują przy oddechu, a powieki drżą co jakiś czas. Krótki
zarost podkreśla linię szczęki, kości policzkowe odbijają białe światło lamp, a
reszta ciała praktycznie tkwi w bezruchu. Jedynie jego pierś porusza się gdy
oddycha, a tętnica i mostek unoszą się z każdym tąpnięciem serca. Wygląda prawie
jak posąg.
Nagle
zza drzwi gabinetu, w którym zostawiłam Achenwalda, dochodzi głośny jęk. Manuel
prostuje się oraz otwiera oczy, patrząc prosto na mnie. Spuszczam wzrok i
przenoszę go na błękitne drzwi gabinetu. Kolejny odgłos to już bardziej urwany
krzyk, który pewnie słychać na cały Tyrol, więc postanawiam wkroczyć do akcji.
Podrywam się z krzesła, ruszam w stronę drzwi oraz naciskam klamkę, czując jak
w tym samym momencie mój brzuch zderza się z czymś twardym i wąskim. Tracę
równowagę i dosłowne wpadam do gabinetu, a tam witają mnie zdziwione spojrzenia
Philippa i lekarza, który bandażuje mu rękę. Upadam na podłogę przygnieciona
ciężarem, jak się okazuje, Manuela.
-
Już drugi raz dziś na niej leżysz, tylko tym razem ona leży na brzuchu – śmieje
się Philipp. Lekarz mierzy nasze trio specyficznym spojrzeniem, które ma raczej
negatywny wydźwięk.
-
Zamknij się, Ashenwald – burczy Fettner wyciągając spode mnie swoją rękę i
wstając.
Wszystko
mnie boli, czuję się tak, jakby ktoś przybił mnie do tej podłogi gwoźdźmi. Nie
chcę ani nie mogę wstać.
-
Czy wszystko z panią w porządku? – pyta lekarz.
-
Tak, tak. Nic mi nie jest – mruczę w podłogę.
-
W takim razie proszę wstać i wyjść – mówi spokojnym głosem mężczyzna.
-
Mhm – mruczę zażenowana, próbując się przekręcić na plecy.
Ktoś
chwyta mnie w pasie i podnosi do góry, gdy staję prosto oraz odgarniam włosy z
twarzy widzę, że to Fettner i krzywię się zdziwiona.
-
A od kiedy ty taki miły jesteś, co? – bąkam.
-
Masz rację, właśnie prawie złamałaś mi rękę, nie będę ci pomagał – zabiera
ręce, a ja od razu zaczynam tracić równowagę, jednak tym razem łapię się
oparcia krzesła.
Menda –
myślę sobie, zaciskając szczękę.
-
Może niech jednak pani usiądzie – lekarz wystawia białe krzesło w moją stronę.
-
Dziękuję – próbuję się uśmiechnąć i opadam na siedzenie.
Świat
trochę wiruje mi przed oczami, ale nie jest najgorzej. Doktor powraca do
opatrywania ręki Philippa, a ten przygląda mi się.
-
Co mu właściwie jest? – pytam zaplatając ramiona na piersi.
-
Drobne pęknięcie kości spowodowane zbyt wielkim obciążeniem i niedoborem
wapnia. Założę ortezę i powinno być w porządku – zapewnił.
Wydęłam
usta. Czeka mnie pierwsza papierkowa robota. No trudno, jakoś dam radę. Lekarz
przeszedł za biurko, by uzupełnić dokumenty. Spoglądam na chłopaka, który wciąż
mi się przygląda z głupkowatym uśmiechem na ustach. Czego on chce? Nie ufam
temu spojrzeniu i wyrazowi twarzy.
Gdy
w końcu wychodzimy z gabinetu, po drugiej stronie korytarza siedzi Manuel i
przygląda mi się z marsową twarzą. Po moich plecach przebiega dreszcz, który
ściąga do siebie łopatki oraz prostuje sylwetkę. Nie powiem, boję się go, gdy
rzuca mi mordercze spojrzenie, jak teraz.
Mężczyzna
wstaje i rusza korytarzem, a my za nim. Cecylia wydaje się zawiedziona, że
Manuel nie zaszczycił jej choćby spojrzeniem, za to z jadem w oczach patrzy w
moją stronę, jakbym zrobiła coś przeciwko niej. A ja nie czuję się ani trochę
winna.
-
Będzie coś? – pyta cicho Philipp, gdy idziemy parkingiem, w stronę samochodu.
-
Co? – dziwię się.
Mam
nadzieję, że nic do mnie nie mówił, ponieważ kompletnie się zapatrzyłam. To
znaczy zamyśliłam! Bo na co niby miałabym się zapatrzyć? W końcu przede mną nie
ma nic ciekawego. Oprócz pleców
Fettnera.
-
Czy coś z tego będzie? – ponawia pytanie szatyn.
-
Z czego? – marszczę czoło.
-
Nie z czego, tylko z kogo – rzuca, przewracając oczami.
Wzdycham.
-
Z kogo? – rzucam mu mordercze spojrzenie.
-
No, jak to z kogo? Z ciebie i Manuela?
-
Słucham?! – podnoszę niepotrzebnie głos, bo w tym momencie Fettner się odwraca.
-
Gadanie do siebie się leczy – rzuca chamsko. Zaciskam szczęki i udaję, że tego
nie było, a następnie wsiadam do samochodu.
Gdy
tylko Philipp pakuje się na kanapę obok mnie, od razu słyszę jego szept.
-
Będzie coś – mówi z przekonaniem, uśmiecha się głupkowato, a ja tylko
przewracam oczami.
Idiota
– myślę, a następnie wbijam wzrok w widok za oknem i odcinam się od paplaniny
chłopaka, któremu brak zainteresowania w ogóle nie przeszkadza.
Gdy
zajeżdżamy pod centrum sportowe, na parkingu czeka na nas rozeźlony Michael.
Wysiadam najszybciej, jak umiem, ale Fettner i
tak robi to szybciej, a mój brat od razu startuje w jego stronę groźnym
krokiem.
-
Słyszałem, że porwałeś mi siostrę – rzuca z odległości.
Manuel
prycha głośno, uśmiechając się szyderczo.
-
Serio, stary? – rzuca. – A kto ci tak powiedział? Choćbyś mi dopłacił, to bym
jej nie zabrał. Ta twoja siostra, to chodzący problem – rzuca jak od
niechcenia.
Dzięki, to było bardzo
miłe
– myślę sobie. Jest mi zwyczajnie przykro, że osoba, która mnie nie zna ocenia
mnie tak pochopnie i źle od pierwszego spotkania.
- Zapamiętam – uspokaja
się Michael, następnie przyciska mnie do swojego boku, po czym ruszamy w stronę
jego samochodu. – Na razie – rzuca na odchodne.
~Michael~
Nie
mam bladego pojęcia, gdzie jest Vanessa. W jednej chwili siedziała grzecznie na
siłowni, a gdy wróciłem z toalety już jej nie było.
-
Krafti, nie wiesz, gdzie jest Nessi? – rzucam do przyjaciela, który popija wodę
z butelki.
Rozgląda
się po sali, a potem wzrusza ramionami.
-
Niestety nie – odpowiada spokojnie. – Ale może trener będzie wiedział –
podrzuca mi pomysł.
Celuję
w niego palcem.
-
To wcale nie jest głupi pomysł – stwierdzam i ruszam do trenera. – Nie widział
pan mojej siostry? – rzucam bez owijania w bawełnę.
-
Twojej siostry? – pyta. Potakuję głową. – Wyszła z Fettnerem – odpowiada Heinz.
Zabiję go.
-
Z Fettnerem? – upewniam się.
-
No tak, wyszli chwilę temu… - trener wzrusza ramionami.
-
Ach tak? – chcę wiedzieć jak najwięcej.
Dlaczego
moja siostra wyszła z Manuelem na kilka minut przed końcem treningu? Sądziłem,
że nie przypadli sobie do gustu. Nic już nie wiem. A może nie poszła z nim z
własnej woli? Lubię Manuela i nic do niego nie mam, ale jeśli zrobi coś
Vanessie to nie ręczę za siebie.
-
Dobra, chłopaki. Koniec treningu. Na dziś wam wystarczy – stwierdza trener i
wszyscy powoli kierują się do szatni.
Wychodzę
jako ostatni, a trener zamyka za mną drzwi.
-
Nie martw się, Michael, nic jej nie będzie – rzuca trener na odchodne, a ja
kieruję się do szatni.
Zdejmuję
przez głowę przepocony T-shirt, a następnie ciężko opadam na ławkę.
-
Wszystko w porządku? – pyta Stefan. Nawet nie wiedziałem, że jest tutaj, a nie
pod prysznicem, jak inni.
Spoglądam
na niego. Jego czekoladowe oczy wpatrują się we mnie intensywnie. Martwi się,
ma to wypisane na twarzy. I chyba
właśnie z tego powodu nie potrafię się na niego gniewać. Nie mam zamiaru się na
nim wyżywać, bo nawet bym nie potrafił.
-
Nie zadręczaj się tym – radzę. – Przejdzie mi – zapewniam.
-
Gdybyś czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać – mówi, po czym odwraca
się na pięcie, bierze z torby ręcznik i znika za drzwiami łazienki.
Opieram
łokcie na kolanach, a potem chowam twarz w dłoniach, nie wiedząc, co powinienem
zrobić.
*
* * * *
Od
zakończenia treningu minęła już prawie godzina, a ja nadal stoję pod centrum
sportowym i czekam, mając nadzieję, że Vanessa wróci cała i zdrowa. W końcu
widzę czarny samochód Manuela wjeżdżający na parking. Czuję jak szybko wzrasta
we mnie złość. Przez cały ten czas zamartwiałem się, gdzie jest moja siostra i
czy wszystko u niej w porządku, a ona nawet nie napisała esemesa. Jestem zły,
jak diabli.
Najpierw
otwierają się tylne drzwi od strony kierowcy, ale i tak to Fettner wysiada
pierwszy, a dopiero po nim moja siostra. Ma trochę potargane włosy, a jej
spojrzenie mierzy raz mnie, a raz sylwetę Manuela. Idę w ich stronę ciężkim
krokiem.
-
Słyszałem, że porwałeś mi siostrę – rzucam, ale w tym momencie otwierają się
drugie tylne drzwi i ze środka pojazdu wysiada Philipp.
Nie
rozumiem co się dzieje. Manuel prycha głośno, uśmiechając się szyderczo.
-
Serio, stary? – rzuca. – A kto ci tak powiedział? Choćbyś mi dopłacił, to bym
jej nie zabrał. Ta twoja siostra, to chodzący problem – rzuca jak od
niechcenia.
Przenoszę
wzrok na Vanessę, wydaje się niezbyt pocieszona tym, co słyszy. Nie wiem, co
mam o tym myśleć. W sumie powinno mnie rozzłościć to, że Fetti, bądź co bądź,
obraził moją siostrę, ale czuję swego rodzaju ulgę, że jednak miałem rację. Nie
polubili się. Fakt, to mój kumpel i byłoby super, gdyby się dogadali, ale
trudno. Nie wszyscy muszą wszystkich lubić.
- Zapamiętam –
uspokajam się odrobinę, przyciskam siostrę do swojego boku, po czym ruszamy w
stronę auta. – Na razie – rzucam żegnając się z kolegami.
Gdy
wsiadamy do samochodu, mam ochotę od razu zarzucić Vanessę milionem pytań, ale
przynajmniej ten jeden raz postanawiam jej odpuścić.
======================================================
Ja... Chyba się zakochałam w tym opowiadaniu. Mam w głowie wizję całości już zanim zaczęłam pisać, ale teraz gdy to sobie tak wybiórczo czytam i piszę rozdziały to się rozpływam... Mam nadzieję, że się Wam podobał rozdzialik.

Ja kocham to opowiadanie od pierwszej linijki :D
OdpowiedzUsuńTa akcja w szpitalu BEZCENNA :D Ryczę ze śmiechu :'D
I zaczynam lubić Philippa, bo sama pewnie bym miała takie pomysły i teksty, gdyby osoby które znam się tak zachowywały, ewidentnie jest coś na rzeczy :P
No cóż Michi ja rozumiem, że się martwisz o Nesse, ale serio że niby Manuel ją porwał? Nie łatwiej było się konkretnie dopytać trenera o co chodzi? Chociaż trener tez poleciał w kulki bo mógł powiedzieć gdzie i po co pojechała.
Ta uwaga Manuela o porwaniu, niby nie miła dla Nessi którą uwielbiam, ale i tak zaczęłam się śmiać bo tekst idealny do takiej sytuacji :P
Mało dzisiaj Gregora, ale rozumiem nie można mieć wszystkiego, zresztą i tak Grześ nie miał się gdzie dzisiaj pojawić, no chyba że czekał by z Michim na Nessi, ale myślę że Michi mógł by mieć co do tego pewne obiekcje :D
Już nie mogę się doczekać następnego, a tu cały miesiąc trzeba czekać :(
Życzę dużo weny i pozdrawiam :*
Cieszę się, że się w końcu przekonujesz do Philippa <3
UsuńNo pewka,że się podoba! Czekam na next :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba opowiadanie, mam nadzieję, że prędzej czy później Manuel zmieni swoje zdanie co do naszej bohaterki, bo nie można kogoś oceniać jeśli się go nie zna. Ten moment w szpitalu -KOCHAM.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością, dawaj następny.
Pozdrawiam
Cieszę się, że Ci sie podoba :)
UsuńHej. :)
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że muszę nadrobić poprzednie rozdziały, bo ten mi się bardzo spodobał, a trochę lipa nie wiedzieć o co chodzi, co się działo i tak dalej. Wykorzystam wolną chwilę i poczytam :D
Przy okazji zaproszę do siebie, dopiero startuję, ale może akurat Ci się spodoba. https://after-i-confessed.blogspot.com/
Polecam nadrabianie, innym się podoba ;)
UsuńChętnie wpadnę do Ciebie, na pewno zostawię jakiś ślad ;)
Super opowiadanie! Czekam na następne rozdziały :)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział, biedny Fetner musiał jechać z Vanessą :D:D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne, oby szybko i częściej
Jesteś jedyną osobą, która uznała Fettnera za pokrzywdzonego w tym opowiadaniu ;) :D
UsuńPo dwóch latach spędzonych w samotności Michael wraca do domu, mając nadzieję, że uda mu się wreszcie uporządkować swoje życie. Nie wszyscy witają go z otwartymi ramionami - są osoby, które wolałyby go już nigdy więcej nie widzieć. Czy uda się zapomnieć o tym, co było kiedyś, skoro przeszłość wciąż przygrywa swoją melodię?
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam ♥
http://melodia-przeszlosci.blogspot.com/
Zaproszenia do siebie proszę zostawiać w zakładce "Spisy", w innym przypadku potraktowane zostaną jako SPAM i będą usunięte.
Usuń