sobota, 3 marca 2018

11.


~Vanessa~
- To są jakieś jaja! – jęczy Diethart, gdy wszyscy razem jedziemy na stację.
Chłopcy, praktycznie bez wyjątku, Fettner się nie liczy, tak?, patrzą na niego ze zdziwieniem.
- Co tam znalazłeś? – pyta go dość niechętnie Philipp, odwracając się z przedniego siedzenia.
- Moja była mnie zablokowała na Facebook’u! – prycha.
Wszyscy patrzymy po sobie, próbując zrozumieć, co on ma w głowie. Patrzę na Gregora, który jedynie wykrzywia twarz w uśmiechu i wzrusza ramionami.
- Pokaż mi ją – odzywam się, sięgając do Thomasa po telefon. Chłopak niechętnie podaje mi aparat. Spoglądam na imię i nazwisko dziewczyny, po czym znajduję jej profil na swoim telefonie. – Ma nowego chłopaka, to pewnie dlatego – wzruszam ramionami oddając Didlowi komórkę. – Ale nie przejmuj się, kolo ma brwi na pół czoła i krzywe zęby, w dodatku, chyba zaczyna łysieć, sądząc po zakolach – dodaję na pocieszenie.
- Brzmi prawie jak opis Krafta – bąka Diethart.
- Dzięki. – odpowiada krótko Stefan i widzę po jego minie, że nie przyjął tego zbyt optymistycznie.
- To było nie miłe – napominam Thomasa palcem wskazującym, jak dzieciaka.
- Mam go przytulić na przeprosiny, mamo? – chłopak zaplata ramiona.
- Sądzę, że to by go nie pocieszyło – mówię przechylając głowę i marszcząc czoło.
- Dobra, mam dość tych dzieciaków – rzuca trener do Koflera. – Włącz radio, proszę.
Wiem, że to nie jest jego najlepsza decyzja, ale nie zdążam się odezwać, a z głośników zaczyna płynąć muzyka. Chwilę później słyszę już pieśń godową pterodaktyli w wykonaniu chłopaków.
Chcę za to jakąś premię.
Na nasze nieszczęście, w radio zaczyna lecieć Bad romance Lady Gagi, której tekst znają wszyscy. I, o zgrozo, nawet trener podśpiewuje refren. Rozglądając się wokół siebie doszłam do jednego wniosku, nie mam wyjścia, jak tylko dołączyć się do tego skowytu. W pewnej chwili myślę nawet, że polubię te wspólne jazdy, ale wtedy Popi poprawia się na fotelu i krzyczy:
- Fetti, solo! – brzmi to bardzo optymistycznie, ale ja wcale nie jestem do tego nastawiona w taki sposób.
A ten czarnowłosy gbur uśmiecha się do kolegi i po prostu zaczyna śpiewać. A mnie wbija w fotel, bo nigdy bym nie przypuszczała, że będę świadkiem takiej sytuacji. I, muszę przyznać, nie ma wcale tak złego głosu.
I want your love and I want your revenge
I want your love I don’t wanna be friends

Je veux ton amour et je veux ta revenge
Je veux ton amour, I don't wanna be friends
Wydaje się całkiem miły, gdy tak sobie podśpiewuje, dopóki nie otwiera oczu i nasze spojrzenia się nie spotykają. Wtedy jego radość przygasa, rzuca mi jakieś zimne spojrzenie i sadowi się wygodnie na miejscu.
I tyle go widzieli.
Chyba można by było straszyć mną dzieci, skoro tak reagują na mnie ludzie. Taka współczesna Buka, czy coś. Nie no, fajnie, nie powiem. Zawsze wydawało mi się, że jestem dosyć lubianą osobą – jak widać, byłam w błędzie.
Piosenka dobiega końca, gdy zajeżdżamy na stację. Wysiadamy z busa i idziemy do środka, dziś już wiem, co sobie zamówię, więc, gdy Gregor wpuszcza mnie przed siebie do kolejki, nie oponuję tylko uśmiecham się w podzięce. Przynajmniej on mnie lubi.
Gdy otrzymałam zamówioną kanapkę i butelkę wody, podeszłam do wolnego, okrągłego stolika i usiadłam na jednym z krzeseł. Chwilę później dosiadł się do mnie Stfan.
- Czy ja naprawdę mam brwi na pół czoła, krzywe zęby i zakola? – zapytał, zajmując miejsce.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. No bo… naprawdę?
- A czy to ważne? – zapytałam rozrywając opakowanie kanapki.
- Niby nie, ale wiesz… tak się po prostu zacząłem zastanawiać…
- Naprawdę się tym przejmujesz? – spojrzałam na niego.
Nie odpowiedział od razu, tylko wydął wargi, jakby rzeczywiście musiał się zastanowić nad odpowiedzią. Niby nic mi do tego, jakie zdanie ma osobie Kraft, ale sądziłam, że nie przejmuje się opinią innych.
- Posłuchaj mnie – zwróciłam na siebie jego uwagę, chwytając go za dłoń. – Moim zdaniem najważniejsze i najlepsze jest to ile masz w sobie pozytywnej energii, jaki masz charakter, a ten jest świetny. W dodatku jesteś najlepszym kumplem, jaki mógł przytrafić się mojemu bratu. Dla mnie też jesteś super kumplem i jestem ci za to bardzo wdzięczna. Jesteś takim chodzącym promyczkiem słońca! – powiedziałam, na co się uśmiechnął, a ja razem z nim. Widząc jego reakcję, aż pocałowała go w policzek.
- A co to za całusy?! – do stolika, po mojej drugiej stronie, dosiadł się Gregor. – Lepiej szybko przestańcie, zanim Michi was zobaczy – wyszczerzył się.
Spojrzałam na niego i przewróciłam oczami.
- Daj spokój – westchnęłam. – On wcale nie jest taki zły, po prostu się o mnie troszczy – wyjaśniłam. – Poza tym, wczoraj nie zająknął się słowem na to, że mnie przytuliłeś – argumentowałam jak umiałam, byleby obronić brata przed złą opinią.
- Philipp mówił, że za to miał pretensje o waszą wczorajszą rundkę do szpitala – rzucił Poppi, pojawiając się jak ninja.
Odłożyłam szybko kanapkę na blat i opadłam na oparcie.
- Rany, chłopaki, ale z was plotkary! Nie mogę w to uwierzyć!
- W co? – zapytał dosiadający się właśnie Michael.
- Nic – syknęłam tylko.
Gdyby nie to, że przy drugim stoliku siedział Fettner, to chyba bym się przesiadła, ale odstąpię sobie tej „przyjemności”. Ja naprawdę nie wiem, co zrobiłam tym ludziom, a szczególnie jemu, że mnie nie lubią. No, może inni po prostu się przekomarzają, ale on to jakaś porażka. Jeszcze z nikim nie miałam tak złych kontaktów.
Może powinnam z nim porozmawiać?
A nie, on ze mną nie rozmawia, zapomniałam.
Rozgryzienie go zajmie mi więcej niż myślałam. Chyba rzuciłam się na głęboką wodę, ale ja lubię wyzwania. Spojrzałam na niego pomiędzy głową Michaela, a głową Poppiego – rozmawiał o czymś z Koflerem, obaj wyglądali na rozbawionych. Chyba naprawdę się lubili, bo to z nim właśnie Manuel spędzał najwięcej czasu. Ogółem, raczej między żadnym z zawodników nie było niechęci do innego, ich relacje utrzymywały się na dobrym, koleżeńskim poziomie. Na przykład, mój brat i Stefan, mogliby robić za symbol prawdziwej męskiej przyjaźni, tak myślę. Sądzę, że Fettner i Kofler są drugim takim przyjacielskim związkiem. Naprawdę, widać, że dobrze się czują w swoim towarzystwie.
Poczułam klepnięcie w ramię, więc zamrugałam dwa razy i spojrzałam na Schlierenzauera.
- Hmm? – mruknęłam.
- Thomas zapytał się czy jest jakiś sprawdzony sposób na zagadanie do dziewczyny – wyjaśnił Schlieri.
Spojrzałam na Didla z pożałowaniem.
To są jakieś jaja.
Oni chyba nie myślą, że będę im pomagać podrywać dziewczyny. Czy jednak tak myślą?
- Dla niego nie ma żadnego – bąknęłam, wystawiając język.
Niskie buczenie rozbrzmiało w naszym gronie.
- To za ten tekst o Stefanie – wyjaśniłam, uśmiechając się do Krafta, chłopak odwdzięczył się tym samym.
- No dobra, przepraszam – jęknął Diethart. – Uznałem tylko, że nie chcę być gorszy od mojej byłej. Skoro ona ma nowego chłopaka, to ja powinienem sobie znaleźć nową dziewczynę…
- Ty serio myślisz, że to tak działa? – skrzywiłam się, marszcząc czoło.
- No, a nie? – odpowiedział dosyć infantylnie, bym udała, że tego nie słyszałam.
Pokręciłam tylko głową i sięgnęłam z powrotem po kanapkę. Na szczęście, trener nie dał nam dużo czasu na posiłek, więc wszyscy mieli pełne buzie, dzięki czemu uniknęłam dalszych rozmów na dziwne tematy.
Po skończeniu posiłku wsiedliśmy z powrotem do busa, a następnie pojechaliśmy pod siedzibę Związku, gdzie miało odbyć się spotkanie. Do końca nie wiedziałam, o co chodzi, ale byłam podekscytowana swoim pierwszym spotkaniem w siedzibie Związku. Jak się później okazało, nie było się z czego tak bardzo cieszyć, ponieważ w momencie, gdy trener przedstawił mnie zarządowi, myślałam, że nerwów zwymiotuję na nich wszystkich tym, co niedawno zjadłam. Na szczęście to nie miało miejsca, bo chyba szybko straciłabym tę robotę.
Gdy wróciłam do chłopaków, Krafti od razu  zapytał mnie o co chodziło, ale ja nie miałam czasu z nim rozmawiać, ponieważ prezes rozpoczął spotkanie. Dotyczyło ono kadrowego wyjazdu na Zgrupowanie. Gdy trener powiedział, że „panna Hayboeck” jedzie z nimi, trochę się przeraziłam. W końcu to tydzień z tymi oszołomami na wyspie, bez możliwości ucieczki. Trochę straszna wizja, ale sama „Ibiza” nie brzmi tak źle. Przynajmniej polecę sobie na hiszpańską wyspę za darmo. Ba, nawet z dopłatą. Nie sądziłam jednak, że wyjazd będzie tak szybko, ponieważ lecimy w przyszły poniedziałek.
Trzeba kupić ładne bikini.
Po zakończeniu spotkania trener oznajmił, że możemy już iść, bo na dziś nie było planowane nic poza porannym treningiem i spotkaniem organizacyjnym. Gdy wychodziłam z Michim i Kraftem z budynku, w korytarzu dogonił nas Diethart.
- Widzisz, potrzebuję tej porady! – powiedział zatrzymując mnie poprzez złapanie za nadgarstek.
- Jakiej znowu porady? – zdziwiłam się.
- No, jak podrywać dziewczyny. Może znalazłbym sobie jakąś ładną hiszpankę na tym wyjeździe – poruszył brwiami.
- Najpierw to musiałbyś się z nimi dogadać – powiedziałam, licząc, że tak się go pozbędę.
- Będę mówić po angielsku – zadeklarował.
- No to sprawdź sobie w Internecie, czy gdzieś, jak się podrywa po angielsku, bo ja ci niestety w tej kwestii nie pomogę – wzruszyłam ramionami uśmiechając się przepraszająco.
- Nie przejmuj się, Didl, pewnie jest zazdrosna o to, że chcesz podrywać kogoś innego niż ją – powiedział Fettner, klepiąc Thomasa po ramieniu, po czym zwyczajnie poszedł dalej.
Wbrew pozorom, uśmiechnęłam się na to co powiedział, choć wydało mi się to dziwne, jednak zawsze mogę to uznać za swego rodzaju awans w naszych relacjach. Żartuje przy mnie, więc chyba jednak nie jest tak źle.


==========================================


Myślałam, że dodam ten rozdział wcześniej, ale w pół do 14 to też tragedia nie jest. Tak prezentuje się ten rozdział, mam nadzieję, że się Wam spodobał. A ja już kończę, bo dziś są moje urodziny. Wiecie, staję się dorosła i takie tam pierdu, pierdu ;) 
Miłego dnia! xxx

11 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ten Fettner ma do Vanessy to ja nie wiem, naprawdę... Strach się bać, bo nigdy nie wiadomo, jaki będzie mieć nastrój. Ale żartował, a to już jakiś plus. Chyba. No tak mi się przynajmniej wydaje :D
    Hahahaha już sobie wyobrażam Thomasa podrywającego dziewczyny w Hiszpanii... :D To na pewno będzie hit :D Jak Vanessa z nimi wytrzyma? Haha :D Święte nerwy trzeba mieć ot co!
    Pozdrawiam i oczywiście wszystkiego najlepszego! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pedofil też jest miły dla dzieci.. O.O
      Ja tego nie napisałam XD
      Dziękuję za życzenia :D ^^

      Usuń
  3. I jak zwykle bosko ;)
    Thomas to przegiął, ja się pytam jak można tak żartować z Kraftiego? To tylko mała, bezbronna szczurowiewiórka :P
    Nessa jak powiedziała o tym promyczku to aż cieplutko na serduszku mi się zrobiło :D
    Manuel ach Manuel co o nim można powiedzieć... No cóż to że zacznie śpiewać to było mega zaskoczenie, myślałam że ich oleje a tu proszę wokalista i to jeszcze solowy :P
    A ten żarcik przy na koniec, no ja nie wiem, jeszcze się do niej przekona i na tym wyjeździe się zakumplują xd
    Będzie się działo, już nie mogę doczekać się Ibizy:D
    Pozdrawiam i z okazji urodzin wszystkiego najlepszego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze zapomniałam chciałabym zobaczyć reakcję Michiego jak Nessa daje buziaka Kraftowi xd
      Zdziwiło mnie za to że Grześ tak delikatnie zareagował, no ja to bym była na jego miejscu zazdrosna, jak osoba która mi się podoba (A on raczej na 100% na nią leci) rozdaje buziaki innym osobą i to jeszcze w miejscu publicznym :P

      Usuń
    2. Będę lecieć po kolei:
      O tak, z Krafta się śmiać nie wolno! [Matka Teresa lubi to.]
      Monika, ach Monika... Ja też się zdziwiłam, gdy zaczął śpiewać :D
      Wyjazd jeszcze daleko, zobaczymy, co Bóg i wena dadzą ;)
      "We're going to Ibiza"
      Dziękuję za życzenia ^^
      +
      Mina Michiego musiała być świetna, samo wyobrażenie mnie bawi XD
      Raczej na 100% XDDD co? XD Oni się przytulają z fankami, to ona może dać buziaka kumplowi ;)

      Usuń
  4. Powinnam się uczyć do sprawdziany, ale twoje opowiadanie zdecydowanie wygrało z podręcznikiem do przedsiębiorczości. Naprawdę bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Masz fajne poczucie humoru, przez całe jedenaście rozdziałów uśmiechałam się jak głupia, a kilka razy wybuchłam zdecydowanie zbyt głośnym śmiechem.
    Co do samego rozdziału to zgadzam się z Philippem. Między Vanessą a Fetnerem coś się kroi. On co prawda na razie traktuje ją cokolwiek niefajnie, ale czuję, że za czasem to się zmieni. Szczególnie jak zaczną śpiewać w duecie.
    Michael jest przykładnym starszym bratem, choć zdecydowanie czasami przesadza. Dobrze, że teraz w końcu trochę wyluzował.
    Ode mnie to tyle. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i weny życzę.
    Pozdrawiam
    Violin
    PS W wolnej chwili zapraszam do mnie https://neverbeluckyone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dumna z wygranej z podręcznikiem do przedsiębiorczości :D
      Bardzo się cieszę, że tak się podoba. Sama się czasem śmieję, jak to czytam - do tego służy to opowiadanie, żeby poprawiać humory :)
      Jak na razie kroić miedzy nimi można napięta atmosferę ;) Śpiewanie w duecie przez tę dwójkę może zagrażać życiu lub zdrowiu, ostrzegam XD
      Na temat Michiego już się kilka razy wypowiadałam, ale to nie zależy ode mnie - co wena szepnie, palce za raz piszą :D
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Hej :) kiedy bedzie następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tę sobotę ;) plany zmienione, ale zaplanowane w planie :D

      Usuń