~Gregor~
W
korytarzu spowolniłem kroku, gdy wyprzedził mnie Manuel. Był jakiś
rozpromieniony, chyba chłodne powietrze z klimatyzacji dobrze mu zrobiło. Szedł
sprężynującym krokiem, uśmiechnięty.
Humorek dopisuje.
Kilka
kroków przede mną idzie Krafti, Michi i Nessi. Diethard mija mnie pędem i
zwalnia dopiero przy tej trójce. Zastępuje drogę Vanessie, co zdecydowanie nie
podoba się Michaelowi, sądząc po jego zmarszczonym czole, ściągniętych wargach
oraz rozszerzonych nozdrzach. To chyba jego typowa mina pod tytułem „groźny,
starszy brat”. Sądzę, że to trochę zabawne, jak traktuje swoją siostrę, jednak
z drugiej strony to bardzo urocze. Tak myślę. W sumie są bardzo uroczym
rodzeństwem. Stefana i Alexa poznałem już kiedyś, ale żaden się nigdy nie
przyznał, że w domu ukrywają jeszcze taki skarb, jakim niewątpliwie jest Ness.
Między
blondynką, a Thomasem następuje wymiana zdań, której treści nie słyszę. Może to i lepiej. Sama rozmówczyni nie
wydaje się zbyt zadowolona przebiegiem dyskusji. Jestem nawet bliski stwierdzeniu,
że za chwilę po prostu ominie Didla i pójdzie dalej, ale wtedy niespodziewanie
do akcji wkracza Manuel.
Z
racji, iż jestem już nieco bliżej, a Fetti mówi dosyć głośno, dokładnie słyszę,
gdy mówi:
-
Nie przejmuj się, Didl, pewnie jest zazdrosna o to, że chcesz podrywać kogoś
innego niż ją – uśmiecha się przy tym półgębkiem i poklepuje chłopaka po
ramieniu, po czym odchodzi, a chwilę później już nie ma go w budynku.
Staję
obok grupki i spoglądam na uśmiechniętą
dziewczynę, która jeszcze śledzi wzrokiem sylwetkę Manuela przez szklane
drzwi. Michael podąża wzrokiem za moim, po czym szturcha swoją siostrę w ramię,
mówiąc:
-
A ty, co się tak szczerzysz? – pyta mało uprzejmym tonem, aż robi mi się żal
tej dziewczyny.
Ness
przestępuje na drugą nogę i spogląda na brata spod zmarszczonych brwi.
-
Pogięło cię? To bolało – mówi, masując miejsce uderzenia.
-
Zadałem ci pytanie, cwaniaro – blondyn zaplata ramiona na piersi.
-
Michi – napomina go Kraft i rzuca mu znaczące spojrzenie.
-
Spoko, Stef, przyzwyczaiłam się – Vanessa uśmiecha się do bruneta. – A tak poza
tym, to po prostu bawi mnie to, że ktoś mógł wpaść na pomysł, że mogłabym być
zazdrosna o Thomasa – tłumaczy.
Michael
wydaje się usatysfakcjonowany z tej odpowiedzi, Kraft małym uśmieszkiem kryje
rozbawienie, twarz Didla ewidentnie wyraża oburzenie („Jak to, nie byłaby o mnie zazdrosna?!”), a w oczach Nessie
widzę błysk satysfakcji, że troszeczkę upiłowała mu nosa.
-
Ech, dzieciaki – szepczę pod nosem, ale na tyle nieudolnie, by zostać usłyszanym
przez całą czwórkę.
Wszyscy
spoglądają na mnie jak jeden mąż, a ja czuję się osaczony.
-
No co? Kłócicie się jak przedszkolaki – rozkładam ręce bezradnie, równocześnie
starając się znaleźć sensowne wytłumaczenie dla popełnionej gafy.
Muszę
bardziej nad sobą panować w jej towarzystwie, żeby nie uznała mnie za dziwaka.
~Vanessa~
Czy
Gregor właśnie nazwał mnie dzieciakiem?
Dzięki. Nie ma to jak
wsparcie kumpla.
To,
że Michi ciągle zwraca uwagę na to, że jest starszy już przełknęłam. Przez
ponad dwadzieścia lat można się przyzwyczaić, naprawdę. Ale Gregor? Myślałam,
że się lubimy. I naprawdę, nie wiem, czemu moje pozorne uradowanie się z
postępu z Fettnerem, zastępuje smutek.
Tak.
Jest mi przykro, bo ten Złoty Chłopiec okazał się taki jak mój brat. W
rezultacie, oni wszyscy są tacy sami, czyż nie?
Przepycham
się między Schlierenzauerem, a Didlem by pokierować się ku wyjściu. Może świeże
powietrze dobrze mi zrobi. Wychodzę przed budynek, gdzie zderzam się z gorącym
powietrzem. Nie fajnie. Idę
tam, gdzie wydaje mi się, że został nasz kadrowy bus. Nawet mam rację,
podchodzę więc bliżej, a ze środka słyszę śmiech.
-
Co tu tak wesoło? – pytam, choć nie wiem, kto jest w środku. Uśmiecham się
serdecznie, by nikt nie zauważył, że coś się zmieniło.
Ale
w sumie, tutaj wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Moje nastroje, humor
Michiego, podejście Fettnera, zwroty Gregora…
Zza
ścianki wychyla się uśmiechnięta głowa Koflera.
-
A, tak sobie obgadujemy wyjazd – odpowiada.
-
Ech, też planujecie ‘wyrywać panienki’? – rzucam z rozbawieniem, robiąc
równocześnie cudzysłów palcami.
-
Nie wiem jak Fetti, ale mnie to już nie dotyczy – tłumaczy mężczyzna.
Chwila, Fetti?!
Pan
Ciemności pochyla się do przodu tak, że oprócz jego kolana, widzę teraz ramię i
pół twarzy.
-
Nie jestem jak Diethart, umiem nad sobą panować – zapewnia kumpla, jednocześnie
unikając mojego spojrzenia.
-
O tak, dla niego alkoholu nie liczymy – uznaje Kofi.
-
Alkoholu? – wyrywa mi się.
Obaj
nagle na mnie spoglądają ze zdziwnieniem.
-
No tak, mamy zamiar zorganizować coś fajnego – tłumaczy jak dziecku Andreas.
-
A wolno wam pić? – marszczę czoło i zaplatam ramiona.
-
Teoretycznie nie, w praktyce trener czasem przymyka na to oko. Ten wyjazd to
jest jedna z takich okazji – wzrusza ramionami.
-
Och – stęknięcie samo wyrywa mi się z ust.
Nie
sądziłam, że chłopcy piją na takich wyjazdach. Teraz już wiem, czemu tak bardzo
cieszyli się na ten wyjazd. No nic, trzeba to będzie jakoś przeboleć. Dam radę,
przynajmniej tak będę sobie wmawiać.
Bądź
co bądź, sama nie mogę się doczekać tego wyjazdu.
-
Przepraszam – szepcze nagle ktoś w moje włosy.
Ciepłe
powietrze rozbija się o luźne kosmyki i skórę za moim uchem, czemu towarzyszy
delikatne łaskotanie. Wzdrygam się lekko, aż na rękach i karku czuję gęsią
skórkę. Dopiero, gdy rozpoznaję głos Gregora, moje ciało odrobinę się uspokaja.
Spoglądam
na niego zdziwiona. Nie spodziewałam się tych przeprosin.
-
Nie ma za co – odpowiadam i próbuję się uśmiechnąć. – Chyba od tego słońca
troszeczkę przesadziłam z reakcją – wyjaśniam.
Chłopak
kiwa głową, ale w jego oczach nie widzę zrozumienia. Mam wrażenie, że uznaje
moje wyjaśnienia za bzdurę i w nie nie wierzy, ale nie mogę na to nic poradzić.
Dotykam delikatnie jego ramienia, a wtedy spogląda mi w oczy.
-
Serio, nic się nie stało. Zachowałam się impulsywnie – mówię, widząc jednak, że
to go nie przekonuję dodaję: - zupełnie jak dzieciak.
Dopiero
w tej chwili wybuchamy razem śmiechem.
Tak
jest o wiele lepiej. Dobrze, że zdałam sobie sprawę z tego, jak głupio
postąpiłam. Dobrze, że Gregor przyszedł mnie przeprosić. Pewnie sama też bym
starała się załagodzić sytuację, ale prawda jest taka, że ciążyłoby mi to przez
najbliższy tydzień, zanim zebrałabym odpowiednie słowa. Tak wyszło
spontanicznie i dobrze, moim zdaniem. Mam nadzieję, że to tylko jakieś chwilowe
zwariowanie przez hormony. Gregor jest naprawdę miłym człowiekiem, bardzo dobrze
mi się z nim rozmawia, czuję się swobodnie w jego towarzystwie. Nie chciałabym,
żeby przez jakiegoś focha to wszystko zostało zaprzepaszczone.
Musze
bardziej nad sobą panować, żeby nie wyjść na obrażalską.
-
No, dalej, wsiadać, wsiadać – głos trenera przywraca mnie do świata żywych.
Nienawidzę się zamyślać, jestem wtedy tak nieobecna.
Wszyscy
posłyszenie pakujemy tyłki do wozu, a następnie obieramy kierunek powrotny, pod
halę sportową, gdzie zostały nasze samochody. Nie wiem ile zajmuje podróż,
wydaje mi się, że to raptem kilka sekund, ponieważ całą drogę spędzam z
zamkniętymi oczami, ciesząc się pędem ciepłego powietrza na mojej twarzy.
Centrum
sportowe rzuca cień na parking, więc mam nadzieję, że w naszym wozie nie będzie
gorąco. Dziś chyba nie mamy w planach żadnej podwózki, na co liczę, bo chcę się
już znaleźć w domu. Okazuje się jednak, że musimy podwieźć gdzieś Stefana. Gdy
wysadzamy go przy parku, Michi życzy mu powodzenia. Chłopak żegna się z nami
tylko bladym uśmiechem, więc gdy ruszamy, pytam od razu:
-
Czemu życzyłeś mu powodzenia? Coś się stało?
-
Jeszcze nie – ociąga się z odpowiedzią mój brat. – Ale zgaduję, że nie będzie
mu łatwo.
-
Co to znaczy? – drążę temat.
-
Marissa wróciła – powiedział, po czym zacisnął mocno szczękę.
Uznałam
to za zakończenie tematu, jednak bardzo gryzło mnie to, co tak naprawdę
wydarzyło się miedzy Kraftim, a jego dziewczyną, bo z tego co zdążyłam
zauważyć, nie układa im się najlepiej. Przy następnym spotkaniu muszę
koniecznie go zapytać. Czy Marissa zrobiła coś złego? Czy jakoś go skrzywdziła?
A może to on jakoś zranił ją? Nie, to na pewno nie to, Kraft nie byłby do tego
zdolny. Poza tym, bardzo dobrze o niej mówi. To naprawdę intrygujące, o co
chodzi.
I
tak plany o przespaniu reszty dnia w ciemnym, chłodnym pomieszczeniu legły w
gruzach, ponieważ przez te pytania nie mogłam zmrużyć oczu nawet długo po
północy.
Nieważne,
co by się między nimi nie wydarzyło, wiedziałam jedno. Skoro to długoletni
przyjaciel mojego brata i mój nowy super kumpel, to jestem mu winna przysługę.
W taki sposób jedynie dorobiłam się nowego postanowienia.
Muszę
mu jakoś pomóc!
Ostatecznie
właśnie z tą myślą zasnęłam niedługo przed świtem. To była ciężka noc.
=====================================================
To absolutnie nie tak, że zapomniałam. Wszystko zgodnie z planem. Poprzedni rozdział przy moich urodzinach, ten przy imprezie :D
Enjoy!

o mój Bożę i ja nie zauważyłam, że on już od tygodnia tu jest :o
OdpowiedzUsuńOdnośnie rozdziału to już mi brakuje epitetów na określanie tych cudów, które wychodzą z pod Twoich paluszków :P
Ten był troskę mniej śmieszny, ale za to bardzo uroczy. Słodkie było to jak Gregor przyszedł przeprosić Nesse to było takie... OOOOOO..... :D
I cytat rozdziału jak dla mnie "...A może to on jakoś zranił ją? Nie, to na pewno nie to, Kraft nie byłby do tego zdolny...." No bo jak taki Krafcik mógłby komuś zrobić krzywdę :P
Pozdrawiam i czekam na next :*
(dobrze że nie długo bo już za tydzień :P)