sobota, 5 maja 2018

13.

Gdyby okazało się, że nie zauważyliście, to 14 kwietnia był rozdział! :D [klick here]

-------------------------------------------------------------------------------------------


~Vanessa~
To jak bardzo zmęczył mnie ten weekend, wiedziałam tylko ja. No i może trochę Michi. W piątek Krafta nie było na treningu, w sobotę i niedzielę nie było treningu. Michi tylko łaził z kąta w kąt i sprawdzał telefon w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści od Stefana. Ale Stefan nie pisał, nie dzwonił, nie dawał znaku życia. W końcu w niedzielę, pod wieczór, Michi wziął kluczyki, telefon i prawko, a potem szybko wyszedł z domu. Bałam się o nich obu. Przez cały weekend nie miałam odwagi zapytać Michaela o co chodzi z Marisą, więc po prostu obserwowałam jego maraton po całym domu. Widziałam, że się denerwuje i martwi o przyjaciela, ale nie potrafiłam mu pomóc. Nie wiedziałam nawet jak zacząć rozmowę, więc kilka razy gdy natknęliśmy się na siebie w kuchni czy salonie, zapytałam go czy ma jakieś wieści od Krafta. Nie miał.
Noc z niedzieli na poniedziałek była okropna. Siedziałam w pokoju Michaela i czekałam aż wróci. Mama powtarzała, że jest dorosły, ma swój rozum i nie powinnam się tak przejmować, ale nie potrafiłam udawać przed samą sobą, że wszystko jest w porządku. Zasnęłam nad ranem. To nie był nawet sen. Krótka drzemka przerwana trzaśnięciem drzwi wejściowych. Zwlokłam się z łóżka brata i wyszłam do przedpokoju, ku swojemu zdziwieniu nie zobaczyłam tam jednak Michiego.
- Alex – zdziwiłam się widząc młodszego brata.
Uśmiechnął się do mnie krzywo.
- Cóż za entuzjastyczne powitanie – wybełkotał.
Podeszłam do niego szybko i chwyciłam za ramiona, żeby spojrzeć mu w twarz.
- Jesteś pijany – sama nie wiem czy bardziej zapytałam, czy stwierdziłam.
- Gratulacje, Sherlocku – powiedział poklepując mnie po ramieniu.
- Jaja sobie robisz? – przytrzymałam go za łokieć. – Wbijasz do domu po pijanemu i jeszcze sobie żartujesz? Gdzie ty masz rozum? I czemu się upiłeś? – zarzuciłam go gradem pytań.
- Ciii… Cicho – zmarszczył nos, zmrużył oczy. – Weź mnie do pokoju. Albo nie. Lepiej do łazienki – zachwiał się.
Oplotłam sobie szybko jego ramię wokół szyi i poprowadziłam w stronę toalety.
- Świetnie – mruknęłam pod nosem. – Ciesz się, że ani Stefan ani Michael cię nie widzą. A tym bardziej mama – szeptałam.
- Oj, przestań. Nie każdy ma takie fajne życie jak ty, kwiatuszku – jęczał przeciągając niektóre sylaby.
Oparłam go o ścianę przy sedesie.
- Staraj się utrzymać plecy przy tej ścianie, okej? Idę po wodę – powiedziałam i zostawiłam go w łazience.
W kuchni nasypałam sobie lodu do miski, wzięłam dużą butelkę wody i wysoką szklankę. Nie miałam pojęcia czy to w jakikolwiek sposób może pomóc, ale liczyłam, że chociaż trochę przywróci mu trzeźwy umysł.
Dlaczego to akurat na mnie spadła odpowiedzialność za najmłodszego Hayboecka w tym domu? Stefan już dawno się wyprowadził i wiódł dorosłe życie, czy jego bracia nie mogliby go naśladować przynajmniej w małym stopniu? Michi przynajmniej zarabiał na siebie, to że mieszkał z rodzicami i młodszym rodzeństwem nie było najgorsze. Przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze jest na wyciągnięcie ręki; choć ma to swoje wady, dziwnie mieszkałoby mi się bez niego. Ale czemu Alex musiał upić się akurat tego dnia?
Weszłam z powrotem do łazienki i zobaczyłam, że blondyn ni to siedzi, ni to leży koło sedesu z łopatkami przyklejonymi do ściany, o którą kazałam mu się oprzeć i zwieszoną głową. Podbiegłam do niego, kucnęłam i szybko uzupełniłam szklankę lodem i wodą.
- Pij! – nakazałam, podstawiając mu naczynie pod nos.
Otworzył oczy i spojrzał na mnie zamglonym spojrzeniem.
- Niedobrze mi – wybełkotał.
- Będziesz rzygał? – zmarszczyłam czoło. Ta wizja mnie odrobinę przeraziła.
- Nieee – zawył. – Plecy mi zdrętwiały – wyznał.
Odetchnęłam z ulgą. Czyli po prostu mu niewygodnie, a nie niedobrze. Od razu poprawiło mi się na tę myśl.
- Okej, pomogę ci – uznałam.
Wsunęłam ręce pod jego  pachy i dźwignęłam go do góry, żeby oprzeć go plecami o ścianę. Gdy tylko zgiął się w pół, gorąca, śmierdząca ciecz zalała moją koszulkę. Puściłam go w jednej sekundzie.
- Przepraszam – szepnął.
- Nienawidzę cię – odpowiedziałam łzawym tonem. – Nie dość, że muszę ukrywać twój zapity tyłek przed rodzicami, to jeszcze muszę taplać się w twoich wymiocinach.
Drzwi uchyliły się cicho.
- Co tu się dzieje?
Spojrzałam na blondyna błagalnym spojrzeniem.
- Michi – westchnęłam szczerze ciesząc się z jego powrotu. – Gdzieś ty był? Martwiłam się! Zresztą, nieważne. Później mi powiesz, teraz mam do ciebie prośbę. Pomóż mi, błagam cię – pokazałam na Alexa dłonią.
- A ten, gdzie się tak zaprawił? – dwudziestopięciolatek uniósł wysoko brwi.
- Naprawdę, nie interesuje mnie to w tym momencie – jęknęłam, gdy ponownie ciałem młodszego z braci targnął skurcz żołądka, który stara się pozbyć alkoholu.
Gdyby to o mnie chodziło, Michi od razu zacząłby mnie atakować. Ale przecież chodzi tylko o jego młodszego brata, więc można być łagodnym i nie czepiać się o każdy szczegół. Ja jestem tylko dziewczyną, a Alex to już dorosły chłopak, może wrócić pijany do domu i nikt nie będzie miał do niego pretensji. Mały spryciarz, zawsze powtarzał, że chce być jak Michael to trafiła mu się taryfa ulgowa. Jak tak dalej będzie się upijał to jego kariera sportowa skończy się szybciej, niż się zaczęła. Jego wyniki nie powalają, więc na jego miejscu bym uważała.
Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju po czyste ubranie, w tym samym czasie Michi próbował przetransportować Alexa do jego pokoju równocześnie podstawiając mu miednicę pod  nos, gdyby zachciało mu się zwracać po drodze. Michael jednak ma to szczęście, że nasz brat nie wymiotuje ponownie, więc tylko ja chodzę orzygana od pasa w górę. Gdy tylko łazienka jest wolna idę wziąć szybki prysznic i przebieram się w czyste ubrania. Po kąpieli odnajduję Michaela w kuchni.
- Powiesz mi, co się dzieje? – pytam siadając na kuchennym krześle.
Chłopak zerka przez ramię, ponieważ zmywa coś w zlewie.
- Alex zasnął, ale zostawiłem mu miskę przy łóżku – odpowiada kontynuując szorowanie.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi – zaplatam ramiona pod biustem.
Dwudziestopięciolatek opiera się o zlew, zwieszając głowę. Słyszę jak wzdycha głęboko.
-Co chcesz wiedzieć? – pyta zrezygnowany.
- Gdzie byłeś? Co się z tobą ostatnio dzieje? – zaczynam wymieniać.
Płucze dłonie, odwraca się do mnie twarzą i wyciera ręce w ściereczkę do naczyń.
- Byłem na mieście. Nie mogłem już wysiedzieć w domu. Pojeździłem trochę po Innsbrucku, posiedziałem w parku, powłóczyłem się trochę po okolicy i… - słowa zawisły w powietrzu.
- I? – dopytałam.
- I dostałem wiadomość od Stafana.
- Krafta? – upewniłam się.
Skinął głową.
- Napisał, że chciałby pogadać. Wiedział, że będę czekał na wiadomość tego typu. Pojechałem do niego, pogadaliśmy i wróciłem – powiedział spokojnym tonem.
- Okej. A o czym gadaliście? – uniosłam prawą brew.
- Nie wiem czy powinienem ci o tym mówić – wyprostował się.
Skinęłam głową. Pewnie to jakieś sprawy między Stefanem i Marisą, których nie powinnam wiedzieć, jeśli Krafti nie uzna, że chce mi powiedzieć. Bawiłam się nerwowo palcami przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, jak długo powinnam odczekać, aż zadam następne pytanie. Martwiłam się zarówno o kumpla jak i brata, w dodatku doszedł do tego jeszcze pijany Alex. Nie rozumiałam, jak mógł się doprowadzić do takiego stanu, ale przemagluję go dopiero rano lub następnego dnia.
Spojrzałam na twarz Michaela. Zmarszczone czoło, podkrążone oczy. Naprawdę martwił się o przyjaciela i z pewnością nie chciałby teraz rozmawiać o sobie. Zastanawiałam się, jak ma się Krafti, więc uznałam, że zapytanie o jego stan jest najlepszym wyjściem. Opiekuńcza natura Michiego zawsze sprawiała, że martwił się o losy innych dwa razy bardziej niż o swoje. Chyba właśnie dlatego wybaczałam mu to zaborcze zachowanie wobec mnie. To jak przejmował się bliskimi było naprawdę urocze, aczkolwiek nie miało na niego dobrego wpływu.
- Jak on się czuje? – zagryzłam wargi zmartwiona o przyjaciela.
- Jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie – Michi pokręcił głową i spuścił wzrok.
Wstałam, podeszłam do niego i mocno objęłam brata w pasie. Ramiona Michaela powoli oplotły się wokół moich po czym oparł brodę na czubku mojej głowy. Sądzę, że oboje tego potrzebowaliśmy. Serce dudniło w równym tempie, oddychał tak spokojnie i głęboko. Było mi dobrze w jego objęciu.
Po chwili wysunęłam się odrobinę z uścisku, spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się delikatnie, żeby dodać mu otuchy. Czułam, że tego potrzebował. Liczyłam, że zobaczy mój uśmiech w półmroku jaki panował dokoła.



=================================================================
Rozdział trochę inny niż wszystkie, nieco bardziej rodzinny, ale ja nie oceniam. Pozostawiam to  Wam! Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam za miesiąc!
I jeszcze pytanie: mam tu jakiś maturzystów? Piszcie, jak Wam wczoraj poszło!
Monika Karolina xoxo

6 komentarzy:

  1. Słodko było, martwi mnie tylko co się stało z Kraftim.
    Nie wiem co mogę więcej powiedzieć więc czekam na następny :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie rozdział nieco inny niż zazwyczaj, ale mi to zupełnie nie przeszkadza :) Fajnie, że tak opisałaś ich rodzinkę :D
    Współczuję Alexowi stanu, w jakim się znalazł... Ale no cóż poradzić, alkohol i jego skutki :D Biedna w tym wszystkim Vann, na której wylądowało wiadomo, co. Ja takim faktem specjalnie zadowolona bym nie była, masakra :D Oj będzie kacyk męczył, oj będzie ^^
    Michi jest wspaniałym przyjacielem, który bardzo martwi się o Stefana. Zresztą Vann również. Mam nadzieję, że jego problemy wkrótce się skończą i wszystko będzie dobrze :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie zdradzam, nic nie mówię. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać kontynuacja! Cieszę się, że się podoba. Mam nadzieję, że moje teksty do Was trafiają ;)
      Zrobiło się filozoficznie XD Pozdrawiam xoxo

      Usuń