sobota, 3 listopada 2018

19.


~Vanessa~
Gorący wieczór zapowiadał się bardzo wesoło. Zdecydowałam się na podkręcenie włosów, krótkie spodenki i luźną, białą tunikę w stylu boho. Liczyłam na dobrą zabawę, ale nie wiedziałam czego się spodziewać. Pierwszy raz szłam na taką imprezę. W ogóle, rzadko bywałam na imprezach. Zwykle trafiałam na małe domówki w gronie znajomych. O ile Michi’emu nie udało się przekonać rodziców, żebym została w domu. Bo przecież mój wiek nie świadczy o niczym.
Niebo przechodziło w kolor pomarańczowego różu, gdy słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Stałam na tarasie wpatrując się w horyzont, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. To Michi, powiedział, że przyjdzie po mnie, gdy będziemy mieli wychodzić. Zabrałam niewielką torebkę, w której miałam portfel z dokumentami, telefon oraz paczkę chusteczek na wszelki wypadek. Otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się do brata. Michael otaksował mnie spojrzeniem.
- No, niech ci będzie – skomentował mój strój. Przewróciłam tylko oczami. Czego on się spodziewał, że owinę się od stóp do czubka głowy? Miałam się przebrać za mumię czy muzułmankę? Ale mniejsza – to i tak była dobra reakcja, więc postanowiłam się nią cieszyć, póki mogę.
Skierowaliśmy się do windy i zjechaliśmy do lobby, gdzie czekała na nas reszta skocznej ekipy. Wszyscy odwrócili w naszą stronę głowy, czułam ich spojrzenia na sobie. Wiedziałam, że Michaelowi taka reakcja się nie spodoba, ale udawałam, że nie zauważam tych wlepionych we mnie oczu.
- Bardzo ładnie wyglądasz – uśmiechnął się Kraft.
- Dziękuję, ty też całkiem nieźle. Ciekawe, kto pomógł Ci wybrać strój – zażartowałam.
Stefan odpowiedział cichym śmiechem, po czym odwrócił się do grupy i zaproponował wyjście. Poppinger zadeklarował się jako przewodnik, więc przeszedł na przód by pokierować nas na miejsce imprezy.
- Powinnaś częściej robić to, co dzisiaj. Nie wiem jakich czarów użyłaś, ale wszystkim nam odjęło mowę – skomplementował mnie Greogor, a ja od razu pomyślałam o tym, co mówił Michi.
- Nie używam czarów, ale dziękuję – nic innego nie przyszło mi do głowy.
Na chwilę zapanowała cisza.
- Jak się czujesz przed imprezą? – zagadnął.
Wzruszyłam ramionami.
- Sama nie wiem. Chyba trochę się denerwuję, ale ogółem jestem nastawiona bardzo pozytywnie – odparłam.
- To dobrze – uznał krótko. – Mam nadzieję, że uda nam się przetańczyć razem chociaż jedną piosenkę, choć pewnie będziesz rozchwytywana na parkiecie – dodał szybko.
Spojrzałam na niego. Powoli docieraliśmy do celu, więc jego twarz oświetlały promienie zachodzącego słońca. Patrzył daleko, pewnie na morze, twarz miał spokojną. Przeniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się, gdy nasze spojrzenia się spotkały.
- Też mam taką nadzieję – posłałam mu ciepły uśmiech.
- Hej, wszyscy! – krzyknął Poppinger, unosząc obie ręce wysoko. – Jesteśmy na miejscu. Bawcie się dobrze. Let’s Get the party started! – wykrzyczał z podekscytowaniem frazę piosenki, która akurat wybrzmiewała z głośników.
Pierwszym miejscem, do którego się udaliśmy, był bar. Wypiliśmy po shot’cie, a potem większość chłopaków ruszyła w tan. Obejrzałam się na nich przez ramię z rozbawieniem. Poppi i Aschenwald nie mieli większych oporów, żeby zaczepić jakieś przypadkowe dziewczyny i zacząć z nimi tańczyć. A one nie miały nic przeciwko. Zachichotałam wesoło po czym odwróciłam się przodem do baru. Dopiero wtedy spostrzegłam, że obok mnie stoi Gregor, który także przygląda się tańczącym ludziom.
- Nie idziesz się z nimi bawić? – zagaiłam.
Spojrzał na mnie i dopiero wtedy, gdy słońce odbiło się od jego źrenic, spostrzegłam jak piękne i hipnotyzujące ma oczy. Zamrugałam, żeby nie wgapiać się w nie w amoku.
- Z byle kim nie tańczę – odparł. Uśmiechnęłam się, podparłam głowę na ręce. – Śmiejesz się ze mnie? – zapytał z niedowierzaniem w głosie.
- Nie śmiała bym. Mam szacunek do starszych osób – zażartowałam.
Skrzywił się.
- Aż tak stary to chyba nie jestem, co? – rozciągnął usta w uśmiechu tak szerokim, że ukazał chyba wszystkie zęby.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – bąknęłam.
Odepchnął się od baru, wyprostował plecy i wystawił w moją stronę dłoń.
- Za raz ci pokażę jak potrafią ruszać się takie staruchy jak ja – oznajmił.
- Prosisz mnie do tańca? – dopytałam.
Szybko uniósł barki, by pozwolić im opaść w mgnieniu oka.
- Na to wygląda – odparł.
Przechyliłam głowę. Akurat zmieniła się piosenka. Znałam nowy utwór, to było coś z repertuaru tego brytyjskiego boys bandu, One Direction.  Nigdy nie byłam ich wielką fanką, ale większość piosenek, które znałam, podobały mi się. Miały coś w sobie, choć nie potrafiłam tego nazwać. Owszem, chciało się przy nich tańczyć, jednak moje umiejętności nie powalały. Ale czy mogłam odmówić tym pięknym oczom? Chwyciłam dłoń miodowo włosego, potem istnieliśmy tylko my i muzyka. Bawiłam się świetnie, choć od licznych obrotów, w które wciągał mnie Gregor, wirowało mi w głowie. Muzyka poniosła mnie, a ja przez kilka chwil miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią i nad niczym nie mam kontroli. Ale wcale mi to nie przeszkadzało.
Weaking up beside you I’m my loaded gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I’ve got no control
No control
Powerless and I don’t care it’s obvious
I just can’t get enough of you
The pedal’s gas down, my eyes are closed
No control
Raptem po dwóch wypitych kolejkach zaczęło szumieć mi w głowie. Wszystko działo się za szybko, a ja nie byłam przyzwyczajona do picia alkoholu. Potrzebowałam przerwy. Przecisnęłam się przez tłum ludzi, by znaleźć się na wolnej przestrzeni. Poza parkietem świat wydawał się zupełnie odcięty, jakby ludzie nie zauważali, że tuż obok nich odbywają się tańce i gra muzyka. Przeczesałam włosy dłońmi, ktoś chwycił mnie za ramię, a ja podskoczyłam przerażona.
- Wszystko w porządku? – zapytał Gregor, gdy podniosłam na niego wzrok. Miał zaszklone oczy, zauważyłam to, bo przy każdym kontakcie nie mogłam oprzeć się wpatrywaniu w nie.
- Tak, po prostu potrzebuję trochę powietrza, które nie jest przesiąknięte alkoholem – uśmiechnęłam się.
Chłopak rozejrzał się, wbijając dłonie w kieszenie.
- Może w takim razie chcesz się przejść, albo gdzieś usiąść? – zaproponował.
- Sądzę, że w tym stanie powinnam trochę posiedzieć i odpocząć – prychnęłam śmiechem.
Pokiwał głową.
- Może tam? Będziemy mieć cały czas resztę w zasięgu wzroku, ale muzyka nie będzie tak głośna – wyjaśnił.
- Brzmi wspaniale – uśmiechnęłam się szeroko.
Usiedliśmy po turecku na piasku. Chwyciłam garść złotych granulek i po chwili wypuściłam je lawiną.
- Tęsknisz za skokami, prawda? – zapytałam nagle. Nie wiem skąd w mojej głowie pojawiło się to pytanie.
Schlierenzauer wygładził piach między nami dłonią.
- Oczywiście, że tak. To było coś, czym żyłem przez bardzo długo. Aż nagle pojawiły się problemy – wzruszył ramionami. Wyglądał na smutnego.
- Ale będzie lepiej? – dopytałam.
- Mam  nadzieję – uśmiechnął się blado. Podniósł głowę. – Ostatecznie, trzeba będzie znaleźć sobie nową pasję i powód do ciągnięcia tego dzień po dniu – w jego policzku pojawiło się zagłębienie, gdy uniósł kącik ust w górę.
Zagarnęłam piach, tworząc mały kopiec.
- Znajdziesz to coś – zapewniłam szeptem. Moja dłoń wylądowała na jego nadgarstku, gdy próbowałam dodać mu otuchy i nadać swoim słowom wiarygodności.
- Kto wie? Może już to znalazłem – odparł spoglądając mi w oczy.
Milion motyli zatrzepotało w moim brzuchu, szybko zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do kosza stojącego przy barze, a następnie zwymiotowałam resztki śniadania.
Ponętna jak zawsze.
Sięgnęłam po serwetkę, otarłam usta i obejrzałam się przez ramię. Gregor stał tuż obok, drapiąc się po karku.
- Może kupię ci wodę? Albo odprowadzę do hotelu? – zaproponował.
- Poproszę wodę – powiedziałam, a gdy mój brzuch ponownie szybko się napiął, chwyciłam brzeg kubła oburącz.
- Za raz wracam – zapewnił.
Odprowadziłam go spojrzeniem, aż natknęłam się na chłopaków przechylających kolejne kieliszki. Byli zdecydowanie lepiej zaprawieni w boju. Nie umiałam pić, bo nie miałam kiedy się tego nauczyć. Może jako sportowcy nie powinni pić, ale postanowiłam, że tej nocy im odpuszczę.
Wyjęłam telefon z torebki, dochodziła jedenasta, co oznaczało, że jesteśmy tu około dwie godziny. Nie wiedziałam, kiedy uciekł mi ten czas. Widocznie alkohol sprawił, że straciłam rachubę czasu. Ale w tym momencie nie mogłam już nic na to poradzić.
Przed moją twarzą pojawiła się butelka wody mineralnej.
- Zimna, może pomoże ci trochę otrzeźwieć – powiedział Greg.
Uśmiechnęłam się, przejęłam butelkę i od razu pociągnęłam trzy duże łyki, które opróżniły ją prawie do połowy.
- Dziękuję, oddam ci pieniądze, tylko powiedz ile – sięgnęłam po portfel.
Chłopak chwycił moje ręce i wepchnął przedmiot z powrotem do torebki.
- Daj spokój, zrobiłabyś to samo, gdyby zaszła taka potrzeba – za pewne miał rację, ale ja nie lubiłam być nikomu nic winna. Uznałam, że teraz nie będę się kłócić, ale jutro zwrócę mu należytą sumę.
Podszedł do nas Stefan.
- Kochani, przenosimy się do baru karaoke. Kofi zapewnia, że to świetna zabawa – oznajmił.
- Świetnie – uznałam, bo naprawdę lubiłam śpiewać.


===============================================================
Tak wyglądała moja walka z czasem. Ale ostatecznie jest 23:30, gdy to publikuję, więc zdążyłam w pierwszą sobotę listopada :D
Przepraszam za błędy i powtórzenia oraz za lekki POŚLIZG XD, ale dodam na pocieszenie, że najprawdopodobniej powstanie zwiastun :D
Monika Karolina

4 komentarze:

  1. Zdziwiło mnie że Michi nie pilnował Vanessy na imprezie, ale może w końcu dał jej trochę luzu :D i dobrze że pozwolił jej wyjść ubranej po ludzku, a nie jak zakonnica :P
    Na imprezie z Gregorem miałam nadzieję na jakiś romantyczny taniec, jakieś przytulanki i takie bajery... ;)
    Na tej plaży też zrobiło się romantycznie, myślałam nawet że będzie jakiś pierwszy skradziony buziak, a tu była inna... niespodzianka:'D
    Czekam na następny rozdział, bo mam przeczucie że w tym klubie może być ciekawie :P
    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. PS nie mogę doczekać się zwiastunu :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiem, zdziwiłam się, że Michi nie pilnował Vanessy na tej imprezie :D Ale może jako kochany braciszek postanowił dać jej trochę luzu haha ^^ I wielkie brawa dla niego, że zbytnio nie komentował stroju Vann :D Już ona by mu dała haha :D
    Widzę, że imprezka udana ^^ Ale to dobrze, dobrze, niech się panowie wyszaleją :D Bardzo podobał mi się ten taniec Gregora i Vanessy :) Ach, no bo... Nie można się oprzeć tym oczom :D
    Ale jaki Gregor kochany i troskliwy, zajął się Vann, gdy tej troszeczkę zaszkodził alkohol ^^ Fajnie, że tak dobrze się ze sobą dogadują :)
    Och, czuję, że w tym klubie karaoke będzie się działo :D
    I durna ja, zapomniałam w ostatnim komentarzu o tym wspomnieć, więc wspomnę teraz :D Super, że będzie zwiastun :D
    I ten gif <3 Ten konkurs i te loty Gregora to było coś ^^
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale żeby po dwóch kieliszkach...? Xddd

    OdpowiedzUsuń