~Vanessa~
Stoję
jak wryta, nie bardzo wiedząc co zrobić z kłodą leżącą u moich stóp. Przyglądam
się Manuelowi dłuższą chwilę. Mam nadzieję, że nic sobie nie zrobił, bo uderzył
o podłogę z dość dużym impetem. Milczę, by sprawdzić czy żyje – w końcu słyszę,
że oddycha, więc i ja oddycham z ulgą. Próbuję przewrócić go na plecy, ale za
Chiny nie mogę tego zrobić. Jego ciało zachowuje się jakby było z gliny – gdzie
dotknę, tam się deformuje. Klękam w końcu, próbując popchnąć go trochę mocniej,
udaje mi się odchylić go na tyle, że widzę jego twarz i to by było na tyle, bo za
raz po tym do moich nozdrzy uderza odór alkoholu i od razu puszczam jego ramię.
Wstaję i podpieram się pod boki. Ostatecznie mogłabym po prostu zamknąć drzwi,
a jego zostawić na podłodze, ale jest jeden problem. Ciągnę za klamkę bez
zastanowienia, a wtedy kant drzwi uderza o jego łydki. Puszczam klamkę od razu,
bojąc się, że za chwilę się obudzi i zrobi awanturę. Czekam kilka sekund, ale
on nawet nie drgnął. Jego ciało blokuje drzwi, więc nie mogę ich zamknąć, czuję
się bezradna.
Siadam
na chwilę na łóżku, nie wiem co mam zrobić. Nie zostawię przecież otwartych
drzwi na całą noc. Nie mogę go też tak po prostu wypchnąć na korytarz i
zostawić, bo będzie to wyglądać dziwnie i podejrzenia od razu padną na mnie.
Poza tym, nie jestem w stanie wyciągnąć go z pokoju, nie porusza się w tamtą
stronę, jakby coś go blokowało. Wstaję w końcu, wkładam mu ręce pod pachy bym
mogła przystąpić do działania. Dźwigam odrobinę ramiona wciągając zwłoki
Fettnera do środka. Zrzucam z siebie ciężar jego ciała, zsuwa się po mnie
opadając na podłogę. Z radością zauważam, że w końcu leży na boku, a ja
wreszcie mogę zamknąć drzwi. Na wszelki wypadek zamykam je na kluczyk – nie
chcę, żeby ktoś jeszcze tu wparował i znalazł go śpiącego na podłodze w mojej
sypialni. Do tej pory nic, oprócz niechęci, mnie z tym człowiekiem nie łączyło
– chciałabym, żeby tak zostało.
Zabieram
z łóżka ozdobny koc, przykrywam ciało Manuela od pasa w dół. Skoro i tak
wszystko ma go jutro boleć od spania na podłodze, niech przynajmniej nie
narzeka, że zmarzł. Kładę się z powrotem do
łóżka, z głową na poduszce i kciukiem wbitym w dolną wargę obserwuję jak
kruczowłosy spokojnie śpi. Zupełnie nie widać po nim w tej chwili, że jest
pijany. Wygląda całkiem niewinnie, przez chwilę mam wrażenie, że może tak
naprawdę dopiero teraz widzę jego prawdziwe oblicze. Przypominam sobie o moim
założeniu, że go rozgryzę i parskam cicho śmiechem. Jak ja mam niby to zrobić?
Włamać się do jego telefonu by sprawdzić historię wyszukiwania? Kręcę głową
rozbawiona, patrzę na niego ponownie. Nawet jeśli teraz śpi jak niemowlę, nie
znaczy to, że nagle zrobi się miły i sympatyczny. A już na pewno nie w stosunki
do mnie. Szybko przekręcam się na plecy i patrząc w sufit tłumaczę sobie, że
nie dogryza mi tylko dlatego, że jest nieprzytomny.
Mija
około godzina nim zasypiam. Przez cały ten czas zastanawiam się, co będzie
jutro. Mam nadzieję, że Michi nie dowie się o tej nocy, zabiłby mnie i
Fettnera, gdyby wiedział, że ten spędził noc w moim pokoju. Nie obchodziłyby go
żadne wyjaśnienia.
Słyszę
irytujący dźwięk budzika, niechętnie sięgam po telefon leżący na szafce nocnej.
Wyłączam go na oślep, przeciągam się leniwie, ziewam dwa razy i dopiero teraz
otwieram oczy. Przy wejściu do pokoju leży koc. Koc. Tylko on. Fettnera już tu
nie ma. Podnoszę się szybko do siadu, rozglądam zaspanymi oczami po pomieszczeniu.
Przez chwilę zastanawiam się jakie są szanse, że wczorajsza noc była tylko
dziwnym snem. Niestety, sądząc po leżącym na podłodze nakryciu, znikome. Wstaję
z łóżka, by ruszyć do łazienki. Otwieram drzwi drżącymi rękoma, zapalam
światło, zaglądam – pusto. Nie ma go, poszedł sobie. Nie jestem w stanie opisać
tego co czuję. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej jestem nieco
zawiedziona. Powinien podziękować mi za to, że pozwoliłam mu tu spać. Nie mogę
przestać myśleć o tym kiedy sobie poszedł, ile pamięta – mnóstwo pytań kłębi
się w mojej głowie gdy myję zęby i czeszę włosy. Polokowane pukle zostawiam
rozpuszczone, ubieram się wygodnie i
wychodzę z pokoju. Na korytarzu ogarnia mnie jakiś niepokój, czuję ucisk
w żołądku. Obawiam się, że ktoś wie o tym, co się wydarzyło. Teoretycznie to
nie moja wina, ale to ja wciągnęłam go do tego pokoju. Każdy może to
zinterpretować jak mu się podoba. Ale pewnie większość tych interpretacji mi
się nie spodoba.
Z
zamyślenia wyrywa mnie Gregor, który wsiada do windy na chwilę przed
zamknięciem drzwi.
-
Hej – uśmiecha się. Wygląda blado, to pewnie skutek wczorajszego imprezowania,
choć wydawało mi się, że nie wypił za dużo. Ale wiele mogło się wydarzyć po
moim powrocie do hotelu.
-
Cześć – odpowiadam także się uśmiechając.
-
Jak minęła noc? – pyta, a mnie przebiega dreszcz.
-
Ja… um… co masz na myśli? – jąkam się. Strasznie się denerwuję i nie wiem za
bardzo co jest główną przyczyną: obecność Gregora czy wydarzenia z nocy.
-
Wczoraj chyba nie czułaś się najlepiej. Jak się spało? Wszystko w porządku? –
opiera się o ścianę windy.
-
Ach! Tak, wszystko dobrze, dziękuję. Już mi znacznie lepiej – wzruszam
ramionami. – A wam jak udała się impreza? – odbijam piłeczkę, czując, że robi
mi się gorąco.
Po prostu o tym nie
myśl
– powtarzam sobie w myślach, żeby się uspokoić.
-
Było całkiem fajnie, uwielbiam te wypady z chłopakami. Jesteśmy trochę jak
rodzina – uśmiecha się tak szczerze i uroczo, że patrząc w jego roześmiane oczy
od razu o wszystkim zapominam.
-
To świetnie. Widać między wami więź, może nie między wszystkimi, ale jesteście
świetnym zespołem – przyznaję mu rację.
Drzwi
windy otwierają się, wysiadamy po czym ruszamy w stronę restauracji.
-
Na co masz dzisiaj ochotę? – pyta przepuszczając mnie w przejściu.
-
Sama nie wiem. Pewnie wezmę coś zwyczajnego – wzruszam ramionami.
-
Mam dla ciebie złą wiadomość – mówi zatrzymując się, więc ja również staję w
miejscu. Pochyla nade mną swoje chude ciało. – Tu nie ma zwyczajnych rzeczy –
szepcze gdzieś koło mojego policzka.
Wybucham
śmiechem. Nie wiem czemu bawi mnie to tak bardzo, może przez sposób w jaki to
zrobił.
-
Cóż, jakoś będę sobie musiała z tym poradzić – bąkam nadal chichocząc.
Rozglądamy
się po pomieszczeniu w poszukiwaniu chłopaków. Gregor kładzie dłoń w połowie
mojego kręgosłupa, czuję ciepło emanujące z jego ręki.
-
Chodź, siedzą tam – popycha mnie lekko.
Stawiam
kroki na miękkich kolanach. Gdy docieramy do stolika uśmiecham się do Michiego,
Stefana i Thomasa jedzących jakieś kanapki. Wyglądają dosyć zwyczajnie, ale
postanawiam nie mówić tego Gregorowi. Kto
wie, może kanapka to dla niego egzotyczne danie?
-
Co tam, chłopcy? – wciskam się na miejsce obok brata, Greg siada naprzeciwko
mnie.
-
Wszystko fajnie, Ness – odpowiada Didl z pełnymi ustami i na ten moment żałuję,
że zapytałam. – Weź sobie tę wędlinę, jest pyszna – dodaje, wskazując palcem na
plasterek leżący na jego talerzu.
Nie
rozumiem o co mu chodzi, więc rzucam Gregorowi pytające spojrzenie.
-
Szwedzki stół – wyjaśnia od razu.
Jestem
w lekkim szoku, ale praktycznie od razu podnoszę się z miejsca, by pójść po jedzenie.
W drodze do stoiska Schlierenzauer informuje mnie, że możemy jeść do woli,
ponieważ wszystko jest zapłacone z góry. Nie wiedziałam o tym albo nie
wychwyciłam tego wśród wielu informacji, które przekazywał mi trener. Obie
opcje są równie prawdopodobne. Robię sobie dwie pseudo-zdrowe kanapki z sałatą,
pomidorem, wędliną polecaną przez Thomasa, ale na białym pieczywie.
Miodowowłosy śmieje się ze mnie, ale ignoruję to, zbywając go krótkim „to nie
ja tu jestem sportowcem”. Dumna z wolności wyboru swojego posiłku zasiadam
napowrót obok swojego brata.
-
Smacznego – uśmiecham się miło do wszystkich. Nawet nie wiem kiedy zjawili się
Kofler, Poppinger i Aschenwald, a tym bardziej nie mam pojęcia kiedy zdążyli
napełnić swoje talerze. Odpowiada mi bełkot ich uprzejmych odpowiedzi. Mam
świadomość, że gdyby nie moja obecność pewnie zachowywaliby się zupełnie
inaczej, ale nie śmieję się z tego – jest mi miło na tę myśl.
Już
mam ochotę wgryźć się w moją smakowicie wyglądającą kanapkę, kiedy Poppi mruczy
z napchaną buzią coś niezrozumiałego. Patrzę na niego, by podążyć wzrokiem za
jego spojrzeniem. Do pomieszczenia wchodzi Fettner w czystym ubraniu i włosach
wyglądających na mokre. Przeczesuje je dłonią, odgarniając do tyłu, gdy
przemierza dystans pomiędzy drzwiami, a naszym stołem. Gdy podnosi wzrok,
spuszczam głowę.
-
Gdzie ty byłeś, stary? – pyta Didl.
-
Rano poszedłem poćwiczyć, a potem wziąłem prysznic, żeby nie śmierdzieć – bąka
dość obojętnie.
Rzucam
na niego spojrzenie spod rzęs, licząc, że nikt nie zauważy. Ale on widzi.
Wbijam wzrok z powrotem w talerz. Na nowo robi mi się gorąco, sama nie wiem
czemu. Przecież nie powie im, że spał u mnie. Oficjalnie wszyscy wiedzą, że
mnie nie lubi. Poza tym, Michi by go zabił, a on chyba nie chciałby zginąć z
tak głupiego powodu. I to jeszcze na Ibizie.
-
Idę po jedzenie – rzuca w powietrze, nie kierując tych słów do nikogo
konkretnego. Znika z mojego pola widzenia, dopiero teraz orientuję się, że
wstrzymałam oddech.
Biorę
kanapkę do ust, ale nie czuję jej smaku. Jakbym jadła papier. Chwytam kubek
smoliście czarnej kawy Michiego i próbuję popić nią jedzenie. Sprawa tylko się
pogarsza, od razu robi mi się nie dobrze. Przypominam sobie, że w aneksie
kuchennym jest zlew, więc wstaję pospiesznie, truchtam do stanowiska, gdzie roi
się od różnorakich zapachów i wkładam głowę pod kran. Przepłukuję sobie usta
kilkukrotnie. Gdy nie czuję już mdłości prostuję się, sięgam po ręcznik
papierowy i ocieram nim twarz. Podnoszę wzrok, a dwa metry przede mną stoi przy
wyspie jakby skamieniały Manuel, patrzący na mnie zdziwionym spojrzeniem.
Odwracam się do niego plecami, udając, że go tam po prostu nie ma. Nie jest to
pierwsza sytuacja, w której tak robimy. I
zapewne nie ostatnia.
Mnę
ręcznik i wyrzucam go do niewielkiego, plastikowego kosza. Postanawiam zrobić
sobie gorzkiej herbaty. Dosyć długo szukam kubka, który wygląda na czysty,
nieużywany. W końcu znajduję też torebkę herbaty i lokalizuję czajnik. Ruszam w
jego stronę powoli. Gdy wreszcie do niego docieram, okazuje się, że zamiast
chwycić za uchwyt, złapałam czyjąś dłoń. Spoglądam w górę.
Fettner.
Oczywiście!
Wycofuję
szybko rękę, nie wiem gdzie powinnam patrzeć. Zakładam włosy za uszy i wbijam
dłonie w tylne kieszenie spodni. Widzę, że uśmiecha się półgębkiem z
rozbawienia. Jestem kompletnie zmieszana, ale postanawiam nie odpuścić. Czekam
aż zaleje sobie herbatę i gdy odchodzi podpieram się o blat oddychając głęboko.
Parzę herbatę, wreszcie wracam do stolika. Gdy siadam Michi spogląda na mnie.
-
Wszystko okej? – pyta marszcząc czoło. Martwi się, to miłe. Szczególnie gdy
robi to w nienachalny sposób, jak teraz.
-
Tak – zapewniam. – Wczoraj musiałam zjeść lub wypić coś dziwnego. Ciągle mi
niedobrze – tłumaczę.
-
Może powiedz o tym trenerowi, my pójdziemy na trening, a ty zostaniesz w hotelu
i odpoczniesz – proponuje.
Zagryzam
od środka policzek poważnie rozważając jego postulat.
-
Nie, to początek mojej pracy z wami. Nie mogę już pierwszego dnia wyjazdu
powiedzieć, że źle się czuję – odpowiadam. Zależy mi na tym stażu, nie chcę go
stracić przez jakieś zatrucie pokarmowe.
-
Jak uważasz – odpowiada nadal
zatroskany, po czym sięga po swój kubek z kawą i nim przykłada go do ust
dodaje jeszcze: – Tylko mi się nie
zrzygaj nigdzie na plaży.
Wystawiam
w jego stronę język, co jest oczywiście bardzo dojrzałe z mojej strony, ale
chowam go od razu gdy mija mnie Fettner z talerzem w jednej i kubkiem w drugiej
ręce. Nasłuchałam się już o tym jaka to niby jestem za młoda na tę posadę, nie
muszę wysłuchiwać tego także tutaj. Niech on sobie nie myśli, że dam mu tyle
satysfakcji.
Gdy
Manuel próbuje usiąść stęka nagle przyciągając uwagę wszystkich.
-
A tobie co? – pyta Andreas.
-
E, nic takiego – zapewnia i macha dłonią zbywając zainteresowanie kumpla.
-
Nie no, mów – naciska Diethard.
-
Po prostu krzywo spałem – odpowiada na ich pytające spojrzenia.
Spoglądam
na niego, a on na sekundę zatrzymuje swój wzrok na mnie. Przebiegają mnie
ciarki, ale równocześnie upewniam się, że ta noc jest bezpiecznym sekretem.
Manuel nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić jego reputacji „Mrocznego Pana”.
Spoglądam z powrotem na moje kanapki i o wiele spokojniejsza zaczynam przeżuwać
kolejny kęs. Nikt niczego nie zauważył, postaram się zrobić wszystko, żeby tak
zostało.
=========================================================
Cześć kochani!
Jako, że nasz kochany Grześ, którego - jak zauważyłam czytając komentarze - wszystkie uwielbiacie, ma w poniedziałek urodziny chciałabym mu życzyć: zdrowia i powrotu do formy, które w jego zawodzie są najważniejsze, a także powrotu do PŚ oraz przybycia na MŚ, a także wszystkiego dobrego w Nowym Roku!Tego ostatniego życzę również Wam, a teraz zapraszam do obejrzenia obiecanego zwiastuna!

Od czego by tu zacząć, może od tego, że mniej więcej tak sobie wyobrażałam jak to Nessa wciąga Fettnera do pokoju :P to, że wyszedł wcześniej jest dość oczywiste i pewnie każdy by tak zrobił w realnym świecie ale ja i mój zepsuty brazylijskimi telenowelami mózg miał nadzieje, że ktoś ich przyłapie :D
OdpowiedzUsuńSłodkie to było jak w windzie Gregor jej zadał takie zwykłe, najzwyklejsze pytanie a ona jak każdy jeżeli coś ukrywa zaczęła się denerwować o cóż mu chodzi :P
Ta akcja z czajnikiem była MEGA, już sobie to wyobrażam jak on się tym półgębkiem uśmiecha xD
Nessa ma nadzieje, że ich sekret jest bezpieczny a ja i mój zły i zepsuty mózg przewidujemy, że gdzieś, kiedyś, może przez przypadek to się wyda i dopiero wtedy będzie ciekawie :D
Odnośnie zwiastuna jest WOW, właśnie na coś takiego czekałam :D
Czekam na następny rozdzialik i życzę dużo weny :*
No, kłamać to ona raczej średnio umie. Nerwusek mały.
UsuńCieszę się, że.zwiastun przypadł ci do gustu xxx
Brawa dla Vanessy, że udało jej się wciągnąć Manu do pokoju :D Przecież to zadanie wcale do najłatwiejszych nie należało, więc tym bardziej szacun :D Biedna, aż zasnąć nie mogła z tego wszystkiego :D Ale nie dziwię się jej, bo co by było, gdyby Michiemu zachciało się wparować do pokoju siostry? Toć to armagedon by był :D Jednak Manu rano wyszedł wcześniej i nikt ich nie nakrył :D Śmiać mi się chciało, jak Vanessa się stresowała w obecności Gregora haha :D A on tylko takie niewinne pytanie zadał :D
OdpowiedzUsuńAkcja z czajnikiem wygrała rozdział :D Ciężko mi rozgryźć tego Manu, ale skoro się tak uśmiecha półgębkiem, to może jednak będą z niego ludzie :D Ciekawe, czy zdecydują się porozmawiać o tym incydencie ^^
Zwiastun cudny! <3 Aż zatęskniłam za Manu bez tej brody :D
Pozdrawiam :)
Fakt, Armagedon by był jakby Michi tam wparował.
UsuńPodobno kłamstwo ma krótkie nogi, jej może bardzo szybko biegać...
Najczęściej w komentarzach wszyscy zastanawiają się czy z Manu będą ludzie XD pytanie spędzające sen z powiek:-P
Manu bez brody to stan umysłu i zupełnie inny człowiek haha♡♡♡
Jak zawsze mam u Ciebie zaległości, ale tym razem nawet dobrze się składa, że czytam ostatnie rozdziały razem, bo tworzą one jedną imprezową całość XD
OdpowiedzUsuńVanessa ma naprawdę słabą głowę. Rzyganie po dwóch kieliszkach i to jeszcze w romantycznej sytuacji to jest to XDDD Tak czy inaczej widać, że między nią i Gregorem coś się dzieje :3
Ale Fettner zgonujący w drzwiach jej pokoju wygrywa XD Ciekawa jestem, czy odważy się z nią w pewnym momencie o tym porozmawiać czy jednak woli udawać, że nic się nie stało. Baaardzo jest między nimi niezręcznie. Ale o takich relacjach dobrze się czyta.
Zwiastun bardzo fajny ;)
Buziak! :*
"Polaki, nik sie nie stalo" jakby to powiedział Kraftl XD
UsuńU mnie się za bardzo tutaj nie da zrobić zaległości, bo raz na miesiąc jest rozdział, ale podobno się szybko czyta, więc w razie zaległości można szybko nadrobić ;-)
Wszyscy wysyłają Ness słabą głowę, no ale tak już ma. Może się z czasem nauczy pić. Szczególnie w takim towarzystwie :-P
Pozdrawiam xxx