sobota, 5 września 2020

26.

~Vanessa~
Nie mogę znieść widoku Fettnera. Mam ochotę wyrzucić go przez balkon. Jednak trzy piętra go chyba zabiją, a mi nie marzy się kilkuletnia posiadówka w więzieniu.
Zrywam się z miejsca jak wystrzelona z procy. Gnam przez korytarz do pomieszczenia, w którym znajduje się drugi stół do masażu. Wpadam bez pukania. Pierwsze co widzę to Kraft rozłożony na blacie w podkoszulku i bokserkach, z rękami pod głową. Wysoki, szczupły Hiszpan z burzą ciemnych loków na czubku głowy masuje mu akurat trójgłowy mięsień łydki.
– Ahoj! – Stef macha do mnie radośnie, witając się niczym Krecik z czeskiej bajki.
Posyłam mu szybki uśmiech i natychmiast ruszam w stron tego całego Damiena czy jak mu tam jest.
Szarpię go za ramię, szybkim ruchem odwracając twarzą do mnie. Wykrzykuję mu w twarz wszystkie zażalenia, które umiem nazwać po angielsku. On jednak zdezorientowany mruga kilkukrotnie i nie odpowiada.
– Siostra, do niego trzeba wolniej – słyszę nagle.
Wychylam się zza Hiszpana i zauważam mojego brata siedzącego przy biurku z założonymi na piersi rękami.
– A ty co tutaj robisz? – pytam nieco zdezorientowana.
– Czekam na swój masaż – wzrusza ramionami.
Przewracam oczami.
– Tyle to się domyślam, ale czemu tutaj? – rzucam szybko.
– Zawsze chodzimy razem na masaże, żeby nam się nie nudziło – odpowiada jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
– Aha – to jedyne co przychodzi mi do głowy. – Nieważne – stwierdzam w końcu, po czym zwracam się ponownie do Damiana. Damiena? A może Daniela? – Słuchaj – płynnie przechodzę na angielski – nie podoba mi się, że wprowadzasz zmiany w ustawionych przeze mnie dokumentach – zaczynam.
Chłopak gapi się na mnie ciemnoczekoladowymi oczami, aż w pewnym momencie nie jestem w stanie wytrzymać jego wzroku. W końcu jednak odpowiada.
– Przepraszam, zrobiłem coś źle? – duka.
Jezu, nawet ja radzę sobie lepiej z angielskim. A poliglotą nie jestem.
Nawet Kraft radzi sobie lepiej.
Wzdycham.
– Tak, zrobiłeś coś źle. Podzieliłam zawodników między nas, a ty podmieniłeś teczki dwóch zawodników – tłumaczę powoli. Baaardzo powoli.
– Och, przepraszam – spuszcza wzrok.
„Przepraszam” zdecydowanie opanował do perfekcji. Oczekuję, że doda coś jeszcze, jednak on milczy.
Słów brak.
Ponownie wzdycham. Staram się zachować spokój.
– Okay, słuchaj – spoglądam na plakietkę z imieniem, jednak ku mojemu zdziwieniu widnieje tam napis „Theodore”. – Theodore? Sądziłam, że masz na imię Damien – wybijam się z rytmu wypowiedzi.
Chłopak zbywająco macha ręką.
– Damien skręcił wczoraj nogę na basenie. Zastępuję go, mów mi Theo – wypowiada to zdanie tak szybko i płynnie, że jestem przekonana, iż musiał wcześniej wykuć je na blachę.
– Okay, Theo, w takim wypadku daj mi po prostu kartę Koflera. Ja go wymasuję, a ty przejmiesz Fettnera. Tak jak to wcześniej ustawiłam – silę się na uprzejmość, choć tak naprawdę zastanawiam się dlaczego nikt nie poinformował mnie o tej zmianie.
– To niemożliwe – wtrąca się mój brat. Spoglądam na niego ponad ramieniem Theo. – Andi miał już swoją dzisiejszą sesję. Ja jestem tutaj ostatni.
Wspaniale.
Wzdycham ciężko. Zatem nie mam wyjścia, muszę dzisiaj wymasować tego gbura. Świetnie, po prostu cudownie…
Niechętnie i bardzo wolno wracam do swojego gabinetu. Fettner leży na stole do masażu. Oczywiście musiał rozebrać się do samych gaci. Jedynie Kraft nie prezentuje się jakby w negliżu.
Podchodzę bliżej i przyglądam mu się. W uszach ma słuchawki, a oddech równomierny.
Zasnął?, zastanawiam się, ale wtedy otwiera oczy i podnosi telefon, żeby zmienić muzykę. Zauważa mnie kątem oka.
– No nareszcie – bąka gardłowo. – Pospiesz się, nie mam całej nocy – dodaje.
Czymajta mnie, ludzie.
Im dłużej stoję i na niego patrzę, tym bardziej mam go dość. Chcę stąd wyjść i nie wracać, ale wiem, że nie mogę. Musze wywiązać się ze swoich obowiązków.
Biorę olejek i chce przystąpić do pracy, jednak, gdy tylko dotykam jego ciała, czuję pod palcami napinające się mięśnie. Pewnie mam zimne dłonie. Trudno, jakoś w ogóle nie jest mi go żal.
Podczas masażu mam czas, żeby przyjrzeć się jego ciału. Przez pamięć mięśniową kolejne etapy wykonuję mechanicznie. Przyglądam się tatuażom pokrywającym jego ciało tu i ówdzie. Nie jest ich wiele, ale zajmują dużo miejsca. Zastanawiam się czy bardzo bolały. Ja zapewne nigdy nie odważyłabym się na zrobienie podobnego ozdobnika. Bałabym się, że mi się znudzi. A usuwanie podobno jest jeszcze gorsze od robienia.
Moją uwagę przyciągają dwa tatuaże ukryte pod gumką bokserek. Nie wiem dokładnie co przedstawiają, głupio mi jednak na nie patrzeć, więc rzucam okiem dwa razy, żeby przyjrzeć się im pobieżnie i spróbować dojść do tego, co przedstawiają. Na moje nieszczęście za drugim razem Fettner przyłapuje mnie na gorącym uczynku.
Podnosi się lekko i podpiera na łokciach. Czuję jak na policzkach i szyi pojawia mi się rumieniec.
Nosz kurła, ja to mam szczęście…
Patrzy na mnie z lekko zmarszczonym czołem. Jego wzrok przewierca mi głowę na wylot. Oddycham z trudem. Chyba nigdy nie czułam się tak zażenowana.
– Mam się rozebrać? – pyta takim tonem, że nie wiem czy żartuje, czy mówi poważnie.
Momentalnie kamienieję. Taka ze mnie żona Lota, ona też się patrzyła nie tam gdzie trzeba…
– Wyluzuj, młoda, żartowałem – rzuca bardziej od niechcenia.
Wypuszczam powietrze z ulgą. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymałam oddech.
– No chyba, że znowu masz ochotę pogapić mi się na krocze – dodaje, a mi ponownie odbiera dech.
Postanawiam zebrać się do kupy i przerwać moje milczenie. Ono tylko mnie pogrąża. Prycham więc i rzucam mu pełne pożałowania spojrzenie.
– Tia, chciałbyś – bąkam. Chyba nie jestem w stanie więcej wymyślić ani wypowiedzieć.
– Ja nie, ale ty wyglądasz jakbyś chciała – odpowiada.
Co, proszę?
Wypuszczam jego nogę z rąk i odsuwam się od stołu.
– Dosyć tego, ubieraj się i wyjdź – rzucam.
Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
– O rety, księżniczka poczuła się urażona – mówi z udawanym przejęciem.
Nie mam siły tego komentować. Patrzę na niego wymownie. Milczę.
Mierzymy się spojrzeniami. Nie zamierzam kontynuować sesji, ale on wygląda jakby nie zamierzał jej przerywać. W końcu jednak wzdycha, podnosi się do siadu i spuszcza naoliwione nogi ze stołu. Jednym ruchem wyciąga słuchawki z uszu, opiera ręce po obu stronach swoich ud i patrzy mi prosto w oczy.
A ja ponownie tracę oddech.
Czuję się osaczona. Nagle robi mi się zimno, a na karku i rękach włosy stają dęba.
– Wynoś się – bąkam pod nosem, bo ze strachu zaczynają mi drżeć kolana. Nie wiem do czego on jest zdolny, ale coś w jego wyglądzie i sposobie bycia sprawia, że zaczynam obawiać się o swoje życie.
Schodzi ze stołu, więc uznaję, dzisiejszy dzień pracy za zakończony. Ruszam w stronę umywalki, by zmyć olejek z dłoni. Manuel zagradza mi przejście swoim ciałem i chwyta mnie za ramię. Nie wiem co się za chwilę wydarzy, jednak już nie czuję strachu. Jego uścisk nie jest uściskiem oprawcy. Po prostu próbuje mnie zatrzymać.
Podnoszę wzrok, nasze spojrzenia się spotykają. Jestem przekonana, że to nie trwa dłużej niż kilka sekund, jednak mi wydaje się jakby trwało całą wieczność.
– Rozumiem, że nie masz zamiaru dokończyć swojej pracy? – pyta gardłowo.
Patrzę na niego i nie mam pojęcia co odpowiedzieć. Wiem, że dokończenie sesji leży w moich obowiązkach, jednak nie wydaje mi się, żeby naskarżył na mnie do trenera. A może? Podejrzewam, że byłby zdolny do wszystkiego, żeby tylko się mnie pozbyć.
– Na pewno nie w takich warunkach – bąkam w końcu i wyrywam rękę z jego dłoni. Cofam się o kilka kroków, tworząc między nami bezpieczny dystans. Na wszelki wypadek.
– Serio? – syczy. Widzę, że zaczyna się wkurzać, więc robię jeszcze jeden krok w tył. Fettner przeczesuje nerwowo kruczoczarne włosy dłonią. – Masz zamiar dąsać się o takie rzeczy?
– Nie dąsam się. Mam dość takiego traktowania! – rzucam. – Nie wiem co ci we mnie nie pasuje, ale od początku traktujesz mnie jak śmiecia a nie drugiego człowieka! – podnoszę głos. – Ciągle wszyscy zapewniają mnie, że musisz oswoić się z nową sytuacją. Mówią, że jesteś super kumplem. Ale wiesz co?! Jakoś tego nie zauważyłam! Jesteś tylko zwykłym gburem! – krzyczę, choć łamie mi się głos.
Manuel patrzy na mnie w milczeniu. Nie mam pojęcia co kryje się za jego marsową miną. Spuszcza głowę, po czym przy użyciu kciuka i palca wskazującego uciska mostek nosa. Przyglądam mu się, dopóki nie spogląda na mnie ponownie. Mam wrażenie, że jego tęczówki pociemniały jeszcze bardziej. O ile jest to w ogóle możliwe.
– Nie wiesz nic o mnie ani o tym kim jestem – mówi niskim, gardłowym tonem.
Głośno przełykam ślinę. Zaciskam dłonie w pięści, żeby nie czuć ich drżenia.
– Więc na co czekasz? Oświeć mnie! – rzucam wściekle.
Nie odrywając ode mnie wzroku robi krok na przód a im bardziej próbuje się zbliżyć, tym bardziej próbuję uciec. W końcu wpadam na ścianę. Oddech więźnie mi w gardle.
Zabije mnie, na bank mnie zabije!
Czuję, że oczy zaczynają mnie piec. To typowa dla mojego organizmu reakcja na stres. Gdy zostaję dosłownie przyparta do ściany, zaczyna chcieć mi się płakać. Zaciskam szczęki, żeby jakoś nad sobą zapanować. Manuel jest coraz bliżej.
Mam ochotę wziąć nogi za pas. Drzwi są blisko, jednak Fettner ma zdecydowanie dłuższe nogi niż ja. Dogoni mnie bez większych problemów…
I nagle drzwi otwierają się z głośnym szczęknięciem. Z gardła wyrywa mi się dławiony jęk przerażenia. Szybko zakrywam usta dłonią.
– No siema, misiaczki, wpadłem sprawdzić czy się nie pozabijaliście – rzuca wesoło Kraft. Gdy spogląda na mnie z jego twarzy znika uśmiech. Wolę nie wiedzieć jak wyglądam.
Szybko mijam bruneta w drzwiach i pędzę do swojego pokoju. Na szczęście kartę do drzwi mam w kieszeni kitla. Pędem biegnę do łazienki, by pospiesznie otworzyć klapę ubikacji i zwrócić chyba wszystko co zjadłam w ciągu dnia. Dopiero kiedy opłukuję twarz opadam z sił i zaczynam szlochać pochylona nad umywalką.
Ja pierniczę, co to było?!
Płaczę krótko, ale nawet po wzięciu prysznica co jakiś czas targają mną spazmy.
Chcę już położyć się spać, jednak wiem, że zostawiłam dokumenty na wierzchu, a gabinet nie został zamknięty. Niechętnie wracam do pomieszczenia, z którego uciekłam godzinę temu.
Światła są zapalone, stół nadal ustawiony na środku pomieszczenia, a na krześle stojącym pod ścianą nadal leży bluza. Zatrzymuję się w pół kroku, gdy przypominam sobie do kogo ona należy. Jestem przekonana, że Fettner miał ją w ręce, gdy tu przyszedł.
Robię niepewny krok w głąb pomieszczenia z obawą kierując wzrok do biurka.
I oddycham z ulgą.

~Stefan~

Gdy tylko Theo kończy mój masaż zamieniam się z Michim miejscami. Sięgam po telefon i od razu odpalam Candy Crush. Nasz nowy masażysta nie jest zbyt rozmowny. Nawet gdy zadajemy mu pytania wymagające rozwinięcia odpowiada na nie krótko i zwięźle.
Niekoniecznie rzeczowo.
Nie mamy zatem oporów, żeby gawędzić tylko między sobą w ojczystym języku. Theo także nie wygląda na zawiedzionego takim obrotem spraw.
Nagle przypominam sobie o Nessi. Wpadła tutaj ewidentnie niezadowolona z faktu, że musi zająć się dziś Fettim. Nie wiem o co dokładnie chodzi, ale między nimi ciągle dzieją się różne dziwne rzeczy. Nie jestem przekonany czy ta znajomość idzie w dobrym kierunku.
Osobno oboje są świetni. Vanessa ma niezwykle ogromne pokłady dobrej energii, świetnie dogaduje się z każdym. Jednak z Manuelem nie mogą znaleźć wspólnego języka. Czasami jest między nimi lepiej, jak na przykład dziś na treningu, jednak potem Manu obrywa kijem w głowę i ciężko mu się dziwić, że jest na nią wkurzony.
Zwłaszcza, że wszyscy byliśmy tym bardzo rozbawieni.
Nie wiem co zaszło między nimi, gdy my robiliśmy rundę po dołkach, ale już z daleka widziałem napięte mięśnie twarzy Manuela. A potem zobaczyłem mokrą koszulkę Vanessy. Byłem w szoku, że Michi nie zwrócił na to uwagi. Do tej pory był bardzo apodyktyczny w stosunku do Nessi, teraz jednak zdawał się zupełnie nie zauważać, że jego młodsza siostra chcąc, nie chcąc świeci biustonoszem.
Znali się już miesiąc, a nadal nie potrafili znaleźć wspólnego języka. To dziwne. Nawet jeśli Manu miał czasem problemy z przyzwyczajeniem się do nowej sytuacji, zwykle przechodziło mu po tygodniu. Albo nawet szybciej. Ewidentnie coś nie pasowało mu w Vanessie.
– Michi – zagaiłem.
– Mhm? – wymruczał mój przyjaciel.
– Uważasz, że to dobry pomysł, żeby Vanessa zajmowała się masażem Fettiego? – pytam. W pierwszej chwili odpowiada mi cisza, więc blokuję telefon i wyczekująco patrzę na blondyna.
– A ty tak nie uważasz? – odpowiada pytaniem.
Mam zamiar przypomnieć mu, że tak się nie robi, jednak powstrzymuję się. Są ważniejsze rzeczy do omówienia.
– Wiesz, nie zauważyłem, żeby pałali do siebie ogromną sympatią – bąkam.
Michael otwiera oczy i powoli przekręca głowę, żeby na mnie spojrzeć.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – dopytuje.
Wzruszam ramionami, jednak od razu odpowiadam.
– Nie wydaje mi się, żeby Manuel lubił Vanessę – stawiam odważną tezę. – Nie zauważyłeś, że ciągle robi jej jakieś przytyki? – dodaję.
Michi wydyma dolną wargę, ale widzę po jego spojrzeniu, że się nad tym zastanawia.
– Nieee… Na pewno ci się wydaje – zbywa mnie. – Pamiętasz jak po zebraniu w Związku wspólnie zażartowali? – rzuca.
Nic takiego sobie nie przypominam.
– Niby kiedy? – marszczę czoło.
– Wtedy, gdy Thomas powiedział, że Nessi musi nauczyć go podrywać hiszpańskie dziewczyny, a ona mu odmówiła.
To akurat pamiętam.
– A co ma z tym wspólnego Manuel? – wpatruję się intensywnie w przyjaciela.
Michi przewraca oczami.
– No to, że chwilę później Fetti powiedział, że Nessi nie chce pomóc Didlowi, bo nie chce, żeby podrywał kogoś poza nią – tłumaczy.
To też jestem w stanie sobie przypomnieć, jednak nadal nie rozumiem.
– I gdzie tu jest wspólne żartowanie? – dopytuję.
– O Boże, Stef, Vanessa się wtedy uśmiechnęła. To znaczy, że to ją rozbawiło – rzuca jakby to było coś oczywistego.
Wzdycham.
– To było dwa tygodnie temu, Michi. Poza tą jedną sytuacją ciągle miotają w siebie gromami – zauważam.
Tym razem to on marszczy czoło.
– Myślisz, że się nie polubią? – pyta w końcu. – Przecież Ness dogadała się od razu z każdym z drużyny. Z Fettim też na pewno znajdą wspólny język – zapewnia.
Nie czuję się przekonany. Chyba nawet sam Michael nie czuje się przekonany, bo rzuca mi jeszcze jedno spojrzenie spod ściągniętych brwi i mówi:
– Natychmiast sprawdź czy jeszcze się tam nie pozabijali.
Nie oponuję. Zrywam się z miejsca porzucając telefon i spieszę do gabinetu Vanessy. Na korytarzu panuje przyjemny chłód, który jest zasługą tylko i wyłącznie klimatyzacji. Podchodzę do drzwi, za którymi znajduje się miejsce pracy Nessi, jednak zatrzymuję się, gdy słyszę obniżony ton Manuela.
– Nie wiesz nic o mnie ani o tym kim jestem.
Chwilę później odzywa się Vanessa.
– Więc na co czekasz? Oświeć mnie!
Nie mam pojęcia co tam się dzieje, czekam na kolejną odpowiedź, jednak żadne z nich nic nie mówi. Z jednej strony boję się im przeszkodzić, ale z drugiej muszę dowiedzieć się czy to kłótnia, czy próbują dojść do konsensusu.
Sięgam po klamkę i naciskam ją energicznie. Sprężystym krokiem wchodzę do pomieszczenia, żeby nie zorientowali się, że podsłuchiwałem.
– No siema, misiaczki, wpadłem sprawdzić czy się nie pozabijaliście – rzucam najweselszym tonem, na jaki stać mnie w tym momencie.
Na środku stoi Manuel w samych bokserkach. Nie wygląda na wkurzonego, ale nie sprawia też wrażenia zadowolonego z biegu rozmowy. Spoglądam powoli przez ramię, gdzie przy ścianie stoi Vanessa. Cała blada, wręcz poszarzała na twarzy. Usta zakrywa dłonią. Gdy nasze spojrzenia się spotykają dziewczyna opuszcza pokój.
Patrzymy na siebie z Fettim w milczeniu, które po chwili postanawiam przerwać. Muszę wiedzieć co tu się wydarzyło.
– Co jej się stało? ­– pytam. Manuel jedynie wzrusza ramionami.
Kruczowłosy podchodzi do niewielkiej komody stojącej pod ścianą i sięga po kawałek ręcznika papierowego. Wyciera natłuszczone nogi skrawkami papieru nie zwracając na mnie uwagi. Jakby w ogóle mnie tu nie było.
– Co jej zrobiłeś? – pytam ponownie. Naprawdę liczę na odpowiedź.
– Nic jej nie zrobiłem – burka pod nosem i zaczyna się ubierać.
– Manu, widziałem w jakim była stanie. Musiałeś jej coś powiedzieć. Sprawiłeś jej przykrość! – wytykam mu.
On w tym czasie ignoruje mnie zupełnie i pospiesznie zakłada kolejne części garderoby. Dopiero gdy mówię ostatnie zdanie prostuje się i patrzy na mnie, pozwalając materiałowi czarnego tank-top’a opaść wzdłuż ciała.
– Gówno mnie to obchodzi – rzuca, po czym zaciska szczęki tak mocno, że mięśnie przebijają mu się przez skórę.
Wymija mnie szybkim krokiem i wypada z pokoju. Odwracam się za nim, jednak postanawiam dać mu spokój.
Manu jeszcze nigdy nie był taki opryskliwy w stosunku do mnie. Muszę dowiedzieć się co tu zaszło. Postanawiam zaczekać tu na Vanessę. Na pewno wróci. Nie zostawiłaby otwartego biura na całą noc. Siadam na krześle przy biurku i wtedy przypominam sobie, że mój telefon został w pokoju do masażu.
No trudno, jakoś będę musiał wytrzymać bez ogrywania kolejnych etapów Candy Crush’a.

~Vanessa~

Na krześle siedzi Kraft z rozdziawioną buzią, zamkniętymi oczami i karkiem wygiętym pod dziwnym kątem. Walczę ze sobą, żeby nie parsknąć śmiechem, jednak kiedy spomiędzy jego rozchylonych warg wyrywa się chrapnięcie, nie jestem w stanie nad sobą zapanować. Parskam głośno wyrywając bruneta ze snu.
Chłopak z hukiem spada z krzesła, więc śpieszę mu na ratunek. Zdaje się zauważyć mnie dopiero wtedy, gdy moja dłoń zawisa przed jego twarzą.
– O, Nessie, wróciłaś – mówi zaspany. Dopiero wtedy chwyta mnie za rękę i podnosi się z podłogi.
– Tak, wróciłam. Bo to  m o j e  biuro – zauważam. – A co ty tu robisz? – dopytuję.
Kraftl przeciera pospiesznie oczy pięściami po czym wyrywa mu się ogromne ziewnięcie.
Tylko mnie nie połknij.
– Wyszłaś tak nagle, Manu chwilę po tobie, a ja nie mam klucza, więc postanowiłem wszystkiego przypilnować – uznaje.
Przyglądam się jego zaspanym oczom.
– Świetna robota – bąkam, żeby powstrzymać kolejny chichot. Widzę, że chce mnie o coś zapytać, jednak ja nie mam już na to siły. Chcę tylko zamknąć biuro i położyć się spać. Sięgam więc po resztki pozytywnej energii jaka mi na dzisiaj została i mówię: – Za twoje zasługi jutro kupie ci jakieś pyszne ciacho.

– Bo co się dzieje na Ibizie, zostaje na Ibizie – dodaje Kraftl, po czym oboje wybuchamy śmiechem.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Ahoj!
[Wiem, że Krecik mówił "ahjo" gdy się martwił, ale musiałam w końcu wykorzystać fakt, że Krecik i Krafcik są ultra podobni haha]
Dzisiaj nieco inny rozdział niż zawsze. Inny, bo zdecydowanie dłuższy a także dlatego, że jest w nim mnie śmieszków. Dajcie znać co sądzicie o nowym nastroju. Jak uprzedzałam w "Zanim przeczytasz" ta historia ma przede wszystkim bawić, ale będę starała się wprowadzać też sceny o innym charakterze.
Dodatkowo,  jest to pierwszy rozdział, w którym poznajemy perspektywę Stefana! Sama byłam w szoku, że ani razu nie oddałam mu jeszcze narracji.
Zostawcie ślad po sobie, żebym wiedziała, że ten blog nie umarł do cna
Pozdrawiam i życzę miłej soboty!
Monika Karolina xxx

7 komentarzy:

  1. Jedno wielkie WOW!!!!!!!!!
    Ten rozdział to petarda. To co się działo podczas masażu Fettnera, to niczym dobry thiller. Powiem szczerze że samej serce mi waliło jak to czytałam (tak się wczułam) myślałam że albo ją uderzy albo pocałuje, emocje sięgały zenitu i CHWAŁA PANU I BOHATEROM za KRAFTA :D gdyby nie on to chyba było by grubo. Super że dałaś kraftowi narracje. Chciałam właśnie zobaczyć jak ta scena wyglądała z innego punktu widzenia, aczkolwiek spodziewałam się że przeczytamy też spojrzenie Fettnera.
    Co do samego KRAFTA no to prawda że to taki Krecik i jeszcze jak przeczytałam o Candy Crash to się nie mogłam powstrzymać od uśmiechu.
    Co do długości rozdziału to właśnie czytając tak mi się wydawało że jest dłuższy, ale to super bo tak dobrze się czytało, że aż żal, że już koniec.
    Trochę dzisiaj przeskakuje z tematu na temat, ale to przez te emocje. Chciałam wrócić jeszcze do Michiego zdziwił mnie fakt, że nie za bardzo się przejął tą sytuacją, nawet to co Kraft powiedział o tej koszulce mnie też to zastanowiło, że przemilczał tą sytuację, wcześniej by wrzeszczał, co do dzisiejszych wydarzeń to przecież mógł się zamienić z Fettnerem, siostra by go wmasowała i by nie było problemu, przecież przeżył by bez Krafta te 30 min czy ile tam trwa ta sesja. Jedynie gdzie Michi zyskał w moich oczach to to że kazał Kraftowi sprawdzić czy nic jej nie jest.
    Jeszcze wracając do Nessy to nie dziwię się takiej reakcji, kurde to z jej punktu widzenia wyglądało strasznie, prawie jak napaść jakiegoś gwalciciela, i to że była tak roztrzęsiona to całkiem normalne.
    I jeszcze wrócę do początku gdzie wszystko wydawało się śmieszne, tak obstawiałam, że Fettner ją przyłapie, że przygląda się jego tatuażom i jego tekst w sumie też był śmieszny tutaj Nessi chyba za bardzo zareagowała, ja bym odpowiedziała też jakimś śmiesznym tekstem. No ale później już zrobiło się groźnie.
    Powiem szczerze, że to chyba najlepszy rozdział. Naprawdę MEGA, oddałaś świetnie emocje towarzyszące bohaterce, czułam to wszystko razem z nią. Masz zadadki do napisania kryminału. Nie każdy potrafi tak pisać żeby czytelnik tak się wciągnął i przeżywał wszystko.
    No nic chyba się trochę rozpisałam, nie wiem jak wytrzymam cały miesiąc czekając na następny rozdział, bo bardzo rozbudziłaś moją wyobraźnie.
    Życzę dużo weny i miłego dnia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochałam się w tym komentarzu. Dziękuję bardzo serdecznie!
      Buziaki

      Usuń
  2. Ahoj! Patrz, jak jestem szybko tym razem :D
    Nie potrafię rozgryźć tego gościa. W sensie - co mu ta Vanessa zrobiła, że ją tak traktuje? Bez kitu, ona się go naprawdę boi - w tym rozdziale bardzo sugestywnie to pokazałaś, nie można mieć wątpliwości. A wcześniej zdecydowanie można się było nad tym zastanawiać. Sygnały były sprzeczne i sama pisałam, że kto się czubi ten się lubi. No ale na pewno nie w tym rozdziale. W tym rozdziale Vanessa była autentycznie przerażona. To wygląda tak, jakby ich relacja zrobiła trzy kroki w tył.
    Nessa zażyczyła sobie, żeby Manuel ją "oświecił", ale nie sądzę, żeby to nastąpiło szybciej niż w kolejnych dziesięciu rozdziałach. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby zaczął traktować ją inaczej.
    No nic, zobaczymy co wymyślisz.
    Buziak! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja serio liczyłam, ze on ją oświeci buziakiem, ale się Krafciu wziął i im wtryndolił (a ja biorę przykład z mego ulubieńca i się znów wtryndalam w asikowy komentarz) do gabinetu :P
      No wiem, wiem, tak szybko się tego oświecenia nie doczekamy ��

      Usuń
    2. Gdyby to jeszcze ode mnie zależało... Ja tylko wrzucam rozdziały, oni robią co chcą XDD
      Dziękuję za taki szybki komentarz :)
      Buziaki

      Usuń
  3. Jestem pod ogromnym wrażeniem i nie mogę się doczekać dalszej części, chociaż muszę na nią tak długo czekać.... Zachowanie Fettnera trochę mnie zirytowało, nie powinien tak bardzo pomniejszać dystansu i sprawiać, żeby oboje poczuli się nieswojo. Mam nadzieję, że Michi się w końcu obudzi i dostrzeże, jak napięta jest sytuacja między jego siostrą i jego kolegą z drużyny...

    Pozdrawiam i czekam na więcej - już nie mogę się doczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz i również pozdrawiam. Nowy rozdział już w sobotę!

      Usuń