~Vanessa~
Budzę
się nadal podekscytowana. Czuję, że moją twarz rozciąga szeroki uśmiech.
Przypominam sobie każdy etap wczorajszego wieczoru. Było idealnie. Moja
pierwsza randka okazała się sukcesem jakich mało. Jestem z siebie naprawdę
dumna – udało mi się nie zrobić z siebie głupiej przed facetem, który mi się
podoba. Tak, Gregor mi się podoba, pora to wreszcie przyznać otwarcie.
Postanawiam, że powiem o tym bratu za nim wszystko zepsuje. Nie pozwolę, żeby
zniszczył moje pierwsze zauroczenie.
Uśmiecham
się do własnych myśli, przygryzam wargę i naciągam kołdrę na głowę a potem
głośno się śmieję. Nie mam pojęcia czemu jestem aż tak szczęśliwa. Odrzucam
materiał z twarzy, zerkam w stronę okna. Ibizyjskie słońce już próbuje wedrzeć
się do środka przez zasłonę. Podrywam się niesamowicie szybko, odsuwam kotarę i
pozwalam pierwszym promieniom zatańczyć na mojej twarzy. Czuję się taka
szczęśliwa i… lekka. Jeśli to są te przysłowiowe motyle, to mogę czuć je
codziennie.
Szybko
myję zęby, przepłukuję usta płynem, myję twarz i nakładam pomadkę. Włosy
rozczesuję, ale ostatecznie roztrzepuję je dłońmi a one na nowo skręcają się w
lekkie fale. Podoba mi się to jak wyglądam. Tak świeżo i niewinnie. Ubieram
pierwsze co wpadnie mi w ręce, zakładam sportowe buty a następnie niemal
wybiegam na korytarz.
I
wpadam na kogoś, kto właśnie przechodzi obok moich drzwi.
–
O matko, przepraszam – mówię szczerze, choć nie wiem czemu zaczynam się śmiać.
Podnoszę wzrok. – A, to ty – bąkam nadal radośnie.
–
Tak, to ja. Czyli już nie przepraszasz? – Fettner rzuca kąśliwie, ale błysk
rozbawienia w jego oczach mówi mi, że tylko sobie ze mną pogrywa.
–
Coś ty, aż taką zołzą nie jestem – odpowiadam odwracając się do drzwi. – Nie
to, co ty – dodaję, gdy słyszę kliknięcie zamka.
–
Słyszałem to… – syczy z politowaniem. Rusza przed siebie nie czekając na mnie.
Kompletnie mnie to nie dziwi.
Panie i Panowie, Manuel
Fettner w całej swej okazałości.
Zatrzymuje
się dopiero przy windzie, więc zrównuję się z nim i w oczekiwaniu na transport
zaplatam ramiona. I tak sobie milczymy. Czuję lekki dyskomfort, jestem dosyć
gadatliwa i krępuje mnie przedłużająca się cisza. Rzucam na niego krótkie
spojrzenie, ale on zdaje się nie przejmować tą sytuacją.
Dzwonek
informuje nas, że winda dojechała a chwilę później już jesteśmy w środku.
–
Więc… Jak tam twoja noga? – pytam, bo dopiero gdy spuszczam wzrok przypominam
sobie o jego urazie.
Manuel
nonszalancko wzrusza ramionami, ale nieznacznie przenosi ciężar ciała na drugą
stopę. Zauważam to i od razu domyślam się, że przerośnięte ego Fettnera nie
pozwoli mu przyznać się do bólu.
–
Będę żył – bąka obojętnie.
Ha! Tu cie mam! Może
jednak z tym rozgryzaniem nie będzie aż tak źle…?
–
Nie wątpię – odpowiadam równie obojętnym tonem, starając się zatuszować
wewnętrzną radość, czy może bardziej – rozbawienie.
Winda
zatrzymuje się, oboje wypadamy z niej na hol jakbyśmy chcieli stamtąd uciec.
Przemykamy otwartą przestrzeń w dość sporej odległości od siebie, w końcu
Manuel i jego długie nogi bez problemu mnie wyprzedzają. Znika za drzwiami
restauracji nawet ich nie przytrzymując. Nie zamierzam go gonić, tym razem chcę
przejść przez próg stołówki z gracją i wdziękiem. Może Gregor już tam jest.
Już
mam sięgnąć po klamkę, gdy dobiega mnie brzdęknięcie dzwonka windy. Z jakiegoś
powodu czuję podświadomie, że powinnam się zatrzymać i odwrócić. Nie chcąc się
kłócić z intuicją, robię krok w tył a następnie niespiesznie zerkam przez
ramię.
I wtedy wchodzi On,
cały na biało.
Zza
rogu wyłania się szczupła, smukła sylwetka, którą natychmiast rozpoznaję.
Gregor spokojnym krokiem przemierza hol. Ma na sobie lniane szorty i zwykły podkoszulek,
a mimo to wygląda niesamowicie. Na Boga, od razu przypomina mi się wczorajszy
wieczór. Policzki mi płoną, serce szaleje. Jeszcze mnie nie zobaczył, więc
staram się ochłonąć. Odwracam się twarzą do drzwi, robię głęboki wdech,
prostuję plecy i dopiero wtedy zerkam przez ramię.
–
Hej! – wołam radośnie. Bardziej radośnie niż chciałam i zdecydowanie
podwyższonym tonem. Dłonie zaczynają mi się pocić.
–
Nessi, cześć! – posyła mi szeroki uśmiech. Wygląda na takiego rozluźnionego. Też bym tak chciała.– Wyspana? – pyta,
gdy jest już dwa kroki ode mnie.
–
Tak, spało mi się świetnie – odpowiadam szybko. Mam wrażenie, że całe moje
ciało jest rozentuzjazmowane i wręcz rwie się do rozmowy z blondynem.
Kyrie, laska, ogarnij
się!
–
To na pewno moja zasługa – puszcza mi oczko a potem przechodzi obok. Na chwilę
tracę rezon, jednak gdy Gregor staje w progu restauracji i gestem zaprasza mnie
do środka w lot rozumiem, że po prostu przepuszcza mnie w drzwiach.
–
Dziękuję – wchodzę do środka.
Przy
stoliku w rogu pomieszczenia siedzi już mój brat, Stefan, dwaj Manuelowie i
trener. Macham Kraftowi, który od razu mnie zauważa a potem kieruję się do
bufetu. Gregor szykuje dla nas dwie szklanki soku a ja na szybko majstruję
kanapki z ciemnego chleba, wędliny drobiowej oraz pomidora, szczypiorku i
sałaty. Nadal trochę mi dziwnie, gdy jem podobne rzeczy będąc na Ibizie. Wierzyć
się nie chce, że za dwa dni wyjeżdżamy. Mam wrażenie jakby dni tu spędzone
przeleciały mi między palcami jak ziarnka piasku. Możesz zdobyć świat, lecz
to będzie tylko świat…* Tym bardziej jestem wdzięczna Gregorowi za
wczorajszą kolację. Przynajmniej miałam szansę spróbować miejscowych potraw.
Oczywiście
to nie jedyne zalety, ale gdybym tylko zaczęła na nowo wspominać poprzedni
wieczór to nie byłabym wstanie zapanować nad rumieńcami, które już teraz wypływały
mi na policzki.
Gdy
jedzenie jest gotowe, odstawiam talerze na sąsiedni blat, gdzie Gregor właśnie
postawił pełne soku szklanki. Świeżo wyciśnięte napoje pachną niesamowicie: tak
intensywnie i orzeźwiająco. Uśmiechamy się do siebie patrząc na nasze kulinarne
dzieło. Nie jest to szczyt moich możliwości, ale przynajmniej kanaki wyglądają
smakowicie.
–
Wygląda na to, że tworzymy zgrany duet – stwierdza Schlierenzauer.
Od
tak szerokiego uśmiechu za chwilę chyba pękną mi policzki, ale nie mogę
powstrzymać tego grymasu. Zupełnie jakby mięśnie twarzy odmawiały mi
posłuszeństwa. Oczy z resztą też, bo wręcz nie mogę się na niego napatrzeć.
–
Ciężko się nie zgodzić – odpowiadam i sięgam po szklankę. – Smacznego,
wspólniku – wznoszę toast pomarańczowym napojem.
–
Smacznego, wspólniczko – wtóruje mi Gregor, następnie chwyta swoje picie, żeby
stuknąć się szkłami.
Gdy
docieramy do stolika, trenera już nie ma. Wsuwam się na jego miejsce, zaraz
obok Michiego, a Greg wciska się naprzeciwko. Mamy już komplet, bo dziś
siedzimy w boksie a nie jak zawsze przy normalnym stole. Wydaje mi się, że to
żaden problem. Zapewne gdy reszta przyjdzie po prostu ściśniemy się, żeby i dla
nich znalazło się miejsce.
–
Cześć – mówię pogodnie, posyłając uśmiech Popiemu. Z racji, że akurat przeżuwa
kęs jedynie kiwa mi głową na powitanie.
–
Hej, młoda – Michi przyciąga mnie do siebie i delikatnie całuje we włosy.
To
zachowanie mnie zdumiewa. Nie robił tego od kilku miesięcy. Jest to jednak tak
miłe uczucie, że tylko z zadowolenia marszczę nos, jak to mamy w zwyczaju.
–
Cześć, staruchu – dźgam go pod żebra, więc Michi delikatnie mnie rozczochruje.
–
Mała zołza – bąka pod nosem. – Zupełnie jak ty – rzuca w stronę Stefana.
Kraft
posyła mu tylko niezrozumiałe dla mnie spojrzenie i delikatnie przekrzywia
głowę, potem już zajmujemy się jedzeniem. Choć Michi i Stef już skończyli jeść,
wciąż siedzą z nami i wysłuchują historii Poppiego, który opowiada nam film
obejrzany w nocy. Nie brzmi dla mnie zbyt interesująco, w dodatku chłopaki
ciągle wtrącają jakieś komentarze lub pytania zbijające Poppingera z pantałyku,
więc historia nie za bardzo się klei. No i naprzeciwko mnie siedzi chodzący
rozpraszacz. Niby nie robi nic takiego, ale pojedyncze spojrzenia czy gesty
wystarczają, żebym nie mogła się skupić na słuchanej opowieści.
Ostatecznie
nie mam pojęcia o czym był film ani jaką kąśliwą uwagę rzucił Kraftl, ale dla
niepoznaki wybucham śmiechem za raz po tym, jak robi to mój brat. Spoglądam na
chłopaków i dopiero gdy napotykam spojrzenie Fettnera, zdaję sobie sprawę, że
nadal z nami siedzi. Kompletnie o nim zapomniałam. Jest dzisiaj jakiś milczący.
Rzucam mu pytające spojrzenie, ale on je ignoruje i prosi Manuela o podanie
serwetki. Uznaję, że po prostu się zawiesił. Zdarza się najlepszym, a co
dopiero jemu…
Po
śniadaniu chłopcy idą na trening a ja sprawdzam dokumenty, które uzupełniał
miejscowy rehabilitant. Siedzenie na siłowni nie wydawało mi się zbyt
zachęcające. Niby piękny widok na plażę, niby klimatyzowane pomieszczenie, ale
choć raz podczas tego wyjazdu chcę się skupić na swojej pracy dokładnie, czyli
tak jak powinnam za każdym razem.
Sprawdzam
wszystko po dwa, trzy razy, więc nawet nie jestem zbyt zdziwiona, gdy w moich
drzwiach staje Michi z mokrymi włosami i ręcznikiem przerzuconym przez ramię.
–
Co tam, siorka? – pyta na wstępie.
Wzruszam
ramionami i wydymam dolną wargę.
–
Tonę w papierach – bąkam. Wchodzi głębiej nie zamykając za sobą drzwi, więc
liczę, że szybko pójdzie, bo od siedzenia nad tymi dokumentami już boli mnie
głowa. – A jak było na treningu? – pytam dla podtrzymania rozmowy.
Michi
przysiada na kancie biurka i ogarnia wzrokiem blat.
–
Normalnie. Trochę się zmachaliśmy z chłopakami, ale to nic nowego – z jego
włosów skapuje kropla i ląduje tuż obok mojego przedramienia, na drewnianym
pulpicie.
Odsuwam
się, grymas wykrzywia mi twarz.
–
Proszę, powiedz, że to czysta woda – mówię. Niby to mój brat, najbliższa
rodzina, ale nie zamierzam taplać się w jego pocie. Wystarczy, że jakiś czas
temu taplałam się w wymiocinach Alexa.
Przewraca
oczami. Widzę, że na końcu języka ma powiedzenie mi, że wymyślam albo
przesadzam. Nic to, nie ulegam jemu spojrzeniu, więc w końcu odpowiada.
–
Tak, to zwykła woda. Przed chwilą brałem prysznic. Zadowolona? – sarka. – Nie ważne,
trener kazał nam zamiast czasu wolnego pójść jeszcze popływać. Idziesz z nami?
Spoglądam
na rozwalone po blacie dokumenty. Popływałabym sobie, ale muszę najpierw
wygrzebać się z obowiązków.
–
Raczej nie dam rady, ale powiedz gdzie będziecie, to może się przyłączę jak
skończę – odpowiadam. Tak naprawdę pewnie skończę tuż przed obiadem, więc nawet
nie będę miała czasu do nich dołączyć.
–
Idziemy na kryty basen – zaczyna i to mi wystarczy, żeby nie żałować.
–
A to cofam – wtrącam od razu. Patrzy na mnie zdziwiony, więc wyjaśniam: – Nie
będę moczyć się w chlorze w środku dnia. Ten zapach zostaje we włosach do
wieczora minimum!
Patrzy
na mnie lekko zdziwiony, ale nie namawia. Rozumiem jego dezorientację. Zawsze lubiłam
chodzić na basen, ale gdybym miała jeść czując na sobie i w powietrzu chlor, to
nie wiele bym przełknęła. Pewnie od chłopaków też będzie go czuć, ale
przynajmniej ten zapach do mnie nie przylgnie.
–
Okej, to kop sobie dalej w papierach, kreciku. Widzimy się na obiedzie –
pochylił się, cmoknął mnie delikatnie we włosy i wyszedł.
Jego
zachowanie wydało mi się dziwne, może nawet nieco podejrzane. Ostatecznie uznałam
jednak, że stęsknił się za naszymi małymi czułościami. Poza tym, to on cały
czas szukał dziury w całym. Wyszukiwał problemów tam, gdzie ich nie było,
szukał podtekstów i drugiego dnia w każdym wypowiedzianym przeze mnie lub
chłopaków zdaniu. Może wreszcie zrozumiał, że nie ma się czym przejmować.
To
postanowione, jeszcze dziś powiem mu o Gregorze.
*Kto
pamięta ten fragment Pocahontas, ten wie.
Hallo liebe Ski Jumping Austria fans!
W
Wasze ręce oddaję rozdział, który miał się tu pojawić w pierwszą sobotę lutego.
Pięć miesięcy to jeszcze nie tak duża obsuwa, tak? XD Anyway, dochodzimy do
końca „księgi pierwszej” [przynajmniej ja, wam to jeszcze trochę zajmie, hyhy],
więc szykujcie, że niektóre sprawy się rozwiążą a inne tylko bardziej poplączą.
Możecie snuć plany w komentarzach – bądźcie kreatywni!
Widzimy/słyszymy
[czytamy?] się za miesiąc [chociaż rozważam czy nie nadgonić trochę zaległych
rozdziałów w wakacje, więc dajcie znać co o tym myślicie].
Z pozdrowieniami i wakacyjnymi życzeniami,
Monika
Karolina
P. S.
Ogłaszam KONKURS! Kto zgadnie skąd jest przywitanie i kto je powiedział, ten wygrywa możliwość dodania wątku pobocznego od siebie w "księdze drugiej". Odpowiedzi muszą zawierać linkacza do filmu z tym przywitaniem. Wygrany będzie mógł wymyślić jakąś przygodę dla postaci pobocznej [jakiś uraz, historia do opowiedzenia przy wspólnym śniadaniu, być może wątek romantycznych dla tych niewyżytych zwierzy – cokolwiek się Wam wymarzy]. Na propozycje czekam do 17 lipca [termin może ulec zmianie] br, wynik zostanie podany w notce pod rozdziałem.
Nooo... w końcu xD
OdpowiedzUsuńNo nic się nie dziwię że Nessa się tak zachowuje. (Aczkolwiek sama nie wiem jak to jest hahahaha 😂).
Co do Fettnera to nie wiem co się dzieje, ale wydaje mi się, że on chyba coś widział, może jak wracają do hotelu albo jak się żegnali pod drzwiami i mam wrażenie, że on chyba jest trochę zazdrosny...
Co do Grzesia to powiem szczerze że jak ją minął to pomyślałam What the fuck? Co kolejna mu uległa, była randka i w odstawkę? Ale na szczęście okazało się że jest super dżentelmenem :D
A i jeszcze Michi na koniec. Ten to dopiero zmienił się o 180 stopni, mam wrażenie, że on coś kombinuje co nie koniecznie spodoba się Nessi i dlatego jest taki milutki.
A jeżeli chodzi o to, że Nessa powie Michiemu o Gregorze to coś czuję, że to akurat skończy się źle xD. Już widzę tę minę i słyszę wybuch gniewu i awanturę hahaha 🤣
Aaa... I jeszcze obiecałam, że powiem co z tą sukienką Nessy ale stwierdziłam że dam znać po konkursie bo może byś to wykorzystała hahaha ...
Na razie tyle jak sobie przypomnę skąd znam tekst konkursowy to napiszę ;)
Pozdrawiam :*
"kolejna mu uległa, była randka i w odstawkę" – O mój Boże, jak ja się zaśmiałam XD
UsuńJa czekam na to o sukience. Ja sprawę sukienki mam już dawno rozwiązaną, więc nic bym nie wykorzystała hahaha.
Zapraszam do konkursu!
Pozdrawiam również :*
Wow! W końcu mogę znów poświęcić się historii Ness, Gregora i Fettnera i znów przeżywać przez kilka najbliższych nocy to, co będzie działo się dalej.
OdpowiedzUsuńCo do pomysłu dotyczącego nadrobienia tych kilku rozdziałów - jestem za! W końcu wakacje spędzę przy jednych z moich ulubionych bohaterów!
PS. Mam nadzieję, że niedługo wyjdzie na jaw akcja z sukienką Ness, ponieważ wydaje mi się to dość dziwne, że Vanessa jeszcze nie upomniała się o nią u Fettnera. A on teraz wydaje mi się dość podejrzany, może widział Vanessę i Gregora? Mam nadzieję, że tak, bo doda to jeszcze więcej emocji do twoich opowiadań!
Pozdrawiam :*
Kilka nocy?! O rany, nie spodziewałam, się, że aż tak to na kogoś wpływa! Ale bardzo mi miło, żeby nie było hahah.
UsuńAleście się uczepiły tej sukienki. To nie jest aż tak duży deal, uwierzcie mi na słowo hahah.
Cieszę się, że zawsze wracasz ♥
Również pozdrawiam :*
Mam nadzieję, że nie będziemy czekać zbyt długo na kolejne rozdziały ❤️❤️
Usuń