~Vanessa~
Na
początku nawet nie wierzę, że to powiedziałam, ale sądząc po minie Michaela i
głupim uśmiechu Gregora, zrobiłam to.
Czy ktoś może pochować
mnie żywcem?
Uznaję,
że lepiej będzie, jak po prostu nie będę się już nic odzywać. Nie powiedziałam
wiele, ale wiem, że powiedziałam za dużo. Jestem debilem. Już teraz, więc wolę
nie myśleć, co będzie po wakacjach. Dopiero, gdy rozglądam się dookoła widzę
minę Manuela i zaczynam rozumieć, jakim cudem te słowa wypłynęły z moich ust.
Nie ma nic lepszego, niż dogryzienie Fettnerowi. Jego mina, zdecydowanie
bezcenna. Ale moja pewnie też, więc w sumie szybko uciszam swoją radość i
skupiam się na grze.
Gregor
w końcu psuje zagrywkę. W prawdzie za dziesiątym razem, ale jednak. Do zagrywki
przychodzi kolej na Aschenwalda, który rzuca mi spojrzenie, po czym zagrywa na
Gregora. Dziękuję, ale poradziłabym sobie. Z cukru nie jestem. Przynajmniej tak
mi się wydaje, ewentualnie, mogę być w błędzie.
Gra
idzie płynnie, szybko zdobywamy punkty i, nim się orientujemy, wygrywamy
przewagą pięciu punktów. Brat odciąga mnie na bok w tej samej chwili, gdy
trener mówi, że możemy odpocząć.
-
Co to było?! – cedzi przez zęby.
Przez
ułamek sekundy nie mam pojęcia, o co mu chodzi, ale szybko się reflektuję.
-
To o tyłku Gregora? – pytam spokojnym tonem, choć wewnątrz wszystko zaczyna mi
drżeć.
-
Tak, to o tyłku Gregora – naciska.
Nozdrza
mu się rozszerzają, a ja boję się, że za raz dostanie jakiegoś wylewu, czy coś.
Wzruszam
ramionami.
-
Nie powiedziałam nic złego, jedynie zaprzeczyłam słowom tego… całego… Fettnera
– macham rękami z oburzeniem, jąkając się, by sprawić wrażenie, że nie wiem,
jak się ten imbecyl nazywa.
-
Jego w to nie mieszaj – syczy Michi.
Zaplatam
ręce na piersi.
-
Najlepiej załóż mi pas cnoty, to nie będzie problemu – bąkam.
-
Co? – jęczy, marszcząc czoło.
Przewracam
oczami.
-
Daj mi trochę powietrza! Wiecznie mnie kontrolujesz, jakbyś nie miał innych
rzeczy do roboty! – krzyczę, zwracając na siebie uwagę zgromadzonych w sali.
Widzę
kątem oka Krafta, który gwałtownie rusza w naszą stronę.
-
Wiesz, że robię to dla twojego dobra – syczy blondyn, pochylając się nade mną.
Twarz
mojego brata zawisa kilka centymetrów nad moim nosem.
-
Dobra? To kup sobie smoka, postaw go w przedpokoju, a mnie zamknij na strychu,
wtedy na pewno nic mi się nie stanie – krzyczę z wyrzutem, a następnie odwracam
się na pięcie i szybko ruszam ku wyjściu.
Praktycznie
wybiegam na zewnątrz. Michael może myśleć, że mnie chroni, ale tak naprawdę
trzyma mnie pod kloszem, jak Bestia swoją Różę w bajce Disneya. Izolowanie mnie
od świata nie załatwi sprawy. Chcę poznawać ludzi i, na miłość boską, mieć
chłopaka! Ja nie zabraniam mu umawiania się z pannami, więc czemu on zabrania
mi kontaktu z facetami?
Siadam
na betonowych schodach, prowadzących do tylnego wejścia na halę. Mam ochotę
krzyczeć i ryczeć, w dodatku cała się trzęsę i mam wrażenie, że za chwilę
zwymiotuję. Ostatecznie jednak kulę się w sobie i zaczynam płakać, ale nie tak
normalnie. Ja nie umiem ładnie płakać, łzy ciekną mi po całej twarzy, a z ust i
nosa cieknie katar, ale to nie przeszkadza mi do czasu, gdy ktoś kładzie rękę
na moich plecach. Przecieram twarz dłońmi, lecz nie spoglądam na przybysza. W
końcu osoba zachodzi mnie od frontu i kuca przede mną. Spoglądam na chłopaka,
który teraz przygląda mi się delikatnym wzrokiem.
-
Wszystko w porządku? – pyta Stefan.
Kręcę
przecząco głową.
-
Mój brat to idiota – rzucam.
-
Który? – pyta Kraft, a ja nie mogę się powstrzymać, więc wybucham krótkim
śmiechem.
-
No tak – mruczę, a brunet siada obok mnie i obejmuje delikatnie ramieniem.
Opieram
głowę na jego barku, a on pociera moje plecy dłonią.
-
Nie gniewaj się na niego – prosi chłopak.
Prycham
z wyraźnie wyczuwalną ironią.
-
Odkąd skończyłam trzynaście lat, zachowuje się, jakbym była suczką z cieczką
wśród niewyżytych kundli – burczę.
-
Dziwne porównanie – kwituje dwudziestotrzylatek. – Ale ja sam pewnie
zachowywałbym się podobnie, gdybym miał taką młodszą siostrę, jak ty – mówi.
Podnoszę
na niego wzrok, a on rozciąga usta w uśmiechu.
-
Taką, jak ja? – dziwię się.
-
No wiesz, ładną, zgrabną i zabawną, tylko nie mów Marissie – zabezpiecza się od
razu.
Uśmiecham
się do niego. Nigdy jej tego nie powiem, bo pewnie nawet jej nie poznam. To
miłe, co powiedział, ale nadal nie do końca rozumiem zachowania Michiego.
-
Czy on nie rozumie, że w ten sposób jedynie mnie rani? – mrużę oczy, by słońce
mnie nie raziło.
-
Wiesz, bycie starszym bratem musi być trudne. Szczególnie, że jest między wami
tylko dwa lata różnicy. Stara się ciebie ochronić – tłumaczy piwnooki.
-
Świetnie poradziłabym sobie i bez jego ochrony – zapewniam.
-
Nie wątpię – szybko odpowiada. – Ale postaraj się go zrozumieć – uśmiecha się
blado.
-
Nigdy nie miałam chłopaka – mówię z goryczą. Stefan milczy, więc spoglądam na
niego, przygląda mi się z uwagą, jakby czekał na rozwinięcie tej myśli. –
Chłopcy zawsze bali się mojego starszego, wyższego, wysportowanego brata, mało
kto odważył się do mnie zagadać, bo i tak później kończyło się sporem z moim
bratem. Byłam dziwadłem w szkole – marudzę, spuszczając wzrok i załamując się w
sobie jeszcze bardziej.
-
Pogadam z nim – ściska moją dłoń, napawając mnie otuchą.
-
Dzięki, Krafti – uśmiecham się krzywo.
-
Podziękujesz później – wstaje, otrzepując spodnie.
-
Nie, dziękuję, że jesteś. Już rozumiem, czemu Michael się z tobą przyjaźni, bo
naprawdę świetny z ciebie kumpel – mówię zupełnie szczerze i podnoszę się z
gorących schodów.
-
Zawsze możesz na mnie liczyć – zapewnia. – A teraz, chodźmy już do środka –
gestem ręki wskazuje mi drzwi.
Kieruję
się z powrotem na halę, ale najpierw wchodzę do łazienki i przemywam twarz
zimną wodą. Dwa razy. Przecieram ją ręcznikiem papierowym, a następnie powracam
do gry. Michi cały czas mi się przygląda, gdy zajmuję swoje miejsce na boisku,
aż w końcu podchodzi do mnie i mówi cicho:
-
Przepraszam – zakłada mi kosmyk włosów za ucho. – Nie sądziłem, że tak to
widzisz. Dam ci trochę więcej luzu, obiecuję – dodaje ciepłym tonem.
Jestem
w stanie mu uwierzyć, ale nie mam pewności, że się na tym nie przejadę.
-
Jeśli jeszcze raz odwalisz taką akcję, to wyprowadzę się z domu i zostanę
kelnerką w klubie go-go – grożę patrząc mu w oczy.
Jego
mięśnie tężeją, a ja nie mogę wytrzymać nawet pięciu sekund i wybucham głośnym
śmiechem. Brat mi wtóruje, po chwili jednak dociska mnie do swego boku i
czochra moje włosy.
-
Kiedyś cię ukatrupię, młoda – mówi i wypuszcza mnie.
Cały
czas chichoczę, a wszyscy nam się przyglądają. No dobra, może to dziwne, że
dopiero co na siebie nawrzeszczeliśmy, a teraz bawimy się w najlepsze, ale
jesteśmy rodzeństwem – nie da się uniknąć niesnasek, ale nawet po największej
burzy musi wyjść słońce.
Zaczynamy
drugiego seta, tym razem udaje mi się dojść na zagrywkę i nawet jej nie psuję, choć
czuję wzrok każdego z nich na swoim ciele. Piłka odbija się jako pierwsza od
rąk Didla, a później przejmuje ją trener, gdy przechodzi na naszą połowę, rzuca
się na nią Manuel, a Stefan przebija ją na drugą stronę. Piłka spada gdzieś w
pół drogi między Kofim, a Poppim i obydwaj wybuchają śmiechem. Tego seta także
wygrywamy.
Trener
mówi, że teraz czas na prysznic i obiad. Zgadzam się, żołądek przyrósł mi do
kręgosłupa. Idę do damskiej szatni i orientuję się, że nie mam ubrań na zmianę,
bo zwyczajnie nie planowałam się spocić, zmęczyć, ani w ogóle ćwiczyć. Ostatecznie
decyduję się na szybki prysznic, bez suszenia, bo ręcznika także nie mam, i
wychodzę przed budynkiem stając w słońcu, by woda odparowała ze mnie jak
najszybciej. Opieram się o samochód brata i smaruję ręce kremem z filtrem, gdy
chłopcy wychodzą grupą z budynku.
~Michael~
Po
treningu idę pod prysznic i zaczynam rozmyślać o kłótni z Vanessą. Nie
sądziłem, że moja ochrona tak bardzo jej przeszkadza. Wiem, że nigdy nie
wydawała się zbyt zachwycona, że wszędzie jestem i we wszystko się wtrącam, ale
ja tylko próbowałem ją chronić. Jako moja jedyna siostra, zawsze była oczkiem w
głowie. Bałem się, że pozna kogoś, kto ją skrzywdzi, albo, nie daj Boże,
zajdzie w ciąże w wieku szesnastu lat. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że to
już nie jest pięcioletnia dziewczynka w różowej sukieneczce z falbankami i nie
potrzebna jej moja ochrona. Zawsze chciałem, żeby po prostu dobrze ułożyła
sobie życie, ale dopiero teraz widzę, że pozbawiałem ją możliwości rozwinięcia
skrzydeł. A przecież chciałem, żeby się rozwijała, wówczas została jedynie
małym, nierozwiniętym pączkiem róży.
Pamiętam,
jak zły byłem, gdy do naszego domu wszedł ten cały Marcel, z którym była na
balu w ostatniej klasie. Myślałem, że za chwile zaciągnę go do łazienki i
wykastruję, żeby nic głupiego nie przyszło mu do głowy. Na szczęście, Marcel
okazał się homoseksualny. W dodatku był jedynym męskim przyjacielem mojej
siostry, może już wtedy powinienem zdać sobie sprawę z tego, że coś jest nie
tak.
Ale
teraz wszystko się zmieni. Nie mogę jej przecież chronić przed kontaktem z
chłopakami, od teraz będzie z nami spędzała całe dnie, a jeśli trener zdecyduje
się zabrać ją na wyjazd organizacyjny, spędzi z nami cały szalony tydzień.
Dwadzieścia cztery godziny na dobę. I wtedy nie dam rady jej kontrolować.
-
Michi, żyjesz? – słyszę głos Stefana, po drugiej stronie zasłony prysznica.
-
Tak, tak – mamroczę. – Za raz wychodzę – dodaję i otwieram butelkę żelu pod
prysznic.
Tak
wiele rzeczy robiłem źle, sądząc, że robię dobrze. Jestem chyba najbardziej
beznadziejnym starszym bratem. Powinienem się cieszyć, że Vanessa mi wybaczyła,
ale po prostu krew się we mnie zagotowała, gdy usłyszałem, co powiedziała o
Gregorze. Ba, gdyby to było o Gregorze, to pal licho, ale to było o jego tyłku!
W życiu nie spodziewałem się, że usłyszę takie słowa z jej ust. W dodatku, coś
dzieje się między tą dwójką, widzę to. Na szczęście Manuel wczoraj zwrócił na
to moja uwagę. Powinienem mu podziękować. Nie chcę, żeby moja siostra
skorzystała z chwili mojej słabości i związała się ze Schlierim. Nie mam nic
przeciwko niemu, ale chyba nie jestem jeszcze na to gotowy. Wszystko przyjdzie
z czasem, ale ja potrzebuję go trochę. Ness musi mi wybaczyć, że nadal będę
trzymał ją pod kloszem. Nie chcę, żeby zrujnowała sobie życie, jak chociażby
nasza kuzynka Sandra, która musiała zrezygnować ze studiów bo zaszła w ciąże, a
teraz na dodatek została sama z dzieckiem, bo chłopak zostawił ją na lodzie.
Nie
pozwolę na to, by moja siostra zmarnowała sobie życie.
Spłukuję
mydliny z ciała i owijam się ręcznikiem w pasie, a następnie wychodzę do szatni
i ubieram się w zwykłe ubrania. Kraft siada obok mnie i milczy przez chwilę.
-
Coś nie tak? – pytam go.
-
Nie – zaprzecza od razu. – Chodzi mi o to, że rozmawiałem z Ness i ona czuje
się źle z twoją nadopiekuńczością – mamrocze, jakby nie chciał, żebym go
usłyszał.
-
O czym ty mówisz? – dziwię się, zastygając w pół ruchu.
-
Wiesz, że przez ciebie nigdy nie miała chłopaka? – rzuca nagle brunet.
-
Przestań świrować – oburzam się. – Po prostu nie spotkała żadnego właściwego –
przekonuję go.
-
Bo wszyscy się ciebie bali! – krzyczy szeptem, żeby nikt nas nie usłyszał.
-
Absurd – prycham, wstaję i wychodzę na hol.
Czekamy,
aż Stefan do nas dołączy i wychodzimy przed budynek. Vanessa naciera się jakimś
kremem na rękach, początkowo nawet nas nie zauważając. Stajemy przed nią zwartą
grupą.
-
Gotowa na pierwszy obiad w kadrowym gronie? – pyta trener, a ona uśmiecha się
szeroko.
-
Bardziej gotowa nie będę – mówi i chichocze cicho.
Cała
Vanessa, jak zawsze pogodna – co by się nie działo.
#######################################################
I oto jestem. Przyznaję, że wczoraj zawaliłam, ale jakoś zupełnie wyleciało mi z głowy, że powinnam dodać rozdział. Ale jestem. I nieskromnie poproszę o komentarze :D
Buziaki xxx

O Boże cudnie :D nawet w najgorszym dniu to opowiadanie jest w stanie poprawić mi humor ;) jak zwykle śmieje się do telefonu jak jakaś wariatka :P
OdpowiedzUsuńKrfcie czemuś Ty się urodził Austriakiem :P też chcę takiego przyjaciela :D
Michi Michi Michi no brak słów, chłopie co Ty sobie wyobrażasz... Na początku myślałam, że to słodkie jak się tak Nessi opiekuje, ale dziewczyna ma rację, co ona księżniczka, którą w wieży się nielegalnie przetrzymuje??? Xd
I czemu Fettner nakablował na Schliriego do Michiego??? :/
I czemu on jest do Gregora uprzedzony, przecież to miły chłopak :p
Jak dla mnie cytat rozdziału: "Myślałem, że za chwile zaciągnę go do łazienki i wykastruję, żeby nic głupiego nie przyszło mu do głowy." Mistrzostwo samo w sobie ;)
Już się nie mogę doczekać nastepnego :D
Wysyłam miliony buziaków i taczki weny ;*
Dziękuję bardzo, przyda mi się kilka taczek weny. Zawsze mozna spróbować Krafta przekabacić na Polaka. Prosze nie hejcić Mchiego, dopiero co się nim zachwycałaś XD
UsuńBuziaki
No no nieźle. Czekam na to, co wydarzy się między Vanessą a Gregorem ;)
OdpowiedzUsuńJa też na to czekam XD Oni mnie zaskakują, poważnie.
UsuńTo jest takie wspaniałe, tak mi się fajnie czyta ❤❤❤ Czekam z niecierpliwością na kolejny
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że ci się tak podoba. Stado serduszek pędzi do Ciebie <3 :)
UsuńPrzecież Kraft jest wysoki.
OdpowiedzUsuńPojęcie względna XD
UsuńAle on jest ode mnie 3 cm wzrostu wyższy, a ja wysoka nie jestem, więc on tez nie. W dodatku to facet! No, ale i tak.. małe jest piękne, prawda? XD
Dobra, wiem, że obiecałam Ci komentarz jakiś miesiąc temu, no ale jak to ja - musiałam mieć drobny poślizg XD
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, póki pamiętam, Fettner może uchodzić za przystojnego TYLKO I WYŁĄCZNIE jeśli zetnie włosy, więc albo to gdzieś przegapiłam (bo poprzednie rozdziały czytałam dość dawno), albo musisz o tym napisać w najbliższym czasie, bo inaczej to będzie niewiarygodne, że Nessa na niego leci XD
Okej, okej, wiem, że niby jeszcze nie leci, tzn. ona sama tego jeszcze nie wie, ale jej organizm już daje jej różne sygnały :D
Michi jest klasycznym starszym bratem (nie żebym miała starszego brata, ale mniej więcej tak sobie wyobrażam jego zachowanie). Po prostu dzielny rycerz, broni swojej malutkiej (o dwa lata młodszej, Boże, cóż za dziecko! XD) siostry i jest w tym uroczo uparty i poważny. Ale musi w końcu zrozumieć, że halo, ona jest przecież dorosła. W końcu jakoś to do niego dotrze. Choć nawyk ochronny nigdy go pewnie nie opuści ;)
Buziak! :*
gusta są różne, każdemu się co innego podoba. Może Vanessa nie ma gustu, może ma odmienny gust od wszystkich, którzy tu komentują? XD kto by się tym przejmował? Mi się łatwiej i wygodniej pisze ff o ludziach, który mi się nie podobają XD Liczy się efekt końcowy.
Usuńto taki twój charakterystyczny poślizg, nie ma się czym przejmować ;)
Także wysyłam całusa. I to takie gorącego, bo zimno za oknem.
Za Fettnerem nie przepadam, a za Gregorem poszłabym piechotą i do Australii, nawet po dnie oceanu.
OdpowiedzUsuńOpowiadanie fantastyczne, z rozdziału na rozdział coraz bardziej mi się podoba.
Oby tak dalej!
Michi mi się podoba, nawet taki baaaardzo przesadnie nadopiekuńczy.