sobota, 30 czerwca 2018

14.


~Vanessa~
Zajechaliśmy pod centrum sportowe i zaparkowaliśmy wóz na naszym miejscu. Michael był dziś bardzo małomówny, ale stwierdziłam, że nie będę go naciskać. Mam nadzieję, że w końcu sam mi powie, co się dzieje. Liczyłam na to, ale chyba samą siebie okłamywałam. Siedzieliśmy dłuższą chwilę w ciszy, aż podjechał granatowy wóz i zaparkował kilka metrów dalej. Za jego kierownicą siedziała jakaś blondynka, nie znałam jej, nikogo też mi nie przypominała.
Ze strony pasażera otworzyły się drzwi, a chwilę później obok auta stał Kraft. Okrążył samochód, w tym czasie blondynka zdążyła wysiąść, a gdy tylko do niej podszedł, oplotła mu szyję ramionami i pocałowała go w usta. Chwilę później odsunęli się od siebie, dziewczyna wsiadła do samochodu i odjechała. Stefan odwrócił się do nas przodem, spojrzał na nasz wóz i uśmiechnął się krzywo, jakby przepraszająco. Mój brat tylko prychnął na ten gest.
Spojrzałam na Michiego, zacisnął szczękę, podparł głowę na ręce. Chciałabym zobaczyć coś w jego spojrzeniu, ale okulary przeciwsłoneczne skutecznie uniemożliwiły mi to.
- To Marissa, prawda? – pytam, choć jestem prawie pewna odpowiedzi.
- Tak – mruczy niewyraźnie chłopak.
- Chyba się między nimi poprawiło – stwierdzam, ale to zdanie nie pociesza w żaden sposób mojego brata. Zdaje się go tylko denerwować jeszcze bardziej.
- Nie jestem pewien, czy powinno – bąka i odpina pas, a następnie wysiada i mocno trzaska drzwiami.
Także wysiadam i przechodzę przed maskę samochodu.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – dopytuję.
Zdejmuje okulary i spogląda na mnie.
- Nic konkretnego – odpowiada zamykając samochód, po czym zwyczajnie rusza w stronę hali sportowej.
Aha, to się dowiedziałam.
Staram się go dogonić, ale jego cholernie długie nogi mi na to nie pozwalają. Pędzę tak za nim, mimo, że pewnie wyglądam jak upośledzona, aż tu nagle słyszę znajomy głos.
- Cześć – mówi Aschenwald, a ja prawie schodzę na zawał.
- Cześć, Philipp – uśmiecham się między jednym, a drugim oddechem. Naprawdę się zmęczyłam, z moją kondycją jest jednak gorzej niż myślałam.
- Gdzie tak pędzisz? – szczerzy się jak szczerbaty do sucharów.
- Próbuję dogonić mojego szybkobieżnego brata – żartuję, a on naprawdę się śmieje.
Raz w życiu mi coś wyszło! Tak jest!
- A po co on się tak spieszy? – chłopak marszczy czoło.
- Pewnie chce dogonić Krafta. Błagam, nie pytaj dlaczego – przerywam to błędne koło. – Lepiej mi powiedz, co ty tu właściwie robisz? Nie powinieneś przemęczać ręki jeszcze przez co najmniej kilka dni – dodaję.
- Wolę być na treningu. Może to jakoś zapunktuje u trenera za stosunek do pracy – tłumaczy.
- To nie lekcja wychowania fizycznego, ale może tak będzie – mówię. – Nie wchodzisz do środka? – wskazuję palcem gmach.
- Wchodzę, chciałem tylko zaczekać na ciebie – odpowiada.
- Och. Wiesz, że byłam tu pierwsza, prawda? – żartuję sobie, ale tym razem on tego nie łapie.
- Tak, wiem. Przecież cię dogoniłem – tłumaczy dość poważnym tonem.
- Dobra, wchodźmy, bo nawet w cieniu robi mi się gorąco – pospieszam go.
Wchodzimy razem do środka. Przyjemny chłód otacza moje ciało, uśmiecham się z ulgi. To chyba najgorętsze lato, jakie kiedykolwiek przeżyłam!
- Pójdę do szatni przywitać się z chłopakami – mówi Philipp i odchodzi dosyć szybko.
- Jasne, nie ma sprawy – mruczę pod nosem.
Znowu zostałam sama. Kto w ogóle wymyślił te głupią szatnię, jestem tu jedyną dziewczyną, ciągle zostaje sama, bo chłopcy znikają za tymi drzwiami. Wejściowe drzwi otwierają się prawie bezszelestnie, ale głośny śmiech, który wpuszczają do środka nie jest tak dyskretny. Wzdrygam się odrobinę i podskakuję na centymetr. Odwracam się od razu i widzę specyficzne trio. Kofler, Schlirenzauer i Fettner zatrzymują się jak jeden mąż, gdy tylko drzwi za nimi się zatrzaskują. Kofi uśmiecha się przyjaźnie, Gregor ciepłym uśmiechem rozpromienia niemal całe lobby, a Fettner udaje, że mnie nie widzi.
Typowe.
- Hej – witam się z nimi szerokim wyszczerzem, nie zwracając uwagi na tego ostatniego.
- Cześć! – odpowiadają równo brunet i szatyn. Fettner mruczy coś jedynie i klepie Andreasa w plecy, po czym odchodzi.
- Co robisz tu całkiem sama? – pyta Schliri.
- Wszyscy poszli do szatni, a ja tak zostałam – wzruszam ramionami.
- To ja też pójdę – wtrąca Andi – nie spóźnij się – rzuca do chłopaka.
- Jasne – potakuje głową Gregor.
Odprowadzamy Koflera wzrokiem, gdy tylko drzwi do szatni się za nim zamykają, spoglądamy na siebie i uśmiechamy się szeroko.
- Co tam? Jak minęło ci wolne? – rzucam w końcu.
Wzrusza ramionami.
- Dobrze, ale bez fajerwerków. Odwiedziłem rodziców i posiedziałem trochę w domu – odpowiada, rozglądając się. – A tobie? – skupia wzrok na mnie.
Raczej nie powiem mu o problemach Krafta, depresji Michaela i wymiocinach Alexa na moich kolanach.
- Podobnie – rzucam, starając się pozbyć ostatniego wspomnienia.
Prychamy śmiechem. Jaki on ma ładny uśmiech…
- Wszystko w porządku? Mam coś na twarzy? – wtrąca się w moje myśli.
- Nie, ja tylko – próbując coś wymyślić drapię się po głowie i wiercę niespokojnie. Muszę wyglądać jak dzieciak, który właśnie coś spsocił, ale boi się konsekwencji, więc kłamie. – Zamyśliłam się – pada nagle z mych ust.
Tak, to zdecydowanie lepsze niż powiedzenie mu, że ma piękny uśmiech. Tekst o tyłku wystarczy nam na najbliższy rok znajomości.
- W porządku – kiwa głową. – Chyba powinienem iść się przebrać – marszczy nos.
- Taka praca – wzruszam ramionami.
Niechętnie odchodzi, odwracając się przez ramię dwa razy. Jest taki uroczy. Przechylam głowę na bok i mierzę jego sylwetkę od góry do dołu, z powrotem i jeszcze raz. Tak, on jest przystojny, nie można powiedzieć, że nie.
Znika za drzwiami, a ja jak głupia wpatruję się w nie jeszcze zdecydowani zbyt długi czas. Aż nagle szybkim ruchem otwierają się, w progu stoi Gregor bez koszulki, ale w sportowych spodniach i czarnych getrach pod spodem, na nogach ma jedynie białe skarpetki.
- Nessi, chodź szybko – rzuca. Jego głos odbija się echem od ścian.
Nie wiem, co powinnam zrobić i gdzie się patrzeć. Moja twarz pewnie robi się czerwona, ale to nie moja wina, że on stoi w lobby z nagim torsem, tak?
- Nie dam się w to wciągnąć, nie wejdę tam po raz kolejny – oznajmiam.
Gratulacje, dorosłaś.
- Chodzi o Michiego – poważnieje.
Torba zsuwa mi się z ramienia, zostawiam ja na podłodze i pędem ruszam w stronę drzwi. Na miejscu zastaję przebranego w strój do ćwiczeń Krafta, którego stara się jakoś bronić Aschenwald, centymetry dalej Fettner, w stanie podobnym do Gregora, z moim bratem, próbując odepchnąć go od Stefana. Kofler stara się wyszarpać materiał koszulki Krafta z palców Michaela. Gregor rzuca się na niego od tyłu i próbuje go odciągnąć.
- Co tu się dzieje? – słowa więzną mi w gardle. Chyba nikt nie jest w stanie mnie usłyszeć.

~Manuel~
Znowu ta dziecina, świetnie. Przez weekend naprawdę mi jej nie brakowało. Jest taka irytująca z tym swoim chichocikiem, uśmiechami i wszystkim innym. Nie mam zamiaru z nią rozmawiać, a poza tym, nawet nie miał bym tematów. Od tej dziwacznej akcji w szpitalu mam jej powyżej uszu, z tej znajomości nie wyjdzie nic dobrego – jestem tego prawie pewny.
Zostawiam zabawianie laleczki chłopakom, a szczególnie Gregorowi, i idę do szatni. Witam się z chłopakami, ale jedynie Philipp mi odpowiada. Michael i Stefan sprzeczają się o coś przy prysznicach, gdy mnie zauważają oddalają się jeszcze trochę. Sekreciki kadrowego małżeństwa i te ich sprzeczki. Ich przyjaźń wszystkim nam imponuje, ale czasem potrafi doprowadzać do szału.
- O co poszło? – rzucam do Aschenwalda.
Chłopak wzrusza ramionami.
- A kto ich tam wie? Wiesz jak to wygląda, posprzeczają się chwilę, a do obiadu zdąży im przejść – bąka dosyć obojętnie, by sprawić, że i mnie ten temat przestaje obchodzić.
Wyciągam niespiesznie rzeczy z torby, przychodzi Andi i zadaje pytanie podobne do mojego. Tym razem to ja odpowiadam. Spoglądam na drzwi, ale Gregor nie przychodzi. Niech sobie trochę poflirtuje, póki Michi jest zajęty czymś innym. Możliwe, że Hayboeck nawet się nie zorientuje.
Zaczynam się przebierać, ledwo zdejmuję koszulkę, buty i spodnie, a Aschenwald rzuca swoim butem gdzieś pomiędzy mnie, a ławkę, obok której stoję.
- Co ty robisz? – pytam go, zastygając w bezruchu.
- Tam jest obrzydliwy pająk – odpowiada, wstaje pospiesznie i cofa się do drugiego rogu, jak najdalej ode mnie.
Rozglądam się po podłodze. Rzeczywiście, wielkie, czarne bydle przemieszcza się po jasnych kafelkach w stronę rogu. Biorę buta Philippa i rozgniatam pająka podeszwą pięty.
- Już – oświadczam bez większych emocji. Rzucam butem w chłopaka. – Załóż to zanim zaśmierdzisz całą szatnię – radzę.
Chłopak robi dziwną minę, chyba udaje obrażonego. Uśmiecham się półgębkiem siebie i zaczynam się ubierać w strój ćwiczebny. Do szatni wkracza Gregor, uśmiechnięty jakby wygrał milion. Wolę nie wiedzieć, co robił z tą małą. Dość szybko zaczyna się przebierać. Muszę się wysmarkać przed treningiem. Porzucam przebieranie, choć muszę jeszcze założyć koszulkę. Idę do łazienki po ręcznik papierowy i wtedy po raz pierwszy dochodzi do rękoczynów między Kraftem i Michaelem.
Pierwszy cios nie wygląda zbyt groźnie, po prostu odpychają się od siebie jak na początku szkolnej bójki.
- Jak śmiesz?! – syczy gniewnie Michael.
Nie wiem o co chodzi, więc postanawiam się nie mieszać. Kolejne szturchnięcia zmuszają mnie jednak do zmiany zdania. Słyszę uderzenie, podnoszę wzrok i widzę głowę Krafta odskakującą od pięści Michiego.
- Hej, hej, chłopaki, spokojnie – rzucam, odkładając ręcznik na umywalkę.
- Nie wtrącaj się – słyszę w odpowiedzi. Nie do końca wiem, który z nich to powiedział, ale nie mam czasu by się nad tym zastanawiać.
Tym razem Kraft popycha blondyna, ale ten jest wyższy i najwyraźniej silniejszy, bo Stefan kilka sekund później zatacza się do tyłu. Michael chwyta go za koszulkę i przyciąga do siebie. Nie poznaję go, nigdy nie widziałem go w takim stanie.
- Hej, Michi, przestań – podnoszę głos i usiłuję wepchnąć się między nich.
- Zachowujesz się jak śmieć – warczy Hayboeck.
Udaje mi się odrobinę rozsunąć.
- Chłopaki, pomóżcie! – wołam kumpli.
Wpadają równo, potykając się o siebie nawzajem. Philipp od razu rzuca się do działania, wpychając się między Krafta, a mnie, zwiększając tym samym  odstęp między nim, a wściekłym Michaelem. Kofi podbiega z drugiej strony i próbuje odczepić palce blondyna od czerwonej koszulki Stefana.
- Idź po nią – rzucam do Gregora, gdy nie widzę już innego wyjścia. Jeśli nie można do niego dotrzeć siłą, to może ona jakoś do niego dotrze. Na pewno zna jakieś sztuczki, które podziałają akurat na jej brata.
Gregor wpada do łazienki, a za raz za nim blondynka. Jej mina mówi mi jedynie, że musimy wyglądać przerażająco. Jest zdezorientowana, jak my wszyscy. Rzuca oczami na prawo i lewo, patrząc to tu, to tam. Jej usta się poruszają, ale nic nie słyszę, akurat, gdy raz chciałbym wiedzieć, co mów.
- Powiedz mu coś – rzucam. Jej spojrzenie skupia się na mnie. Oblizuje wargi i kiwa szybko głową kilkukrotnie.
- Michi – brzmi niezwykle opanowanie, ale jej rozbiegane oczy mówią co innego. – Michi, spójrz na mnie – podnosi nieco głos.
Jego mięśnie napinają się szybko i powoli rozkurczają. Usłyszał ją, wie, że go widzi.
- Uspokój się, stary – proszę. Rzucam jej spojrzenie, żeby mówiła dalej.
- Michi, puść go. Puść go. Wiem, że wcale tego nie chcesz – robi dwa kroki w naszą stronę. Wiedząc, że mnie widzi kręcę głową, żeby nie podchodziła. Jej brat wpadł w jakiś szał, kto wie do czego jest zdolny. Zatrzymała się, przełyka nerwowo ślinę.  Teraz jesteś rozgniewany, ponoszą cię emocje. Przecież to Stefan, twój najlepszy przyjaciel. Nie chcesz go ranić. Nie zrobisz mu krzywdy – mówi.
Jego dłonie zwalniają uścisk. Razem z Gregorem odsuwamy go od Krafta. Michael posłusznie stawia kilka kroków w tył i jakby opada z sił. Patrzę na jego poszarzałą twarz.
- W porządku? – pytam.
Patrzy na mnie. Obrzuca spojrzeniem całą moją twarz, jakby w ogóle wcześniej mnie nie widział. Kiwa głową powoli.
Jego siostra podchodzi do nas powoli, delikatnie kładzie mu dłoń na ramieniu. Jej skóra przez chwilę styka się z moją. Jest taka ciepła. Odsuwam się szybko, Gregor także zostawia ich samych. Żaden z nas nie wie do końca, co się właściwie stało.
Spoglądam na Krafta i, jak Boga kocha, nie mam pojęcia czy jest bardziej wściekły, zszokowany czy smutny. Stoi z załamanym ramionami i spogląda na przyjaciela przez całe pomieszczenie.
- A ty? W porządku? – pytam.
- Nic mi nie jest – dąsa się i wychodzi.
Postanawiam wyjść razem z nim. Muszę się ubrać, nie będę znowu paradował przed tą dziewuchą półnagi. Pewnie i tak nie zwraca a to uwagi, w końcu zajmuje się teraz bratem, ale i tak czuję pewien dyskomfort. Przekładam głowę przez kołnierz i spuszczam materiał wzdłuż ciała, ciągnąc go w dół.
- Dziękuję – słyszę za swoimi plecami.



==========================================================
Okej, wiem, że to nie jest pierwsza sobota miesiąca, ale to jest ostatnia sobota, a w tym miesiącu jeszcze nic nie było i zaczęły się wakacje, więc taki bonusik.
Uf, te złożone zdania ;)
Mam nadzieję, że się podobało i widzimy się za tydzień!

3 komentarze:

  1. Wow :o się działo.
    Normalnie czytało się jak jakąś dobrą książkę sensacyjną (te wybuchy, te pościgi) no po prostu majstersztyk :D
    A druga sprawa to znowu tak uroczo czytać o Gregorze i Nessie oni mi tak idealnie do siebie pasują (możw już to mówiłam ale "i don't care i ship it") A w dodatku widać że Gregor na nią leci :D
    Trzecia sprawa to kurde jak czytałam reakcję Michiego to zaśmierdziało mi to trochę LGBT ale mam nadzieję że nie zrobisz im takiej krzywdy ;)
    Już się nie mogę doczekać następnego weekendu :D
    Pozdrawiam i dużo weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekaj :P
      Pytania przyjmę później XD Zastanawiam się nad zrobieniem zakładki, gdzie mogłyby być pisane pytania, a ja bym na nie odpowiedziała ;)
      Do następnego xoxo

      Usuń
  2. Czego, jak czego, ale bójki pomiędzy Michim a Stefanem to ja się nie spodziewałam :D Echh no, i to pewnie wszystko przez kobietę, masakra :(
    Chwała Manuelowi, że wpadł na ten pomysł, aby Gregor zawołał Vann. Jej słowa podziałały i na szczęście żaden z nich nie zrobił niczego więcej, czegoś czego później zapewne by żałował. Mam nadzieję, że panowie wyjaśnią sobie wszystko.
    Gregor i Vann <3 Zawsze mam szeroki uśmiech na twarzy, jak o nich czytam :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń