!Na końcu ważna notka!
--------------------------------------------------------
~Vanessa~
Sytuacja
wydaje się opanowana, odprowadzam Fettnera wzrokiem, gdy wychodzi z łazienki i
przechodzi do szatni. Spoglądam na Michaela. Rysy jego twarzy złagodniały, to
dobrze. Wydaje się nie tyle spokojny, co nieobecny. Chyba sam siebie zaskoczył.
Co w niego wstąpiło? Nigdy nie wpadł jeszcze w taką furię, nie wiem, co się
stało. Czy poszło im o Marissę? Co z tą dziewczyną jest nie tak? Jaki problem
kryje się za tym związkiem?
Gregor
podchodzi do nas powoli, ze zmartwioną miną. Cieszę się, że przyszedł.
-
Dasz mi chwilkę? – pytam brata.
Spogląda
na mnie, lekko marszczy czoło.
-
Tak – bąka.
Puszczam
Schlirenzauerowi smutny uśmiech i odchodzę. Nigdy nie sądziłam, że będę za coś
wdzięczna Fettnerowi, ale teraz czuję się w obowiązku. Niepewnie idę jego
śladem, akurat naciąga na siebie podkoszulek. Czekam, aż materiał opadnie do
bioder i robię dwa kroki w jego stronę.
-
Dziękuję – mówię. Mój głos brzmi niemalże płaczliwie, ale liczę na to, że tego
nie usłyszy.
Odwraca
się bardzo powoli, nic nie mówi. Patrzy na mnie dłuższą chwilę, podparty pod
boki.
-
Nie ma sprawy, to moi kumple – odpowiada w końcu, gdy moje ciało zostaje
otaksowane od góry do dołu jego spojrzeniem.
Kiwam
głową i przełykam głośno ślinę. Czym ja się tak denerwuję? Oczywiście, akcja,
która miała przed chwilą miejsce nie była relaksująca, ale bez przesady.
-
N-nie do końca o to mi chodzi – jąkam się, ale udaje mi się przyciągnąć jego
uwagę.
Zatrzymuje
się w pół obrocie, spogląda na mnie bokiem.
-
Nie? – prostuje się.
Ponownie
przełykam ślinę. Mam dziwne uczucie w buzi, jakby mrowiał mi język. Świdrujące
spojrzenie jedynie sprawia, że trudniej mi oddychać.
-
Gdyby nie ty – zaczynam, ale nie umiem dobrać odpowiednio słów. – Nie
wiedziałam, co mam robić – wyznaję. – Dziękuję, że mi pomogłeś – dodaję.
Milczy
chwile, mlaska językiem i zakłada ramiona na piersi.
-
Nic takiego nie zrobiłem, to ty opanowałaś sytuację – mówi.
Po
raz pierwszy czuję się doceniona przez tego człowieka. Może jednak nie jest
taki zły. Odruchowo zaczynam myśleć o moim planie, by go rozgryźć, więc robi mi
się gorąco i głupio.
Wzdycham.
-
Dziękuję za komplement, ale jestem zdania, że bez ciebie bym sobie nie
poradziła. Jeśli twierdzisz inaczej, w porządku – powiedziałam.
Pokiwał
głową.
- W takim wypadku, w porządku – odpowiada odwraca się na pięcie.
Zaczyna
składać swoje ubrania, ale zastyga nagle. Spogląda na mnie przez ramię.
-
Coś jeszcze? – pyta.
-
Nie – odpowiadam szybko, za nim zdąży na nowo zrobić się niemiły, jak to ma w
zwyczaju.
Potakuje
głową.
-
Dobrze, więc idź do brata. Sądzę, że może cię teraz potrzebować – radzi.
-
Jasne – bąkam, odwracam się, oddycham głęboko i ruszam w stronę Michaela.
Mój
brat nie chce wracać do domu. Twierdzi, że nic mu nie jest. Na treningu nie
rozmawia z nikim, nie ćwiczy też Kraftem, co mnie całkowicie nie dziwi. To
byłoby dziwne, gdyby po bójce zaczęli ze sobą trenować. Mam jednak nadzieję, że
szybko się pogodzą. Chciałbym także wiedzieć, co między nimi zaszło, ale nie
będę na żadnego z nich naciskać.
Pół
dnia spędzam przepisując jakieś tabelki, które dał mi trener. Nie bardzo lubię
takie rzeczy, więc gdy dostaję informacje o lunchu, jestem za to wdzięczna
Bogu.
Jedziemy
na stację, co powoli staje się tradycją. Michi i Krafti siedzą w środkowym
rzędzie siedzeń w samochodzie, dzieli ich Kofler. Trener nie dowiedział się o
bójce, nie chciał także uwierzyć, że Kraft podbił sobie oko, gdy w nocy szedł
po ciemku do toalety i się potknął, ale koniec końców – nie dopytywał o
szczegóły. Pewnie uznał, jak ja, że nadejdzie i jego pora, aby się dowiedzieć.
Aschenwald
siedzi po mojej prawej, a po jego prawej Fettner, po lewej mam za to Gregora.
Poppinger i Diethart jadą z przodu, obok trenera. Atmosfera zdecydowanie różni
się od tej w pozostałe dni.
-
Jak się czujesz? – pyta Schlierenzauer nagle.
Spoglądam
na niego lakonicznie.
-
W porządku – wzruszam ramionami. – Sądzę, że to nie jest czas ani miejsce na
tego typu rozmowy – dodaję.
Chłopak
potakuje.
-
Porozmawiamy później? – dopytuje.
-
Jasne – uśmiecham się słabo.
Opieram
głowę na jego ramieniu. Przyjemny szum szosy pod kołami i dość wygodna podpórka
pod głowę, sprawiają, że mój organizm uznaje ten moment za idealny, żeby
odespać sobie dzisiejszą noc. Czuję się tak koszmarnie zmęczona. Nawet nie
wiem, kiedy zasnęłam, ale, gdy łokieć Aschenwalda wbija mi się pod żebro,
otwieram oczy i widzę stację benzynową.
Wysiadamy,
kierujemy się do baru by zamówić jedzenie. Biorę sprawdzony zestaw i kieruję
się do wolnego stolika. Powoli dosiadają się chłopcy. Pierwszy przychodzi
Gregor, który stał tuż za mną w kolejce, następnie zjawia się Philipp, a po
chwili dołącza do nas Manuel Fettner. Moje zdziwienie praktycznie sięga zenitu,
gdy widzę, że samowolnie zajmuje miejsce obok mnie.
Rozglądam
się, a po chwili nachylam w jego stronę i pytam:
-
Jesteś pewny, że chcesz tu siedzieć?
-
A mam się przesiąść? – teoretycznie nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale
postanawiam, że nie zwrócę mu na to uwagi.
-
Nie, nie – zaprzeczam. – Po prostu do tej pory raczej stroniłeś od siedzenia w
mojej okolicy – zauważam.
-
Naprawdę, mogę się przesiąść – burczy.
Wzdycham.
-
Nie o to tu chodzi – rzucam. – Jestem tylko zdziwiona – dodaję.
-
To się tak nie dziw. Uznałem, że twojemu bratu i jego przyjacielowi potrzeba
odrobiny prywatności – kiwa głową w moją stronę.
Odwracam
się, by spojrzeć za mnie. Michi i Stefan rzeczywiście siedzą razem.
-
Myślicie, że właśnie… - odwracam się szybko, ale obok mnie nie ma już Manuela.
Rozglądam
się, bo nie wiem, gdzie poszedł.
-
Co „właśnie”? – pyta ktoś.
Siedzę
zapatrzona w puste miejsce. To było naprawdę dziwne. Dosiadł się, a potem
zwyczajnie sobie poszedł. Chyba nigdy nie rozszyfruję tego człowieka.
-
Hej, Nessi, mówiłaś coś – dłoń Philippa majta mi się przed twarzą.
Spoglądam
najpierw na niego, potem na Gregora, który wygląda na zmartwionego.
-
Przepraszam, miałam ciężką noc, a potem jeszcze Michi i Krafti – bąkam.
-
Jasne, nic się nie dzieje – zapewnia Schliri. – Może chcesz zjeść na zewnątrz?
–pyta.
Krzywię
się w grymasie.
-
No nie wiem, chyba po prostu wezmę na wynos – stwierdzam.
Zbieram
ze stołu swoje jedzenie i wychodzę, a następnie wsiadam do samochodu. Pod nosem
nucę intro Whiskey In the Jar i
pakuję się do środka wozu. Potykam się i moja butelka toczy się po podłodze
samochodu, zatrzymując dopiero pod czyimś butem.
-
Cholercia – marudzę.
-
Całkiem nieźle ci szło – mówi Manuel nieco rozbawiony. Czy to kolejny komplement? – Dopóki się nie wywaliłaś. Chyba nie
jesteś zbyt dobra w równoczesnym chodzeniu i nuceniu – dodaje.
Nie, jednak nie.
-
Tak – przeciągam samogłoskę. – Nie jestem w tym zbyt dobra. Ale przecież tylko
ty jesteś istotą nieomylną, mam rację? – uśmiecham się tak sztucznie, że
policzki od razu zaczynają mnie boleć.
Wycofuję
się z samochodu, zanim Fettner zdąży odpowiedzieć kolejnym kąśliwym
komentarzem. Siadam na krawędzi chodnika, przed wejściem do parkingowej
restauracji. Powoli odpakowuję kanapkę i zaczynam ją jeść. Drzwi za mną
otwierają się, a chwilę później obok mnie stoi Gregor. Spoglądam na niego z
dołu.
-
To co, pogadamy teraz? – pyta.
-
Ten dzień jest wystarczająco przygnębiający. Dziękuję za troskę, ale chyba nie
chcę o tym rozmawiać. Może po prostu usiądź tu ze mną i opowiedz mi coś
śmiesznego na poprawę humoru? – proponuję.
Chłopak
wbija dłonie w kieszenie.
-
No nie wiem, nie jestem w tym zbyt dobry – unika mojego wzroku.
-
Nie żartuj, świetnie się z tobą bawię. Jesteś wspaniały w opowiadaniu zabawnych
rzeczy – staram się go przekonać.
-
No dobrze, najwyżej będziesz tego żałować – mówi.
-
Och, błagam. Ten dzień raczej nie może być gorszy – odpowiadam i oboje prychamy
śmiechem.
===============================================================
Cześć!
Jeśli jesteś tu i czytasz tę notkę, mam do Ciebie prośbę. Ponieważ pod ostatnim postem pojawił się jeden komentarz (drugi był moją odpowiedzią), pytam Was czy kontynuowanie tej historii ma sens? Skoro to widzisz, proszę byś zostawił(-a) po sobie ślad w postaci komentarza, który przynajmniej będzie zawierał odpowiedź na pytanie.
Ode mnie to tyle, mam nadzieję, że spotkam się z powrotem z Wami i tym austriackim tałatajstwem ;)
Monika Karolina xxx

Jestem jak zawsze :D
OdpowiedzUsuńOczywiście że masz kontynuować nie możesz mi tu teraz tego skończyć :)
Nie wiem co napisać o dzisiejszym rozdziale bo mi już epitetów brakuje na twoje tak super pisanie :*
Nic mi tu nie kończ i pisz dalej :)
Pozdrawiam :*
No dobrze, bez agresji. Proszę grzecznie czekać na następny
UsuńJestem i chętnie czytam to opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, zapraszam do częstszego komentowania ;)
UsuńTy musisz to pisać!!żyje tym opowiadaniem i czekam na kolejne rozdziały jak na zbawienie. Błagam nie rób mi tego i nie rezygnuj z niego <3
OdpowiedzUsuńAle mi miło ♡ Rany, dziękuję. W takim wypadku muszę tylko siąść i pisać dalej :D
UsuńJestem zawsze ale nie zawsze zostawiam koma �� uwielbiam to opowiadanie! ��
OdpowiedzUsuńSuper! Ale zapraszam do częstszego komentowania, bardzo zależy mi na Waszej opinii
UsuńHmm... Czy mi się tylko wydaje, że Manu w tym rozdziale był taki bardziej... ludzki? :D Przynajmniej do czasu, aż nie zniknął z siedzenia obok Vann haha :D
OdpowiedzUsuńCzyżby naprawdę Michi i Stefan pobili się przez Marissę? Wszystko na to wskazuje niestety. Na treningu nie ćwiczyli razem, to zrozumiałe, ale później siedzieli we dwójkę... Może sobie wyjaśnią wszystko na spokojnie, tak by było najlepiej :) Oby ich przyjaźń to przetrwała! :D
Naprawdę nie wiem, co mam sądzić o Manu :D Taki jest w tym swoim zachowaniu intrygujący ^^
Och, jestem szalenie ciekawa, w jaki sposób Gregor zacznie rozbawiać Vann :D
I ja Ci absolutnie z tego miejsca mówię, że pod żadnym pozorem masz nie kończyć tej historii! :D (Ja tam Ci skomentowałam poprzedni rozdział, jak zawsze z opóźnieniem haha :D). No także, pisz dalej :) Życzę Ci dużo weny i pozdrawiam ;*
Zamiast intrygujący przeczytałam gorący i prawie się poplułam XD
UsuńCieszę się, że tak ci się podoba. Dziękuję za obszerny komentarz ♡♡♡
Oczywiście,że jesteśmy. To jest naprawdę dobre opowiadanie. Milion razy lepsze niż moje komentarze.
OdpowiedzUsuńNie liczy się jakość komentarzy, dla mnie ważna jest Wasza opinia♡
UsuńPrawdopodobnie wyjdę teraz na tą chamską, ale trudno. Ktoś musi.
OdpowiedzUsuńJeśli zastanawiasz się, czy pisać to opowiadanie, to odpowiedz sobie sama na pytanie: czy piszesz dlatego, że lubisz to robić, czy dlatego, że chcesz mieć ileś komentarzy pod rozdziałem?
To nie tak, że uważam, że chęć znalezienia odpowiedzi na to, czy ktoś to czyta jest zła. I wiem, że miłe słowa motywują. Mam świadomość tego, że statystyki wyświetleń idące w górę są mega przyjemne..., ale gdyby od ilości komentarzy zależało to, czy będę pisać (a naprawdę lubię to robić), to prawdopodobnie kilka lat temu rzuciłabym tym wszystkim, bo najnormalniej w świecie nikt tego nie komentuje. Wyświetlenia postów też się wahają od kilku do kilkuset na rozdział. Potrafią przebić próg, który sobie wyobrażałam jako maksymalny do danej opowieści, a odzewu od czytających nadal nie było. Jednak, czy rzuciłam tym wszystkim, bo nikt nie komentuje? Nie. Jeśli tylko mam wenę, to staram się pisać - nie dla kliknięć, wyświetleń, czy komentarzy, tylko dlatego, że to kocham i nie chcę z tego rezygnować.
Zastanów się nad tym i odpowiedz:
Czy potrafiłabyś to rzucić, bo ktoś to czyta (co widzisz w statystykach), ale nie komentuje?
Czy potrafiłabyś przestać pisać, bo brakowałoby Ci atencji?
A... no i tak poza tym, to całkiem lubię to opowiadanie.
Nie chodziło tu o samo pisanie, bo.zwykle mam kilka rozdziałów do przodu. Chodzi bardziej o to, czy wrzucać dalej, bo to też zajmuje czas. Zawsze staram się dopracować szczegóły każdego posta i pochłania to energię i czas, które mogłabym poświęcić na coś innego.
UsuńNie chodzi o wyświetlenia czy polepszenie statystyk. Nawet nie chodzi o motywację. Mam mnóstwo historii pisanych "do szuflady". Chciałam tylko wiedzieć czy jest sens prowadzenia tego bloga dalej.
Cieszę się, że lubisz moje opowiadanie ♡
Jestem, czytam. Opowiadanie jest naprawdę świetne i nie wyobrażam sobie, żebyś przestała je pisać.
OdpowiedzUsuńDziękuję i zapraszam na nowe rozdziały ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo cześć. Po pokonaniu wielu przeszkód różnego rodzaju w końcu jestem XD
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że naprawdę przyjemnie się czyta to opowiadanie. Jest takie fajne, lekkie, choć cały czas przewija się w tle ta niechęć Fettnera do Vanessy. Ale to jest takie... nie chcę powiedzieć, że typowe, bo to ma jakby negatywne zabarwienie, ale faktycznie dość klasyczne. W takim sensie, że jak w starych dobrych fanfikach, którymi się zaczytywałam dawno temu XD I z całą sympatią dla postaci Gregora, ale obstawiam, że tutaj wszystko potoczy się według zasady "kto się czubi, ten się lubi". Fettner się złości na Nessę, bo jej po prostu nie zna, wydaje mu się głupawą gówniarą, ale obstawiam, że z biegiem czasu to ulegnie zmianie.
Mówię, że przyjemnie się to czyta, bo jest takie lekkie, ale faktycznie ten wątek, który teraz wprowadziłaś, z bójką Michiego i Stefana, już taki lekki nie jest. Nie mam pojęcia o co im posżło, ale obstawiam, że może za tym stać jakaś dziewczyna. Może Michi za bardzo się polubił z Marissą czy coś. To by było bardzo nieładnie z jego strony. Nie no, nie wiem. Ale fajnie rozwijasz ten wątek. Może w następnym rozdziale wreszcie nam wszystko wytłumaczysz.
Buziak! :*