~Michael~
Otwieram oczy. Słońce musiało wstać już
jakiś czas temu, bo w pokoju jest jasno. Podnoszę telefon z szafki koło łóżka.
Jeszcze dziesięć minut do budzika, ale mogę wstać wcześniej. Siadam na
materacu, spuszczam nogi na podłogę. Po ostatnim treningu strasznie bolą mnie
plecy, więc przeginam kręgosłup w obie strony kilka razy, by rozciągnąć mięśnie
i idę się umyć. Vanessa musiała już wstać, bo w łazience czuć słodki zapach jej
żelu pod prysznic.
Ogarnąłem się szybko po czym dopakowałem
ostatnie rzeczy do walizki w pokoju. Trochę obawiam się tego wyjazdu, niby na
niego czekałem, ale po raz pierwszy pojedzie z nami moja siostra. Kto wie, co
moim kumplom przyjdzie do głowy? Oni są nieobliczalni!
Przynajmniej na Stefana mogę liczyć.
Cały czas nie wszystko sobie wybaczyliśmy, choć minął ponad tydzień. Kraft
zrozumiał moje pretensje, ale nie mógł się z nimi pogodzić. Ja też nadal miałem
mu kilka rzeczy za złe, więc można uznać, że byliśmy kwita.
Wszedłem do kuchni, Vanessa tańczyła z
czajnikiem w jednej ręce i paluszkiem chlebowym w drugim. Blond sprężynki
podskakiwały radośnie na jej ramionach, z uszu wisiały białe kabelki od
słuchawek. Nie widziała mnie, lała wrzątek do turkusowego kubka na blacie kuchennej
wyspy. Sięgnąłem do szafki po kubek, a następnie postawiłem go obok jej.
Wzdrygnęła się.
- Michi, dostanę przez ciebie zawału –
podniosła głos, ale wrzuciła torebkę herbaty do naczynia, po czym nalała do
niego wody.
- Bez przesady, aż tak źle chyba nie
wyglądam – zażartowałem. Wyjęła słuchawki z uszu, uśmiechając się promiennie.
- To niech oceniają inne, mi nie wypada
– wzruszyła ramionami. W błękitnych oczach tańczyły iskry rozbawienia. – Gotowy
na Wielki Podryw na Ibizie? – upiła łyk, patrząc na mnie spod rzęs.
Podparłem się na łokciach. Ta teoria
Wielkiego Podrywu nie przemawiała do mnie ani trochę. Chłopaki co roku
opowiadali jakich to rzeczy nie dokonają na wyjeździe, a zwykle wracali z tym
samym, z czym pojechali – czyli z niczym. Miałem nadzieję, że w tym roku nie
będą starali się wyjątkowo przechwalać się swoimi umiejętnościami w kontaktach
damsko-męskich. Owszem, nie raz zagadywaliśmy do dziewczyn na plaży lub przy
hotelowym basenie, ale cos czułem, że w tym roku chłopcy będą szli w konkury,
żeby zaimponować mojej siostrze.
Nie miałem nic przeciwko stosunkom
koleżeńskim między kadrowymi kolegami, a Vanessą – zdecydowanie dobrze bawiła
się w ich gronie, wszyscy byli dla niej mili, więc szybko się odnalazła w nowym
miejscu – ale nie chciałem, żeby któremuś przyszło do głowy coś więcej. Znałem
ich dłużej, wiedziałem o ich mniejszych i, w niektórych przypadkach, większych
grzechach. Nie chciałem, żeby Ness wdawała się z nimi w głębsze relacje.
Owszem, nie wszyscy byli źli, ale to jednak moja jedyna siostra, musiałem ja
chronić, jak tylko mogłem.
~Vanessa~
Taksówka zatrzymała się przed terytorium
lotniska, weszliśmy do środka i odnaleźliśmy Krafta. Chłopak rozmawiał o czymś
z Koflerem i, o zgrozo, Fettnerem.
- Hej – uśmiecham się przyjaźnie,
wszyscy podnoszą na mnie wzrok.
- Cześć – także wita się mój brat oraz z
każdym ściska dłonie.
Chłopcy odpowiadają jedynie skinieniem
głowy.
- O czym mówicie? – zainteresował się
Michael.
Stefan mruga dwa razy, jakby nie
rozumiał usłyszanych słów. Andreas wierci się, ostatecznie opierając o drugi
podłokietnik.
- Właśnie zastanawialiśmy się czy trener
da nam dużo wolnego – odpowiada Kofi.
Manuel wstaje z fotela.
- Idę po coś do picia, wziąć coś komuś?
– pyta kruczowłosy.
Nikt nie wydaje się zainteresowany, ale
mnie coś podkusiło.
- Ja bym się gorącej czekolady napiła – z młodej piersi się wyrwało.
Spogląda na mnie, jakby chciał
powiedzieć „ciebie nikt nie pytał o zdanie”, ale chyba uznał to za niestosowne,
ponieważ obok stoi mój brat i siedzą ich dwaj kumple.
- Jest gorąco, jak w piekle – krzywi
się.
Ma rację, bez wątpienia, ale nie chcę dawać
za wygraną.
- Zimne kakao też będzie w porządku –
uśmiecham się, kątem oka widzę jak Michi z niedowierzaniem przechyla głowę na
bok, wiercąc mnie spojrzeniem.
Fakt, może i to było zadziorne. Może nawet
odrobinę zalotne, ale to Fettner. Demon bez uczuć, z którym ciągle sobie dogryzamy. Pod warunkiem, że
akurat nie udajemy, że nie istniejemy.
Tak, sporo bywa takich momentów.
Manuel kręci głową i rusza przed siebie.
Pewnie wie gdzie idzie, bo stawia pewne kroki, plecy ma proste, nie ogląda się za
siebie ani razu. Aż dziw bierze, że nie rzucił żadnego głupiego tekstu o tym,
że dzieciak ze mnie, więc biorę kakao.
Czuję w kościach, że ten wyjazd będzie
ciężki, ale liczę na łagodne potraktowanie ze strony głupich pomysłów
kotłujących się w ciemnych zakamarkach mózgów tej szalonej gromadki.
Gdy Fettner wraca dostaję mrożoną kawę,
jest bardzo dobra, czuć w niej czekoladę. Choć raz jest dla mnie naprawdę miły
– uznałam tak, ponieważ zadbał o to, by mój napój przynajmniej przypominał to,
co chciałam otrzymać. Zanotowane na plus, ale nadal nie ma po tej stronie wiele
notatek. Ostatnimi czasy jest mniej gburowaty, opryskliwy. Kto wie, może kiedyś
będzie mnie traktował jak resztę skocznego stuffu.
Do naszej grupki dołączają też inni
zawodnicy. Gdy zjawia się Aschenwald i Poppinger nasze grono od razu staje się
weselsze. Szczególnie, że Popi śpiewa „We’re going to Ibiza” i wykonuje przy
tym dziwne ruchy, które nazywa tańcem. Myślę, że pijane koty poruszają się w
podobny sposób. I to te chore.
Nim zebrali się wszyscy, minęło chyba
pół godziny. Wesołą grupką weszliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy miejsca. Lot
minął mi dość szybko, zdecydowanie przyjemniej niż się spodziewałam. Początkowo
chwile się przespałam, ale przez niewygodną pozycję szybko rozbiła mnie kark,
więc postanowiłam obejrzeć jakiś film. W
bibliotece trafiłam na Braveheart. Nigdy
go nie widziałam, choć znajomi i bracia polecali mi od bardzo dawna. Nie żałowałam
wyboru, a po obejrzeniu, ponieważ Stefan obudził się, gdy zostało mi
dwadzieścia minut do końca, porozmawiałam z nim na temat wrażeń.
Hiszpański port lotniczy przywitał nas –
dosłownie – gorąco. Było jeszcze goręcej niż w Austrii, co wcale mnie nie
dziwiło, ale miałam wrażenie, że zamiast się pocić topnieję jak bałwan na
wiosnę.
Z lotniska zabrał nas bus-taxi. Cudeńko miało
klimatyzację, więc wszyscy ustawiliśmy maksymalną moc. Do hotelu było blisko,
nie jechaliśmy więcej niż dwadzieścia minut. Budynek wdawał się ogromny, ale za
to rzucał dużo cienia. Zostaliśmy oddelegowani do pokoi, całe piętro w tym
skrzydle zarezerwowane było na naszą wyłączność. Przynajmniej ryzyko, że
wyrzucą nas z hotelu, gdyby chłopcom coś głupiego przyszło do głowy, było
znacznie mniejsze.
Dostałam pokój sama. Był ogromny, miał
wielkie łóżko, taras – nie balkon! – z widokiem na plażę i morze, duże okna, klimę
nad wejściowymi drzwiami, łazienkę, w której stała wielka wanna (bez problemu
zmieściłoby się w niej dwóch chłopców i jeden, który leżałby na boku). No żyć,
nie umierać!
Zaczynałam rozumieć, czemu wszyscy tak
czekali na ten wyjazd.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę – krzyczę zachęcająco.
Uchylają się lekko, przez otwór zagląda
trener.
- Mogę cię na chwilę prosić? – pyta.
- Oczywiście! – odpowiadam od razu. Zostawiam
bagaż i ruszyam korytarzem za mężczyzną.
Większość drzwi do pokoi jest otwarta, a
chłopcy chodzą tam i z powrotem, zaglądając do siebie, jak dzieci na kolonii.
Trener pokazał mi swój pokój, gdybym
miała jakieś problemy związane z pracą. Zabrał mnie także do pomieszczeń
treningowych, gdzie rozstawiony był sprzęt do ćwiczeń. Na koniec weszliśmy do
pokoju, w którym stał stół do masażu, a w rogu pomieszczenia biurko.
- To jest twój gabinet – oznajmia. Będziesz
zajmować się dobrą kondycją ich mięśni po skończonym treningu. To obejmuje
masaż, ale mam nadzieję, że to nie będzie problem – uśmiechna się blado.
Moja mina musiała mówić wszystko. Czy to
oznaczało, że nie tylko będę oglądała ich w wszystkich w samych gaciach (bo nie
mam zamiaru prosić o całkowite rozbieranie i tylko ręcznik do zakrycia) i w
dodatku będę masowała Michiego?
Krzywię się, co od razu zauważa trener.
- Spokojnie, mamy też miejscowego
fizjoterapeutę, Leona. Pomyślałem, że nie będziesz chciała masować brata. Leon przyjdzie
jutro wieczorem, przejmie część zawodników, ale z ich kartami i tak będzie
szedł do ciebie – poszerza uśmiech.
Ten człowiek tak bardzo chce, żebym
czuła się tu dobrze. To naprawdę miłe, że ktoś o to dba.
- Dziękuję – oddycham z ulgą.
- Skoro nie masz żadnych pytań, możesz
wracać do pokoju. Gdybyś uznała to za konieczne, to klucz do tego pokoju.
- Dziękuję – powtarzam się i biorę od
niego przedmiot. Wychodzimy razem, po czym idę do siebie.
Ledwo zdążam zamknąć za sobą drzwi, one
otwierają się z rozmachem. Do środka wparowuje Poppi z głośnikiem w jednej
ręce, a telefonem w drugiej. Drze się to jak nie wiem, ale przynajmniej kawałek
spoko. Stary, ale fajny.
Then
we party in Miami, party in Ibiza
Party in New york all the way to Africa
Love in the Caribbean all the way to Vegas
Here we go San tropez and Tokyo
Party in New york all the way to Africa
Love in the Caribbean all the way to Vegas
Here we go San tropez and Tokyo
Patrzę trochę z politowaniem na te jego „kocie
ruchy”. Ma wakacje, niech się dziecko
pobawi – uznaję początkowo w myślach, szybko jednak trzeźwieję z chwilowego
zamroczenia.
- Ścisz to, za nim wyrzucą cię z hotelu –
mówię zaplatając ręce pod biustem.
- No co ty?! Mamy piętro dla siebie! A pierwszy
dzień jest zawsze wolny, co oznacza IM-PRE-ZĘ!!! – krzyczy entuzjastycznie.
Do mojego pokoju wpada Aschenwald z gołą
klatą.
- Idziemy wieczorem na miasto. Podobno na
plaży co wieczór jest dyskoteka – uśmiecha się, prezentując bielusieńkie ząbki,
które odciągają moją uwagę od jego torsu.
Źle mi z tym, że tak oblepiam wzrokiem
dzieciaka, no ale kto mi kazał tak ładnie wyglądać w wieku dwudziestu jeden
lat?!
Do pomieszczenia wchodzi Michi. O matulu, to się zacznie! Patrzy
na obu jak na idiotów.
- Co to za prywatka? – pyta, jakby w
ogóle go nie wkurzała obecność dwóch chłopaków w moim pokoju.
- Też bym chciała wiedzieć – odpowiadam,
gdy Poppinger ładuje się z butami na moje piękne, białe łóżko. – Ale za to,
zabiję!
Nie sprawdzałam tego rozdziału, więc może być trochę błędów. Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Dostałam wiele miłych wiadomości.
Pamiętajcie, że komentarze to miejsce na wyrażanie swojej opinii i, póki co, miejsce na zadawanie pytań. Zastanawiam się nad dodatkową zakładką specjalnie na pytania, ale pewnie jeszcze jakiś czas się będę zastanawiać.
Tymczasem, Ci z Was, którzy mają wakacje, niech się nimi cieszą, póki są.
Kolejny rozdział pojawi się 1 września! Już mogę Wam zdradzić, że to będzie dobry materiał na odstresowanie się przed początkiem kolejnego roku szkolnego :D
Pozdrawiam,
Monika Karolina xxx

Cudowny jak zawsze. Z utęsknieniem czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń♡♡♡ cieszę się, że lubisz i czytasz. No i, że nie możesz się doczekać :D
UsuńSprawy między Michim i Stefanem jakoś samoistnie się wyciszyły, więc może to nawet lepiej. Ziomki wszak powinny się ziomkować, a nie lać po pyskach XD Myślę sobie, że ten wyjazd będzie totalnie szaleńczy. Zapowiada się na chlanie, śpiewanie, tańce, hulanki, swawole. Ogólnie jedna wielka biba. No, może czasem trochę potrenują. Tak dla przyzwoitości XD Liczę na to, że będzie się duuuużo działo :D
OdpowiedzUsuńBuziak! :*
P.S. Patrz, jak tym razem jestem wcześnie. Bądź dumna ;)
Dumna jestem. I widzę, że wszystko nadrobione. Tylko pogratulować:D
UsuńCzasem przyjaciele muszą sobie dać po razie XD
A co do picia to powiem tak:
"Whoah! We're going to Ibiza
(...)
Whoah! We're gonna have a party " XDDD
Nareszcie!! Czekałam na ten rozdział i oczywiście się nie zawiodłam. Zabrakło mi Gregora zdech pasują do siebie z Vannesa
OdpowiedzUsuńZdecydowanie...
UsuńKocham gdy piszecie takie rzeczy ♡ no nie może to być dużo w każdym rozdziale :P co za dużo, to niezdrowo
UsuńNawet jeśli wszystkie byście napisały, że go kochacie XD
Cud, miód i malina ♥♥♥
OdpowiedzUsuń❤❤❤
UsuńNo ja mam nadzieję, że Michi i Stefan to dojdą do porozumienia, no :D Bo to inaczej być nie może :D No dobrze, że się zrozumieli, to niech sobie to teraz przetworzą i pogodzą haha :D Nie, no rozumiem, że to wymaga czasu, w końcu trochę nieprzyjemnych rzeczy padło, ale wierzę w nich :D
OdpowiedzUsuńOch, Michi jak się boi o siostrę, to urocze :D
I normalnie nie wierzę, że Fettner przyniósł Vanessie to, o co go poprosiła haha, no może faktycznie nie taki zły Fettner... :D
Ja czuję, że na tym wyjeździe to się będzie działo, oj będzie haha :D
No i tak... A Gregor to gdzie haha? :D
Pozdrawiam ;*
Ja bym chciała się dowiedzieć o co poszło Michiemu i Stefanowi bo niby jest już Oki ale ja dalej nie wiem O CO POSZŁO!!!
OdpowiedzUsuńDla Fettnera duże brawa (klask, klask) nie spodziewałam się że jej co kolwiek przyniesie :P
Te wszystkie imprezy będą super i Nessa będzie mieć ciężkie dni :P
I pytanie najważniejsze no gdzie ten Grześ????? Co on ma chorobę lokomocyjną? Śpi czy w łazience siedzi? :,D
Pozdrawiam i czekam na następny:D
Buziaki :*
Świetny rozdział. Czekam na następny ��
OdpowiedzUsuń