~Vanessa~
W windzie jest całkiem niezręcznie.
Andreas przygląda się każdemu z nas, co chwila zmieniając obiekt obserwacji.
Manuel, nonszalancko oparty plecami o jedną ze ścian, wbija wzrok w sufit, a
Gregor zerka w moją stronę z uroczym uśmiechem, który poszerza, gdy tylko na
niego spojrzę. Milczymy od momentu zamknięcia się drzwi, więc przerwanie
panującej ciszy zapewne byłoby jeszcze bardziej niezręcznie. Oddycham z ulgą,
gdy rozlega się odgłos dzwoneczka, a drzwi rozsuwają się ukazując nam lobby
hotelu. Na kanapach znajdujących się nieopodal zauważam trenera przeglądającego
jakieś dokumenty i rozwalonego na dwa miejsca Didla. Macha do nas powolnym
gestem dłoni, jakby dopiero co wstał z łóżka i jeszcze się nie obudził.
– Gdzie reszta? – pytam, moszcząc się
obok nóg Didla.
Wzrusza leniwie ramionami.
– Pewnie się zebrać nie mogą – mówi w
końcu.
– Jak zawsze – popiera jego zdanie
trener.
Chwilę później otwierają się drzwi
windy, wszyscy zerkamy w tamtą stronę. Rozpoznaję rozlegający się śmiech, nim
widzę do kogo należy. Zza palmy doniczkowej wychodzi Michl i Kraftl, twarze obu
zdobią szerokie uśmiechy, które zapewne okalałyby całą głowę, gdyby na
przeszkodzie nie stały im uszy.
– A wy co tacy radośni? – pyta trener.
– Nie… My? Po prostu sobie opowiadamy
śmieszne rzeczy. To coś złego? – plącze się mój brat.
– Ależ skąd – przeczy trener. – Mam
nadzieję, że na treningu również nie zabraknie wam siły – kąsa złośliwie, z
delikatnym uśmiechem błąkającym się po ustach.
W atmosferze żartu oczekujemy na resztę,
a gdy wszyscy są już na dole, ruszamy na zewnątrz. Piaszczyste boisko
siatkarskie znajduje się na terenie naszego hotelu, więc nie musimy iść zbyt
daleko. Sadowię się wygodnie na leżaku po czym zdejmuję koszulkę i wyciągam
dokumenty, które muszę przejrzeć i uzupełnić. Dopóki chłopcy się rozgrzewają
jestem w stanie spokojnie popracować, jednak po zakończeniu rozgrzewki któryś z
nich włącza głośnik i puszcza z niego play listę prawdopodobnie wygenerowaną
przez You Tube. Radosne, wakacyjne piosenki kompletnie odciągają moją uwagę, a
ja szybko przyłapuję się na podśpiewywaniu pod nosem. Odkładam dokumenty na bok
i sięgam do torebki po krem do opalania. Nie chcę się oparzyć tylko spiec na
miodowo, więc muszę uważać. Zza okularów obserwuję jak zawodnicy grają, są
bardzo weseli; śpiewają, śmieją się, tańczą, wygłupiają, ich rozgrywka wygląda
bardzo beztrosko.
Gdy Gregor ma zagrywać poprawiam się,
żeby lepiej widzieć. Nie wiem kiedy zdjął koszulkę, prawdopodobnie jeszcze w
trakcie rozgrzewki. Mimo, że jego ciało jest chude, mięśnie ma wyraźnie
zarysowane, odcinające się pod skórą. Gdyby ktoś jeszcze miał tu wstęp, z
pewnością nie byłabym jedyną zahipnotyzowaną dziewczyną. Podrzuca piłkę i
wyskakuje do niej, a ja wciągam głęboko powietrze. Jego ręka z głośnym
plasknięciem posyła piłkę na drugą połowę boiska, gdzie Didl nieudolnie próbuje
ją odebrać, jednak ona odbija się od jego rąk i wbija w siatkę dzielącą kort na
połowy.
Odrywam wzrok od gry, ponieważ na leżaku
obok siada trener.
– Papierkowa robota cię znudziła? – pyta
wskazując ruchem brody na porzucone dokumenty.
Uśmiecham się przepraszająco.
– Niestety, nie mogę się skupić w takich
warunkach – delikatnie wzruszam ramionami.
Pan Kuttin spogląda przez ramię na
rozgrywający się mecz.
– Mam kazać im się ubrać? – proponuje,
na co ja od razu reaguję śmiechem.
– Nie, nie, to nie to – zaprzeczam
szybko.
– A, czyli wolisz ich roznegliżowanych.
Rozumiem, młodość ma swoje prawa – ciągnie żart, a ja nie mogę powstrzymać
rozbawienia.
– Muzyka mnie rozprasza, to miałam na
myśli – tłumaczę się czując, że moje policzki czerwienieją i nie jest to efekt
siedzenia na słońcu.
– Później będziesz mieć chwilę wolnego
między treningiem, a obiadem, więc wtedy będziesz mogła się tym zająć. Nie
musisz się z tym bardzo śpieszyć, ale dobrze by było gdybyś przynajmniej
przejrzała te karty przed wieczorną sesją – mówi, a następnie odchodzi.
Wiem, że mi pobłaża, widzę to. Nie chcę
być uważana za jakąś młodą i głupią, chcę dać z siebie jak najwięcej w tej
pracy, jednak ten wyjazd zdecydowanie nie sprzyja mojemu zaangażowaniu. Rzucam
ponownie spojrzenie w stronę skoczków, a wtedy zauważam, że w moją stronę idzie
Manuel. Jego skóra miejscami oprószona jest jasnym piaskiem z boiska. Nie mam
pojęcia czy na mnie patrzy, ponieważ ma na nosie okulary – czarne awiatory.
Zbliża się pewnym krokiem, nonszalancko poprawiając włosy. Gdy staje obok
mojego leżaka czuję, że nie jestem w stanie złapać oddechu.
Chłopak pochla się, sięgając po butelkę
wody. Bez słowa otwiera ją i łapczywie pociąga napój. Gdy kończy, wylewa na
swoją głowę resztkę wody, część z niej kapie na mnie. Odskakuję.
– Ej, uważaj, mam tu ważne dokumenty –
podnoszę głos i bez zastanowienia uderzam go otwartą dłonią w łydkę.
Fettner odsuwa się o krok, zdejmuje
swoje okulary i przygląda się swojej nodze.
– Pogięło cię?! – sarka rozjuszony.
Kulę się w sobie. Jeśli do tej pory
twierdziłam, że się go boję, to znaczy, że nie miałam pojęcia czym jest strach.
Przełykam głośno i jakimś cudem znajduję
w sobie odwagę, żeby się mu postawić.
– Mnie? To ty chlapiesz wodą na
wszystkie strony! Percy Jackson się znalazł! – żacham się.
Przez jego twarz przebiega grymas,
pochyla się nade mną gwałtownie.
– Chlapię wodą, tak? – mówi cicho, jakby
przewrotnie. Nasze twarze znajdują się milimetry od siebie. – To ja ci za raz
pokażę jak można chlapać wodą – posyła mi cwany uśmieszek i niepostrzeżenie
wyciąga z torby kolejną butelkę, a jej zawartość wylewa na moją głowę.
Siedzę z otwartymi ustami, przez
pierwsze sekundy jestem w szoku, nie potrafię wyksztusić ani słowa. Chwilę
później przychodzi otrzeźwienie i rzucam mu mordercze spojrzenie.
– Zabiję cię – oznajmiam tonem
pozbawionym emocji.
Rzucam się na niego jak w zapasach.
Upadamy w piach, zamykam oczy i krztuszę się tumanami. Przez sekundę czuję się
zwycięzcą, bo udało mi się zwalić go z nóg, jednak chwilę później Fettner
przetacza mnie na plecy. Macham rękami na oślep, mniej więcej tam gdzie powinna
być jego twarz. Chłopak łapie mnie mocno za nadgarstki, unieruchamia je.
Przyciska mnie kolanem do piachu, wiem, że z rękami nic już nie zrobię więc
zaczynam wierzgać nogami. Manuel śmieje gardłowo, a ja ze złości zaczynam
piszczeć jak czajnik z gotującą się wodą.
– Hej, Manu, złaź z mojej siostry! –
słyszę głos Michiego i parskam śmiechem.
Manuel puszcza mnie, ale nadal czuję
jego kolano wbijające się w mój brzuch. Powoli otwieram oczy. Kruczowłosy
klęczy nade mną z rękami uniesionymi w geście obronnym. Rzuca mi krótkie
spojrzenie, mam wrażenie, że on też jest rozbawiony słowami mojego brata.
– Ona zaczęła – bąka pod nosem. Jestem
przekonana, że Michi nie jest w stanie tego usłyszeć.
– I to niby ja jestem gówniarą? – unoszę
brew, marszcząc czoło. Widzę, że kącik jego ust unosi się na sekundę, ale
szybko opada. Pewnie moje żarty nie są godne jego uśmiechu…
Bez słowa podnosi się, otrzepuje ciało z
piachu i odchodzi. Podnoszę się na łokciach i odprowadzam go wzrokiem.
– Co to miało być? – rzuca do niego
rozgniewany Michael. Fettner odpowiada mu coś, jednak mówi na tyle cicho, że
nie jestem w stanie nic usłyszeć.
Zerkam na Gregora. Przygląda się
dyskusji chłopaków, przyciskając piłkę do biodra. Ma ściągnięte brwi, spuszcza
wzrok, a chwilę później posyła mi krótkie spojrzenie. Na tle krótkie, że nie
jest w stanie zauważyć uśmiechu, który mu posyłam. Wzdycham ciężko i podnoszę
się, aby wrócić na leżak. Moje włosy są mokre i obklejone piachem – wolę nie
wiedzieć jak wyglądam.
Przez resztę treningu przeglądam
papiery, staram się nie zwracać uwagi na skoczków. Po treningu zbieramy się w
holu, a trener przekazuje nam plan na dalszą część dnia, potem pozwala nam
odejść. Chcę jak najszybciej wrócić do pokoju i wypłukać piach z włosów, jednak
ktoś chwyta mnie za łokieć i odciąga do tyłu.
Odwracam się przez ramię zdumiona. To
Michi.
– Co jest? – pytam zdziwiona.
Mój brat odczekuje chwilę, aż reszta się
rozejdzie. Kraftl wacha się chwilę, ale na moje porozumiewawcze skinienie,
odchodzi.
– Co jest?! – cytuje mnie przez
zaciśnięte zęby. – To ja się pytam co
jest?! – warczy. – Nie chcę więcej takich sytuacji jak z Manuelem, jasne?
Zaciskam szczękę, czuję, że narasta we
mnie gniew, ale staram się go powstrzymywać.
– Michi, rozmawialiśmy o tym… –
zaczynam.
– No właśnie, rozmawialiśmy o tym, a ty
dalej robisz to samo – wścieka się, jednak wzdycha po chwili i przymyka
powieki. – Posłuchaj, wiem, że radziłem ci zakumplować z Manuelem, ale to nie
jest dobry sposób…
– To nie jest żaden sposób! – wtrącam
się. – Oblał wodą mnie i dokumenty, więc się wkurzyłam. To była bójka, a nie
sposób na poprawienie relacji – tłumaczę.
Patrzy na mnie z niedowierzaniem.
– Byłaś bardzo roześmiana jak na bójkę –
zauważa.
Przewracam oczami lekceważąco.
– Zaczęłam się śmiać z tego co
powiedziałeś – zaplatam ramiona, pewna swojego zwycięstwa w tej słownej
potyczce.
– Nie mam do ciebie siły, bachorze –
sączy cicho.
– Chyba miałeś na myśli „najlepszą
młodszą siostrę na świcie” – droczę się.
Michi spuszcza wzrok, wzdycha, a chwilę później
odchodzi. Odwracam się za nim. Nie pojmuję co się stało. Ruszam w kierunku wind
i szybko udaję się do pokoju, gdzie biorę prysznic. Po kąpieli przebieram się w
czyste ubrania, przeglądam jeszcze chwilę dokumentację skoczków. Zatrzymuję się
przy karcie Gregora, przeglądam ją wolniej niż resztę, odrobinę bardziej
uważnie. Powoli śledzę historię każdej, nawet najmniejszej, kontuzji, aż
rozlega się pukanie do drzwi.
– Proszę – mówię po chwili, składając
dokumenty i odkładając je na szafkę nocną.
Do pokoju powoli wchodzi Kofi. Nie
spodziewałam się go tutaj, ale zawsze poprawia mi humor, więc cieszę się na
jego widok.
– Hej, Ness, idziesz dziś z nami na
golfa? Po kolacji będziemy mieć chwilę wolnego, więc wybieramy się z chłopakami
na pole – zaproponował.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
– Z nami?
– dopytałam.
– No wiesz, ja, Michi, Kraft, Gregor… –
wymieniał. Ten skład wydawał mi się bardzo przyjemny. – No i Manuel – dodał.
– Poppi? – upewniam się.
– Nie, Fettner – odpowiada.
Wzdycham cicho.
– Wiesz, dziękuję ci bardzo za pamięć,
ale chyba powinnam jeszcze poczytać wasze karty – próbuję się wykręcić.
– No wiesz co? – oburza się lekko. –
Gregor będzie załamany jak z nami nie pójdziesz – dodaje, wbijając dłonie w
tylne kieszenie dżinsowych szortów, które ma na sobie,
Zastygam na chwilę. Moje serce traci
właściwy rytm.
– A co Gregor ma do tego? – pytam,
unosząc obie brwi bardzo wsoko. Udaję, że jestem w pełni opanowana, choć
wszystko we mnie płonie i jestem przekonana, że moje policzki oblewają się
purpurą.
Kofi wzrusza ramionami.
– Przez pół treningu gadał o tym,
żebyśmy poszli na golfa i nauczyli cię grać – tłumaczy. – Ktoś się chyba
zakochał – mówi, a ja wybucham nerwowym śmiechem.
– Daj spokój, z takich rzeczy nie powinno
się żartować – pouczam go.
Kofler kołysze się na piętach.
– A kto powiedział, że żartuję? – unosi
prawą brew i uśmiecha się wesoło.
Kręcę głową z niedowierzaniem, ale nie
mogę powstrzymać uśmiechu, który pojawia się na mojej twarzy.
– Z chęcią pójdę z wami na golfa –
odpowiadam w końcu.
– No i o to mi chodziło – brunet
triumfuje, a ja z rozbawieniem kręcę głową.
– Wariat – bąkam pod nosem.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć
wszystkim!
Wiem, że
dawno mnie tu nie było i część z Was pewnie uznała, że nigdy już tutaj nie
wrócę. Ale wróciłam. I tym razem nic nie obiecuję. Wiem tylko, że chcę
doprowadzić tę historię do końca, a przed nami jeszcze kawał historii. Nie było
mnie tu prawie rok, zniknęłam w sumie bez pożegnania i bardzo chciałabym Was za
to przeprosić. Powinnam była powiedzieć, że zawieszam pracę nad opowiadaniem, ale tak naprawdę nie byłabym z
Wami szczera. Nie zawiesiłam pracy nad fanfiction, po prostu nie miałam czasu
go pisać. Ale pochylmy czoła przed korona wirusem, bo być może właśnie dzięki
niemu wrócę do bardziej systematycznego tworzenia tej historii.
Teraz pora
na gratulacje dla Krafcika, którego taniec do „Boom-boom-boom-boom” w samolocie
sprawił, że zasiadłam do klawiatury i wystukałam te tysiąc-coś znaków. Uznałam
to po prostu za znak (dziękuję Ci, Michi, za ten filmik na Insta Story). Ten
rozdział zaczęłam pisać już dawno temu i gdy zasiadłam do niego dzisiaj (tj.13
marca 2020), nie pamiętałam co miało się w nim znaleźć. Jeśli początek różni
się od końcówki np. stylem, to przepraszam, ale ostatnio dużo piszę na studiach
i wymaga to ode mnie zupełnie innego stylu, więc możliwe, że mój osobisty styl
uległ nieco zmianie.
Dziękuję,
że jesteście tu ze mną, mimo, że nie było mnie tu od 14 kwietnia 2019.
Przepraszam, mam nadzieję, że uda mi się to naprawić.
Trzy
tysiące całusów, dbajcie o siebie i siedźcie w domu, jeśli nie musicie
wychodzić do pracy.
Monika
Karolina xxx

No dobrze nie będę krzyczeć (a powinnam), ale wybaczam, wiem że początki na studiach są ciężkie.
OdpowiedzUsuń"Pan Kuttin spogląda przez ramię na rozgrywający się mecz.
– Mam kazać im się ubrać? – proponuje, na co ja od razu reaguję śmiechem.
– Nie, nie, to nie to – zaprzeczam szybko.
– A, czyli wolisz ich roznegliżowanych. Rozumiem, młodość ma swoje prawa – ciągnie żart, a ja nie mogę powstrzymać rozbawienia."
To chyba mój ulubiony cytat tego rozdziału, nie spodziewałam się po panie Kuttinie takiego poczucia humoru :P
Co do sytuacji z Fettnerem to za nim przeczytałam, że oblał ją tą wodą to zdążyłam sobie to wyobrazić, ta przepychanka w piasku też była do przewidzenia, co prawda myślałam, że raczej przerwie ją Gregor a nie Michi, no ale brat to brat.
Reakcja Gregora do zaistniałej sytuacji jak najbardziej na miejscu. Nie dziwi mnie to wcale bo chyba każdy na jego miejscu by się trochę wkurzył albo był zawiedziony, że osoba która Ci się podoba albo na której Ci zależy znajduję się w dwuznacznej sytuacji z poniekąd obcą osobą.
Odnośnie pretensji Michiego na koniec to pewnie niektórzy powiedzą, że przewrażliwiony, że to były żarty, ale ja go rozumiem chcąc nie chcąc ma pod opieką swoją młodszą siostrę, która nie dokońca zachowuje się grzecznie. Przecież gdyby jej nie pilnował i doszło by do jakiegoś incydentu (nie ważne jak poważnego w skutkach) to pewnie nie miał by po co wracać do domu.
No i końcóweczka czyli Kofi, jaki on w tym wszystkim był uroczy jak jej tak podsuwał te informacje o Gregorze.
No nic czekam na następny mam nadzieje, że będzie szybciej niż później.
Buziaki xoxo
Absolutnie nie dziwię się Vanessie, że nie potrafiła się skupić na pracy, gdy przed nią rozpościerały się takie widoki! ^^ Dziewczyna chce jednak udowodnić, że nadaje się do powierzonej jej pracy i próbowała jednak skierować uwagę na papiery, ale to wcale łatwe nie było, kiedy do głosu doszedł Manu... :D Ja nie wiem, co jest z nim nie tak haha :D Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest mu kompletnie nie po drodze z Vanessą, ale... Może tak objawiają się jego podchody do dziewczyny? Trudno go wyczuć! W każdym razie oboje nie byliby sobą, gdyby czegoś nie odwalili :D Wytarzali się w piasku, czego świadkiem byli wszyscy, a w szczególności Michi i Gregor. Michael na całego przyjął postawę starszego braciszka i zgrywa ochroniarza Vanessy :D Wiem, że się o nią troszczy i martwi, ale jednak mógłby trochę zluzować ^^ No i Gregor... Szkoda mi się go zrobiło, bo on czuje coś więcej do Vann, więc to dla niego wcale przyjemny widok nie był.
OdpowiedzUsuńKofi! Boże, jak ja za nim tęsknię <3 Cóż, on ma sporo racji! :D Sposób, w jaki naprowadzał Vann na to, że Gregor może być w niej zakochany niezwykle mnie rozczulił <3 Zapowiada się ciekawie na tym golfie ^^
Dużo weny i zdrówka! ;*