sobota, 1 sierpnia 2020

25.


~Vanessa~
Nie mija więcej niż kilka sekund, a z twarzy Manuela znika rozbawienie. Przeciera ponownie ręce i opada na swój wiklinowy fotel. Zastanawiam się, co jest powodem jego zmiany, ale nie mam bladego pojęcia. Przez kilkanaście minut siedzimy w ciszy, nie wiem czy powinnam się odezwać, czy nie. Z zamyślenia wyrywa mnie powrót chłopaków.
– To co? Wracamy? – rzuca Kofler, podchodząc do nas jako pierwszy.
Przelotnie spoglądam na ignorującego mnie Manuela.
– Z wielką chęcią – nadaję swojemu głosowi wystarczająco wymowny ton, by zwrócić na niego uwagę Andreasa.
Kofler marszczy brwi, ale nie pyta co się działo. I dobrze, niech nadal wszyscy myślą, że pałamy do siebie niechęcią. Co zresztą wydaje się być prawdą, patrząc na to, że Manuel ignoruje mnie jak wcześniej. Ale czego ja chciałam? Może wcale nie żartował z tym, że mnie nie znosi? Fettner nie odzywa się ani słowem, a ja w duchu wycofuję się z tego o czym myślałam, gdy nazwał mnie nieznośną. Zdecydowanie nie zapałam do niego sympatią. Ten człowiek to same przeciwieństwa. Jestem przekonana, że kiedyś uda mi się go rozgryźć, ale póki co nie zamierzam marnować na niego więcej czasu.
Wracamy do pokoi na piętnaście minut przed sesją. Przebierając się, zdaję sobie sprawę, że Michi nie dopytywał o moją koszulkę. Dziwne, ale nie zamierzam się tym przejmować. Przebiegam z pokoju do gabinetu i zaglądam w pierwszą kartę. Nie zdążam przeczytać nazwiska, bo drzwi otwierają się z impetem.
Podskakuję zdenerwowana, ale zerkam przez ramię. Do pomieszczenia wchodzi uśmiechnięty trener. Ten człowiek to istny wulkan pozytywnej energii, którą dzieli się ze wszystkimi.
– Dobry wieczór – witam go, podchodząc do okna by zasłonić rolety.
– Dobry wieczór. Gotowa do pracy? – pyta cały czas się uśmiechając.
– Mam nadzieję – kwituję stwierdzenie nerwowym śmiechem.
– No dobrze, to ja nie przeszkadzam – stwierdza pan Kuttin. – Udanej sesji – życzy.
Żegnamy się skinieniem, po czym wychodzi. Zapalam światła, zasłaniam rolety, otwieram uchylnie okna, żeby wpadało świeże powietrze, gdy nagle ktoś puka do drzwi.
– Proszę – wołam siłując się z klamką okiennicy. – Przygotuj się do masażu, za chwilę zaczynamy – zlecam przybyłemu.
W końcu udaje mi się uchylić drzwi balkonowe, więc odwracam się do pacjenta. Zamieram w jednej sekundzie. Przede mną stoi pół nagi Gregor Schlierenzauer. Mam wrażenie, że szczęka opadła mi do samej podłogi, więc staram się szybko ją pozbierać, zanim miodowowłosy się zorientuje. Greg odkłada swoje ubrania na krzesło i odwraca się do mnie en face.
– Cześć, dawno się nie widzieliśmy – żartuje, a ja naprawdę próbuję się zaśmiać.
Rozciągam usta w uśmiechu, nie jestem w stanie zrobić nic więcej. Mam wrażenie, że wrosłam w podłogę. Czuję, że twarz mi płonie.
O Panie! Przypomnij mi jak oddychać.
Odwracam się do biurka, udając, że muszę ułożyć dokumenty.
– Dobrze, połóż się wygodnie, za chwilę się tobą zajmę – mówię w końcu, próbując się opanować. Zdecydowanie nie byłam gotowa na takie widoki.
Podchodzę do stołu, nakładam na dłonie trochę olejku i staram się głęboko oddychać. Serce łopocze, jakby chciało pogruchotać żebra, a dłonie trzęsą się jakbym trzymała w nich włączony młot pneumatyczny.
Cudownie, bąkam w myślach. Schlieri na pewno wyczuje ich drżenie, a wtedy spalę się ze wstydu. Oddycham głęboko raz jeszcze i przystępuję do masażu, skupiając się tylko na skrawku ciała, który akurat rozcieram. Z transu, w jaki się wprowadziłam po pewnym czasie wyrywa mnie głos Gregora.
– Szkoda, że nie zdecydowałaś się jednak na grę – stwierdza patrząc obojętnie w sufit.
Spoglądam przelotnie na jego twarz. Mam wrażenie, że nie wyraża żadnych uczuć.
– Chyba lepiej dla was – stwierdzam, wzruszając ramionami. – I tak zmarnowaliście na mnie mnóstwo czasu – dodaję.
Miodowowłosy przenosi na mnie spojrzenie.
– Uważam, że byłaś już naprawdę blisko – jestem przekonana, że próbuje mnie tylko pocieszyć.
Posyłam mu uprzejmy uśmiech.
– Nigdy nie byłam typem sportowca, ale dziękuję, że uważasz inaczej – odpowiadam nadal spięta tym, że leży przede mną w samych bokserkach.
– Serio, szło ci całkiem nieźle. Ostatni strzał był naprawdę dobry – nie przestaje chłopak.
– Tak, dopóki omal nie zabiłam Fettnera – bąkam z przekąsem.
– Co jak co, ale finał był akurat wystrzałowy – rzuca Gregor, uśmiechając się szeroko.
Nie jestem w stanie powstrzymać chichotu.
– Sądziłam, że w golfie zalicza się dołki, nie głowy znajomych – ciągnę żart.
– Za głowy są dodatkowe punkty, więc ty dzisiaj na pewno wygrałaś – dodaje Schlieri.
Oboje wybuchamy śmiechem. Nagle odchodzi ode mnie całe skrępowanie. Trzeba przyznać, że gdyby na Igrzyskach była kategoria poprawianie humoru, to Gregor byłby w niej mistrzem. Ale on chyba mistrzostwo ma we krwi.
– Dziękuję – mówię, gdy nasze śmiechy cichną.
Miodowowłosy marszczy brwi.
– Za przyznanie zwycięstwa? – nawiązuje do żartu.
Kręcę głową aby zaprzeczyć.
– Nie, chodzi o to, że… Jestem ci wdzięczna, bo zawsze potrafisz mnie rozweselić – przyznaję, choć czuję się z tym wyznaniem nieco głupio.
Gregor milczy przez dłuższą chwilę, więc zerkam przelotnie na jego twarz. Uśmiecha się delikatnie, patrząc na mnie spojrzeniem, którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Na chwilę przestaję ugniatać jego mięśnie i patrzę na niego pytająco.
– To co? Chyba należy mi się jakaś nagroda, mam rację? – rzuca w końcu.
Zagryzam policzek.
Że co, przepraszam? Panie, mnie nie stać na takie hece.
– Nagroda? – rzucam niepewnie, jakbym nie dosłyszała jego pytania.
– No, należy mi się zdecydowanie. Skoro taki dobry jestem… Wiesz, za skoki dostawałem medale czy Kule... Przyzwyczaiłem się do bycia nagradzanym – przy ostatnim zdaniu nie jest w stanie powstrzymać żartobliwego tonu.
– Och, no tak, przecież mam do czynienia z mistrzem – droczę się. – Jak mogę wynagrodzić twe zasługi, mój panie? – kłaniam się w pas.
Gregor śmieje się gardłowo.
– Pomyślmy… – udaje zadumę, a ja w tym czasie wracam do pracy. – Może, wybacz mi śmiałość, ale… Wydaje mi się, że odpowiednią nagrodą będzie… prywatna kolacja z pewną uroczą austriacką damą – rzuca.
Kręcę głową rozbawiona, starając się ukryć rumieńce.
– O cholera, gdzie ja teraz taką znajdę? – bąkam, po czym ponownie wybuchamy śmiechem.
Naszą rozmowę przerywa pukanie do drzwi. Sięgam pospiesznie po jeden z hotelowych ręczników i bezceremonialnie rzucam go na brzuch skoczka. Dopiero, gdy Schlierenzauer zakrywa się nim dokładnie, proszę do środka gościa.
Przez drzwi niepewnie zagląda uśmiechnięty od ucha do ucha Poppinger.
– Cześć, Ness, mogę? – pyta zerkając na rozłożonego na stole Gregora.
Patrzę na zegarek.
– O, jasne. Chyba się trochę zagadaliśmy – stwierdzam. – Dokończę szybko i za chwilę się tobą zajmę – dodaję.
Gdy zauważam, że powinnam skończyć piętnaście minut temu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czas się skurczył, przyspieszył w trakcie naszej rozmowy. Posyłam Gregorowi przepraszający uśmiech. Kończę masaż i pozwalam mu zejść ze stołu, a sama idę umyć ręce. Poppi zaczyna szykować się do masażu, Schlieri ubiera się pospiesznie. Udaję, że nie patrzę, zawzięcie płucząc ręce z mydlanej piany. Gdy odwracam się od umywalki, do wnętrza pomieszczenia, zauważam, że miodowowłosy stoi już przy drzwiach i wpatruje się we mnie wyczekująco.
Unoszę brwi pytająco. Greg rzuca krótkie spojrzenie na Manuela, po czym posyła mi jeszcze jedno ciepłe spojrzenie i sięgając po klamkę mówi:
– Jakoś się dogadamy.
– Jasne – uśmiecham się szeroko, po czym patrzę jak powoli opuszcza pomieszczenie.
Szykuję stół do kolejnego masażu i każę się położyć Poppingerowi. Gdy chłopak rozkłada  się wygodnie, rzuca mi zainteresowane spojrzenie.
– A ty czego byś znowu chciał? – rzucam, bo wiem, że jego mina oznacza kłopoty.
Uśmiecha się szeroko z zamkniętymi ustami przez co wygląda jak emotikona lenny face.
– No, to co…? Z czym się dogadacie? – zabawnie porusza brwiami.
Ręce po samej dupie opadają.
Nie jestem w stanie pohamować śmiechu. Rzucam mu mały ręcznik na twarz po czym, nie udzielając odpowiedzi, przechodzę do pracy.
Sesja z Poppim szybko mija – głównie na jego paplaniu o wszystkim. Gdy z nim kończę, głowa mi pęka. Zaglądam do następnej karty. Za chwilę ma przyjść Aschenwald. Na szczęście on jest mniej gadatliwy, a jego paplanie nie aż tak irytujące.
Philipp przychodzi punktualnie, grzecznie się rozbiera i kładzie na stole. Nadal jestem pod wrażeniem jego mięśni. Gdy byłam w jego wieku, żaden z moich kolegów nie wyglądał tak jak on. Teraz za to otaczają mnie sami tacy. Ale mało który jest taki piękny i gładki.
Po skończeniu masażu orientuję się, że Aschenwald nie reaguje na „okej, skończyłam, możesz się zbierać”. Szturcham go lekko w ramię, a wtedy głowa przekręca mu się na bok i usta rozchylają wypuszczając ciche chrapnięcie.
To są jakieś jaja.
– Philipp – szarpię go za przedramię. Zero reakcji. – PHILIPP – szarpię nieco mocniej. Nadal nic. – PHILIPP! – krzyczę waląc go otwartą dłonią w ramię.
Zrywa się do siadu i patrzy na mnie przerażony.
– Jezu, Ness, co ty robisz? – pyta zaspanym, gardłowym tonem.
– Fajnie się spało? – podpieram się pod boki.
– I to jak. Całkiem wygodne mają te stoły – uśmiecha się lekko.
Unoszę wysoko brwi i przekręcam głowę na bok.
– Serio?
– Serio. Możesz spróbować jak skończysz pracę. Wygodne jak hotelowe łóżka – gładzi stół dłonią.
Czy ktoś ma może patelnię?
– Skarbie – zwracam się do niego słodkim głosem. – Zmiataj mi stąd zanim cię znowu walnę – radzę, widząc, że po jego powiekach nadal błąka się sen. No ewidentnie nie kuma co się wokół niego dzieje.
Patrzy na mnie. Mruga raz, potem drugi i nagle trybik w mózgu przeskakuje.
– Aaa – mruczy tylko i powoli schodzi ze stołu. – Dzięki, super było – dodaje wciągając plażowe szorty. – Ale następnym razem mnie nie bij – prosi.
– Rozumiem, że preferujesz wiadro z zimną wodą? – uśmiecham się półgębkiem.
Zawstydzony chłopak drapie się po karku.
– Czy to nie powinien być dla ciebie komplement? Skoro zasnąłem to znaczy, że masaż był bardzo dobrze wykonany – uznaje w końcu.
– Czy ja ci wyglądam na pracownicę SPA? – bąkam. Nie taki rodzaj masażu wykonuję.
Chłopak tasuje mnie spojrzeniem.
– W sumie w tym kitlu… – zaczyna, jednak nie pozwalam mu skończyć.
Rzucam mu piorunujące spojrzenie.
– Idź już – mówię zrezygnowana.
Philipp wychodzi bez słowa.
Mam już ich dość, ale dzisiaj muszę wymasować jeszcze jednego. Ponownie myję ręce, podchodzę do biurka, przekładam kartę Aschenwalda i sięgam po następną. Zamieram.
No kurła nie!
Trzymam w dłoniach teczkę z czarnym podpisem „Fettner, M.” na okładce. Jestem pewna, że akurat jego przekazałam temu całemu Damienowi, drugiemu fizjoterapeucie. Zrobiłam to z premedytacją, więc pamiętam.
Przeglądam dokumenty, które miałam na biurku w nadziei, że znajdę kartę Koflera. Szukam raz, drugi, ale nigdzie jej nie ma. Drzwi do pomieszczenia otwierają się bez pukania. Nie chcę się odwracać, nie chcę go dotykać. Mam go na dzisiaj zwyczajnie dość.
Niechętnie, bardzo powoli odwracam się w stronę drzwi. Gdy podnoszę wzrok zauważam równie niezadowoloną minę co moja. Manuel patrzy na mnie z charakterystyczną dla niego pogardą.
– Tak bardzo chcesz znowu zobaczyć mnie prawie bez ubrań? – rzuca kąśliwie.
Wszystko we mnie buzuje.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------




Dzień dobry, dzień dobry!
To znowu ja! W końcu w normalnym odstępie czasu!
Jak podobał Wam się rozdział? Jakieś zastrzeżenia? A może pochwały? Dawajcie znać w komentarzach, zawsze lubię wiedzieć co myślicie na ten temat!

Miłej soboty!
Monika Karolina

7 komentarzy:

  1. No powiem szczerze że troszkę mnie zawiodła tam mokra koszulka, moja wizja numer 1: Fettner pomaga Nessi wytrzeć koszulkę serwetkami i wtedy przychodzi Michi i wrzeszczy na Manuela i nawet do chodzi do bójki:P a 2 wizja: Fettner oddaje Nessi swoją koszulkę i każe się przebrać i wtedy też przychodzi Michi i jest zaszokowany co jego sis robi w koszulce Fettnera a ten siedzi bez ;) ale to Twoje opowiadanie i Ty tu rządzisz :D
    Co do dzisiaj to ten masaż z Grzesiem.... no już myślałam że Nessi nie da rady (a tak na marginesie to ona sobie sama wybrała kogo chce masować? Bo jak tak to powinnia sie spodziewać nieubranego Grzesia ;P), odnośnie nagrody to myślałam że poprosi ją o buziaka w policzek ;) ale kolacja też fajny pomysł już się nie mogę doczekać jak pójdą na tą kolację:D
    No i oczywiście świetne zakończenie, ja coś tak czułam że Fettner sie tam pojawi, jestem baaaardzo ciekawa jak pdzebiegnie ta sesja.
    Czekam z utęsknieniem na następny.
    Życzę duuużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta już tutaj pragnie mordobicia. Jedno było, póki co wystarczy hahhaha
      Oj, czekaj, czekaj
      Pozdrawiam xxx

      Usuń
  2. Piszesz cudownie i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Co do Gregora, za wszelką cenę chce zdobyć Vanessę, ale ciekawi mnie jak przebiegnie ta sesja masażu z Fettnerem. Już nie mogę się doczekać... Czekam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba! Kolejna część już w te sobotę!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ups XD
    To znaczy dzień dobry czy coś.
    Głupio mi, że tak dawno nie komentowałam. Wybacz. Postaram się poprawić, ale różnie ze mną bywa.
    Jak między nimi iskrzy! O Nessie i Manuelu mówię. Iskrzy właściwie w nieprzyjemny sposób, ale momenty jakiegoś prawie że uśmiechu zaczynają się pojawiać. Inaczej z Gregorem. Nessa wyraźnie na niego leci, zresztą trudno nie lecieć tak naprawdę XD Ale sama nie wiem, co mnie bardziej przekonuje. Czy delikatny flirt czy ciskane gromy. Bardzo lubię powiedzenie "kto się czubi, ten się lubi" i dlatego koło Gregora stawiam mały znak zapytania. Ale niech się chłopak stara, bo tu się może jeszcze bardzo ciekawie zrobić :3
    buziak! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, ja tak troche pogawędkowo a nie komentarzowo (ale tak mnie zaciekawił ten wpis na twitterze o śmiechu) ale no wiecie,muszę :P
      "Nessa wyraźnie na niego leci, zresztą trudno nie lecieć tak naprawdę XD" - JAKIE TRUDNO??? Nie lecenie na zGreda to najłatwiejsza rzecz na świecie :P
      I chociaż nie lecenie na Fettnera jest chyba rownie proste to zdecydowanie wole 'kto się czubi ten się lubi' wiec głosuję za Fettnerem.

      PS. Przepraszam za wtrącanie się 🙈

      Usuń
    2. Oj tak, gromy latają, ale z niektórymi już tak bywa. Oczywiście, że na Gregora nie trudno lecieć hahah.
      A co do Aii, to bardzo proszę się wtrącać. Zapraszam częściej i także do samego opowiadania, a nie tylko odpowiadania na komentarze hahaha
      Także przesyłam buziaki [bo chyba tylko przesyłanie ich online nam zostało w dobie covid XD)

      Usuń