sobota, 7 sierpnia 2021

32.

~Vanessa~

Kończę papierkową robotę raptem kilka sekund przed tym, gdy ktoś puka do moich drzwi.

– Proszę! – mówię podnosząc się od biurka. Sięgam po cienką bluzę i narzucam go na ramiona.

Do pokoju wchodzi Kraftl z potarganymi na wszystkie strony włosami.

– Koniec tego dobrego, moja droga – huczy od progu. Rzucam mu pytające spojrzenie. – Idziemy na obiad – tłumaczy szybko.

Wzruszam ramionami.

– Świetnie, też miałam taki zamiar – odwracam się przez ramię i ogarniam wzrokiem biurko, żeby mieć pewność, że wszystko leży na swoim miejscu. – Właśnie skończyłam i miałam już wychodzić – dodaję spoglądając ponownie na bruneta.

Kraftl uśmiecha się szeroko.

– W takim razie, zapraszam – odsuwa się na bok i przepuszcza mnie w drzwiach.

Na korytarzu czeka już mój brat z rękami założonymi na piersi.

– Guzdrała – bąka pod nosem.

– To do mnie czy koło mnie? – pytam zdejmując gumkę z włosów. Roztrzepuję blond pukle szybkim gestem dłoni.

– Wybierz sobie – wzrusza ramionami obojętnie.

Razem udajemy się do stołówki. Na obiad dostajemy zieloną zupę krem o bliżej nieokreślonym smaku. Pocieszam się, że chociaż nie zachwyca kubków smakowych, to przynajmniej jest zdrowa. Drugie danie wydaje mi się wyjątkowo swojskie: pieczona ryba, ziemniaki i surówka z pora. Zjadłam ze smakiem, chłopcy również, choć ich posiłek trwał znacznie dłużej. Nic dziwnego, skoro zamiast jedzenia przerzucali się dowcipnymi acz kąśliwymi uwagami na temat kolegów. Byłam na tyle głodna, że nawet nie przysłuchiwałam się zbytnio ich dyskusji. Spałaszowałam wszystko z talerza i dopiero wtedy rozejrzałam się nieco.

Na drugim końcu stołu napotkałam spojrzenie Gregora. Uśmiechnęłam się delikatnie, choć jego twarz nie wyrażała emocji. Po prostu się we mnie wpatrywał, więc po chwili uniosłam pytająco brwi. Wzruszył ramionami, ale również nieznacznie się uśmiechnął. Ten mały gest rozjaśnił jego oczy i sprawił, że naraz w moje policzki uderzyło ciepło. Spuściłam głowę, starając się ukryć gorejącą czerwienią twarz.

Przeniosłam spojrzenie na Krafta skupionego na przełykaniu, żeby nie zadławić się od śmiechu. Przełknął i odkaszlnął kilkukrotnie.

– Udusić się przez was można – skomentował, na co większość odpowiedziała mu śmiechem. Michi podsunął przyjacielowi szklankę i przez chwilę bacznie obserwował Stefana. Kochałam w swym bracie troskliwość, którą obdarzał wszystkich swoich bliskich. Nawet jeśli czasem przeradzała się w paranoję, jak nieraz miało to miejsce w moim przypadku.

Nie zwracając uwagi na prawie duszącego się Krafta, Poppi już rozpoczął kolejny wywód na temat romantycznych podbojów radosnej gromadki.

– A widzieliście tę brunetkę? Tę, no wiecie, całą na pomarańczowo – próbował wyjaśnić. Chłopcy zdawali się nie mieć pojęcia o kogo mu chodzi. – No wiecie, ta co się do Gregora próbowała dobrać! – rzucił ściągając na siebie moją uwagę.

Poderwałam spojrzenie znad talerza i szybko przesunęłam nim po twarzy Grega. Głowę miał spuszczoną, lekko kręcił nią przecząco. Z jakiegoś, chyba nawet mi samej nieznanego, powodu poczułam lekkie ukłucie. Miałam wrażenie, że Schlierenzauer ukrywa się przede mną, unika mojego spojrzenia. Rzuciłam krótko wzrokiem na twarze pozostałych. Poppinger już rozpoczął swoją głównie seksistowską i nieco obleśną gadkę a temat jej urody i… atutów. Skrzywiam się na jego słowa oraz gesty jakimi podkreślał wypowiedź. Spojrzałam raz jeszcze na resztę skoczków, licząc, że na twarzy choć jednego z nich zobaczę podobną do mojej reakcję.

Moją uwagę przykuła wykrzywiona grymasem twarz Manuela. Wyczytać się z niej dało coś na wzór zniesmaczenia. Miałam wrażenie, że od razu wyczuł moje spojrzenie. Zwrócił się lekko i zmrużył oczy. Zrobiło mi się głupio, jakbym została przyłapana na czymś zakazanym. Usta same mi się otworzyły, spuściłam głowę i niespokojnie poprawiłam się na miejscu. Raz jeszcze spojrzałam na Fettnera. Już na mnie nie patrzył.

Odetchnęłam i spojrzałam na Krafta. Nabrał już nieco bardziej naturalnych kolorów, ale nadal powoli popijał sok ze szklanki Michiego. Brat uśmiechnął się do mnie cwaniacko.

– Nic się nie bój, będzie żył – skwitował.

Sarknęłam śmiechem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to pierwszy raz podczas tego posiłku.

 

Gdy po obiedzie wychodzimy ze stołówki, wlokę się jako ostatnia, leniwie przebierając nogami. Za rogiem czeka na mnie Gregor. Gapi się, ale ja nie wiem o co mu chodzi. Nie zagaduje, więc zwyczajnie go mijam a wtedy on łapie mnie delikatnie za nadgarstek i przyciąga do siebie.

– Ness, zaczekaj – szepcze. Czemu szepcze?

Żeby kaczka nie słyszała.

– Co jest? – pytam tak obojętnym tonem, że nawet ja czuję się nim oburzona.

Gregor ignoruje jednak brak zaaferowania w moim głosie i przygląda mi się przez chwilę. Rozluźnia uścisk na moim nadgarstku po czym przesuwa delikatnie po mej dłoni aż do palców. Potem splata delikatnie ich koniuszki z moimi. Przyglądam się temu, nasze dłonie dobrze razem wyglądają. Choć jego są oczywiście bardziej opalone, znacznie większe i smuklejsze.

– Masz może ochotę się przejść? – pyta wgapiony w nasze dłonie.

Mrugam dwa razy, żeby się otrząsnąć.

– Teraz? – pytam zdziwiona. Odruchowo spoglądam w stronę przeszklonych drzwi wejściowych.

Gregor śmieje się cicho i krótko.

– Nie, nie teraz – odpowiada. Podnosi na mnie spojrzenie. – To co, spacer po plaży dziś wieczorem? – proponuje ściszonym głosem.

Mam wrażenie, że jego wzrok jest w stanie przewiercić mnie na wylot a mimo to nie mogę się oderwać od tych pięknych, hipnotyzujących oczu. Mentalnie kopię się jednak w kostkę, żeby sprowadzić się na ziemię. Przechylam lekko głowę, zbliżam się jedynie o pół kroku. Taka bliskość sprawia, że nasze oddechy zderzają się ze sobą. Doskonale słyszymy miarowe bicie naszych serc.

– A jesteś pewny, że chcesz iść ze mną? – pytająco unoszę brew. W oczach Gregora rodzi się zmieszanie. – Bo wiesz… ta piękna Hiszpanka w pomarańczowym bikini na pewno byłaby chętna – dodaję, starając się zachować spokój.

Schlierenzauer od razu wyłapuje drobne drgnienie moich warg i niemal natychmiast sarka krótkim śmiechem. Z politowaniem kręci głową.

– Prawie się nabrałem – przyznaje rozbawiony. – Nie bój się, odwdzięczę się za takie żarty – grozi przewrotnie.

Przygryzam dolną wargę, szczerząc się jak głupia. Przez dłuższy moment po prostu patrzymy sobie w oczy i uśmiechamy się szeroko. Mam wrażenie, że świat wokół nas rozmywa się w nicość, przestaje istnieć. Dopiero delikatny uścisk wokół mych palców sprowadza mnie z powrotem do rzeczywistości.

– To jak będzie? – pyta ciepło Greg.

Marszczę nos jakbym nie była do końca przekonana względem jego propozycji.

– No nie wiem… – przeciągam wciąż się z nim drocząc.

Miodowowłosy przyciąga mnie bliżej i oplata ramionami moją talię. Jestem zdziwiona tym gestem, serce podchodzi mi do gardła. Nasze twarze niemal się stykają. Staram się oddychać, ale nie jestem w stanie. Zatyka mnie. Czuję się bezbronna a mimo to zupełnie bezpieczna.

– Teraz nie masz wyjścia. Musisz się zgodzić. Jeśli tego nie zrobisz, nigdzie cię nie puszczę – mówi a z każdym słowem jego twarz zdaje się przybliżać do mojej.

Nos Gregora muska mój delikatne. Mydlana bańka pryska, mój paraliż mija.

– Dobrze, już dobrze. Skoro tak się upierasz to pójdę z tobą na ten spacer – bąkam jakby od niechcenia i wygrzebuję się z ramion Schlieriego.

Serce mi wali, przed oczami ciemnieje. Kolana drżą do tego stopnia, że za chwilę zaczną obijać się o siebie. Z siłą oceanu uderzają we mnie kolejne fale gorąca. Staram się nad sobą zapanować, z każdym oddechem przywracam swój organizm do normalnego stanu.

Gregor wygląda natomiast w pełni swobodnie. Jakby to, co stało się przed chwilą nie miało większego znaczenia. Jedynie uśmiecha się triumfalnie.

– I co, zadowolony z siebie jesteś? – rzucam z udawanym oburzeniem.

Zarówno dla siebie jak i dla niego muszę brzmieć równie absurdalnie, bo na raz wybuchamy śmiechem. Greg odpycha się od ściany, o którą wspierał się plecami. Robi krok w moją stronę, oplata moje barki ramieniem i delikatnie na mnie zawisa.

– Moja złośnica – bąka po czym szybko czochra moje włosy. Odchodzi bez większych ceregieli, wciska guzik wzywający windę a potem odwraca się na pięcie. – Przyjdę o dziewiątej – dodaje tylko. Drzwi windy otwierają się z charakterystycznym brzdęknięciem. Gregor wchodzi do środka i chwilę później już go nie ma.

Próbuję się ruszyć, ale mam wrażenie, że moje buty wrosły w podłogę. W głowie dźwięczy mi jedna myśl: moja złośnica.

 

Kolacja i masaże mijają mi dosyć szybko. Po prostu nie skupiam się na tych wszystkich głupotach, o których opowiadają chłopcy. Potakuję tylko w odpowiednich miejscach, tworząc ułudę zaangażowania w dyskusję. Po ostatnim masażu szybko się ogarniam i wrzucam na siebie coś wygodnego. Punkt dziewiąta Gregor puka do moich drzwi. Przeglądam się naprędce w lustrze po czym wypadam na korytarz.

– Cześć – mówi miodowowłosy i zabawnie porusza brwiami.

Odpowiadam uśmiechem. Drogę do windy pokonujemy w milczeniu. Na dół również zjeżdżamy bez słowa. Przyglądamy się sobie jak zaklęci. Mam wrażenie, że zachowujemy się jak zauroczone dzieciaki. Mentalnie przewracam oczami. Tak naprawdę jestem trochę jak dzieciak przeżywający pierwsze zauroczenie. Choć to głupie, nie umiem przestać się uśmiechać, gdy widzę dołeczki w jego policzkach.

Wychodząc z hotelu owiewa nas ciepłe powietrze. Kierujemy się bezpośrednio na plażę. Gregor pyta jak minął mi dzień a ja odpowiadam, że był strasznie nudny. Nie powstrzymuję się przed uszczypliwym komentarzem nawiązującym do historii o pięknej Hiszpance. Schlierie nawet nie odpowiada, kwituje to jedynie krótkim śmiechem po czym szturcha mnie ramieniem.

Odpowiadam tym samym. Dalej idziemy ramię w ramię, nie odsuwamy się. Nawet nie wiem kiedy dokładnie nasze dłonie się stykają i splatają. Nagle Gregor odwraca się przez ramię, spoglądając na morze.

– Słońce już zachodzi – informuje, więc zatrzymuję się.

Jest w tym małym momencie coś magicznego. Hipnotyzująca tarcza przesuwa się wolno po nieboskłonie. Greg delikatnie chwyta moją talię jedną dłonią. Nie czuję oporów, żeby wesprzeć się plecami na jego torsie. Mam wrażenie, że przełamaliśmy kolejną barierę, weszliśmy na następny etap. Po chwili czuję jego oddech tuż przy moim uchu.

– Jesteś taka piękna – szepcze głosem, od którego miękną pode mną kolana.

Odwracam głowę. Patrzymy sobie prosto w oczy. To trwa jedynie mgnienie, nim jego usta stykają się z moimi. Zaciskam powieki orientując się co właściwie ma miejsce. Czuję dokładnie jego zapach, smak tych wiecznie uśmiechniętych ust i ciepło bijące od jego serca. W brzuchu mi trzepocze, mam wrażenie, że latające w nim motyle unoszą mnie kilka centymetrów nad ziemię.

Mój pierwszy pocałunek. Nie mam pojęcia czy był idealny. Nie wiem czy był chociaż dobry. Wiem, że był mój. I Gregora. Chłopak odsuwa się ode mnie delikatnie. Otwieram oczy, czuję jak robią się wilgotne. Miodowowłosy wygląda na nieco zdezorientowanego.

– Wszystko okej? Wygłupiłem się? – pyta od razu.

Kręcę przecząco głową.

– Jest znacznie lepiej niż okej – odpowiadam i lekko parskam śmiechem. – Lepiej niż okej – powtarzam.

Moja ręka samowolnie wędruje ku jego twarzy. Gładzę go po policzku a wtedy Gregor całuje mnie ponownie. Tym razem odpowiadam. Moje wargi same wiedzą co robić. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Odrywamy się do siebie, potem delikatnie się odsuwam nadal oszołomiona tym, co się wydarzyło. Spoglądam na morze. Spektakl słoneczny już się zakończył. Magiczna chwila minęła a mimo to mam wrażenie jakbym nadal unosiła się na chmurce. Czy tak właśnie wygląda bujanie w obłokach?

Gregor obejmuje mnie w pasie.

– Zaczyna robić się chłodno. Chcesz wracać? – pyta troskliwie.

Dopiero teraz rozważam czy gęsia skórka, która obsiała mi ramiona jest efektem nowego przeżycia, czy jednak reakcją na zimny wiatr. Być może prawda leży gdzieś pośrodku i tak naprawdę jest to wypadkowa. Zgadzam się jednak na powrót, bo papierkowa robota – choć pozornie lżejsza od pracy fizycznej – wymęczyła mnie na dobre. Marzy mi się jedynie ciepły prysznic i przyjemny dotyk czystej pościeli.

Wracając przez całą drogę trzymamy się za ręce. To zabawne, ale zdaję sobie sprawę, że nigdy nie szłam z kimś za ręce w TEN sposób. Nasze palce są przeplecione, nie złączone jak to miałam w zwyczaju trzymać mamę w dzieciństwie. Niech mówią co chcą, dla mnie to zupełnie co innego.

Przy hotelowych drzwiach Gregor kradnie jeszcze jeden pocałunek, potem – w windzie – dystansujemy się nieco. Tak na wszelki wypadek. Przy drzwiach do mojego pokoju rozstajemy się, niechętnie puszczając swoje dłonie.

– Dobranoc – szepcze ciepło Schlierenzauer a ja od razu wiem, że to dobranoc będzie mi się śniło po nocach.

– Spokojnej nocy – odpowiadam z uśmiechem.

Chłopak wywraca oczami.

– Nawet się nie łudź, że taka będzie. Pewnie nie zmrużę oka do północy – żartuje.

Śmieję się cicho w obawie, że ktoś nas nakryje.

– Pa – zakańczam dyskusję i naciskam klamkę.

Nie w głowie mi teraz zwracanie uwagi na takie szczegóły jak nie użycie karty magnetycznej. Po prostu wchodzę o środka.


----------------------------------------------------------------------

Dzień dobry! [a raczej dobry wieczór, patrząc na godzinę publikacji]

Dziś ogłaszamy wyniki konkursu!

          

Ale najpierw trochę o tym co się tutaj wydarzyło...

Przepraszam najmocniej za nadużywanie szyku przestawnego. Stosuję go zdecydowanie za często, ale zauważyłam, że nawet moje myśli są w taki sposób sformułowane. To chyba oznacza, że nie mogę się od niego uwolnić. Opcjonalnie będzie to po prostu bardzo trudne, ale może z czasem nauczę się pisać inaczej.

Co do samej akcji... Powiem tak: dzieje się. Mam nadzieję, że wy także to tak odbierzecie. Mi ten rozdział pisało się bardzo lekko, ale nie do końca łatwo. Można powiedzieć, że w pewien sposób czułam to, co główna bohaterka. I, na Boga, cholernie ciężko było mi to opisać. Mam nadzieję, że jakoś się jednak udało. Dajcie znać, co sądzicie o takim rozwoju akcji. :D 

A przechodząc do wyników. Niezwykle mi miło ogłosić, że zwycięzcą konkursu zostaje... NIKT! Wiem, dziwne ogłoszenie, ale nie wykazaliście inicjatywy (domyślam się, że nie było łatwo przegrzebać tyle materiału, ale Wasza strata hahah). Mimo wszystko, z całego serduszka dziękuję za komentarze. Uwielbiam dostawać od Was wiadomości zwrotne. Zwłaszcza, że mam tu dwie osoby, które zawsze wracają i zostawiają komentarz. Są one dla mnie bardzo ważne, bo dzięki waszej opinii wiem co się Wam podoba, czego dawać więcej. 

To chyba wszystko, co mam do powiedzenia. Dziękuję za uwagę! 

Z pozdrowieniami,

Monika Karolina


P. S.

Spokojnej nocy :D

2 komentarze:

  1. Oj!
    Gdy Popi zaczął mówił o tej Hiszpance w pomarańczowym kostiumie, sama poczułam się zazdrosna! Manuelu, tak się po prostu nie robi!
    A co do samej akcji, rozdział czytał mi się bardzo przyjemnie, taki delikatny, romantyczny i w końcu doszło do pierwszych, wielkich uniesień! No, no, panie Schlierenzauer! Widzę w panu duszę romantyka i to jakiego! Mam nadzieję, że tego nie zepsujesz a plotka Popiego to tylko plotka bo jak nie, to będziesz miał ze mną doczynienia!
    Myślę, że opis przeżyć Vanessy był naprawdę wyważony, pierwszy pocałunek dziewczyny, dużo dziwnych emocji, przekonanie, że jest idealnie bądź nie, pełno strachu, niewiedzy, ale też i głębokiego podniecenia. W końcu całowała się kilkakrotnie z samym Schlierenzauerem!


    Mam dziwne wrażenie, że rozdział jest o wiele krótszy od pozostałych, ale jakoś mi to nie przeszkadza (chyba tylko to, że zbyt szybko się skończył, boli najbardziej, 😐)

    PS. Nie chcę, wyjść na wścibską, ale muszę przyznać, że cały lipiec czekałam na kolejny rozdział, mając cichą nadzieję, że wakacje spędzę właśnie z Ness, Gregorem, Fettnerem i całą austriacką kadrą,ale czekanie przez miesiąc mi się opłaciło!



    Zapraszam również do siebie, na mojego Wattpada
    https://www.wattpad.com/1097481910-dwojga-imion-i
    Tam też powoli zaczyna się coś dziać!

    Życzę wszystkiego dobrego i dużo weny, bo już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, mając cichą nadzieję, że Fettner widział naszych zakochanych!

    OdpowiedzUsuń
  2. No no no Ale się podziało. Super że w końcu został skradziony ten pierwszy buziak.
    Odnośnie rozdziału, to powiem szczerze, że myślałam że Grześ jest zły na Ness, bo to zachowanie przy śniadaniu takie podejrzane.
    Co do Manuela to tak coś czułam, że on jedyny może czuć się zniesmaczony co do anegdotek na temat Pani Hiszpanki.
    W nawiązaniu do zakończenia, to coś czuję że albo ktoś czeka na Ness w środku albo ktoś tam buszował albo to Fettner który przyniósł sukienkę.
    Aaa... właśnie sukienka. Obiecałam, że powiem co ukluło się w mojej głowie w związku z tą sukienką Nessy. Ja to widzę tak "Michi zauważy że Fettner idzie z sukienką Vanessy i zacznie się pytać co i jak i skąd, ten będzie kręcił i Michi mu obije twarzyczkę albo druga opcja koledzy znajdą w pokoju Fettnera sukienkę i zaczną się zastanawiać skąd i Grześ pomyśli że Nessa spędziła noc u Fettnera i że mają jakiś romans."
    No dobra dość głupich pomysłów, czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam, buziaki xoxo

    OdpowiedzUsuń