~Vanessa~
Kończę
papierkową robotę raptem kilka sekund przed tym, gdy ktoś puka do moich drzwi.
–
Proszę! – mówię podnosząc się od biurka. Sięgam po cienką bluzę i narzucam go
na ramiona.
Do
pokoju wchodzi Kraftl z potarganymi na wszystkie strony włosami.
–
Koniec tego dobrego, moja droga – huczy od progu. Rzucam mu pytające
spojrzenie. – Idziemy na obiad – tłumaczy szybko.
Wzruszam
ramionami.
–
Świetnie, też miałam taki zamiar – odwracam się przez ramię i ogarniam wzrokiem
biurko, żeby mieć pewność, że wszystko leży na swoim miejscu. – Właśnie
skończyłam i miałam już wychodzić – dodaję spoglądając ponownie na bruneta.
Kraftl
uśmiecha się szeroko.
–
W takim razie, zapraszam – odsuwa się na bok i przepuszcza mnie w drzwiach.
Na
korytarzu czeka już mój brat z rękami założonymi na piersi.
–
Guzdrała – bąka pod nosem.
–
To do mnie czy koło mnie? – pytam zdejmując gumkę z włosów. Roztrzepuję blond
pukle szybkim gestem dłoni.
–
Wybierz sobie – wzrusza ramionami obojętnie.
Razem
udajemy się do stołówki. Na obiad dostajemy zieloną zupę krem o bliżej
nieokreślonym smaku. Pocieszam się, że chociaż nie zachwyca kubków smakowych,
to przynajmniej jest zdrowa. Drugie danie wydaje mi się wyjątkowo swojskie:
pieczona ryba, ziemniaki i surówka z pora. Zjadłam ze smakiem, chłopcy również,
choć ich posiłek trwał znacznie dłużej. Nic dziwnego, skoro zamiast jedzenia
przerzucali się dowcipnymi acz kąśliwymi uwagami na temat kolegów. Byłam na
tyle głodna, że nawet nie przysłuchiwałam się zbytnio ich dyskusji.
Spałaszowałam wszystko z talerza i dopiero wtedy rozejrzałam się nieco.
Na
drugim końcu stołu napotkałam spojrzenie Gregora. Uśmiechnęłam się delikatnie,
choć jego twarz nie wyrażała emocji. Po prostu się we mnie wpatrywał, więc po
chwili uniosłam pytająco brwi. Wzruszył ramionami, ale również nieznacznie się
uśmiechnął. Ten mały gest rozjaśnił jego oczy i sprawił, że naraz w moje
policzki uderzyło ciepło. Spuściłam głowę, starając się ukryć gorejącą
czerwienią twarz.
Przeniosłam
spojrzenie na Krafta skupionego na przełykaniu, żeby nie zadławić się od
śmiechu. Przełknął i odkaszlnął kilkukrotnie.
–
Udusić się przez was można – skomentował, na co większość odpowiedziała mu
śmiechem. Michi podsunął przyjacielowi szklankę i przez chwilę bacznie
obserwował Stefana. Kochałam w swym bracie troskliwość, którą obdarzał
wszystkich swoich bliskich. Nawet jeśli czasem przeradzała się w paranoję, jak
nieraz miało to miejsce w moim przypadku.
Nie
zwracając uwagi na prawie duszącego się Krafta, Poppi już rozpoczął kolejny
wywód na temat romantycznych podbojów radosnej gromadki.
–
A widzieliście tę brunetkę? Tę, no wiecie, całą na pomarańczowo – próbował
wyjaśnić. Chłopcy zdawali się nie mieć pojęcia o kogo mu chodzi. – No wiecie,
ta co się do Gregora próbowała dobrać! – rzucił ściągając na siebie moją uwagę.
Poderwałam
spojrzenie znad talerza i szybko przesunęłam nim po twarzy Grega. Głowę miał
spuszczoną, lekko kręcił nią przecząco. Z jakiegoś, chyba nawet mi samej
nieznanego, powodu poczułam lekkie ukłucie. Miałam wrażenie, że Schlierenzauer
ukrywa się przede mną, unika mojego spojrzenia. Rzuciłam krótko wzrokiem na
twarze pozostałych. Poppinger już rozpoczął swoją głównie seksistowską i nieco
obleśną gadkę a temat jej urody i… atutów. Skrzywiam się na jego słowa oraz
gesty jakimi podkreślał wypowiedź. Spojrzałam raz jeszcze na resztę skoczków,
licząc, że na twarzy choć jednego z nich zobaczę podobną do mojej reakcję.
Moją
uwagę przykuła wykrzywiona grymasem twarz Manuela. Wyczytać się z niej dało coś
na wzór zniesmaczenia. Miałam wrażenie, że od razu wyczuł moje spojrzenie.
Zwrócił się lekko i zmrużył oczy. Zrobiło mi się głupio, jakbym została
przyłapana na czymś zakazanym. Usta same mi się otworzyły, spuściłam głowę i
niespokojnie poprawiłam się na miejscu. Raz jeszcze spojrzałam na Fettnera. Już
na mnie nie patrzył.
Odetchnęłam
i spojrzałam na Krafta. Nabrał już nieco bardziej naturalnych kolorów, ale
nadal powoli popijał sok ze szklanki Michiego. Brat uśmiechnął się do mnie
cwaniacko.
–
Nic się nie bój, będzie żył – skwitował.
Sarknęłam
śmiechem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to pierwszy raz podczas
tego posiłku.
Gdy
po obiedzie wychodzimy ze stołówki, wlokę się jako ostatnia, leniwie
przebierając nogami. Za rogiem czeka na mnie Gregor. Gapi się, ale ja nie wiem
o co mu chodzi. Nie zagaduje, więc zwyczajnie go mijam a wtedy on łapie mnie
delikatnie za nadgarstek i przyciąga do siebie.
–
Ness, zaczekaj – szepcze. Czemu szepcze?
Żeby kaczka nie
słyszała.
–
Co jest? – pytam tak obojętnym tonem, że nawet ja czuję się nim oburzona.
Gregor
ignoruje jednak brak zaaferowania w moim głosie i przygląda mi się przez
chwilę. Rozluźnia uścisk na moim nadgarstku po czym przesuwa delikatnie po mej
dłoni aż do palców. Potem splata delikatnie ich koniuszki z moimi. Przyglądam
się temu, nasze dłonie dobrze razem wyglądają. Choć jego są oczywiście bardziej
opalone, znacznie większe i smuklejsze.
–
Masz może ochotę się przejść? – pyta wgapiony w nasze dłonie.
Mrugam
dwa razy, żeby się otrząsnąć.
–
Teraz? – pytam zdziwiona. Odruchowo spoglądam w stronę przeszklonych drzwi
wejściowych.
Gregor
śmieje się cicho i krótko.
–
Nie, nie teraz – odpowiada. Podnosi na mnie spojrzenie. – To co, spacer po
plaży dziś wieczorem? – proponuje ściszonym głosem.
Mam
wrażenie, że jego wzrok jest w stanie przewiercić mnie na wylot a mimo to nie
mogę się oderwać od tych pięknych, hipnotyzujących oczu. Mentalnie kopię się
jednak w kostkę, żeby sprowadzić się na ziemię. Przechylam lekko głowę, zbliżam
się jedynie o pół kroku. Taka bliskość sprawia, że nasze oddechy zderzają się
ze sobą. Doskonale słyszymy miarowe bicie naszych serc.
–
A jesteś pewny, że chcesz iść ze mną? – pytająco unoszę brew. W oczach Gregora
rodzi się zmieszanie. – Bo wiesz… ta piękna Hiszpanka w pomarańczowym bikini na
pewno byłaby chętna – dodaję, starając się zachować spokój.
Schlierenzauer
od razu wyłapuje drobne drgnienie moich warg i niemal natychmiast sarka krótkim
śmiechem. Z politowaniem kręci głową.
–
Prawie się nabrałem – przyznaje rozbawiony. – Nie bój się, odwdzięczę się za
takie żarty – grozi przewrotnie.
Przygryzam
dolną wargę, szczerząc się jak głupia. Przez dłuższy moment po prostu patrzymy
sobie w oczy i uśmiechamy się szeroko. Mam wrażenie, że świat wokół nas rozmywa
się w nicość, przestaje istnieć. Dopiero delikatny uścisk wokół mych palców
sprowadza mnie z powrotem do rzeczywistości.
–
To jak będzie? – pyta ciepło Greg.
Marszczę
nos jakbym nie była do końca przekonana względem jego propozycji.
–
No nie wiem… – przeciągam wciąż się z nim drocząc.
Miodowowłosy
przyciąga mnie bliżej i oplata ramionami moją talię. Jestem zdziwiona tym
gestem, serce podchodzi mi do gardła. Nasze twarze niemal się stykają. Staram
się oddychać, ale nie jestem w stanie. Zatyka mnie. Czuję się bezbronna a mimo
to zupełnie bezpieczna.
–
Teraz nie masz wyjścia. Musisz się zgodzić. Jeśli tego nie zrobisz, nigdzie cię
nie puszczę – mówi a z każdym słowem jego twarz zdaje się przybliżać do mojej.
Nos
Gregora muska mój delikatne. Mydlana bańka pryska, mój paraliż mija.
–
Dobrze, już dobrze. Skoro tak się upierasz to pójdę z tobą na ten spacer –
bąkam jakby od niechcenia i wygrzebuję się z ramion Schlieriego.
Serce
mi wali, przed oczami ciemnieje. Kolana drżą do tego stopnia, że za chwilę
zaczną obijać się o siebie. Z siłą oceanu uderzają we mnie kolejne fale gorąca.
Staram się nad sobą zapanować, z każdym oddechem przywracam swój organizm do
normalnego stanu.
Gregor
wygląda natomiast w pełni swobodnie. Jakby to, co stało się przed chwilą nie
miało większego znaczenia. Jedynie uśmiecha się triumfalnie.
–
I co, zadowolony z siebie jesteś? – rzucam z udawanym oburzeniem.
Zarówno
dla siebie jak i dla niego muszę brzmieć równie absurdalnie, bo na raz
wybuchamy śmiechem. Greg odpycha się od ściany, o którą wspierał się plecami.
Robi krok w moją stronę, oplata moje barki ramieniem i delikatnie na mnie
zawisa.
–
Moja złośnica – bąka po czym szybko czochra moje włosy. Odchodzi bez większych
ceregieli, wciska guzik wzywający windę a potem odwraca się na pięcie. –
Przyjdę o dziewiątej – dodaje tylko. Drzwi windy otwierają się z
charakterystycznym brzdęknięciem. Gregor wchodzi do środka i chwilę później już
go nie ma.
Próbuję
się ruszyć, ale mam wrażenie, że moje buty wrosły w podłogę. W głowie dźwięczy
mi jedna myśl: moja złośnica.
Kolacja
i masaże mijają mi dosyć szybko. Po prostu nie skupiam się na tych wszystkich
głupotach, o których opowiadają chłopcy. Potakuję tylko w odpowiednich
miejscach, tworząc ułudę zaangażowania w dyskusję. Po ostatnim masażu szybko
się ogarniam i wrzucam na siebie coś wygodnego. Punkt dziewiąta Gregor puka do
moich drzwi. Przeglądam się naprędce w lustrze po czym wypadam na korytarz.
–
Cześć – mówi miodowowłosy i zabawnie porusza brwiami.
Odpowiadam
uśmiechem. Drogę do windy pokonujemy w milczeniu. Na dół również zjeżdżamy bez
słowa. Przyglądamy się sobie jak zaklęci. Mam wrażenie, że zachowujemy się jak
zauroczone dzieciaki. Mentalnie przewracam oczami. Tak naprawdę jestem trochę
jak dzieciak przeżywający pierwsze zauroczenie. Choć to głupie, nie umiem
przestać się uśmiechać, gdy widzę dołeczki w jego policzkach.
Wychodząc
z hotelu owiewa nas ciepłe powietrze. Kierujemy się bezpośrednio na plażę. Gregor
pyta jak minął mi dzień a ja odpowiadam, że był strasznie nudny. Nie powstrzymuję
się przed uszczypliwym komentarzem nawiązującym do historii o pięknej Hiszpance.
Schlierie nawet nie odpowiada, kwituje to jedynie krótkim śmiechem po czym
szturcha mnie ramieniem.
Odpowiadam
tym samym. Dalej idziemy ramię w ramię, nie odsuwamy się. Nawet nie wiem kiedy
dokładnie nasze dłonie się stykają i splatają. Nagle Gregor odwraca się przez
ramię, spoglądając na morze.
–
Słońce już zachodzi – informuje, więc zatrzymuję się.
Jest
w tym małym momencie coś magicznego. Hipnotyzująca tarcza przesuwa się wolno po
nieboskłonie. Greg delikatnie chwyta moją talię jedną dłonią. Nie czuję oporów,
żeby wesprzeć się plecami na jego torsie. Mam wrażenie, że przełamaliśmy
kolejną barierę, weszliśmy na następny etap. Po chwili czuję jego oddech tuż
przy moim uchu.
–
Jesteś taka piękna – szepcze głosem, od którego miękną pode mną kolana.
Odwracam
głowę. Patrzymy sobie prosto w oczy. To trwa jedynie mgnienie, nim jego usta
stykają się z moimi. Zaciskam powieki orientując się co właściwie ma miejsce. Czuję
dokładnie jego zapach, smak tych wiecznie uśmiechniętych ust i ciepło bijące od
jego serca. W brzuchu mi trzepocze, mam wrażenie, że latające w nim motyle
unoszą mnie kilka centymetrów nad ziemię.
Mój
pierwszy pocałunek. Nie mam pojęcia czy był idealny. Nie wiem czy był chociaż
dobry. Wiem, że był mój. I Gregora. Chłopak odsuwa się ode mnie delikatnie. Otwieram
oczy, czuję jak robią się wilgotne. Miodowowłosy wygląda na nieco
zdezorientowanego.
–
Wszystko okej? Wygłupiłem się? – pyta od razu.
Kręcę
przecząco głową.
–
Jest znacznie lepiej niż okej – odpowiadam i lekko parskam śmiechem. – Lepiej
niż okej – powtarzam.
Moja
ręka samowolnie wędruje ku jego twarzy. Gładzę go po policzku a wtedy Gregor
całuje mnie ponownie. Tym razem odpowiadam. Moje wargi same wiedzą co robić. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Odrywamy
się do siebie, potem delikatnie się odsuwam nadal oszołomiona tym, co się
wydarzyło. Spoglądam na morze. Spektakl słoneczny już się zakończył. Magiczna chwila
minęła a mimo to mam wrażenie jakbym nadal unosiła się na chmurce. Czy tak
właśnie wygląda bujanie w obłokach?
Gregor
obejmuje mnie w pasie.
–
Zaczyna robić się chłodno. Chcesz wracać? – pyta troskliwie.
Dopiero
teraz rozważam czy gęsia skórka, która obsiała mi ramiona jest efektem nowego
przeżycia, czy jednak reakcją na zimny wiatr. Być może prawda leży gdzieś
pośrodku i tak naprawdę jest to wypadkowa. Zgadzam się jednak na powrót, bo
papierkowa robota – choć pozornie lżejsza od pracy fizycznej – wymęczyła mnie
na dobre. Marzy mi się jedynie ciepły prysznic i przyjemny dotyk czystej pościeli.
Wracając
przez całą drogę trzymamy się za ręce. To zabawne, ale zdaję sobie sprawę, że
nigdy nie szłam z kimś za ręce w TEN sposób. Nasze palce są przeplecione, nie
złączone jak to miałam w zwyczaju trzymać mamę w dzieciństwie. Niech mówią co
chcą, dla mnie to zupełnie co innego.
Przy
hotelowych drzwiach Gregor kradnie jeszcze jeden pocałunek, potem – w windzie –
dystansujemy się nieco. Tak na wszelki wypadek. Przy drzwiach do mojego pokoju
rozstajemy się, niechętnie puszczając swoje dłonie.
–
Dobranoc – szepcze ciepło Schlierenzauer a ja od razu wiem, że to dobranoc
będzie mi się śniło po nocach.
–
Spokojnej nocy – odpowiadam z uśmiechem.
Chłopak
wywraca oczami.
–
Nawet się nie łudź, że taka będzie. Pewnie nie zmrużę oka do północy – żartuje.
Śmieję
się cicho w obawie, że ktoś nas nakryje.
–
Pa – zakańczam dyskusję i naciskam klamkę.
Nie
w głowie mi teraz zwracanie uwagi na takie szczegóły jak nie użycie karty
magnetycznej. Po prostu wchodzę o środka.
----------------------------------------------------------------------
Dzień dobry! [a raczej dobry wieczór, patrząc na godzinę publikacji]
Dziś ogłaszamy wyniki konkursu!
Ale najpierw trochę o tym co się tutaj wydarzyło...
Przepraszam najmocniej za nadużywanie szyku przestawnego. Stosuję go zdecydowanie za często, ale zauważyłam, że nawet moje myśli są w taki sposób sformułowane. To chyba oznacza, że nie mogę się od niego uwolnić. Opcjonalnie będzie to po prostu bardzo trudne, ale może z czasem nauczę się pisać inaczej.
Co do samej akcji... Powiem tak: dzieje się. Mam nadzieję, że wy także to tak odbierzecie. Mi ten rozdział pisało się bardzo lekko, ale nie do końca łatwo. Można powiedzieć, że w pewien sposób czułam to, co główna bohaterka. I, na Boga, cholernie ciężko było mi to opisać. Mam nadzieję, że jakoś się jednak udało. Dajcie znać, co sądzicie o takim rozwoju akcji. :D
A przechodząc do wyników. Niezwykle mi miło ogłosić, że zwycięzcą konkursu zostaje... NIKT! Wiem, dziwne ogłoszenie, ale nie wykazaliście inicjatywy (domyślam się, że nie było łatwo przegrzebać tyle materiału, ale Wasza strata hahah). Mimo wszystko, z całego serduszka dziękuję za komentarze. Uwielbiam dostawać od Was wiadomości zwrotne. Zwłaszcza, że mam tu dwie osoby, które zawsze wracają i zostawiają komentarz. Są one dla mnie bardzo ważne, bo dzięki waszej opinii wiem co się Wam podoba, czego dawać więcej.
To chyba wszystko, co mam do powiedzenia. Dziękuję za uwagę!
Z pozdrowieniami,
Monika
Karolina
P. S.
Spokojnej nocy :D
Oj!
OdpowiedzUsuńGdy Popi zaczął mówił o tej Hiszpance w pomarańczowym kostiumie, sama poczułam się zazdrosna! Manuelu, tak się po prostu nie robi!
A co do samej akcji, rozdział czytał mi się bardzo przyjemnie, taki delikatny, romantyczny i w końcu doszło do pierwszych, wielkich uniesień! No, no, panie Schlierenzauer! Widzę w panu duszę romantyka i to jakiego! Mam nadzieję, że tego nie zepsujesz a plotka Popiego to tylko plotka bo jak nie, to będziesz miał ze mną doczynienia!
Myślę, że opis przeżyć Vanessy był naprawdę wyważony, pierwszy pocałunek dziewczyny, dużo dziwnych emocji, przekonanie, że jest idealnie bądź nie, pełno strachu, niewiedzy, ale też i głębokiego podniecenia. W końcu całowała się kilkakrotnie z samym Schlierenzauerem!
Mam dziwne wrażenie, że rozdział jest o wiele krótszy od pozostałych, ale jakoś mi to nie przeszkadza (chyba tylko to, że zbyt szybko się skończył, boli najbardziej, 😐)
PS. Nie chcę, wyjść na wścibską, ale muszę przyznać, że cały lipiec czekałam na kolejny rozdział, mając cichą nadzieję, że wakacje spędzę właśnie z Ness, Gregorem, Fettnerem i całą austriacką kadrą,ale czekanie przez miesiąc mi się opłaciło!
Zapraszam również do siebie, na mojego Wattpada
https://www.wattpad.com/1097481910-dwojga-imion-i
Tam też powoli zaczyna się coś dziać!
Życzę wszystkiego dobrego i dużo weny, bo już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, mając cichą nadzieję, że Fettner widział naszych zakochanych!
No no no Ale się podziało. Super że w końcu został skradziony ten pierwszy buziak.
OdpowiedzUsuńOdnośnie rozdziału, to powiem szczerze, że myślałam że Grześ jest zły na Ness, bo to zachowanie przy śniadaniu takie podejrzane.
Co do Manuela to tak coś czułam, że on jedyny może czuć się zniesmaczony co do anegdotek na temat Pani Hiszpanki.
W nawiązaniu do zakończenia, to coś czuję że albo ktoś czeka na Ness w środku albo ktoś tam buszował albo to Fettner który przyniósł sukienkę.
Aaa... właśnie sukienka. Obiecałam, że powiem co ukluło się w mojej głowie w związku z tą sukienką Nessy. Ja to widzę tak "Michi zauważy że Fettner idzie z sukienką Vanessy i zacznie się pytać co i jak i skąd, ten będzie kręcił i Michi mu obije twarzyczkę albo druga opcja koledzy znajdą w pokoju Fettnera sukienkę i zaczną się zastanawiać skąd i Grześ pomyśli że Nessa spędziła noc u Fettnera i że mają jakiś romans."
No dobra dość głupich pomysłów, czekam na nowy rozdział.
Pozdrawiam, buziaki xoxo